1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

In vitro może uratować mi życie

Lekarze dali mi wybór - albo zostać w szpitalu i stale brać zastrzyki przeciwbólowe, albo zajść w ciążę metodą in vitro
Katarzyna Wiśniewska: Dlaczego zdecydowała się pani na zapłodnienie metodą in vitro?

Gabriela Anna Piekutowska: Bezpośrednią przyczyną było zagrożenie życia. Rok temu zdiagnozowano u mnie endometriozę, czyli zewnętrzną gruczolistość macicy. Endometrioza jest nieuleczalna, w skrajnych przypadkach prowadzi do śmierci. Ale istnieje duże prawdopodobieństwo, że po zajściu w ciążę dojdzie do remisji albo objawy choroby zostaną złagodzone.

Wcześniej próbowała pani zajść w ciążę naturalnie?

- Staramy się z mężem o dziecko od kilku miesięcy. Ale lekarz powiedział, że jeśli uda się to w sposób naturalny, będzie to cud. Endometrioza jest jedną z przyczyn bezpłodności: to błędne koło - ciąża jest jedynym skutecznym lekarstwem, a zarazem endometrioza utrudnia lub wręcz uniemożliwia zajście w ciążę. Mój lekarz powiedział, że praktycznie jedynym wyjściem jest in vitro.

Kobietom pragnącym mieć dzieci, u których stwierdzono endometriozę, zaleca się jak najszybsze zajście w ciążę, zanim choroba się rozwinie. Zazwyczaj, jeśli jest to I lub II stopień choroby. Który pani ma stopień?

- Jestem między III a IV stopniem. W moim przypadku leczenie farmakologiczne jest niemożliwe z powodu skutków ubocznych.

Może pani normalnie pracować?

- Nie. Gdy choroba się uaktywnia, mam krwotoki w żołądku, w jelitach. Wymiotuję krwią. Jestem osłabiona, potrafię spać po 12, 13 godzin. Bolą mnie stawy, kości, ale nie mogę brać środków przeciwbólowych, bo nie wytrzymuje tego mój układ pokarmowy. Bez opieki nie mogę ruszyć się z domu. Lekarze proponowali mi, żebym była w szpitalu i po prostu przyjmowała stale zastrzyki przeciwbólowe. Ale ja sobie nie wyobrażam życia w szpitalu. Chcę prowadzić jak najbardziej normalne życie.

Kiedy rozpocznie pani metodę in vitro?

- Tak szybko, jak uda nam się zebrać fundusze. Bez pożyczek to nie będzie możliwe. Na szczęście mamy wsparcie rodziny. Koszt jednego cyklu to ok. 12 tys zł. A na jednym cyklu na ogół się nie kończy. Dlatego w moim przypadku refundacja z budżetu byłaby zbawienna. Dla wielu kobiet od momentu zdiagnozowania endometriozy zaczyna się wyścig z czasem i walka o posiadanie własnego dziecka z rozwijającą się niczym rak chorobą. A w bardzo wielu przypadkach endometriozę diagnozuje się u kobiet młodych, często bez źródła dochodów. Dla nich szanse na dziecko przemijają bezpowrotnie.

Nie ma pani żadnych obiekcji przed in vitro?

- Absolutnie nie. Baliśmy się z mężem, że terapia może spowodować wady u płodu, ale lekarz opowiedział mi szczegółowo o przebiegu ciąży i uspokoił mnie, że nie ma żadnych aberracji.

Przeciwnicy metody in vitro mogliby pani zarzucić, że zależy pani bardziej na wyleczeniu choroby niż na dziecku.

- To nieprawda! Bardzo pragnę dziecka i chcemy z mężem je mieć. Marzę o córeczce. Po usłyszeniu diagnozy przeraziłam się, że to uniemożliwi mi urodzenie dziecka. Teraz walczę i o dziecko, i swoje życie.

A rozważali państwo wcześniej adopcję?

- Ja byłam bliska zaopiekowania się 12-letnią dziewczynką, ale mąż sprzeciwił się adopcji, dopóki istnieje jakakolwiek szansa na dziecko, które będzie biologicznie nasze. W końcu starania o pozostawienie swojego materiału genetycznego to biologiczny instynkt u płci męskiej.

Kościół potępia in vitro. Jest pani wierząca?

- Jestem wierząca, ale nie praktykuję. Sceptycznie podchodzę do Kościoła, m.in. także ze względu na burzę wokół in vitro. Kościół nie powinien rzucać obelg na kobiety, które rozważają in vitro. Przyjęłam list biskupów z oburzeniem. Uważam, że oni nie mają prawa zabierać głosu w tej sprawie, i to takim tonem. Decyzja o refundacji in vitro czasami decyduje o przeżyciu lub śmierci kobiety. Jak Kościół może zamykać na to oczy i stawać w roli kata? Szanowni ojcowie Kościoła zapominają chyba (czy też wolą nie dostrzegać), że to ich płeć na adopcję się nie chce godzić...

Nie będzie pani miała oporów, żeby powiedzieć dziecku, że jest z in vitro?

- Absolutnie nie. Równie dobrze, jak mówiłabym, że zostało poczęte podczas radosnej nocy na plaży. Dzieci z in vitro są najbardziej chciane i kochane. Także dlatego, że kobieta musi stoczyć o nie tak dramatyczną walkę, przejść przez męczące leczenie.

Więcej o: