1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

In vitro. Kto odpowie: dlaczego nie?

Leczenie niepłodności za pomocą in vitro akceptują wszystkie religie świata i jedynie Kościół rzymskokatolicki zajmuje negatywną postawę




Po ostatnim liście biskupów ponownie rozpętała się burza wokół leczenia niepłodności za pomocą technik rozrodu wspomaganego medycznie, zwłaszcza in vitro. Ogarnia mnie przygnębienie i rozgoryczenie. Oczekuję, że ci, którzy z taką zawziętością zwalczają leczenie choroby niepłodności udzielą sensownych odpowiedzi.

Nie chodzi tu o sam zakaz leczenia, ale o karanie finansowo niepłodnych par, dlatego że pragną własnego potomstwa.

Dlaczego społeczeństwo bez oporów ponosi konsekwencje finansowe leczenia raka płuc i krtani, chorób sercowo-naczyniowych, chorób wątroby, infekcji HIV i AIDS u osób, które same się przyczyniły do swojej choroby? Dlaczego rządzący w imieniu społeczeństwa odmawiają pomocy tym, którzy pragną mieć własne dzieci, twierdząc, że nas nie stać na leczenie niepłodności metodą in vitro?

Dlaczego w krajach o podobnym statusie ekonomicznym, jak Czechy, Słowacja, Słowenia, Węgry, Chorwacja, nie mówiąc o krajach dawnej Wspólnoty Europejskiej, niepłodne pary przy leczeniu niepłodności technikami rozrodu wspomaganego medycznie otrzymują pomoc finansową państwa? Nikt tam nie twierdzi, że wydatki te rujnują finanse przeznaczone na ochronę zdrowia lub że przy refundacji in vitro nie będzie za co leczyć chorób serca i nowotworowych.

Dlaczego prof. Religa, wybitny kardiolog, minister zdrowia w poprzednim rządzie, w sprawie finansowania in vitro zajmuje tak niejednoznaczną postawę, twierdząc, że mając do wyboru leczenie schorzeń serca lub chorób nowotworowych i finansowanie in vitro, zawsze wybierze to pierwsze?

Dla pacjenta najważniejsza jest jego własna choroba i pragnienie pomocy. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) nie ma wątpliwości, że niepłodność jest chorobą, a z powodu zasięgu nazywa ją nawet chorobą społeczną. Jakie znaczenie mają stwierdzenia typu "od niepłodności się nie umiera", skoro z badań psychologicznych wynika, że stres związany z niepłodnością jest większy niż przy rozpoznaniu choroby nowotworowej czy ostrego zawału mięśnia sercowego i tylko diagnoza HIV ma większy wpływ obciążający.

Składkę ubezpieczeniową płacą wszyscy, w tym pary z niepłodnością, i chyba logiczne, że powinny dostawać pomoc finansową z NFZ. W resorcie, którym kierował prof. Religa, przygotowano nowelizację ustawy o "przeszczepach", a treścią nowelizacji było rozwiązanie sprawy leczenia niepłodności za pomocą in vitro, w tym finansowanie z budżetu. Gotowego dokumentu minister nie przekazał pod obrady rządu i Sejmu, bo - jak mi powiedział - nie ma "właściwego klimatu". Może teraz jest "właściwy klimat"?

Dlaczego biskupi kierują list do posłów i senatorów z intencją, by nie refundować leczenia in vitro i poprzez prawo realizować doktrynalne podejście do tego typu leczenia? Leczenie niepłodności za pomocą in vitro akceptują wszystkie religie świata i jedynie Kościół rzymskokatolicki zajmuje negatywną postawę. W odniesieniu do listu biskupów, z uwagi na jego wyjątkowo niestosowny charakter i język, chcę poczynić kilka zasadniczych uwag.

Zupełnym nieporozumieniem jest porównanie leczenia niepłodności z "rodzajem wyrafinowanej aborcji". W przypadku niepłodności mamy do czynienia z najszlachetniejszym pragnieniem własnego dziecka, czego nie można powiedzieć w przypadku aborcji.

Ks. Adam Boniecki na pytanie "Kuriera Podlaskiego", czy zapłodnienie in vitro to "wyrafinowana aborcja", odpowiedział: "Powiedziane to jest dość brutalnie. Ale bądźmy szczerzy. Taka jest prawda. Nadliczbowe embriony są zabijane. Żeby z zapłodnienia in vitro mogło urodzić się dziecko, inne musi umrzeć".

To nieprawda. Żaden embrion nie jest zabijany. Trzeba dostrzegać różnicę między zabijaniem embrionów a ich obumieraniem. Umieszczonych w macicy embrionów nikt nie zabija, niektóre rozwijają się dalej, inne obumierają. W naturalnym rozrodzie tylko 25-30 proc. zarodków zagnieżdża się i rozwija dalej. Pozostałe obumierają. Tej biologicznej prawdy nikt nie kwestionuje.

A zatem, czy ktokolwiek może powiedzieć, że w rozrodzie naturalnym urodzenie dziecka jest "zawsze okupione śmiercią jego sióstr i braci"?

Natura ukształtowała człowieka jako gatunek o ograniczonej płodności. 15 proc. par, które pragną dzieci, ma problemy z rozrodem i szuka pomocy lekarskiej. Dla wielu z nich in vitro to jedyna szansa. Adopcja tego problemu nie rozwiązuje.

Pan Bóg, który stworzył mężczyznę i kobietę na swoje podobieństwo, powiedział: "Idźcie i rozmnażajcie się, zapełniajcie świat i podporządkowujcie go sobie". Nakazem Boskim jest zatem rodzenie dzieci, a nie adopcja. Jak wynika ze Starego Testamentu, gdy problemy z rozrodem mieli Abraham i Sara, Izaak i Rebeka, Jakub i Rachela, zawsze uzyskiwali pomoc Boską.

Współczesna medycyna nie zamierza zastępować Boga, ale dąży do pomocy tym, którzy pragną zrealizować najbardziej naturalne pragnienie. I tylko w takim kontekście należy widzieć leczenie niepłodności za pomocą technik rozrodu wspomaganego medycznie. Stwierdzenia niektórych lekarzy, że te metody nie są procedurami medycznymi i tylko czasami pozwalają uniknąć bezdzietności, są pokrętne i śmieszne. Współczesna medycyna rozrodu dąży do polepszenia skuteczności leczenia, do zagwarantowania pełnego bezpieczeństwa, do obniżenia kosztów procedur, a nie ich wyeliminowania.

Dlaczego list biskupów - ogłoszony, gdy minister zdrowia dr Ewa Kopacz zapowiedziała, że bierze pod uwagę refundowanie leczenia za pomocą in vitro dla najuboższych rodzin - chce właśnie te rodziny pozbawić szansy na własne dziecko? Dla bogatych ta zapowiedź nie ma żadnego znaczenia, ale co mają robić ci, których pragnienie własnego potomstwa jest takie samo, a szansę stwarza tylko in vitro?

Czy lekarz ma prawo odmówić leczenia choroby - a niepłodność jest chorobą - za pomocą najnowszych zdobyczy medycyny, jak przyrzekał w ślubowaniu lekarskim? Jakie rozterki musi przeżywać lekarz, gdy słyszy, że danej pary nie stać na leczenie, że będą oszczędzać lub zaciągną pożyczkę - i towarzyszy temu świadomość, że są to tylko pieniądze na szansę?

Słyszy się tu i ówdzie o łamaniu praw człowieka. Proszę zatem o interpretację art. 16 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka: "Mężczyzna i kobieta w wieku dojrzałym, bez żadnych ograniczeń rasowych, narodowych i religijnych mają prawo do małżeństwa i do założenia rodziny".

Lekarze, naukowcy, nauczyciele, liderzy opinii społecznej muszą walczyć o edukację polityków i społeczeństwa, że prawo do posiadania potomstwa jest podstawowym prawem człowieka. Czy w ramach polityki prorodzinnej nie należy wspierać par, które chcą stworzyć prawdziwą rodzinę? Czy nie jest łamaniem podstawowego prawa człowieka, jeśli nie udziela się pomocy tym, którzy pragną mieć potomstwo?

Dlaczego sygnał ze strony nowej ekipy rządowej, że Polska dołączy do państw normalnych udzielających pomocy niepłodnym parom, które chcą skorzystać z dobrodziejstwa leczenia za pomocą technik rozrodu wspomaganego medycznie, ulega teraz wyciszeniu? Czyżby list biskupów odegrał tu rolę? W niektórych dysputach telewizyjnych opowiada się nieprawdopodobne rzeczy o in vitro. Uczestniczą w nich posłowie-lekarze z PO, którzy wreszcie powinni przesądzić o oczekiwanych rozwiązaniach prawnych w dziedzinie leczenia niepłodności za pomocą in vitro.



Okres świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku powinien skłaniać wszystkich do pogłębionej refleksji. Osobiście zakończyłem już rozród i zabierając głos w sprawie in vitro, nie ubijam żadnego własnego interesu, mogę najwyżej się narazić. Ale mając stały kontakt z niepłodnymi parami, może lepiej niż inni potrafię rozumieć ich pragnienie własnego dziecka.

Życzenia świąteczne i noworoczne kieruję do wszystkich rodzin. Do tych, które skorzystały z dobrodziejstwa nowoczesnej medycyny i doczekały się własnego potomstwa. Niech się ich dzieci chowają zdrowo, radośnie, w miłości i szczęściu. Rodzinom, które ze względów finansowych nie są w stanie poddać się leczeniu - żeby wreszcie uzyskały pomoc państwa. I jeśli zdecydują się na leczenie, by zakończyło się ono sukcesem.



*Marian Szamatowicz - profesor w Klinice Ginekologii Akademii Medycznej w Białymstoku; zajmuje się leczeniem niepłodności od 1965 r., w późniejszym okresie stosuje też in vitro; b. dyrektor Instytutu Położnictwa i Chorób Kobiecych. Był kierownikiem zespołu, który w 1987 r. doprowadził do urodzenia w Polsce pierwszego dziecka po leczeniu in vitro

Więcej o: