1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

"W matematyce nie ma czary-mary i wiedzy tajemnej" - rozmowa z kobietą, która nie bała się matematyki [WYWIAD]

Co liczby mają wspólnego z dinozaurami, jak Mikołaj ma się do rachunku prawdopodobieństwa i dlaczego bez matematyki jesteśmy słabi? Agnieszka Kryńska porzuciła pracę w korporacji i założyła Centrum Edukacji Matematyki dla Dzieci "Matplaneta". - Małe dzieci matematykę mają we krwi - twierdzi.
Po co nam w ogóle matematyka?

Moim zdaniem - i mam nadzieję, że zgodzi się z tym wiele osób na świecie - jest nam niezbędna do wszystkiego. Matematyka to po prostu logika. Dla mnie to drugi język ojczysty każdego człowieka, ponieważ każdy ma wrodzone umiejętności matematyczne. Małe dzieci - to widać - uwielbiają zliczać wszystko, co się tylko pojawi, fascynują się dużymi liczbami. Są dla małych dzieci jak dinozaury - boją się ich, ale jednocześnie są nimi zafascynowane. I małe dzieci wszystkie mają to we krwi.

A za co Pani lubi matematykę?

Za logikę właśnie. Za to, że w momencie, kiedy pozyska się podstawowe narzędzia, jest się w stanie rozwiązać problemy używając ich w różny sposób. Wiem, że to nie jest sztuka tajemna - nic z tych rzeczy! Lubię właśnie to, że jak podejdę do czegoś systematycznie, to dojdę tam, gdzie chcę. Powiem więcej: jeśli dojdę do tego miejsca kilka razy, to uda mi się też dotrzeć do innych miejsc. Daje mi to poczucie bezpieczeństwa, ponieważ dzięki temu umiem się poruszać po świecie. Zdobywając pewien poziom kompetencji na danym poziomie, mogę iść dalej. I to nie jest ograniczone dla nikogo. Jeżeli będziemy szli pewnymi ścieżkami, osiągali kolejne etapy, każdy będzie w stanie pójść dalej.

To, co Pani mówi, kłóci się z tym, co ja pamiętam ze szkoły podstawowej czy z liceum. Nasze podejście było takie: "I po co się mamy tej matmy uczyć, przecież ona i tak nam się do niczego w życiu nie przyda". Odbębnimy, skończymy i zapomnimy.

Ale czy wyobraża sobie pani bez tego pracę w tak oczywistych miejscach jak banki, ubezpieczenia, fundusze inwestycyjne i emerytalne? Albo marketingowcy - przecież oni potrzebują matematyki, żeby policzyć kiedy i czego im potrzeba i jak wyjść do klienta, żeby osiągnąć swój wymierny sukces. Nie będę już nawet wspominać o inżynierach, budowlańcach, kosmonautach, itd.

Komputery nie robią już tego wszystkiego za nas?

Komputery? Tak, jeżeli człowiek wcześniej odpowiednio je zaprogramuje.

No dobrze, przekonała mnie Pani. A kiedy zainteresowanie matematyką pojawiło się w Pani życiu?

Ono było zawsze. Jestem umysłem ścisłym, mój mąż też - to dla nas podstawa. Oboje jesteśmy finansistami. Specjalizowałam się w matematyce finansowej i przez wiele lat pracowałam w firmie ubezpieczeniowej, gdzie matematyka była podstawą mojego działania.

Ale zrezygnowała Pani z pracy w korporacji. Dlaczego?

Po prostu pojawiło się bardzo duże znużenie strukturą, organizacją i tym wszystkim, czym korporacja żyje. Doszłam do wniosku, że ja nie chcę tym żyć i to na 100 proc. - a takie były oczekiwania. W związku z tym postanowiłam, że potrzebny jest mi oddech, czas i spokój dla dzieci. Niestety z korporacji przenosi się stres i nerwy do domu, a to nie było dobre. Właściwie z dnia na dzień podjęłam decyzję, że trzeba to uciąć i wprowadzić do domu więcej spokoju. Z tyłu głowy gdzieś tam zawsze miałam myśl o pracy z dziećmi. Uwielbiam to, dlatego część zajęć prowadzę sama. To moja nowa pasja.

I tak powstała Matplaneta?

Tak. Mieliśmy też z mężem obserwacje dotyczące tego, jak dzieci uczą się matematyki w szkole. Nasze dzieci też przejawiają kompetencje matematyczne, zresztą uważam, że wszystkie dzieci je mają. Ale mimo że moje dzieci są naprawdę sprytne i dobre w analizowaniu, to czasami okazywało się, że wyniki szkolne nie są adekwatne do tego, co sobie wyobrażaliśmy, a to powodowało pewne frustracje u dzieci - wszystko zrobione, a ocena niekoniecznie najlepsza. Dlaczego? Wynik jest dobry, ale nie przedstawiłeś jakiegoś dodatkowego działania, czyli "umiem, ale nie poszedłem schematem". Pomyślałam, że trzeba coś z tym zrobić.

Znaleźliśmy ludzi, którzy osiągnęli sukces w Stanach Zjednoczonych - profesorów Kaplanów z Uniwersytetu Harvarda. Poszli dokładnie tą samą drogą, tylko kilkanaście lat wcześniej: zauważyli, że ich studenci są coraz słabiej przygotowani do studiowania, ponieważ nie potrafią myśleć samodzielnie, a jeśli idą na matematykę to najczęściej z przypadku. Oni też mają dziecko i też uważali, że nie było dobrze przygotowywane w szkole do przyszłego życia.

Spotkałam się z nimi, zaprosili mnie na seminarium. Przyjęli heurystyczną metodę nauczania, czyli takie całościowe podejście do nauczania - przedstawia się dzieciom problem i same szukają rozwiązań. Czyli nie podajemy na początku wzorów, schematów, a już broń Boże nie dajemy rozwiązania. Nauczyciel musi się powstrzymywać - a to duża sztuka - żeby nie powiedzieć od razu, jak coś zrobić albo jaki jest wynik. Chcemy, żeby dzieci dochodziły do tego same. To bardzo skuteczne! W Stanach Zjednoczonych działa około 300 takich Math Circles, kół matematycznych, które działają według tej koncepcji. Pomyśleliśmy, że to dobra droga.

Jesteście jedyną taką szkołą w Polsce?

Jedyną, o której wiemy. Są oczywiście różne centra korepetycyjne, kursy przedmaturalne, ale to nie to samo, bo my wychodzimy poza programy szkolne. Nie uczymy do testów, bo uważamy, że to jest obszar, który dobrze, że jest, ale naszym zdaniem nie jest wystarczający. My idziemy dalej.

Interesujące jest to, co Pani mówi o daniu dziecku problemu do rozwiązania. Może mi Pani dać przykład takiego zadania?

Z małymi dziećmi spokojnie rozmawiamy na przykład o ułamkach, kombinatoryce, rachunku prawdopodobieństwa. Akurat na rachunek prawdopodobieństwa robiłam w święta takie ćwiczenie:

Mikołaj jest już staruszkiem, mieszka w domu, a w piwnicy trzyma różne swoje rzeczy. Piwnica jest ciemna, a on bardzo wolno chodzi. Ma tam dwie pary swoich butów - jedną parę czarną, drugą żółtą. Jak Mikołaj się szykuje, żeby wyruszyć z prezentami do dzieci, to musi się ubrać. Schodząc do piwnicy może na wierzch wyciągnąć tylko jednego buta, bo już jest stary i nie ma siły na więcej. W piwnicy jest ciemno, więc nie widzi, co robi. Schodzi na dół, bierze po omacku jednego buta, wraca na górę i patrzy co ma. Ile razy - minimum - Mikołaj musi zejść na dół, żeby mieć pewność, że wyciągnie kompletna parę butów? I zaczynamy rozmowę: dlaczego tyle? Czy to wystarcza? Potem rozmawiamy o szansach - jak zejdzie raz, jaką będzie miał szansę na kompletną parę butów? A jak zejdzie dwa razy? Czyli nie mówiąc dzieciom, że rozmawiamy o rachunku prawdopodobieństwa, wprowadzamy pojęcie szansy, tego, co możliwe, a co nie. To jest problem, o którym rozmawiamy już z przedszkolakami.

Naszym standardowym przykładem jest też pizza - idziemy do pizzerii i co zrobimy, jeśli jesteśmy z dwoma kolegami, jak podzielimy pizzę? A jak z sześcioma, to kto zje więcej? I naturalnie wprowadzamy ułamki. Pięciolatki nie mają problemu z tym, żeby z takiej lekcji zapamiętać, że połówka to dla matematyka 1/2 i dlaczego tak jest. Są w stanie to wytłumaczyć.

Matematyka przez zabawę. To brzmi dobrze.

Tak, niewątpliwie dużo jest zabawy, chociaż nie to jest celem naszych spotkań. Chodzi o rozwiązywanie problemów matematycznych i logicznych, ale przy dzieciach nie uniknie się elementów zabawy - ona być musi. Na zajęciach z mniejszymi dziećmi musi być dosyć duża dynamika i zmienność tematów, żeby się nie znudziły. Spotykamy się na dwie godziny i wydawałoby się, że dla pięciolatków może to być wyczerpujące, a nie jest! Nasze dzieci często nie chcą wychodzić z zajęć. Przy starszych dzieciach te problemy są oczywiście dłuższe i bardziej głębokie, nad jednym problemem często pracuje się dłużej. U małych dzieci te tematy są krótsze. Np. wstęp do kombinatoryki może wyglądać tak: bierzemy np. klocki lego - żółte i czerwone - i bawimy się w Indian, którzy muszą mieć amulety. Muszą zawsze składać się np. z 5 klocków. Bierzemy trzy żółte i dwa czerwone: ile możliwych kombinacji można stworzyć? A to tylko połowa zadania, bo dzieci są sprytne i są w stanie utworzyć tą maksymalną liczbę kombinacji, a wtedy pada zasadnicze pytanie: ale skąd wiesz, że nie da się ich utworzyć więcej? I muszą to udowodnić - dlaczego nie da się utworzyć więcej niż 10 kombinacji z takiego układu?

A kto radzi sobie lepiej: chłopcy czy dziewczynki? Pokutuje przekonanie, że dziewczynki są mniej uzdolnione matematycznie, czy Pani obserwacje to potwierdzają?

Dziewczynki nie są gorsze z matematyki. Są bardzo analityczne. Rzeczywiście przez to promowanie stereotypów więcej chłopców wybiera ścisłe zainteresowania, ale u mniejszych dzieci w ogóle takiego podziału nie ma. Dziewczynki w wieku 6-7 lat często biją chłopców na głowę!

Także badania naukowców z Kalifornii i Wisconsin obaliły wcześniejszą tezę akademików z Harvardu, że kobiety są mniej uzdolnione matematycznie.

System edukacji i to, jak prowadzimy dzieci, daje taki efekt, że na studiach ścisłych jest więcej mężczyzn, ale jeżeli patrzymy na kilkulatki, nasze obserwacje absolutnie nie potwierdzają tego, że dziewczynki są mniej uzdolnione.

We wspomnianych badaniach faktycznie stwierdzono, że różnice są widoczne na studiach wyższych, ale naukowcy tłumaczą to faktem, że kobiety po prostu wybierają inne kierunki i jest to uzasadnione kulturowo, wynika z innych zainteresowań, a nie braku kompetencji.

Rzeczywiście, nasza praca z dziećmi potwierdza, że dziewczynki sobie świetnie radzą.

Nie spotkała się Pani nigdy ze sformułowaniem typu: "czy chłopcy zrozumieli, a dziewczynki zapamiętały"?

Oczywiście tak, ale my w ogóle nie zastanawiamy się nad takimi kwestiami. U nas jest bardzo dużo dziewczynek i gdyby to policzyć, to nie wiem, czy nie byłoby ich nawet więcej niż chłopców, zwłaszcza w tych młodszych grupach. Rodzice bardzo chętnie zapisują córki na takie zajęcia.

Matematyka jest teraz odczarowywana, prawda? Zdejmujemy z niej stygmat trudnego i nudnego przedmiotu.

Absolutnie tak. To właściwy kierunek i trzeba to robić, bo ja sobie nie wyobrażam dobrego życia bez podstawowej matematyki i jej narzędzi. W matematyce nie ma czary-mary , nie ma wiedzy tajemnej, która byłaby niedostępna dla jakiejś grupy ludzi, wszystko jest do wyjaśnienia. Może się zdarzyć, że ktoś potrzebuje trochę więcej czasu, a ktoś trochę mniej, bo tempo jest różne. Na naszych zajęciach wyeliminowaliśmy presję czasu i konkurencji, bo to nie jest potrzebne.

A jednak mamy przecież jakieś naturalne predyspozycje?

Oczywiście, że tak. Jeden ma wolniejsze tempo, inny szybsze. Ktoś w pewnym momencie dochodzi do wniosku, że tyle mu wystarczy i że chciałby pójść w innym kierunku, ale warto zadać sobie ten trud, żeby każdemu dać pewną podstawę, żeby później mógł świadomie podejmować decyzje.

Rozumiem więc, że małe dzieci mają naturalne zdolności i zainteresowanie matematyką i warto je u nich rozwijać już w najmłodszych latach?

Tak. Dzieci mają intuicję, która bardzo im pomaga w obszarze matematyki. Bardzo namawiamy, żeby tego nie zagubić gdzieś po drodze, żeby to wspierać.

Jak to robić?

Właśnie poprzez przedstawianie im problemów matematycznych i zabawę. Naprawdę można robić wiele bardzo fajnych rzeczy, także w szkole, tylko trzeba znaleźć na to czas, a nauczycielom go brakuje. Podawać dzieciom problemy do rozwiązania, pokazywać, że mogą to zrobić samodzielnie. Będą tym zainteresowane i będą dumne, że udało im się odpowiedzieć na pytanie. Pozwolić im pobłądzić, poszukać własnych dróg. Dawać dzieciom zadania ambitne, wyzwania i pozwolić im się tym zajmować - małe dzieci chętnie to zrobią, jeżeli podamy im to w formie, która będzie dla nich interesująca i będzie zawierała element zabawy.

Nie wszyscy jednak mają możliwość zapisania dziecka do takiej szkoły. Czy rodzic jest w stanie sam znaleźć takie ćwiczenia, a przy okazji pewnie też siebie trochę wyedukować?

Rzeczywiście literatura jest u nas bardzo skromna. My korzystamy z publikacji amerykańskich. Tam sytuacja w szkołach publicznych jest bardzo podobna do naszej - problemy programy matematyczne w szkołach są mało ambitne, ale jest już odpowiednia literatura i rodzice mają gdzie szukać pomocy. Koła matematyczne są już właściwie w każdym stanie. My też się rozwijamy i nawiązujemy współpracę z partnerami w innych częściach Polski,. Będziemy też w nowym roku pracować nad naszym nowym portalem internetowym, który pozwoli dzieciom i rodzicom na interaktywne korzystanie z naszych zasobów i zajęć, niekoniecznie mieszkając w Warszawie. I to nie będzie tylko strona, z której można pobrać jakiś materiał, ale portal który pozwoli na komunikację z nami.

Porozmawiajmy jeszcze o polskich szkołach. Czy program wymaga poprawek?

W szkołach jest nacisk na rezultat i na wynik testów i uważam, że nie jest to do końca złe, ale jest to tylko część tego, co można osiągnąć i do czego dzieci są zdolne. Powinniśmy o tym pamiętać - oprócz wyniku ważny jest sposób rozwiązania, a ten może być wieloraki - nie musi być zawsze według jednego schematu. Pokazując dzieciom, że są różne drogi, uczymy je nie tylko stricte matematycznych umiejętności, ale też samodzielności i pewności siebie. Pokazujemy, że jest sobie w stanie samo poradzić. To bardzo ważna wartość, którą dzieci powinny mieć.

Moim marzeniem jest współpraca ze szkołami, bo my nie chcemy krytykować szkół, czy wskazywać, że robią coś źle. Pewnie działają według swoich możliwości i według swoich ram czasowych i programowych, ale moim zdaniem robią za mało. Bardzo chcielibyśmy współpracować ze szkołami, spotykać się z nauczycielami, wymieniać doświadczeniami. Program matematyki, co tu dużo mówić, został bardzo uproszczony przy ostatniej reformie programowej i naszym zdaniem jest zbyt mało ambitny i wymagający dla dzieci, które w młodym wieku są w stanie zrobić dużo więcej niż chcemy. Na matematyce jest dużo uczenia do testów, schematycznego przygotowywania się do egzaminów czy różnych wymagań stawianych przed dziećmi. To nie do końca odpowiada zainteresowaniom dzieci i ich możliwościom.

Matura obowiązkowa z matematyki to dobry pomysł?

Absolutnie tak.

Jak pomyślę o sobie w liceum i o tym, że musiałabym wtedy zdawać maturę z matematyki to włos mi się na głowie jeży.

Ale edukacja matematyczna w naszym społeczeństwie jest bardzo ważna. Bez matematyki człowiek naprawdę nie korzysta w pełni z tego, z czego może. Pomijając już te najprostsze przykłady, np. kredyty bankowe, polisy ubezpieczeniowe - przecież my tym żyjemy, właściwie każdy z nas ma już styczność z tego typu produktami. Bez podstawowej matematyki jesteśmy słabi. Jesteśmy słabszym partnerem na tym rynku w stosunku do banku, agenta, jakiegokolwiek sklepu, który chce nam coś sprzedać, ponieważ często nie mamy podstawowej wiedzy, która pozwoli nam na równi dyskutować w różnych sytuacjach handlowych. Dlatego właśnie jestem zwolenniczką tego, żeby edukować dzieci w kierunku matematycznym. Żeby było im w przyszłości łatwiej.

PRZYKŁADOWE ZADANIA MATEMATYCZNE DLA DZIECI - prosto z Matplanety:

1. Zagadka logiczna:

Przy stole siedzi 2 ojców i 2 synów. Mają 3 pomarańcze i każdy dostaje po jednej. Jak to możliwe?

2. Wioska drwali - topologia:

W pewnej wiosce na skraju lasu stały 3 domy drwali, którzy byli samotnikami i nigdy nie spotykali się. Były tam tez 3 studnie. Każdy drwal chciał mieć dostęp do każdej studni na wszelki wypadek, gdyby wyschła jednej woda. Drwale nie chcą, aby ich drogi przecinały się.

Narysuj wioskę i zaprojektuj drogi z każdego domu do każdej studni tak, aby drogi nie przycinały się. Czy możliwe jest połączenie każdego domu ze studnią, aby drogi nie kolidowały ze sobą?

Więcej o:
Komentarze (55)
"W matematyce nie ma czary-mary i wiedzy tajemnej" - rozmowa z kobietą, która nie bała się matematyki [WYWIAD]
Zaloguj się
  • trener44

    Oceniono 27 razy 21

    Ja tam matematyk lubiłem i w szkole i na studiach (no może już trochę mniej). Bez matematyki ani rusz.
    Nienawidziłem za to polskiego - strasznie nielogiczny przedmiot. Jak można wystawiać ocenę za interpretacje czyichś literackich wypocin (oczywiście nie można było mieć swojego zdania)?! Matematyka nie zostawia miejsca na interpretacje, albo coś jest rozwiązane poprawnie albo nie!

    TReneR

    PS Nauczyciele polskiego w szkole bardzo umiejętnie zniechęcili mnie do czytania książek.

  • blurp3

    Oceniono 19 razy 17

    Po pierwsze matematyka nie jest jakimś dodatkiem do życia, dzięki, któremu robi się ono lepsze. Matematyka jest wpisana w życie, bo posługujemy się nią ciągle i robią to nawet ci, którzy uważają, że jest ona im do niczego niepotrzebna. Po pierwsze w życiu musimy posługiwać się jakąś logiką, po wtóre ciągle coś obliczamy, przeliczamy, ważymy, szacujemy nie mówiąc już o bardziej zaawansowanych problemach jak np. korzystne ulokowanie gotówki w banku, sprawdzenie rachunków itp.
    Głupie odczytanie liczników i przeliczenie tego na gotówkę do zapłaty wymaga użycia matematyki.
    Użycie komputera, czy prostego kalkulatora wymaga znajomości matematyki, bo żeby otrzymać wynik, trzeba wpisać dane ale także wiedzieć jak, gdzie i jakiej funkcji użyć przy ich przetwarzaniu . Prosta wypowiedź na konkretny temat wymaga użycia logiki ( choć to akurat nie dotyczy wielu polityków, bo „logiką polityki” jest demagogia:). Zasada wynikania , przechodniości czy koniunkcji nie stosowana w życiu spowodowałaby totalny chaos i jakikolwiek brak porozumienia ( nie można byłoby się nijak dogadać).

    Wszyscy i ci co uważają się za humanistów i „nieścisłowców” muszą używać w życiu reguł matematyki ! Świadomie, czy nie ale jej używają!

    A w dzisiejszych czasach naprawdę trudno zatrzymać się na poziomie dodawania, odejmowania i tabliczki mnożenia. To tak jakbyśmy zatrzymali się na tworzeniu jedynie najprostszych zdań typu „Ala ma asa. As to pies. Ala lubi psa”. A przecież tak też można się porozumiewać ?:) To po co tworzyć zdania podrzędnie złożone? I uczyć zasad ich tworzenia?

    A co do literatury z matematyki, która potrafi i uczyć bawiąc jednocześnie, to nie jest tak, że Polsce takowej nie ma lub jest jej bardzo mało. Wystarczy dobrze poszukać a znajdzie się, ja sama dysponuje kilkoma przefajnymi książkami z zadaniami, które i bawią i uczą i dają do myślenia ( choć może skierowane są do starszych uczniów). Fakt, że są to pozycje nieco starsze, ale naprawdę fantastyczne i warte wznowienia nakładu (np. „Przez rozrywkę do wiedzy”-Stanisława Kowala, „Zerko żeglarz” -Władimira Lowszyna, amerykańskiego autora, ale w języku polskim „Jaki jest tytuł tej książki”- Raymonda Smullyana, albo z fizyki: „Zobaczcie inaczej”- praca zbiorowa „Małej Delty” czy przewspaniała „Między zabawą a fizyką”-Zivko K. Kostica ( wydana przez PNT w 1963). Szczególnie ta ostatnia pozycja to perełka, zapewnia prawdziwą zabawę w MacGyvera a nawet Coperfielda :)
    A pewnie jakby się dobrze poszperało to i więcej takich perełek by się znalazło.
    Sama często je wykorzystywałam w nauczaniu przedmiotów ścisłych ( uczę matmy i fizyki). Ale i sama mimo, że używam często wyższej matematyki ( i fizyki) lubię się nią jak dziecko pobawić 

  • kac

    Oceniono 14 razy 14

    Szkoła uczy wkuwania na blachę, wierszyki, formułki, daty.... bez zrozumienia. Taką wiedzę łatwiej sprawdzić, wystarczy teścik i gotowe. Z matematyką tak nie da rady, tu trzeba zrozumieć a nie wykuć, co gorsza, jak się nie rozumie na pewnym etapie to potem jest już tylko gorzej.

  • theorema

    Oceniono 12 razy 12

    generalnie podoba mi się bardzo trend, który ostatnio obserwuję - obalanie mitów. Mitów, że humaniści nie mają pracy, że policjant nie może nauczyć się śpiewać, a dzieci nie lubią matematyki. Obojętnie, czego to dotyczy, dobrze, że w ogóle pojawiają sie takie artykuły, które zmuszają do zweryfikowania utartych podglądow. Bo bardzo często one nie mają nic wspólnego z rzeczywistością i powtarzanie ich jest zwyczajnie szkodliwe. Ja akurat matematykę lubiłam, ale dopiero od momentu, kiedy pojawiła się nauczycielka z prawdziwego zdarzenia. Byłą kpiąca, złośliwa, szybko się wkurzała - ale nikt z jej lekcji nie wyszedł w rozpaczy, że nic nie zrozumiał. Dziś czasem tęsknię za matematyką i dla relaksu chętnie porozwiązywałabym sobie choćby głupie równania kwadratowe. Ale nie wiem, czy jeszcze pamiętam, jak to się robiło, najpierw jakiś podręcznik trzeba by przejrzeć:) Na pewno na co dzień korzystam z geometrii, przesunięć wektorów, brył itd o zwykłej arytmetyce nie wspominając. Strach pomyśleć, co by było, gdybym nie miała w szkole matematyki...głąb kompletny, nieprzystosowany do życia byłby ze mnie.

  • jvn

    Oceniono 14 razy 12

    W większości zgadzam się z Panią Agnieszką, ale nie uwierzę jej, że jest ona w stanie zainteresować każde dziecko matematyką. Do niej przychodzi już wyselekcjonowana grupa, która zgodziła się uczestniczyć w takich zajęciach. A przecież matematyka w szkołach jest obowiązkowa i dla Jasia, który wykazuje zainteresowanie wszystkim co go otacza i dla Małgosi która lubi tylko malować i dla Tomka, który świata nie widzi poza grą w piłkę.
    Problem z matematyką w szkole polega na tym, że wymaga ona zrozumienia całości danej dziedziny, od zupełnych podstaw do omawianego właśnie tematu. Kiedy są jakieś luki pojawia się frustracja. Innym problemem jest różnica w wrodzonych predyspozycjach. Niestety nauczyciel w szkole ma zazwyczaj do dyspozycji zaledwie 45 minut, żeby nauczyć grupkę 30-35 dzieciaków czegoś nowego. W takich warunkach nie ma mowy o jakimkolwiek zrozumieniu wśród tych najsłabszych, przeciętni łatają dziury w zrozumieniu zapamiętywaniem tego co powinni zrozumieć, a ci najmądrzejsi nudzą się słuchając nauczyciela opowiadającego im o czymś dla nich oczywistym.
    Jeżeli naprawdę zależałoby nam na nauczaniu matematyki to należałoby:
    1. Nauczać w mniejszych grupach, utworzonych w oparciu o zdolności matematyczne, tak jak w przypadku języków obcych
    2. Zakazać ocen za odpowiedzi przy tablicy! Odpowiedzi przy tablicy powinny służyć wypełnianiu dziur w wiedzy uczniów, a nie ocenianiu!
    3. Rozwiązywać ciekawsze zadania, urozmaicać tematykę, skończyć z chęcią przerabiania działów od początku do końca i zapominania o nich. Arytmetyka naprawdę nie musi być nauczana poprzez zadanie uczniowi rozwiązania 50 stron obliczeń w domu. Zamiast tego można poczekać chwilę i nauczyć się obliczeń w praktyce, np. przy geometrii albo rozwiązywaniu prostych równań.

  • maurycy1010

    Oceniono 13 razy 9

    Bo wymaga myślenia, a z tym coraz gorzej.

  • olena.s

    Oceniono 6 razy 6

    Niestety, ten sposób uczenia matematyki wymaga naprawdę o wiele więcej czasu, niż poświęca szkoła.
    Moje dziecko uczy się podobnie (szkoła niepolska), tylko że ma (5 klasa, 10-11 lat) osiem lekcji matematyki tygodniowo! Co oznacza, że kilka godzin jest 'zabranych' z innych przedmiotów. Dodam, że wcale nie oznacza to, że piątoklasista jest z matematyki na poziomie klasy ósmej czy jedenastej. Po prostu inaczej się uczy i wchłania tę wiedzę. Mi to odpowiada, ale wątpię, aby odpowiadało wszystkim.
    Coś za coś.

    katar1.blox.pl/html

  • blurp3

    Oceniono 4 razy 4

    Albo np."Przygody Hodży Naserdina"- Leonida Sołowjowa zaczytywałam się tą książka w młodości. Zawiera zabawne zadania i anegdotki logiczne.

    Zapamiętałam np. takie zadanie: Wyprawa idzie przez pustynię, ma przed sobą dość długa podróż i każdy musi wziąć jakąś część ekwipunku. Wszyscy się podzielili, a jeden z członków wyprawy uparł się wziąć największy i najcięższy kosz z prowiantem. Dlaczego to zrobił ?

    A z książki "Między zabawa i fizyką" Z. Kostica można się dowiedzieć np. jak zważyć muchę ( nie ministrę :) domowym sposobem czy podnieść kolegę za pomocą tylko palców wskazujących.

  • kruk51

    Oceniono 4 razy 2

    Otóż wkładam kij w mrowisko ! Ale będzie larum ! Matematyki należy umieć uczyć ! A to mało kto potrafi !
    Przyznajmy, że matematyki uczą w szkołach przypadkowi nauczyciele. Nie matematycy ! Tak jest w szkołach
    podstawowych, gimnazjach, technikach i liceach. Tu jest słaby punkt ! Dalej ! Zaś rzecz bardzo niepopularna i
    zaś wielkie larum ! Do szkół każdego stopnia winni wrócić nauczyciele mężczyźni ! Dziecko, młody dorastają
    cy człowiek potrzebuje do nauczania i wychowania mężczyzn i kobiet. Feminizacja tego zawodu jest tragedią
    szkolnictwa ! W czym problem ? Czy rzeczywiście potrzebujemy dobrze wychowanych i dobrze wykształconych młodych ludzi ? Widzi mi się, że liberałom zależy na niezbyt dobrze wychowanych i wykształconych. Bo będą mądrzejsi od swych chlebodawców a to jest już tragedia ustrojowa. Maturzysta lepiej przygotowany od ministra Tuska ! ( Ciekawostka ! Pan minister oświaty wywalił się na Ferdydurce
    Gombrowicza ) A co nie prawda ?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX