Siedziałam w samolocie obok pięcioletniej może dziewczynki, która przez cały czas siedziała z noskiem przyciśniętym do szyby. Wreszcie jej mama spytała:
- Na co tak patrzysz, córeczko?
- Patrzę, czy tu gdzieś babci nie zobaczę.
- Ale przecież babcia umarła.
- No właśnie dlatego. Wszyscy mówili, że poszła do nieba, no to jej szukam.
Śmierć. Powszednia jak narodziny, ale trudno ogarnąć ją rozumem. Nawet nam, dorosłym, a co dopiero dziecku, które myśli bardzo konkretnie. Potrzeba wielu lat, by w pełni uchwyciło tak abstrakcyjne pojęcia, jak: "istnienie", "przemijanie", "nigdy" i "na zawsze".
Pojąć to, co nieodwracalne
Przez pierwsze lata swego życia dziecko chłonie świat głównie zmysłami. Bardziej czuje, niż myśli. Doskonale odbiera nastrój i emocje otaczających je osób. Czuje, czy są one przyjemne, czy nie. Spokojne czy pełne lęku. Przyjazne czy gniewne. I czy ma się bać tego, co dzieje się wokół, czy też może się czuć bezpiecznie. Kiedy ktoś w rodzinie umiera, nagle wszyscy smucą się, płaczą. Dwu-, trzylatek nie rozumie, dlaczego, ale udziela mu się niepokój i przygnębienie rodziców, może okazywać strach, bronić się przed zaśnięciem albo budzić w nocy.
Czterolatek ma już pewne wyobrażenie, czym jest śmierć. Wie, że mama czasami wyjeżdża i jej nie ma. Ze śmiercią jest tak samo. Ktoś wyjeżdża i go nie ma. Ale potem mama wraca. Ze śmiercią pewnie jest tak samo. Kiedy wróci ciocia Basia? - pyta dziecko po powrocie z pogrzebu. Rodziców przyprawia to o rozpacz - ono niczego nie rozumie!
Rozumie, ale po swojemu. Dziecku w tym wieku śmierć wydaje się czymś odwracalnym. Jak wyjazd lub zapadnięcie w sen. Ktoś zasnął i za chwilę się obudzi. Jak śpiąca królewna, która spała sto lat, a wystarczył pocałunek księcia, by się zbudziła. Rycerz wyjechał na wojnę, mówili, że zginął, a on wrócił. A w tym wspaniałym, kolorowym świecie, na który mama nie pozwala zbyt długo patrzeć, ludzie strzelają do siebie, zabijają się, a po chwili wstają i dalej żyją. W kościele ksiądz mówił, że zmarli żyją w niebie. Babcia zawsze wieczorem każe się pomodlić za dziadka, który jest w niebie. Jest. To znaczy może wrócić.
Dla czterolatka śmierć nie jest więc zdarzeniem ostatecznym, które kładzie kres życiu. Ona zmienia tylko sposób życia. Po śmierci żyje się dalej, tyle że inaczej. I dziecko zastanawia się, jak też to życie zmarłych wygląda: Gdzie mieszkają? Czy jedzą to, co my? Czy oglądają telewizję? Śmierć nie tylko jest odwracalna, ale można jej także uniknąć. Wystarczy uważać albo mieć szczęście i wszystko będzie dobrze. Bo śmierć to tylko przypadek - ktoś cię wepchnął do dziury albo samolot zepsuł się i spadł.
Pięciolatek już wie, że śmierci odwrócić się nie da. Nieżywe zwierzątka, jakie widuje na spacerze, są zimne, nie ruszają się i nie zaczynają od nowa biegać. Śmierć powoli staje się czymś ostatecznym i nieuchronnym. Dziecko wie już, że umrze babcia, bo jest stara, umrze ciocia, bo jest chora, ale nie uważa, by miało to dotyczyć jego i jego kolegów. Dlatego nie boi się śmierci (chyba że ktoś go nią straszył) i ma do niej podejście rzeczowe. Może więc zapytać, z czego zrobiona jest trumna i czy babci nie będzie w niej za ciasno, kiedy będzie się chciała przewrócić.
Wyobraźnia pracuje
Ciekawe, że rozmawiając z dzieckiem o śmierci, dorośli, którzy zazwyczaj urealniają jego wizje, nagle zachowują się inaczej. Sami używają baśniowych określeń i zeufemizowanych zwrotów. Z ich ust padają słowa, które dziwnie pasują do świata dziecka, tylko nie wiadomo dlaczego tak się denerwują, kiedy ono chce później o coś dopytać.
Wujek zasnął. To kiedy się obudzi?
Sąsiad odszedł. Dokąd? I kiedy wróci?
Zniknął. Pewnie ma czarodziejską pelerynę jak Harry Potter i zaraz go tu ujrzymy.
Kiedy dyrektor ze smutkiem oznajmił na apelu: Straciliśmy naszą panią pielęgniarkę, nazajutrz dostał od uczniów list: Proszę się nie martwić, my ją znajdziemy.
Te wszystkie niewinne w naszym mniemaniu wyrażenia mają jakoś oswoić i obłaskawić bezlitosną śmierć. Ale dziecko nie potrafi zrozumieć zawartej w nich przenośni. Bierze je całkiem dosłownie. I uzupełnia o własne treści, co wynika z właściwego mu egocentryzmu. Małe dziecko jest bowiem głęboko przekonane, że to ono jest centrum wszechświata, że życie kręci się wokół niego, a różne rzeczy dzieją się wskutek jego myśli, uczuć czy działań.
Tatuś wyjechał i długo go nie będzie. Dlaczego się ze mną nie pożegnał? Gdzie wyjechał? Kiedy wróci? Chyba był na mnie zły, że tak nagle wyjechał bez pożegnania.