1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Nie wylejmy dziecka in vitro z kąpielą

- Obawiam się, że prawo może zabronić techniki mrożenia zarodków, a także nakazać zlikwidowanie tych embrionów, które już są w ciekłym azocie - mówi ?Gazecie? dr Krzysztof Papis
Sławomir Zagórski: Ucichł szum wokół in vitro.

dr Krzysztof Papis*: Ucichł. Ale sprawa wróci. Na razie stanęło na tym, że w Polsce nie będzie - przynajmniej w tym roku - refundacji i że trzeba in vitro uregulować prawnie.

Co będzie pierwsze - prawo czy pieniądze?

- Zapewne bez prawa nie będzie pieniędzy. Ale dobrze byłoby mieć i to, i to.

A nie obawia się pan, że to prawo może być nieprzyjazne in vitro?

- Obawiam się. Mam jednak nadzieję, że legislatorzy nie wyleją dziecka in vitro z kąpielą.

Czego boi się pan najbardziej?

- Jestem fachowcem od mrożenia gamet i zarodków. Zajmuję się tym od wielu lat. Zamroziłem własnoręcznie ok. 20 tys. ludzkich embrionów. Obawiam się, że po pierwsze, prawo może w ogóle zabronić tej techniki, a po drugie, co byłoby dla mnie jeszcze gorsze, każe zlikwidować te zarodki, które przechowujemy w ciekłym azocie.

Chyba jest pan zbytnim pesymistą. Kościołowi zależy na ratowaniu każdego ludzkiego życia, więc polski legislator raczej nie podniesie ręki na zarodki, które już powstały.

- Mam nadzieję. Gdyby się tak miało stać, to ja z pewnością ich nie uśmiercę. Może powinien to zrobić osobiście pan premier, pani minister zdrowia albo przedstawiciel Episkopatu?

Nie sądzę, żebym był pesymistą - raczej realistą. Wiele bowiem państw nakazuje niszczenie zarodków. Nawet - zdawałoby się najbardziej postępowa - Wielka Brytania. Zgodnie z rządowym dokumentem Human Fertilization and Embryology Act z 1990 r. embriony można przechowywać maksimum przez dziesięć lat, jeśli natomiast ich prawni właściciele, czyli rodzice, nie utrzymują kontaktu z kliniką i nie chcą płacić za ich dalsze trzymanie w ciekłym azocie, likwiduje się je już po pięciu latach.

Dlaczego Anglicy wyznaczyli granicę pięciu lub dziesięciu lat? Chodziło im chyba o to, że dłuższe przechowywanie może szkodzić zarodkom.

- No właśnie. Skąd się to przekonanie wzięło? Przecież ono nie ma żadnych naukowych podstaw!

Brytyjczycy wprowadzili swoje prawo 12 lat po narodzinach pierwszego dziecka z probówki Luizy Brown i zaledwie siedem lat od przyjścia na świat pierwszego dziecka z zamrożonego embrionu. Kiedy "ojciec Luizy Brown" prof. Robert Edwards zorientował się, że przepis jest zbyt restrykcyjny, zaczął protestować. Ale było już za późno, klamka zapadła.

Dziś, chociaż dysponujemy znacznie większą wiedzą niż na początku lat 90., nadal pokutuje pogląd, że zarodki po pewnym czasie się niszczą, że się zakażają. Nie wymawiając, te same argumenty pojawiły się też ostatnio na łamach pańskiej gazety.

Naukowcy mają pewność, że zarodkom nawet po wielu latach nie dzieje się najmniejsza krzywda?

- Wypadek zawsze się może zdarzyć. Pomimo profesjonalnych zabezpieczeń pojemnik z ciekłym azotem może się rozszczelnić, a nieuważny laborant może zakazić próbkę jeszcze przed zamrożeniem. Jeśli jednak nie zajdą jakieś nieoczekiwane okoliczności, zarodki mogą być przechowywane ad infinitum. Nie ma biologicznych przesłanek, by sądzić, że dzieje im się jakakolwiek krzywda.

Świadczą o tym dane o kolejnych rekordowych narodzinach dzieci, które w stadium zarodka przesiedziały w mrozie przez 9, 12, a nawet 13 lat. Nikt tu zresztą specjalnie nie bije rekordów.

Ile zarodków przeżywa proces zamrażania i rozmrażania?

- Od 80 do 99 proc. To zależy m.in. od ich jakości i wieku oraz techniki zamrażania. Proszę teraz zestawić te 99 proc. przeżywalności z tezą o "uśmiercaniu braci czy sióstr" czy "wyrafinowanej aborcji", a takie słowa znalazły się w niedawnym liście Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny.

Powiada pan "jakości" zarodków?

- Tak, bo my w warszawskiej Przychodni Leczenia Niepłodności "nOvum" mrozimy wszystkie embriony. I te, które się pięknie dzielą, i te, które wyglądają znacznie gorzej, nawet takie, z których - wydaje się - nie ma szans na rozwinięcie się dziecka.

Ile takich zarodków przechowuje się w Polsce?

- Trudno powiedzieć. Sądzę, że kilkadziesiąt tysięcy.

A ile urodziło się z nich dzieci?

- Nikt tego dokładnie nie liczy. W nOvum mamy już ponad 1 tys. ciąż z rozmrożonych zarodków. Prawie jedna czwarta wszystkich naszych ciąż pochodzi z rozmrożenia. Dlatego rozumie pan, że gdy myślę o ich potencjalnym zniszczeniu, od razu zaczynam się denerwować.

Brytyjskiemu ustawodawcy mógł też jednak przyświecać zupełnie inny cel. Kobiety, od których pobrano komórki jajowe, po dziesięciu latach mają coraz mniejsze szanse na zostanie matkami, bo się po prostu zestarzały.

- Jasne. Stąd idea adopcji zarodków. Nie "gotowych" już, urodzonych dzieci. Jestem jej gorącym zwolennikiem. Tyle par ma kłopot z niepłodnością. A będzie ich z każdym rokiem coraz więcej.

Można dziś prowadzić zabiegi in vitro i w ogóle zrezygnować z mrożenia embrionów?

- Można. Tak się dzieje np. we Włoszech czy w Szwajcarii. Włoskie - niedawno zresztą uchwalone - prawo stanowi, że zapładnia się maksimum trzy komórki jajowe, uzyskuje maksimum trzy zarodki i wszystkie się wszczepia kobiecie za jednym zamachem. Żaden embrion nie trafia więc do zamrażarki. Natomiast zamraża się pozostałe, niezapłodnione komórki jajowe.

To dobrze?

- Moim zdaniem nie. Po pierwsze, spada skuteczność zabiegu. Z drugiej strony Włoszki rodzą teraz nie jedno, lecz dwoje lub troje, a nawet więcej dzieci naraz [wszczepione zarodki mogą się jeszcze podzielić spontanicznie], a to zwiększa ryzyko komplikacji i dla matki, i dla dzieci.

Ustawodawca chciał dobrze, ale prawo obraca się przeciw pacjentkom.

Dlaczego akurat Włosi nie chcą mrozić zarodków? Zaważyła tu bliskość Watykanu?

- Raczej awanturnicza działalność rzymskiego ginekologa prof. Antinoriego, który najpierw umożliwił rodzenie dzieci kobietom po sześćdziesiątce, a potem latami przechwalał się, że tworzy ludzki klon.

Dość szczególnie do kwestii zamrażania zarodków podchodzą Niemcy. W Niemczech zamraża się wyłącznie komórki jajowe, do których wniknęły już plemniki, ale jeszcze nie doszło do spotkania materiałów genetycznych mamy i taty. Takich tworów Niemcy nie uważają jeszcze za zarodki i dlatego zgadzają się na ich mrożenie, tymczasem dwu-, trzydniowych dzielących się już embrionów mrozić u nich nie wolno.

Niedawno w Polsce urodziła się pierwsza dziewczynka z rozmrożonej komórki jajowej. Do tej pory mówiło się, że o ile zarodki i plemniki mrozi się łatwo, o tyle komórki jajowe źle to znoszą.

- Tak rzeczywiście było, ale to już przeszłość. Dziś coraz częściej sięga się po tę metodę. W nOvum przechowujemy jajeczka kilkunastu pacjentek. Rozmroziliśmy do tej pory komórki jajowe kilku pań i za każdym razem przeżywało ok. dwóch trzecich z nich. To całkiem niezły wynik, a niebawem będzie lepiej, bo wchodzi nowa, jeszcze bardziej efektywna metoda mrożenia jajeczek.

Ich mrożenie zastąpi za jakiś czas mrożenie embrionów?

- Może nie do końca, ale z pewnością będzie się tych zabiegów robić coraz więcej. Przechowywanie jajeczek będzie służyć nie tylko wykonaniu kolejnego in vitro. Ta technika umożliwi macierzyństwo kobietom, które na skutek leczenia - np. z powodu nowotworu - stały się niepłodne.

Dla wielu ludzi mrożenie plemników i jajeczek jest znacznie łatwiejsze do zaakceptowania niż mrożenie embrionów. Mam nadzieję, że Kościół będzie podobnego zdania.



*dr Krzysztof Papis jest embriologiem, pracuje w Zakładzie Embriologii Doświadczalnej Instytutu Genetyki i Hodowli Zwierząt PAN w Jastrzębcu i warszawskiej Przychodni Leczenia Niepłodności "nOvum"

Więcej o: