1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Niepłodność to temat tabu

Choć niepłodność to problem społeczny - to temat tabu. I z powodu owego milczenia jawi się czasem jako problem nie do przezwyciężenia.
Annę Liszyk znaleźć było bardzo trudno. Zwykle bowiem kobiety, które stoczyły zwycięską walkę z niepłodnością, trzymają ten fakt w sekrecie. Jeśli już decydują się przerwać milczenie, to po to, by opowiedzieć swoją historię bliskim i przyjaciołom. Nie godzą się natomiast na wywiad i zdjęcia do gazety. Zwłaszcza jeśli ich dziecko zostało poczęte metodą in vitro. "Nie chcemy, by w przyszłości było narażone na nieprzyjemne uwagi. Społeczeństwo mamy bardzo nietolerancyjne." - mówią. To samo społeczeństwo, w którym, według szacunków lekarzy, z niepłodnością boryka się... co piąta para.

38-letnia Anna Liszyk mama 7-letniej Helenki i 3-letniego Antosia, jest więc jak igła w stogu siana. Na wywiad nie trzeba jej było jednak namawiać, bo sama od dawna prowadzi zakrojoną na szeroką skalę akcję edukacyjną. Uważa, że o niepłodności i metodach walki z nią trzeba mówić głośno, by pokazać kobietom, które mają problem z zajściem w ciążę, że nie są same, że przez leczenie da się przejść, a marzenia o dziecku mogą się spełnić. Jej mąż Przemek śmieje się, że powinna mieć swoją infolinię. Tyle już odebrała telefonów od ludzi, którzy pragną dziecka. Polecała lekarzy, podnosiła na duchu i dzieliła się swoją wiedzą. A wie sporo. O Helenkę starała się sześć lat. O Antosia dwa. Urodził się dzięki in vitro.

Samotność wojowniczki

- Oczywiście nie mówiłam na dzień dobry: "Cześć, nie mogę mieć dziecka", ale też nie ukrywałam swoich starań - wspomina Ania. - Uważam, że niepłodność to jeden z tych problemów, które warto nieść z innymi. Można wtedy dostać dodatkowe wsparcie i uniknąć pytań "a kiedy wy?" albo uwag "zobaczcie Czesiu ma już trójkę". Nie trzeba podczas Wigilii chować się w łazience, by ukryć łzy.



Jakim koszmarem dla pary starającej się o dziecko mogą być święta, doskonale wie 29-letnia Kasia* z małego miasteczka z okolic Łodzi, która po trzech latach starań o dziecko urodziła córeczkę dzięki in vitro.

- Nie raz płakałam w poduszkę, bo wszyscy wciąż pytali "kiedy w końcu weźmiecie się za robienie dziecka?". Zaciskałam zęby chociaż miałam ochotę krzyczeć "dajcie mi wszyscy święty spokój, dwa lata się staramy i nic!" - wspomina. - Ulżyło mi kiedy tuż przed zabiegiem in vitro zdradziliśmy nasz sekret rodzicom. Baliśmy się ich reakcji, bo są bardzo wierzący i praktykujący. Poprosiliśmy, żeby nas nie oceniali i nie odwodzili od decyzji, bo zdania nie zmienimy. Rodzice zachowali się wspaniale. Wspierali i pomogli zgromadzić 10 tysięcy złotych na zabieg. Dla nas to bardzo duża kwota.

Od tamtej pory Kasia nie ukrywa, że jej córeczka została poczęta metodą in vitro, ale właśnie ze względu na nią, w artykule chce zachować anonimowość. Otwartość z jaką mówi dziś o niepłodności uważa za ewenement w swoim środowisku:

- Moja przyjaciółka, która o dziecko starała się 6 lat i zaszła w ciążę po czwartej inseminacji, do dziś nie powiedziała o tym swoim rodzicom, a o problemach trzech znajomych par dowiedziałam się dopiero kiedy spotkaliśmy się przypadkiem w klinice leczenia niepłodności.

Często więc polskie kobiety pozostają same ze swymi staraniami o ciążę. Jak twierdzi Kasia, nawet na swojego partnera nie wszystkie mogą liczyć. Ona akurat ma to szczęście, że mąż walczył z nią o dziecko ramię w ramię.

- Na szczęście są jeszcze fora internetowe takie jak np. "niepłodność" na gazeta.pl - stwierdza. - Przyjaźnie, które tam zawarłam pozostały do dziś. Dziewczyny z forum były wspaniałe. Przechodziłyśmy razem każde badanie, każde oczekiwanie na wynik, razem cieszyłyśmy się z sukcesu i razem płakałyśmy nad porażkami.

Od testu do testu

Lekarze mówią o niepłodności gdy para przez rok regularnego współżycia bez używania środków antykoncepcyjnych nie zachodzi w ciążę, ale niepokój pojawia się już wcześniej. Nawet jeśli, jak to było w przypadku Ani, starania o dziecko zostały poprzedzone gruntownymi badaniami ginekologicznymi. Lekarze orzekli, że jest zdrowa. I twierdzili tak przez kolejne pięć lat jej starań o ciążę.

- Najpierw były metody naturalne: mierzenie temperatury, wstrzemięźliwość seksualna na kilka dni przed owulacją, "podwieszanie pod sufit" czyli leżenie po stosunku z miednicą uniesioną w górę - wylicza. - Potem były zastrzyki hormonalne i inseminacje. One spowodowały przestymulowanie jajnika. Zrobiła się torbiel wielkości pomarańczy. Zdecydowano, że trzeba ją wyciąć. Kiedy obudziłam się po operacji usłyszałam od lekarki: "mam dwie wiadomości: jedną złą, a drugą w zasadzie dobrą." Zła dotyczyła jajnika, który musieli usunąć razem z torbielą, a druga endometriozy, którą u mnie wykryto.

Wraz z rozpoznaniem choroby pojawiła się nadzieja, że teraz, kiedy już wiadomo dlaczego Ania nie zachodzi w ciążę, leczenie będzie bardziej skuteczne.

- I tak zostałam "kobietą luksusową" czyli "z klimą" - śmieje się. - Leczenie endometriozy polega bowiem na wprowadzeniu kobiety w klimakterium. Przez pół roku dostaje się zastrzyki blokujące wytwarzanie hormonów. Przypłaciłam to straszną deprechą. Przemek mówi, że to cud, że myśmy to wszystko przetrzymali. Pół dnia pracy spędzałam z głową na biurku i powtarzałam szefowi "odchodzę, to nie ma sensu, jestem zupełnie nieprzydatna", a szef, który znał moją sytuację powtarzał: "Spokojnie. Przetrzymamy!". Po tym leczeniu byłam zmasakrowana, a Przemek wykończony. Pojechaliśmy na wakacje i zamiast pierwszej po leczeniu miesiączki pojawiła się ciąża.

Kasia miała to szczęście, że dużo szybciej poznała prawidłową diagnozę:

- Dowiedziałam się, że mój organizm zabija plemniki męża. Lekarz zaproponował insemninację, do której w końcu nie doszło bo okazało się, że trzeba najpierw zoperować 7-centymetrowego guza, którego miałam na jajniku. Oczekiwanie na operację było fatalne - bałam się, że guz może być złośliwy, termin zabiegu się przesuwał bo w szpitalach strajkowali, a kolejne koleżanki zachodziły w ciążę. Nie umiałam sobie poradzić ze swoim żalem i bezsilnością. Nieznany wcześniej brak poczucia wpływu na życie był bardzo bolesny.

Guz okazał się niezłośliwy. Kasia przeszła kolejno pięć inseminacji, a wreszcie dzięki in vitro zaszła w ciążę.

Zapach powietrza i papryka w occie

- Pamiętam wszystko. Było mroźnie, słonecznie, wszędzie leżał śnieg. Do dziś czuję zapach tamtego powietrza - opowiada Kasia o dniu, w którym pojechała na badanie beta-HCG. Wysoki poziom tego hormonu świadczył o ciąży. Od tamtego dnia wszystko poszło gładko. - Jedynym problemem było przodujące łożysko. Z jego powodu miałam cesarkę. Uznałam jednak, że to nawet dobrze bo ze względu na zdrowie dziecka zależało mi na szybkim porodzie.

Ania najlepiej pamięta apetyt na paprykę w occie.

- Siedziałam na kanapie i patrzyłam na spiżarnię zastanawiając się na co mam ochotę - wspomina. - Jestem maniakalnym producentem przetworów, ale papryki wśród moich zapasów nie było. Pomyślałam "nie zrobiłam, bo przecież jej nie lubię" i zaraz potem "chyba jestem w ciąży". Na drugi dzień rano, nie mówiąc nic Przemkowi zrobiłam test ciążowy. Wynik był dodatni.

Ania w wieku 31 lat urodziła swoje pierwsze dziecko. Po dwóch latach zaczęła starać się o drugie.

- I znów były problemy. Tym razem jednak dopadły nas wątpliwości i strach, że może chcemy za dużo, że może tymi naszymi upartymi staraniami kusimy los. Mieliśmy świadomość, że już narodziny córeczki były cudem. Ostatecznie jednak postanowiliśmy spróbować. Dzięki in vitro zaszłam w ciążę i chociaż przebiegała z mniejszymi problemami niż pierwsza, bałam się o wiele bardziej. Badania krwi pokazały, że prawdopodobieństwo chorób wrodzonych u Antosia jest jak 1:36. To dużo. Zrobiliśmy więc amniopunkcję. Czekaliśmy na badanie, które wykonuje się około 15 tygodnia ciąży, i chodziliśmy z nerwów po ścianach. Przez cały ten czas miałam sny z biegającym po plaży chłopczykiem o blond lokach.

Wyniki były dobre. Antoś urodził się zdrowy.

- Kiedy go pierwszy raz zobaczyłam zaczęłam się śmiać. Ze swoimi czarnymi włosami i nosem jak kartofel przypominał Jasera Arafata. Ale proszę sobie wyobrazić, że teraz w wieku trzech lat ma blond loki. Nie obcinam za często - niech biega po tej plaży.

Ania jest pewna, że gdyby leczenie trwało krócej miałaby już czwórkę albo nawet piątkę dzieci.

- Zostałam stworzona do tego by być mamą. Jednak ze względu na wiek nie będę już próbować. Jestem szczęśliwa, że mam dwójkę - mówi. Podobnie jak Kasia, zamierza kiedyś opowiedzieć dzieciom ich historię.

- Przecież każde dziecko najbardziej na świecie chce czuć, że jest kochane i było oczekiwane. Nasza walka jest na to najlepszym dowodem - mówi.

Marzenia do spełnienia

- W dzisiejszych czasach mamy naprawdę bardzo skuteczne metody walki z niepłodnością Jeśli każda para, która ma problem z zajściem w ciążę miałaby dostęp do właściwego leczenia, była na nie zdecydowana i miała na nie fundusze, odsetek par, którym nie udałoby się wyleczyć niepłodności byłby naprawdę bardzo niewielki - twierdzi dr Tomasz Rokicki z warszawskiej kliniki leczenia niepłodności Invimed. - Pary starające się o dziecko mogą skorzystać z:

1. Terapii hormonalnej mającą na celu wywołanie owulacji.

Polega na podawaniu kobiecie zastrzyków lub leków doustnych.

2. Inseminacji

czyli wprowadzenia cewnikiem specjalnie przygotowanych i wyselekcjonowanych plemników do macicy. Jest to połączone z obserwacją cyklu kobiety. Zabieg (prosty i bezbolesny) musi być bowiem wykonany w dniu owulacji. Czasem wcześniej podaje się leki hormonalne, by ją wywołać.

3. In vitro (zapłodnienie pozaustrojowe)

czyli połączenia komórki jajowej z plemnikiem poza organizmem kobiety. Poprzedza je kuracja hormonalna, której celem jest nie tylko wyprodukowanie jak większej liczby komórek jajowych, ale także doprowadzenie do tego, by w momencie ich pobierania (przez punkcję jajników) były na tym samym etapie rozwoju czyli były gotowe do zapłodnienia. Odbywa się ono albo poprzez umieszczenie komórek jajowych i odpowiednio przygotowanych plemników w specjalnym płynie albo poprzez tzw. mikroiniekcję czyli wstrzyknięcie plemnika bezpośrednio do komórki jajowej. Po dwoch trzech dniach zarodki (maksymalnie trzy) są umieszczane w macicy.

* Imię zostało zmienione.

Więcej o:
Komentarze (2)
Niepłodność to temat tabu
Zaloguj się
  • klaud.ia41

    0

    W niektórych kręgach niepłodność jest wręcz źle postrzegana..My z mężem przez pierwsze kilka lat po ślubie non stop byliśmy zagadywani na ten temat na rodzinnych tematach..Często dało się usłyszeć średnio przyjemne komentarze..Po kilku latach bezowocnych starań spróbowaliśmy in-vitro z komórką dawczyni.. Przed pierwszą wizytą czułam zarówno radość, strach, jak i podekscytowanie..nam wystarczyła tylko jedna próba.

  • nataszakon

    0

    Niestety faktycznie w Polsce niepłodność jest tematem tabu. Ja dużo rozmawiam i wymieniam sie doświdczeniami z dziewczynami z ovufriend- razem w tym siedzimy i razem się wspieramy!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX