1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Moje dzieci z próbówki

Bo co to ma znaczyć? Że ja i moje dzieci jesteśmy gorszymi ludźmi, gorszymi katolikami? - mówi Monika Różycka, która mamą dwójki dzieci jest dzięki in vitro
Piotr Pacewicz: Ma pani dzieci z próbówki?

Monika Różycka: Tak i chcę o tym opowiedzieć. Jurek ma sześć lat, Marysia trzy. Są superzdrowe i absolutnie genialne - tak pewnie mówi każda mama (śmiech). Wiele lat życia poświęciłam, by zajść w ciążę. Najpierw chodziłam do różnych endokrynologów, takich czarodziejów od leczenia hormonalnego. Bez skutku. Potem trafiłam do warszawskiej kliniki nOvum dr. Piotra Lewandowskiego, ale i tutaj najpierw in vitro nie dawało skutku. Dopiero za czwartym czy piątym razem się udało, miałam już 36 lat, nawet dr Lewandowski nie umiał mi odpowiedzieć dlaczego.

Jakie to było in vitro?

- Stosowaliśmy wszystkie możliwe metody, w tym mikromanipulację [pod kontrolą elektronicznego mikroskopu lekarz umieszcza wybrany plemnik w komórce jajowej]. Jurek i Marysia są z mrożonych zarodków. W obie ciąże zaszłam we wrześniu. Może tak działa mój organizm, taką ma tajemnicę, której nawet biskupi nie znają.

Czy pani jest wierząca?

- Czy jestem wierząca? I tak, i nie. Jak czytam w tym ostatnim liście biskupów do Sejmu, że in vitro to wyrafinowana aborcja, to myślę, że ten Kościół już nie jest mój.

Biskupi argumentują...

- ...dla mnie to raczej tekst czysto emocjonalny, chyba go nie przemyśleli. Bo co to ma znaczyć? Że ja i moje dzieci jesteśmy gorszymi ludźmi, gorszymi katolikami? Ponad milion ludzi się urodziło dzięki in vitro, będzie się rodzić coraz więcej, biskupi tego nie zatrzymają. Ale mam kolegę, od lat jego żona się męczy w terapii hormonalnej. Mogliby spróbować in vitro, ale nie, on jest tak wierzący, że skoro Kościół zabrania, to on się nie zdecyduje. Bo by się musiał wyspowiadać i może by nie dostał rozgrzeszenia.

Jeżeli katolicyzm nie zmieni swego podejścia, to kościoły będą pustoszeć, bo ich podejście jest nieżyciowe, nienowoczesne, a nawet jakoś niemoralne. Jak dwoje ludzi chce mieć dziecko, to - według mnie - jest to rzecz nadrzędna. A jak to się odbyło w szczegółach? To rzecz bez znaczenia.

A zresztą ile dzieci powstaje w wyniku małżeńskiego gwałtu? To biskupom nie przeszkadza, bo to jest zwykła, stara jak świat przemoc domowa i do tego skrywana pod małżeńskim sakramentem.

Powie pani dzieciom, że są z in vitro?

- Już im powiedziałam. Inna rzecz, ile z tego rozumieją (śmiech). Chcę, żeby od początku wiedziały i przyzwyczaiły się, że nie ma w tym niczego nienormalnego.

Bo czy te dzieci są w czymś gorsze? Czy nie mają prawa żyć? Przecież to bzdura!

Jestem dumna z moich dzieci i z tego, co zrobiliśmy, żeby je mieć.

Co mąż na to wszystko?

- Znosił to dzielnie, ale mężczyznom łatwiej się pogodzić z tym, że nie będą mieli dzieci. Ja dopuszczałam adopcję, gdyby się całkiem nie udało. On nie. Więc bez in vitro bylibyśmy bezdzietni, aż trudno mi to sobie wyobrazić. Przeciwnicy in vitro tak łatwo mówią o adopcji, ale to trudna decyzja, bo bierzesz dziecko, które jest ci genetycznie obce. A swoje geny są zawsze bliższe.

Całe leczenie musiało państwa kosztować dziesiątki tysięcy złotych.

- Było nas na to stać, dobrze zarabialiśmy oboje. Ja pracowałam w dużych koncernach, teraz prowadzę firmę komputerową, żeby mieć więcej czasu dla dzieci. Bardzo współczuję tym, którzy chcieliby mieć dzieci, ale nie mają pieniędzy na in vitro. Refundacja jest w Polsce konieczna, w całej Europie wspomaga się ludzi, których dotknęła niepłodność. Ta ułomność - nie jest to choroba, lecz ułomność - to nie jest przecież niczyja wina.

Żeby dzieci z in vitro przyszły na świat, ich nienarodzeni bracia i siostry są skazani na śmierć, bo dodatkowe zarodki są zamrażane. To moralny argument Kościoła

- W naturalnym zapłodnieniu też część zarodków obumiera. Taki ich los. Pierwsza moja ciąża była podwójna i jedno dziecko przepadło, ale może dzięki temu Jurek przeżył i przyszedł na świat, bo mogłabym nie donosić ciąży mnogiej. Dostał życie od tego drugiego dziecka.

Więcej o: