Rodzicielstwo bliskości: jak sprawić, by dziecko było szczęśliwe?

Jesteśmy zalewani setkami informacji na temat wychowania i w tym gąszczu czasem się gubimy. A tymczasem wystarczy posłuchać swojej intuicji i tego, co podpowiada nam bez słów nasze nowo narodzone dziecko.
Rodzicielstwo bliskości rozpropagowali amerykański pediatra William Sears i jego żona Martha. Doświadczenia w wychowywaniu dzieci trudno Searsom odmówić. Sami mają ósemkę - w tym Stevena z zespołem Downa i adoptowaną córkę Lauren. Nie chodzi o jakąś zupełnie nową czy rewolucyjną teorią pedagogiczną - to znany od wieków styl wychowywania dziecka oparty na zapewnieniu mu poczucia bezpieczeństwa.

Trudno tę ideę rozłożyć na czynniki pierwsze, bo jej podstawą jest wsłuchanie się w potrzeby dziecka. Sear-sowie dają nam jednak kilka wskazówek.

1.Przygotuj się.

Pierwsze godziny życia dziecka są wyjątkowe i niepowtarzalne. Procedury medyczne można odłożyć na potem (o ile wszystko jest w porządku z noworodkiem i z mamą), a tę pierwszą chwilę poświęcić wzajemnej prezentacji i pierwszym spojrzeniom w oczy. To czas, w którym dziecko leżące na brzuchu mamy trzeba uspokoić po stresie narodzin. W tym momencie hormony wydzielające się w ciele matki wiążą ją z dzieckiem niewidzialnym, ale nierozerwalnym węzłem. Rodzi się miłość. Szkoda byłoby przegapić tę chwilę. Praktycy rodzicielstwa bliskości namawiają matki do porodu naturalnego, bez zbędnych interwencji medycznych (bo - jak twierdzą - jedna pociąga za sobą kolejne). Często decydują się na porody domowe.

2.Karm z miłością.

Na oficjalnej stronie internetowej Searsów katalog korzyści płynących z dostarczania dziecku naturalnego pokarmu pęka w szwach. Karmienie piersią to, poza innymi zaletami, szansa dla matki i dziecka na dobry start, a także najprostszy sposób, by nauczyć się mowy ciała noworodka. A bez dobrej znajomości swojego dziecka i głębokiego porozumienia, nie można dać maluchowi wystarczającej dawki bliskości. Nie oznacza to, że dzieci karmione butelką są mniej kochane. Karmiąc butelką, również można zadbać o bliskość fizyczną (także z tatą).

3.Przytulaj.

Noś, bujaj, tul, uspokajaj. Wbrew powtarzanym wciąż stereotypom, maleńkiego dziecka nie można rozpuścić ani zepsuć. Domaga się bliskości rodzica, bo tylko w jego ramionach czuje się bezpieczne. Przez dziewięć miesięcy było w brzuchu, więc kiedy już pojawia się po drugiej stronie, też chce być najbliżej, jak to możliwe. Świetnym sposobem na zapewnienie tej bliskości jest chusta - wygodna i dostosowana do używania przez oboje rodziców. Można nosić w niej dziecko od pierwszych dni życia.

Człowiek, któremu w dzieciństwie nie odmawiano bliskości, ma szansę stworzyć z rodzicami silną więź emocjonalną, która będzie miała wpływ na całe jego życie. Dzięki bliskości kształtuje się zdolność do obdarzania innych zaufaniem i przeżywania szczęścia.

4.Reaguj na płacz.

Małe dziecko płacząc, informuje, że jest mu źle - coś je boli, jest mu niewygodnie, bardzo chce się przytulić, jest głodne. Dziecko nie jest zdolne do manipulacji, nie chce na rodzicach niczego wymusić, zatem jeżeli płacze - trzeba reagować. Zarówno wtedy, kiedy jest to maleństwo, jak i wtedy, kiedy chodzi o starsze dziecko.

5.Zapewnij bezpieczny sen.

Jeśli macie wyrzuty sumienia, że - wbrew zaleceniom pediatrów - nie zdołaliście wyekspediować malucha do osobnego łóżeczka, mamy dla was dobrą wiadomość. Searsowie twierdzą, że wspólne spanie to rzecz korzystna dla dzieci i rodziców. Jeśli dziecko dobrze się czuje we własnym łóżeczku - niech tam spędza noce. Jeśli jednak płacze, wzywa rodziców i źle się bez nich czuje, weźcie je do łóżka. Obserwujcie dziecko i znajdźcie razem wygodny dla wszystkich sposób usypiania - przytulanki, kołysanki, bajki. Wystrzegajcie się tylko metod zawierających element wypłakania się. Płaczącemu dziecku trzeba pomóc, a nie zostawiać je bezradne, żeby w końcu wyczerpane zasnęło. Jeśli pozwolicie niemowlakowi płakać do woli, możecie nadszarpnąć jego zaufanie.

6.Daj dziecku swój czas.

Każde dziecko jest inne, dlatego należy wystrzegać się "dziecięcych treserek" i ich uniwersalnych rad, które mają być skuteczne dla wszystkich maluchów. Mama i tata więcej wiedzą o swoim dziecku niż nawet najwspanialsza niania, więc zamiast dać się szkolić w języku niemowląt, lepiej uczyć się języka własnego dziecka. A żeby to się udało, malca trzeba bardzo dobrze znać.

7.Praktykuj pozytywną dyscyplinę.

Rodzicielstwo bliskości nie zakłada pobłażania. Mały człowiek potrzebuje granic i trzeba mu je wyznaczyć. Warto jednak pamiętać, że ile razy maluch usłyszy "nie", tyle razy zaneguje w przyszłości to, co powiedzą rodzice. Dlatego warto ograniczyć zakazy do dwóch sytuacji. Trzeba interweniować, kiedy dziecko jest zagrożone (na przykład bawi się nożem) albo krzywdzi inną osobę (w zabawie bije mamę).

8.Dąż do równowagi.

Rodzicielstwo bliskości nie oznacza absolutnego poświęcenia matki opiece nad dzieckiem. Ortodoksyjni wyznawcy Searsów często decydują się na takie rozwiązanie. Niektórzy nawet podejmują trud domowej edukacji. Ale są i tacy, którzy wynajmują opiekunkę, żeby kobieta mogła się realizować zawodowo. Dbają jednak o to, by niania wyznawała te same zasady co oni, a dziecko otrzymywało od wszystkich opiekunów spójny komunikat, że jest kochane i ważne.

Oto podstawy rodzicielstwa bliskości.

Nie trzeba bezwzględnie stosować każdej z nich. Można urodzić za pomocą cesarki, karmić od pierwszych chwil butelką, nigdy nie użyć chusty i nawiązać z dzieckiem głęboką, dobrą relację. Czy William Sears ma oponentów? Oczywiście. Jedni przekonują, że już trzymiesięczne dziecko można nauczyć samodzielnego zasypiania, drudzy, że dziecko śpiące w małżeńskim łóżku to chory pomysł. Doktor Bill (tak pieszczotliwie nazywają Searsa mali pacjenci) odpowiada swoim krytykom, że rodzicielstwo bliskości to w gruncie rzeczy najłatwiejszy sposób wychowania. Bliskości potrzebujemy przecież wszyscy - dzieci małe i duże. Rodzice też.