Jak oddycha dziecko na dworze

Skandynawowie, Finowie, Islandczycy nie mają wyboru - muszą od małego się hartować. Badania wykazują, że dobrze robią, a wystawianie odpowiednio chronionych przed zimnem dzieci na drzemki na dwór - nawet na minusową temperaturę - ma same zalety.

„Z powodu opadów śniegu zasypało wózki, w których państwa dzieci śpią na dworze. Dlatego dzisiaj wyjątkowo nie odbędę drzemki na świeży powietrzu” - taka wiadomość wysłana do rodziców maluchów w Norwegii to naprawdę rzadkość. W innym, kraju o równie surowym klimacie - w Islandii dzieci wychodzą na dwór niezależnie od pogody. Jak wspomina Aleksandra, która mieszkała tam kilka lat: Codziennie podczas pobytu w przedszkolu dzieci mają obowiązkowe wyjście w teren bez względu na pogodę w ramach hartowania ciała i ducha. Znajoma przedszkolanka opowiadała, że o określonej porze przed wyjściem na spacer stoją już przy oknach i ślinią szyby, czekając na sygnał do wymarszu. Nieważne, że leje, wieje, pada śnieg. No i wychodzą.

W krajach skandynawskich popularnością cieszą się leśnie przedszkola, w których dzieci przez cały rok większość dnia spędzają na dworze, do środka przedszkola przychodząc tylko na posiłki. Wiadomo, że świeże powietrze jest dla nich zdrowsze, a zamkniętym pomieszczeniu wśród trzydzieściorga dzieci łatwiej o złapanie wirusa.

Skandynawowie i Finowie uważają, że nie ma złej pogody, jest tylko złe ubranie. Wystawianie dzieci na drzemki na mróz jest częścią ich stylu życia. Oczywiście dbają o to, żeby dzieci były należycie zabezpieczone przed mrozem (ubierają je na cebulkę, chronią oddychającymi wodoodpornymi śpiworkami, kontrolują dzieci podczas snu, sprawdzają, czy im ciepło). W Finlandii od 100 do 200 dni w roku ma temperaturę w okolicy 0 stopni Celsjusza. Na Islandii pogoda jest kapryśna i szybko się zmienia. Gdyby morsowanie nie było częścią ich tradycji w tych krajach należałoby w ogóle nie wychodzić na dwór. A tak nie dość, że dużo czasu spędzają w naturze, to jeszcze od małego hartują dzieci.

Dziecko na dworze, rodzice w kawiarni

Pomysł z wystawianiem dzieci na drzemki na dwór jako pierwszy zaczął w Finlandii propagować pediatra Arvo Ylppo w latach dwudziestych XX wieku. Panowała wtedy wysoka śmiertelność wśród dzieci, które większość czasu spędzały w złej jakości powietrzu w domach, miały krzywicę i były nieodporne na wirusy i bakterie. W latach czterdziestych i pięćdziesiątych XX wieku ruszyła fińska machina edukacyjna - pielęgniarki tłumaczyły, jak wentylować dzieci i jak je na dwór ubierać. Arvo Ylppo uważał, że ze względu na klimat: silne wiatry, ujemne temperatury i niewielką ilość słońca, Finów należy przygotowywać na kapryśną aurę od małego. W tym kraju kilkutygodniowe dzieci ciepło ubrane i pod okiem opiekuna śpią na dworze. W Danii powszechny widok to wózki ze śpiącymi dziećmi zaparkowane przed kawiarniami, w których ich rodzice piją kawy. W gościach zaś możemy liczyć na to, że dla śpiącego dziecka zostanie udostępniony balkon, taras albo ogród, a nie sypialnia gospodarzy. Dlaczego tak ważne jest wentylowanie dzieci bez względu na niską temperaturę?

Sen to zdrowie, powietrze to zdrowie

Przede wszystkim dla małych dzieci ważny jest sen. Podczas snu wytwarzany jest hormon wzrostu, tworzą się nowe połączenia między neuronami, mnożą się komórki ciała. Jak dowodzą badacze z fińskiego Institute of Health Sciences Oulu dzieci śpią na dworze dłużej - średnio od 1,5 do 3 godzin, podczas gdy w pomieszczeniach od godziny do dwóch. Dłużej śpią, czyli lepiej się rozwijają. Z tych samych badań wynika, że 66 procent z nich jest po takiej drzemce na dworze bardziej aktywne, a 54 procent ma lepszy apetyt. Dla Finów wystawianie dzieci na drzemkę na dwór jest czymś oczywistym - z opracowania wynika, że tylko 3 procent przebadanych słyszało, że nie powinni tak robić.

Dlaczego łatwej oddycha się na dworze? W zimnej temperaturze nos dziecka jego śluzówka jest obkurczona. Niezależnie od temperatury na zewnątrz, jeśli dziecko oddycha przez nos, to powietrze zostaje nagrzane do temperatury ok. 35 stopni Celsjusza. Warto wentylować dziecko, ale przed i po spacerze pomyślmy o oczyszczeniu nosa. Przed wyjściem na mróz po to, żeby nie łapało powietrza ustami, a po spacerze, żeby oczyścić śluzówkę z zanieczyszczeń, patogenów, alergenów. 

Na dworze poprawia się ukrwienie w nosie i ustach, dzięki czemu organizm lepiej radzi sobie z obroną przed wirusami. Jak przez lata tłumaczył pediatra Arvo Ylppo: Jeszcze nie słyszałem o przypadku, żeby komukolwiek zaszkodziło świeże powietrze. No właśnie, ale pod warunkiem, że oddychamy przez nos. Dlatego tak ważna jest higiena nosa, pielęgnacja i regeneracja śluzówki za pomocą wody morskiej do nosa. Wybór wody jest także kluczowy, kupując wodę morską unikajmy tych, które mają w składzie chlorek benzalkonium, stawiając na te w 100 procentach naturalne.

Oprócz choroby i gorączki u dziecka, jednym bardzo silnym przeciwwskazaniem do spania dzieci na dworze jest... zanieczyszczone powietrze, czyli smog. I to jego obecność, a nie chłód powinien rodziców od spacerów na mrozie zniechęcić.