1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Śmietanka polskiej ginekologii ostrzega przed naprotechnologią: może się przyczynić do utraty szans na dzieci

Polscy lekarze publikują "Nowe rekomendacje w zakresie diagnostyki i leczenia niepłodności" i ostrzegają, że w niektórych sytuacjach naprotechnologia może być przyczyną "utraty szansy na posiadanie potomstwa". Metodę tę promuje program prokreacyjny Ministerstwa Zdrowia.

Narodowy "Program kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego w Polsce" na lata 2016-2020, który opiera się na rozwiązaniach naprotechnologii, budzi sporo kontrowersji. Ostatnio z powodu bardzo małej efektywności. Do samej naprotechnologii krytycznie odnieśli się także polscy ginekolodzy i specjaliści o uznanej renomie, którzy niedawno przedstawili obszerny dokument pt. "Nowe rekomendacje w zakresie diagnostyki i leczenia niepłodności".

W naszym tekście pt. "30 milionów w dwa lata i tylko 70 ciąż. Rządowy program naprotechnologii w ogniu krytyki" informowaliśmy, że program jest bardzo kosztowny, ale nie daje oczekiwanych rezultatów. Jak dotąd urodziło się dzięki niemu zaledwie 70 noworodków. To bardzo mało. Szczególnie, jeśli efektywność obecnego programu porównamy do "Programu leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego" na lata 2013-2016.

Ostatnie dane na temat urodzeń będących wynikiem Programu – Leczenie Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego w Polsce w latach 2013-2016 mówią o 21 666 urodzonych dzieciach. Pary, które zostały objęte programem, mogły obniżyć koszty zabiegu in vitro niemal do zera. Mimo skuteczności, program in vitro w połowie 2016 roku został przez obecne władze zaniechany.

Diagnostyka przede wszystkim

Dla par starających się o potomstwo rząd przygotował inną propozycję, tj. obecny Narodowy Program Prokreacyjny, który bazuje na rozwiązaniach naprotechnologii. To metoda diagnozowania i leczenia niepłodności, która obejmujące tylko leczenie farmakologiczne lub operacyjne, ale zakazuje stosowania technik wspomaganego rozrodu (inseminacji, in vitro).

Wkrótce po ukazaniu się naszego tekstu o tym, że obecny program prokreacyjny jest bardzo kosztowny i wyjątkowo mało skuteczny, dostaliśmy odpowiedź z oświadczeniem Ministerstwa Zdrowia. Urzędnicy proszą w nim, aby nie porównywać poprzedniego programu refundacji in vitro do obecnego programu prokreacyjnego, bo - jak czytamy w oświadczeniu, które otrzymaliśmy od ministerstwa - są to dwa zupełnie różne i nieporównywalne programy:

"Program kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego w Polsce" przeznaczony na lata 2016-2020 ma na celu przede wszystkim zdiagnozowanie przyczyn niepłodności i wskazanie korzystającym z niego parom możliwości dalszego postępowania. Jest on, zgodnie ze swoją nazwą, ukierunkowany na ochronę zdrowia prokreacyjnego - poprzez zapewnienie kompleksowej diagnostyki dla par, a nie finansowanie określonej metody leczenia.
Z tego względu konieczne jest odróżnianie "Programu kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego w Polsce" od "Programu leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego" realizowanego w latach 2013-2016. Są to dwa zupełnie różne i nieporównywalne programy. Program prokreacyjny ani nie stanowi kontynuacji, ani nie zastępuje funkcjonującego wcześniej programu "in vitro".

W oświadczeniu Ministerstwa Zdrowia zostało wyraźnie podkreślone, że poprzedni program "ograniczał się wyłącznie do finansowania jednej z metod leczenia niepłodności, pomijając kwestie związane z finansowaniem diagnostyki i zapewnieniem dostępności do świadczeń, z których mogłyby skorzystać pary mające problem z zajściem w ciążę".

Lekarze przypominają jednak, że są sytuacje, kiedy naprotechnologia, nawet przy najlepszych intencjach, nie zadziała.

Utrata szans na posiadanie potomstwa?

Niedawno eksperci zrzeszeni z Polskim Towarzystwem Medycyny Rozrodu i Embriologii (PTMRiE) oraz Polskim Towarzystwem Ginekologów i Położników (PTGP) opublikowali dokument o tytule "Nowe rekomendacje w zakresie diagnostyki i leczenia niepłodności". 

O tym ważnym dokumencie wspomnieli na swoim profilu w serwisie społecznościowym działacze Stowarzyszenia na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji "Nasz Bocian", którzy od ponad 15 lat wspierają polskie pary borykające się z niepłodnością.

Autorami nowych rekomendacji w zakresie diagnostyki leczenia niepłodności są znamienici polscy lekarze. To m.in: prof. dr hab. n. med. Krzysztof Łukaszuk, lek. Katarzyna Kozioł, prof. dr hab. n. med. Grzegorz Jakiel, prof. dr hab. n. med. Artur Jakimiuk, prof. dr hab. n. med. Piotr Jędrzejczak,  prof. dr hab. n. med. Waldemar Kuczyński, prof. dr hab. n. med. Rafał Kurzawa, prof. dr hab. n. med. Leszek Pawelczyk, dr hab. n. med. Michał Radwan, prof. nadzw. prof. dr hab. n. med. Robert Spaczyński, prof. dr hab.n. med. Mirosław Wielgoś, prof. dr hab. n. med. Sławomir Wołczyński.

W dokumencie wspomniano m.in o promowanej przez rządowy program wspierania prokreacji naprotechnologii. Dowiadujemy się z niego, że:

Naprotechnologia wykorzystuje metody naturalnej oceny płodności zgodnie zasadami akceptowanymi przez kościół katolicki. Zakłada, że po ustaleniu powodu niepłodności należy zastosować leczenie przyczynowe, zachowawcze lub operacyjne. Metoda ta z założenia, z przyczyn wyłącznie ideologicznych, odrzuca uznane metody leczenia niepłodności takie jak inseminacja czy zapłodnienie pozaustrojowe.

"W związku z powyższym, postępowanie w jej ramach nie przyniesie efektów m.in. u kobiet z obniżoną rezerwą jajnikową, zaawansowaną endometriozą, niedrożnością lub ograniczeniem drożności jajowodów, w przypadku stwierdzenia męskiego czynnika niepłodności (np. znacznie obniżonych parametrów nasienia), a także niepłodności nieokreślonej" - informują eksperci.

Co jeszcze? Dalej jest coraz poważniej - ginekolodzy ostrzegają, że w szczególnych sytuacjach pary mogą stracić szansę na posiadanie dzieci.

"W związku z brakiem wiarygodnych badań klinicznych nad skutecznością naprotechnologii jako standardu postępowania leczniczego oraz opisanymi ograniczeniami tej strategii postępowania, naprotechnologia nie jest rekomendowanym standardem leczenia niepłodności".

"Należy podkreślić, że niepotrzebne odkładanie decyzji o rozpoczęciu leczenia zgodnie z medycyną opartą na dowodach naukowych może przyczynić się m.in. do spadku rezerwy jajnikowej, a w szczególnych sytuacjach – do całkowitej utraty szans na posiadanie potomstwa" - ostrzegają w dokumencie eksperci.

Opracowanie nowych rekomendacji w zakresie diagnostyki i leczenia niepłodności w całości można przeczytać tutaj.

Do pewnego momentu naprotechnologia dobra dla wszystkich par

W oświadczeniu Ministerstw Zdrowia, które otrzymaliśmy jako sprostowanie do naszego tekstu o znikomej skuteczności programu prokreacyjnego, znalazła się też informacja, że "program ochrony zdrowia prokreacyjnego jest programem wieloletnim, zatem oczekiwania, że wszystkie jego zadania zostaną zrealizowane w trakcie jego trwania, są całkowicie bezzasadne".

Lekarze praktycy ostrzegają jednak pary borykające się z niepłodnością, że w tym przypadku czas zdecydowanie nie jest ich sprzymierzeńcem.

O naprotechnologii, która jest metodą dobrą dla wszystkich par, ale do pewnego momentu, pisaliśmy już w tekście pt. Klęska programu naprotechnologii. W rok tylko trzy ciąże. Ginekolog: 'To złodzieje czasu zdrowych kobiet'

Dr n. med. Grzegorz Mrugacz, specjalista ds. leczenia niepłodności, dyrektor medyczny z Kliniki Leczenia Niepłodności, Ginekologii i Położnictwa "Bocian" tłumaczył, że naprotechnologia to typowe działanie diagnostyczno-terapeutyczne.

- Metody nazywane naprotechnologią są dobrze znane i stosowane przez specjalistów zajmujących się leczeniem niepłodności. Oczywiście do pewnego momentu, kiedy wydaje się to zasadne - przypominał ekspert i ostrzegał:

Coraz częściej naprotechnolodzy są złodziejami czasu reprodukcyjnego zdrowych kobiet, np. w przypadku słabych parametrów nasienia partnera. Niejednokrotnie bezskutecznie leczą je kilka lat, aż pacjenci zorientują się, że korzystając tylko z tego typu terapii nie mają szans na uzyskanie ciąży

- ostrzegał dr Mrugacz. 

Powinno cię również zainteresować:

Więcej o:
Komentarze (98)
Śmietanka polskiej ginekologii ostrzega przed naprotechnologią: może się przyczynić do utraty szans na dzieci
Zaloguj się
  • kokoszka1988

    0

    Jeśli chce się uzyskać jakieś dotacje lub refundacje kosztów, to niestety trzeba liczyć się z tym, że albo będzie to nieskuteczne, albo mało warte. Jakiś haczyk musi być. Ja podczas starań o dziecko też myślałam, że jedynym rozwiązaniem będzie in vitro. Jednak lekarz- któryś z kolei polecił mi zacząć śledzić swój cykl. Wówczas po raz pierwszy spotkałam się z metodą monitorowania jajeczkowania za pomocą komputera cyklu. Znalazłam taki, na stronie naturalnaplodnosc, kupiłam i zaczęłam używać. U mnie sprawdził się w 100%. komputer cyklu myway, wyznaczał moje dni płodne a ja mogłam skupić się na staraniach. Dziś mam dwójkę dzieci, a komputer służy mi jako naturalna antykoncepcja plus prezerwatywa.

  • kadykianus

    Oceniono 2 razy -2

    In vitro nie jest metods leczenia. Jak byli bezplodni tak sa nadal. Chcialbym poznac status zdrowotny tych 3000 dzieci urodzonych z in vitro. Niektorzy pediatrzy takze chcieli by aby ta informacja znalazla sie w karcie zdrowia dziecka, podobnie jak informacja, ze dziecko jest nosicielem virusa HIV. Chcieli by to wiedziec bo takie dzieci wymagaja wiekszej uwagi lekarza ale kiedy to powiedzieli zostali zakrzyczani przez obroncow in vitro.

    Skoro te dzieci sa tak samo zdrowe to dlaczego infirmacja o sposobie zaolodniemia jest ukrywana? Przeciez jedna analiza takich danych raz na zawsze zamknela by temat.

    Tak na marginesie. W wiekszosci przypadkow za bezplodnosc oart odpowiada mezczyzna. Ma ciezkie mutacje w chromosomie Y. Jesli w wyniku in vitro urodzi mu sie syn, syn takze, na 100%, bedzie bezplodny.

  • zaginiony_palik

    0

    Cztery bańki na jednego małego pisiorka, ha ha ha!
    Za tyle kasy to bym tygodniowo tyle naruchał

  • bratjolki

    Oceniono 5 razy -3

    Śmietanka ginekologii....
    Dooobre, dobre.

  • boczny_obserwator

    Oceniono 3 razy 3

    Przede wszystkim ta "technologia" to nie jest żadna technologia tylko zestaw dobrych rad po 150 zł za wizytę. Jedna z większy afer naciągaczy. To co najwyżej "technologia" naciągania na sporą kasę naiwniaków (ale w imię Boga).

  • kaktus1a

    Oceniono 3 razy 3

    Czy szanowni duchowni zawał serca leczą dietą czy jednak wszczepiają sobie rozrusznik?

  • jiddu

    Oceniono 6 razy 6

    Śmiem twierdzić, że tą metodą nie urodziło się żadne dziecko. Po postu od czasu do czasu ktoś, kto nie mógł mieć dziecka nagle je ma.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX