1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Co trzeba wiedzieć o klinikach in vitro?

O co zapytać, nim zdecydujemy, czy i gdzie poddać się zabiegowi pozaustrojowego zapłodnienia?
Aleksandra Pezda: Jak w Polsce się dowiedzieć, które ośrodki i z jakim skutkiem stosują in vitro?

Prof. Leszek Pawelczyk: Tylko z reklam, internetowych forów i z poczty pantoflowej. Kobiety najczęściej dowiadują się tego od innych kobiet. Kiedy usłyszą: "Leczyłam się w klinice A przez pięć lat i nic", to zrezygnują. Jeśli usłyszą: "Po pierwszej próbie w klinice B zaszłam w ciążę", wybiorą klinikę B. Chociaż sukces lub niepowodzenie jednej pacjentki nie musi świadczyć o fachowości lekarzy. Ludzie, którzy zajmują się programem wspomaganego rozrodu, nie uzurpują sobie prawa do tworzenia nowego życia. Nie my decydujemy, która komórka się zapłodni, a która nie, który zarodek się wytworzy. My tylko umożliwiamy, żeby do tego doszło.

W Polsce nie ma żadnego oficjalnego rejestru ośrodków in vitro. Prawdopodobnie działa ich ok. 40, ale liczbę wykonanych zabiegów i ich skuteczność ujawnia Polskiemu Towarzystwu Ginekologicznemu tylko 18 . W Polsce nie wydajemy też żadnych licencji ani pozwoleń na prowadzenie ośrodków, nie ma żadnego systemu ich kontroli.

1. WYBIERANIE KLINIKI

Jak w takim razie rozpoznać wiarygodną klinikę?

•  <b>Trzeba zapytać o wyniki.</b> Skuteczność powinna być w granicach 30-40 proc. Przy tym musimy pamiętać, że mierzy się ją liczbą donoszonych ciąż na transfer zarodków.

•  <b>Wiarygodność wzrasta z liczbą wykonanych procedur.</b> Według mnie dobra klinika powinna wykonywać przynajmniej 150 procedur rocznie i bez selekcji pacjentek. To znaczy, że leczy zarówno te, które mają dwadzieścia parę lat, jak i 38-letnie, które z racji wieku mają mniejsze szanse na ciążę.

•  Ważne, czy ośrodki pracują metodą mikromanipulacji, czyli wprowadzania plemnika od komórki jajowej. Nie wyobrażam sobie, żeby porządny ośrodek dzisiaj tej metody nie stosował.

Dane podane w ośrodkach - nastawionych przecież na biznes - mogą być fałszywe?

- Dlatego trzeba porównać dwa-trzy ośrodki i zweryfikować informacje od pacjentek. Potem kierować się odległością od miejsca zamieszkania, zapytać o koszty.

•  Przy standardowej stymulacji hormonalnej na przygotowanie pacjentka powinna wydać nie więcej niż <b>3-4 tys. zł.</b>

•  Sama procedura kosztuje różnie - <b>4-8 tys. zł.</b>

Koszty zawsze będą podawane w przybliżeniu, różnice powstają z dostosowywania kuracji hormonalnej indywidualnie do pacjentki.

Są kliniki, które proponują od razu sprzedaż leków. Tak ma być taniej. Mnie to nie przekonuje. Bo świadczy o jakichś układach między lekarzami a firmami farmaceutycznymi. Moim zdaniem uczciwiej jest po prostu podać nazwę leku. Pacjentka powinna go wykupić, gdzie chce.

Jakie badania trzeba przygotować?

- To zależy od przypadku i od lekarza. Widziałem takie wykazy zleceń, z których połowę bym skreślił. Często klinki nie chcą oglądać wcześniejszych wyników, zlecają własne i koniecznie na miejscu. Mnie by się to nie podobało, jeśli powiększa koszty.

•  Gdybym był pacjentem, szukałbym takiego ośrodka, który by respektował podstawowe, wiarygodnie przeprowadzone badania wykonane gdzie indziej.

2. O CO ZAPYTAĆ W KLINICE

Czy można zapytać lekarza, ile komórek chce pobrać, ile zarodków uzyskać?

- Należy pytać i ustalać absolutnie wszystko.

Ale trzeba sobie zdać sprawę, w jakich warunkach działa lekarz: kobieta ponosi olbrzymie koszty i naraża swoje zdrowie, jej celem jest zdrowe dziecko. Jak dojść do takiego celu? Uzyskać i transferować do macicy wystarczającą, a nie dużą liczbę zarodków. Duża liczba zarodków umieszczona w macicy działa w dwojaki sposób: zwiększa wprawdzie prawdopodobieństwo uzyskania ciąży, ale też zwiększa ryzyko ciąży wielopłodowej, co znowu daje zagrożenie powikłań i wcześniactwa. Staramy się tego uniknąć. O tym kobiety również powinny pamiętać.

Lekarze w USA np. potrafią umieścić siedem zarodków w jednej próbie, potem dokonują redukcji płodów. W Polsce to nie do pomyślenia.

•  W cywilizowanych ośrodkach pacjentkom do 32. roku życia transferuje się dwa zarodki, a starszym - do trzech, czterech.

Z badań wynika, że przy ciąży od pięciu płodów ryzyko powikłań radykalnie wzrasta.

•  Ośrodek musi transferować zarodki tylko w takiej w liczbie, jaką wcześniej uzgodnił z pacjentką.

•  Kobieta powinna podpisywać zgodę na każdy kolejny krok

To się odbywa tak:

Lekarz: Ma pani 32 lata, trzeba by spróbować z dwoma zarodkami. A ona na to: Nie mam pieniędzy na drugą próbę. Wówczas lekarz: W takim razie namawiałbym na trzy zarodki, żeby zwiększyć szanse. Uprzedzam, że mogą być bliźniaki albo trojaczki. Czy pani akceptuje to oraz groźbę ewentualnych powikłań?

Kobieta: Biorę to pod uwagę.

I podpisuje zgodę.

•  Ośrodek musi mieć w ofercie prawidłowe mrożenie zarodków i zabezpieczanie ich. Niezależnie, czy pacjentka sobie tego życzy, czy to wyklucza. To też miara jakości usług. Inaczej by oznaczało, że niszczy się zarodki, które nie są wykorzystywane. Z praktyki wynika, że po programie zostaje zazwyczaj kilka zarodków. Jeśli pierwszy raz się nie powiedzie, pacjentka może wrócić na kolejną próbę. Jeśli się powiedzie, może wrócić, żeby zajść w następną ciąże.

3. PROBLEM LICZBY ZARODÓW

Kiedy zarodki tracą na wartości?

- Jest na ten temat trochę spekulacji - Anglicy twierdzą, że po pięciu latach ich potencjał do zapłodnienia drastycznie spada. Kilka lat temu w Wielkiej Brytanii zniszczono takie zarodki - wybuchła awantura.

Czy nie lepiej zapładniać tyle, ile się implantuje?

- Biorąc pod uwagę kontrowersje i dyskusje wokół przechowywania zarodków, pewnie lepiej byłoby podjąć taką decyzję. Ale wówczas pod warunkiem, że wprowadzimy refundację procedury in vitro. Bo takie postępowanie na pewno znacznie zmniejszy skuteczność metody i trzeba będzie podejmować więcej kosztownych i obciążających zdrowotnie prób.

Kobieta może zażądać od lekarza ograniczenia liczby zarodków?

- Oczywiście. Tylko że takie pacjentki zdarzają się niezmiernie rzadko. Kobiety spragnione ciąży wybierają każde ryzyko.

Co jeśli komórki jajowe kobiety lub plemniki jej partnera nie nadają do użycia ich w programie zapłodnienia pozaustrojowego?

- Wówczas pozostaje dawstwo komórek rozrodczych lub dawstwo zarodków. Pomimo tego że w Polsce istnieje kilka znakomicie zorganizowanych i prowadzonych banków nasienia. Ale problematyka dawstwa komórek jajowych, zarodków czy plemników pilnie wymaga wprowadzenia precyzyjnych przepisów prawnych.

Czy można przechować samą komórkę jajową?

- Trwają intensywne badania nad przechowywaniem komórek jajowych. Na razie udaje się zamrażać jajniki lub ich fragmenty i następnie odzyskiwać komórki jajowe. To jednak ciągle trudne i wymaga dalszego doskonalenia.

4. IN VITRO I ZDROWIE KOBIETY

Czy zabieg szkodzi zdrowiu?

•  Onkolodzy uważają, że intensywna stymulacja zwiększa prawdopodobieństwo raka jajnika. Jest w tym dużo prawdy. Dowodem jest chociaż to, że przy stosowaniu tabletek antykoncepcyjnych, które hamują jajeczkowanie, to ryzyko jest mniejsze. Można jednak przyjąć, że wpływ trzech programów in vitro w ciągu życia kobiety jest relatywnie mały. Ale nie jest to obojętny.

•  To podanie zdecydowanie większej liczby hormonów niż w cyklu naturalnym. Po to, żeby wyprodukować nie fizjologiczną, tylko nadmierną liczbę pęcherzyków jajowych. Jajniki więc zostają mocno nadwyrężone. To nie jest zabieg, który można sobie zrobić co miesiąc. Wychodzi się z założenia, że należy zachować odstępy między kolejnymi próbami - minimum trzy, najlepiej cztery miesiące.

•  Jest też zagrożenie zespołem hyperstymulacji - kiedy jajniki wyrywają się spod kontroli i zaczynają produkować bardzo dużą liczbę komórek jajowych. Często kilkanaście w każdym cyklu, normalnie - jedną. To może doprowadzić do ciężkich powikłań: niewydolności nerek, zaburzeń oddychania, stanowi nawet zagrożenie dla życia. Jeżeli tego stanu nie da się opanować, może być konieczne usunięcie jajników. Jednak uwaga - takie powikłanie w ciężkim przebiegu występuje nader rzadko.

In vitro to ostateczność?

- Powiedzmy to tak: albo jest to leczenie jedynej szansy, albo ostatniej szansy.

W pierwszej sytuacji chodzi o pacjentki, które mają uszkodzone jajowody albo mają rozległe zrosty w miednicy, czy też o pacjentów, którzy mają bardzo kiepskie nasienie. Bez in vitro ich szansa na dziecko jest bliska zera.

W drugiej - kiedy wszystkie pozostałe metody leczenie bezpłodności nie dały sukcesu.

Zdarza się, że odradza pan zabieg?

- Tak, zwłaszcza młodym ludziom. Do programu in vitro istnieją określone wskazania

•  Kiedy przychodzi do mnie para 22-latków, która od pół roku stara się o dziecko bez skutku. Nie mają jeszcze zdiagnozowanej przyczyny, ale spieszy im się, aby zajść w ciążę.

•  Odradzam także kobietom po 43. roku życia. Po pierwsze dlatego, że mają małe szanse na ciąże. Po drugie, istnieje bardzo duże zagrożenie występowania wad genetycznych. I wreszcie ponieważ uważam, że to za późno, żeby rodzić i wychowywać dziecko.

Tylko że te odmowy są bardzo trudne. Psychologicznie, bo pacjentki przychodzą z nastawieniem, że jak się nie uda, to już nigdy w życiu nie będą miały dziecka. I to jest dla nich gigantyczny stres. Załamują się na każdym etapie. Za mało komórek? - stres. Słaby poziom hormonów? - stres. Potem jeszcze strach, czy utrzymają ciążę. Niestety, stres też ma wpływ na ewentualny sukces.

Czy pacjentki często zmieniają kliniki?

- Oczywiście. To kwestia psychiki pary, która ma problem z posiadaniem dziecka. Zwłaszcza kobieta dąży do tego bezwzględnie - instynkt macierzyński jest jednym z najsilniejszych. Jeśli więc kobieta w jednym ośrodku próbuje bez skutku, to chce sprawdzić, czy inny nie będzie skuteczniejszy. Zdarzały mi się takie pary, które u nas zamroziły zarodki, ale po nieudanej próbie natychmiast, nawet bez zalecanej przerwy, szły gdzie indziej.

•  Nie słuchają, że więcej niż sześć programów in vitro nie ma większego sensu, bo prawdopodobieństwo ciąży po siódmej będzie już niewielkie. A tak właśnie wynika z badań.

Więcej o: