1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

"Pippi Pończoszanka" spektakl, Teatr Dramatyczny reż. Agnieszka Glińska

Jakaż ulga! Już w piątej minucie spektaklu było jasne, że Pippi ocalała, mało tego - zyskała nową twarz (Dominiki Kluźniak), która natychmiast przykleiła się do oryginału jak przeszczep.
Dominika - naturalnie rudy, krągły, piegowaty krasnoludek o mlecznej cerze, jest tak przekonywująca w roli Pippi, że wręcz trudno ją sobie wyobrazić w poważnych rolach, które grywa na deskach Teatru Dramatycznego. Nie mizdrzy się, nie kokietuje publiczności - ma w sobie niekłamaną dezynwolturę i wyobraźnię szwedzkiego rudzielca. Śmiga po scenie, jakby miała bateryjkę Duracell - prawdziwy żywioł i zuchwała odwaga. Że zadanie nie było łatwe, świadczą choćby inne postaci w spektaklu. Aktorzy w rozmiarze XL, skurczeni do ról dziewięciolatków nie mają lekkiego zadania. Podobnie jak to było w szwedzkiej ekranizacji książki, tak i tu nie jest jasne, za co właściwie Pippi polubiła Tommy'ego i Annikę. Reżyser spektaklu Agnieszka Glińska zrobiła wszystko, żeby aktorów obronić przed śmiesznością, jaką wzbudza zwykle przebieranka starych koni w kuse spodenki. "Dzieci" są w ciągłym ruchu, co ujmuje im lat i czyni bardziej wiarygodnymi. Pyszna rola Nauczycielki, zagrana "po bandzie", na granicy brawury. Podobnie karkołomnie zagrana Panna Prysselius - aktorstwo balansujące na krawędzi, a przecież obronione z sukcesem. Dzieci na widowni śmieją się i klaszczą. Owacja po spektaklu - szczera i długotrwała.

Spektakl jest niskobudżetowy, nie liczcie na "wypasione" efekty, jakie towarzyszyły choćby inscenizacji "Piotrusia Pana". A jednak sympatyczny i swojski - taki w duchu Astrid Lindgren, która była niezwykle skromna i bezpośrednia. Mądrze ograno także głębszy, smutny wątek książki - tę łyżkę dziegciu w beczce miodu, jaką pisarka przemyciła do fabuły. Jest taki ładny moment, kiedy Pippi poważnieje i zza ciągłej błazenady wyziera mały, rudy filozof, po stokroć mądrzejszy od niejednej panny Prysselius.

Oprawa muzyczna spektaklu, trochę jarmarczna, trochę prowincjonalna, w wykonaniu "trupy wędrownych grajków" w cudacznych kapeluszach, pasuje idealnie do małomiasteczkowej scenerii książki. Idąc do teatru, koniecznie zabierzcie ze sobą aparat fotograficzny. W kuluarach można sfotografować się w "monidle" z wizerunkiem Pippi, można też dźwignąć (lub dosiąść) konia i kupić pastylki arbuzowe. Zabawki "Kalimby" i wystawa poświęcona pisarce zamykają listę atrakcji. I chociaż Kapitan Pończocha zgubił perukę fikając kozła, a fragment dekoracji rozleciał się z hukiem, to przecież warto było pójść do "Dramatycznego" i świętować kolejny tryumf Astrid.