1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Komentarze (353)
'Po kiego czorta bierzecie niemowlaki na wakacje?'. Za i przeciw samolotowym podróżom z dziećmi
Zaloguj się
Pokaż wcześniejsze komentarze
  • trzyminuty

    Oceniono 20 razy 20

    Nie przeszkadzają mi dzieci w samolocie. Za to przeszkadza mi trzygodzinne wycie i zawodzenie. I to bardzo. Bo w przeciwieństwie do pani „ekspertki” doświadczyłem tego kilkakrotnie i trwało to przez cały czas lotu. Nie chodzi o niemowlęta, bo z nimi rodzice zwykle radzą sobie nieźle, chodzi o źle wychowane kilkulatki pod opieką tępaków.

  • coalesce

    Oceniono 23 razy 19

    >> Nasze dziewczyny podróżują od 3. miesiąca życia, były w ponad 40 krajach.

    Ok, ale po ch...? Abstrahując już od tego, że rzygam tymi wszyskimi "podróżnikami".

  • cameel.m

    Oceniono 18 razy 16

    Zupełnie abstrahując od uciążliwości dla współpasażerów, nigdy nie zrozumiem jak jest sens ciągania niemowlaka na drugi koniec świata na wakacje? Ani to dziecko nie wypocznie ani rodzice. To tylko dodatkowe kłopoty i uciążliwości, i to w hurtowych ilościach. A zupełnie w bonusie narażamy dziecko na mnóstwo ciekawych infekcji od tych spowodowanych samym lotem po różne tropikalne ciekawostki - ostatnio na kanarach wykryto jakąś fajną gruźlicę (pozdrowienia dla proepidemików - lećcie z dziećmi udowodnić bezzasadność szczepień). Sam miałem 2 dniową zemstę faraona po pierwszym locie na południe Europy.

  • hula.kula

    Oceniono 18 razy 16

    droga mamo i podróżniczko- dlaczego to INNI mają ratować lot tobie, skoro to twoje dziecko?
    i dlaczego twoja fantazja zabrania niemowlaka w podróż ma być ważniejsza od potrzeby spokojnego lotu 300 innych osób?

  • miriam_73

    Oceniono 15 razy 15

    Nie mam nic przeciwko dzieciom w samolocie, pod jednym wszak warunkiem - będą odpowiednio "zaopiekowane" przez dorosłych. Latamy z mężem często i czasami jest to wyjątkowo uciążliwe, zwłaszcza na naszej stałej linii w sezonie letnim, gdy na rejsach pojawiają się wakacyjne rodziny. O ile też np. w stosunku do "nadużywajacych" w samolocie, albo np. firmowych ekipach integracyjnych (przerobiliśmy ostatnio taką w maju, grrr...) obsługa reaguje szybko i stanowczo, to z rodzicami z dziećmi jakoś dziwnie trudno doprosić się czasem o odpowiednia interwencję. Ja rozumiem, gdy maluszek płacze, bo jest np. głodny, bolą uszka gdy zmienia się ciśnienie, czy gdy ma mokro. Ale wtedy mama/tata powinien możliwie szybko zareagować. Natomiast nie toleruję i nie do przyjęcia są dla mnie dzieci biegające po całym samolocie (jakoś szczególnie nasila się to gdy zaczyna jeździć serwis... To jest po prostu niebezpieczne!!!), potrącające współpasażerów wzdłuż całego korytarza (nagminne, trudno zmusić rodziców do interwencji), kopiące siedzenia przed sobą, przy zerowej reakcji rodzica, śpiewające na cały regulator, piszczące, itd. Sorry, jeśli dana rodzina podróżuje z dzieckiem, to winna zadbać o to, żeby dziecko w czasie lotu zająć - przecież doskonale sprawdzają się komputery czy tablety, kolorowanki, książeczki itp. Zabiera się soczki, coś do jedzenia. Trzeba po prostu odpowiednio przygotować siebie i maluszka do lotu oraz nie uważać, że w czasie lotu jest się zwolnionym z czegokolwiek, a w szczególności z obowiązku zajęcia się własnymi dziećmi. KAŻDY pasażer w danym samolocie zapłacił za swój przelot i ma prawo poszanowania swojej wygody i komfortu ze strony innych pasażerów. Planując podróż z dzieckiem, niestety lub stety, trzeba także wziąć to pod uwagę. Współpasażer może nie lubić cudzych rozbrykanych i głośnych dzieci i tyle. I ma do tego prawo.

  • sajgon22

    Oceniono 15 razy 15

    To są efekty braku zasad współżycia społecznego. I robienia z dzieci bogów. Jeśli ktoś decyduje się na dziecko, to powinien mieć świadomość, że na jakiś czas z pewnych rzeczy rezygnuje. Na korzyść dziecka. Pediatrzy mówią, że do roku życia dziecku nie zmienia się klimatu. Nie bodźcuje się takiego młodziutkiego organizmu. Tylko współcześni młodzi - rodzice i nierodzice - chcą wszystkiego. Jeszcze całkiem niedawno obowiązywały zasady, dokąd można, a dokąd nie można zabierać dzieci. Np. na pogrzeb. Dziecko nie może przeszkadzać innym. Tak jak i jeden dorosły drugiemu.

  • niemcz86032

    Oceniono 15 razy 15

    Koszmar, kopanie w oparcie siedzenia i śpiewy "opiekującej" się babci oraz wymuszanie krzykiem. Mamusia dziecka spała spokojnie wiele miejsc dalej. Ma urlop i trzeba odpocząć. Moim zdaniem nikt o zdrowych zmysłach nie lata z tak małymi dziećmi to męczarnia dla nich i otoczenia, a prawa dzieci do latania samolotem tak jaki i dorosłych kończą się w miejscu gdzie zaczynają wpływać na innych podróżnych z tą jednak różnicą że dorosłych w takim przypadku wyprowadza się z samolotu i obciąża kosztami awaryjnego lądowania, a samolubni rodzice są gorsi od terrorystów.

  • Azik Pazik

    Oceniono 18 razy 14

    Też miałem małe dzieci, i naturalne było, że albo na czas wyjazdu zostawiamy babci albo po prostu poczekamy te trzy lata, aż dziecko będzie sobie siedzieć i rysować w czasie lotu. I oglądać świat, a nie męczyć się okrutnie przez dwa tygodnie, w upale.
    Poprawność polityczna mnie przeraża. 150 osób może przeżywać gehennę w czasie lotu, bo jedna paniusia ma ambicję uczyć ich wyrozumiałości.
    Miałem też sytuację, kiedy rozwydrzony kilkuletni młodzieniec siedzący za mną kopał i szarpał mj fotel przez dwie godziny lotu. Kiedy zwracałem uwagę, Mamuśka mówiła mu cichutko "Dastinku, nie rób tak" a Dastinek walił jeszcze mocniej.
    Jeśli raz w roku mam wakacje, i raz w roku lecę i raz w roku przez dwa tygodnie chcę odpocząć i naładować baterie na kolejny rok, to niech nikogo nie dziwi, że nie mam wyrozumiałości dla wrzeszczących, kopiących i skaczących po fotelach Dastinków i Dżesik.

  • fielmon

    Oceniono 14 razy 14

    Z małym dzieckiem jeździ się na wakacje gdzieś niedaleko, w miejsce spokojne, dla dobra dziecka. przecież to dla dziecka męczarnia takie loty. Mozna troche odpuścić na jakiś czas. To egoizm rodziców, bo czym sie pochwalic jak sie nie pojedzie za granice.Snobizm i juz.

  • sraczezwersacze

    Oceniono 15 razy 13

    Dużo ważniejszy aspekt.... Olbrzymie ryzyko ZDROWOTNE dla takiego niemowlaka. I nie mówię tu o zagrożeniu w samolocie, tutaj rzeczywiście zagrożeni są dorośli pasażerowie (poboczna sprawa to brak asertywności pasażerów. Jeśli oczywiście nikomu to nie przeszkadza to gitara, ale bywały już na świecie wygrane pozwy o odszkodowanie za uciążliwe warunki lotu. Działa to "korygująco" i "otrzeźwiająco" zarówno na "przyjazne dzieciom" linie lotnicze jak i "dzieciocentryczne" mamuśki). Wracając do tematu. Zmiana klimatu/szerokości i długości geograficznej to nie tylko zmiana krajobrazu ale i flory bakteryjnej/wirusowej. Takiej FIZJOLOGICZNEJ, NATURALNEJ dla danego regionu świata. Takiej która znajduje się w lokalnym jedzeniu (z definicji żadne jedzenie nigdzie na świecie nie jest "sterylne"), wodzie a nawet w wydychanym przez tubylców powietrzu szczególnie w pomieszczeniach o małej kubaturze. Stąd biegunki podróżnych, stąd zalecenia szczepień dla poszczególnych regionów. O ile osoby dorosłe (i dzieci powyżej 6-7 roku życia) mają wykształcony układ immunologiczny i przede wszystkim mają "z czego" tracić płyny ustrojowe to tyle w przypadku niemowlaka ważącego 3-5 kg kilka luźnych kupek, 2-3 razy wymioty i niechęć do przyjmowania pokarmów/płynów, przede wszystkim GORĄCZKA - oznaczają błyskawiczne odwodnienie, ryzyko wstrząsu (z drgawkami i utratą przytomności - znajomy to przerabiał z 2-latkiem (!!!) na tropikalnej wyspie, a jakże!) i zgonu...O dostępności do nawet zwykłych szpitali (ponadprogramowy lot rejsowy między wyspami, ew. transport wodny) i sensownym kontakcie w j.angielskim z lokalnymi doktorkami nie wspomnę....

  • redlupota

    Oceniono 13 razy 13

    My zaczeliśmy latać z synem jak skończył 6 lat . Wcześniej było to dla mnie bez sensu i za duże ryzyko jakby zachorował gdzieś za granicą albo miał jakiś wypadek to mogą być duże problemy. Też jestem przeciw zabierania niemowlaków w egzotyczne podróże na wakacje .

  • horatio_valor

    Oceniono 14 razy 12

    Leciałem kiedyś samolotem na inny kontynent. Przede mną lecieli rodzice z niemowlakiem, który na początku podróży zechciał był wykonać solidnego kupala, ponieważ fetor rozniósł się niemiłosierny. Myślałem, że rodzice natychmiast zainteresują się usunięciem niedogodności, ale byłem w błędzie. Kolejne 10 godzin musiałem spędzić w oszałamiających wyziewach dziecięcych jelit, których nie mitygował nawet włączony nawiew. W tej atmosferze również spożywane były posiłki. Czy odczuwany silny dyskomfort czyni mnie złym, nietolerancyjnym człowiekiem?

    Nie jestem przeciwko dzieciom z definicji. Ale chcę spędzić podróż w otoczeniu współpasażerów, którzy nie śmierdzą, nie machają bezładnie kończynami, nie rzucają przedmiotami, nie wrzeszczą, nie wykonują niekontrolowanych ruchów i nie płaczą. Gdyby obok mnie siedział dorosły pasażer, który darłby mordę, kopał otoczenie, a na koniec postawiłby cuchnącego klocka w spodnie, nienawidziłbym go dokładnie tak samo.

  • anija82

    Oceniono 16 razy 12

    Nie zamierzam jeździć na żadne urlopy (czy to w Polsce, czy za granicą) z dzieciakiem, póki ten nie osiągnie wieku, w którym będzie w stanie coś zapamiętać, a ja będę w stanie się z nim po ludzku dogadać. Takiemu dzieciakowi i tak nie zrobi to różnicy, a mi w zasadzie szkoda kasy, bo zapierdzielać przy potomku to mogę i w domu. Uważam, że targanie wszędzie niemowlaka to lanserskie uprawianie sztuki dla sztuki; z wypoczynkiem rodzica też nie ma za wiele wspólnego - a urlop jest przecież od tego, żeby wyluzować i naładować akumulatory na dłuższy czas.

  • poppers68

    Oceniono 14 razy 12

    Problem polega na tym, że małe dzieci może i są obiektem bezkrytycznego uwielbienia ale tylko i wyłącznie Ich rodziców.
    Rodzice wyrażają głośno i dosadnie , praktycznie werbalne zdziwienie, że inni dorośli generalnie nie podzielają Ich entuzjazmu i radości.
    I koło się zamyka.
    Od osób generalnie nielubiących dzieci możnaby wymagać większego dystansu do siebe a od rodziców " słodkich maluszków" ( te eufenizmy z reklam telewizyjnych irytują) świadomości, że nie wszystkie dzieci są nasze.
    I to nie tak, że tylko Polacy nie lubią dzieci.
    Mijają nieruchomości w kanadyjskim Vancouver możecie spotkać przed terenami zielonymi tych nieruchomości tablice, iż mieszkańcy/właściciele nieruchomości nie życzą sobie na terenie ogrodu mały dzieci. A inni to respektują. W Polsce pewnie usłyszelibyśmy epitety.....

  • llenovoo

    Oceniono 21 razy 11

    Ależ oczywiście, że "po kiego czorta bierzecie niemowlaki na wakacje?"!!!
    One nic nie będą pamiętać, umęczą zarówno was, jak i innych ludzi nie mających gdzie uciec od dziecio-terroru przez długie godziny w małym i wąskim samolocie.
    Na argument - to co mam zrobić, oddać niemowlaka jakiejś obcej niańce? - natychmiast odpowiadam: babciom, dziadkom, siostrze zostaw na ten tydzień! A jak nie masz takowych lub też nie masz takich możliwości, to siedź w domu albo jedź nad najbliższą rzekę.
    Młode pińdzie nie chcą zrozumieć, że przez pierwsze dwa/trzy lata to ich egoistyczne zachcianki dziecko i natura mają kompletnie w d00pie, a ich rola polega na tym, żeby się dla tego dziecka przez ten czas 2-3 lat jednak trochę poświęcić. Ale nie, "ona przecież tak długo chodziła w męczącej ciąży", "ona JUŻ pół roku zajmuje się dzieckiem i CHCIAŁABY DO ŚWIATA", "ona ma JUŻ od prawie roku DOSYĆ TYCH PIELUCH, ZUPEK I KUPEK", itp. A kogo to, q--, obchodzi?! Dziecko to nie zabawka, a rola rodzica to nie serial z samymi uśmiechniętymi gębami i pięknymi, światowymi ludźmi bez problemów jak z plakatu reklamowego.
    Nowy, nowoczesny i współczesny typ egoistycznej i hedonistycznej baby nie może pojąć, że do dwóch lub trzech lat życia dziecka, na wypoczynek, to niech ona sobie jeździ na wieś albo nad jezioro, bo jej prawdziwa rola, to jest być przy dziecku, a nie męczyć je i innych, żeby zrobić dobrze i wygodnie dla swojej własnej matczynej d00py. Dziecko pod palmę to się zabiera wtedy, gdy jest już trochę przystosowane do życia wśród ludzi. Na ale przecież jak to - naaa Maazuuryy??? Siara, wtedy nie będzie zdjęć z palmą na fejsa lub ista i te idiotki nie będą czuły się dowartościowane, no i ich kooleżanki nie będą przecież (-zdaniem tych idiotek) zazdrościły!
    I jeszcze jakaś "podróżniczka" przywoływana w artykule jako coś w stylu pseudo-autorytetu... Kobieto, w domu trzeba było dzieci wychowywać przez pierwsze lata a nie się po lotniskach szlajać męcząc te dzieci, siebie i jeszcze innych nic niewinnych ludzi! No ale pani jest dziennikarką a mężem - niemiecki fotograf (proszę - jak ŚWIATOWO!), więc pewnie uznali (a raczej - uznała), że "oni musieli", bo praca, zarobki, itp.
    Nie, q--, nie musieli, a egoistycznie chcieli! Dziś w większości krajów, jak się chce, to przez min. dwa lata po porodzie kobieta może nie pracować, a zająć się właśnie czymś dużo ważniejszym, niż: kariera, zawodowe ambicje, lans, własny egoizm, kreowanie wizerunku lub realizowanie się społecznie i zawodowo...
    No ale to przecie takie nienowoczesne, niepostępowe, niefeministyczne, nieliberalne, takie trochę jakby z pół-średniowiecza... Prawda...?
    Świat skretyniał i ci nowi "postępowi" ludzie również... :(

  • aleksandria65

    Oceniono 11 razy 11

    W znaczącej większości to nie dzieci przeszkadzają, ale brak reakcji ich głupich bezstresowych rodziców! Dziecko w czasie lotu trzeba czymś zająć, a nie pozwalać wyć czy biegać po pokładzie godzinami, aż się zmęczy i "padnie"! Uważam, że linie powinny poważnie rozważyć osobne loty dla rodzin z dziećmi. Wtedy moje wyje i twoje wyje i nikomu to nie przeszkadza! (wtedy tylko można współczuć załodze)!

  • P B

    Oceniono 12 razy 10

    W samolocie obowiązują pewne standardy zachowań- mówi się ściszonym głosem, media na słuchawkach. Płacę za bilet i oczekuję pewnego komfortu podczas lotu.
    Dzieci bywają różne, to rodzic powinien wiedzieć czy malec nadaje się do takiej podróży, bo za swe dziecko odpowiada. Loty bywają o różnych porach, powinno się to dostosować pod rytm dziecka. No i loty bywają opóźnione, często sporo, co też ma znaczenie.
    Mój syn uwielbiał podróżować, od razu przycinał komara.
    Wrzeszczącego bachora nie zabrałabym publicznym transportem.

  • komentarz.24

    Oceniono 10 razy 10

    Babcia mnie uczyła: uważaj, przysłowia mogą kłamać. Nie rób tego co komuś niemiłe, a nie tego, co tobie. Miarą kultury społecznej jest szanowanie czyichś praw, nie narzucanie własnych.

  • ligand17

    Oceniono 13 razy 9

    Kiedyś miałem taką wątpliwą przyjemność: lot z Cypru do Polski. Wylot o 2 w nocy. Na pokładzie 2 niemowląt: płacz non-stop. Jak jedno przestawało, to drugie automatycznie zaczynało. Wycie było słychać w całym samolocie. Nie dawało się zmrużyć oka. I tak przez bite 4 godziny. Ludzie wychodzili z samolotu ledwo żywi.
    Potem złożyło się tak, że przez 1,5 roku latałem samolotem co tydzień za granicę - Niemcy, Włochy, Austria, Wielka Brytania. Za każdym razem jak widziałem, że do samolotu wchodzi para/matka z niemowlęciem (o dziwo nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek widział ojca z niemowlęciem), to się wzdrygałem - tak z 2/3 przypadków lot był nieprzespany, bo niemowlę płakało.
    Jak teraz żona mnie namawia, żebyśmy polecieli z półroczną córką na wakacje to mówię stanowcze "nie". Może i mała jest spokojna na co dzień i nie płacze, ale jak w samolocie zacznie się zmieniać ciśnienie to nie wiadomo, jak zareaguje. Niech podrośnie jeszcze z rok. Jak będzie jej można normalnie wytłumaczyć, co ma robić, to możemy lecieć.

  • j_p_salomonczyk

    Oceniono 12 razy 8

    Nie jest prawdą, że wszystkie dzieci są nasze. One są tylko swych rodziców. Nie widzę powodu by rezygnować ze standardu podróży, korzystania z restauracji tylko dlatego, że jakiejś mamusi czy tatusiowi przyjdzie na myśl by ograniczać prawa innych. Ograniczać przez dyskomfort obcowania z ich bachorami! Ciekaw jestem jak taka mamuśka czy tatusiek by zareagowali gdyby posadzono ich obok pijanego, pierdzącego, wrzeszczącego i cuchnącego pijanego oprycha!

  • rikol

    Oceniono 14 razy 8

    Chorzy ludzie. Uważają, że świat istnieje tylko dla nich,a inni mają się dostosować. W mojej rodzinie są dzieci, ale jakoś nikt nie wpadł na to, żeby lecieć samolotem na wakacje do Egiptu. Dla dziecka jest to męczarnia, dla rodziców też, o osobach postronnych nie wspominając. Po prostu ewidentny brak kultury.,

  • adam_nar

    Oceniono 12 razy 8

    Przecież wiadomo, że "madki" jeżdżą na urlopy dla siebie, a dziecko biorą jako bagaż podręczny bo muszą. Normalne matki najczęściej jeżdżą odpocząć na wieś, do lasu, gdziekolwiek gdzie nie ma tłumów. Znak naszych czasów...

  • maj61

    Oceniono 14 razy 8

    Co to za określenie prostactwa i wieśniactwa per Janusz i Grażyna?!Mam ciotke Grażynę i jest super.Tak serio to co mnie obchodzą cudze dzieci?, byle tylko rodzice się nimi zajęli.Hasło wszystkie dzieci nasze są jest pozostałościa po dawnych czsach

  • buli01

    Oceniono 11 razy 7

    Każdemu wyrozumiałemu i oczywiście muszącemu lecieć z niemowlakiem na wakacje, powiem tak. Wasza wolność do robienia co wam się podoba kończy się tak gdzie wasze "chcę, mogę, lubię" wchodzi w nazwijmy to moja przestrzeń życiową.Ja ani nie chcę ani nie lubię a muszę wysłuchiwać ryków waszych dzieci. Tak jak miałem wątpliwą przyjemność ostatnio przez jakieś 18h lotu.
    Nie jest istotne czy "uprzyjemnia się" 12h komuś płaczącym dzieckiem czy w inny sposób.
    Ciekawy jestem jak by wyglądało gdyby wszyscy robiliby to co "mogą, chcą, lubią".Każdy lubi robić co innego, a móc można de facto wszystko tylko za niektóre rzeczy karają ;).
    Ci wyzwoleni co "mają prawo" i "nikt im nie zabroni" zazwyczaj bardzo usilnie będą egzekwować swoje prawa jedynie do swojej wolności, depcząc przy okazji wolność innych ludzi.

  • bmarten

    Oceniono 13 razy 7

    Dyskutantko, po polsku mówi się "pretensjonalne". Bzdoli Pani pisząc, że 70-latkowie są uciążliwi w podróżach. Natomiast zawsze i wszędzie uciążliwe są wrzeszczące lub biegające (w zamkniętej przestrzeni) bachory. Mamuśki i tatulciowie zakładają, że ich bachorów nie dotyczą żadne ograniczenia czy zasady porządku publicznego, a nawet że mają jakieś specjalne przywileje w stosunku do reszty społeczeństwa. Nie potrafią bądź nie chcą zdyscyplinować i wychować swoich bachorów, które najczęściej bywają uciążliwe dla otoczenia.

  • mniklasp

    Oceniono 9 razy 7

    w cywilizowanym kraju jakim jest USA , gdzie mieszkam , na szczescie nie ma dzieciakow na pokladzie samolotow poniewaz ludzi stac na to zeby spedzic wakacje bez dzieci ktore i tak nie beda nic pamietac a drugiej strony rodzice nie sa na tyle obsesyjni w rodzicielstwie ze nie moga zostawic dzieci z dziadkami. Jezeli dzieci sa w samolocie to amerykanskie nie sa tak rozwydrzone jak polskie. Nie ma wiec mowy o placzu czy szturchaniu, kopaniu itp . Sa po prostu grzeczne, nie ma histerykow

  • hirvi1

    Oceniono 5 razy 5

    "Jestem w stanie przypomnieć sobie może kilka lotów, podczas których dziecko płakało. I oczywiście nie cały lot, a 5,10 czy ewentualnie 20 minut."
    Super, że pani przywołana jako specjalistka jest w stanie przypomnieć sobie akurat takie loty, ale wyżej zacytowano wypowiedź osoby, która miała pecha trafić na inną, znacznie gorszą sytuację.

    Skoro PKP zdobyło się na wysiłek "stref ciszy", to postulat "samolotów tylko dla dorosłych", albo "samolotów ciszy" nie wydaje mi się zupełnie szalony (choć to zupełnie inna skala wysiłku logistycznego). Rozumiem, że rodzice małych dzieci też chcą, a czasem muszą podróżować. Ale rozdarty dzieciak w samolocie potrafi sprawić, że podróż stanie się mocno uciążliwa. A jeśli jest tych dzieci więcej...

  • hunkyyankee

    Oceniono 11 razy 5

    Dziecioroby, nie jesteście sami na świecie! Okradacie uczciwych ludzi z 500+, każecie płacić na książki swojego potomstwa i jeszcze w samolotach zabieracie uczciwym ludziom chwilę spokoju. Kopanie w fotele, darcie ryja, stolec w pieluchę i smród na cały samolot. Dziękujemy wam, dziecioroby.

  • krflis

    Oceniono 5 razy 5

    Zachowanie dzieci jest uzależnione w największym stopniu od opiekunów. Może mam ogromne szczęście, ale nigdy nie narzekam na rodziców z małymi dziećmi. Płacz przy starcie i lądowaniu jest uzasadniony. Poza tym, raz poprosiłam o przypilnowanie, aby dziecko nie kopało w mój fotel. I nie spotkało mnie nic złego, a tylko przyjemna rozmowa. Dużo gorzej wspominam zachowania dorosłych nie tylko w samolotach, też w pociągach na długich trasach, ale to nie ten temat

  • jiraya486

    Oceniono 9 razy 5

    Dobra. Jesli bede sciskal niemowlakowi palec przez 2-3 godziny i patrzyl jak ryczy - czy jestem sadysta? Jestem. Zatem jesli matka swiadomie pakuje taki maly bochenek na poklad gdzie ono cierpi i WIE ze cierpli a nie moze nic zrobic bo niemowlak nie rozumie ze musi przelykac / odblokowywac zatkane uszy / nie jest SWIADOME sytuacji i po prostu instynktownie krzyczy o pomoc = taka matka jest sadystka i powinno jej sie to dziecko odebrac. Nalezy wprowadzic minimalny wiek kiedy dziecior ma wstep na poklad, taki wiek bylby ustalany bardzo latwo. Mowisz cdzieciakowiu co go czeka i czy rozumie ze ma sie zachowywac, jesli swiadomie potwierdza - wtedy jest wpuszczany na poklad. Reszta szczurow powinna byc wstawiana z bagazem pod podloge albo nalezy zutylizowac bagaze nad glowami - stworzyc specjalne kapsuly gdzie decybele bylyby tlumione a mamusie moglyby sobie patrzec przez szybke jak torturuja swoje pociechy.

  • drdr2

    Oceniono 9 razy 5

    Latam kilkanaście razy w roku i oczywiście uważam, że dzieci powinny podróżować w luku bagażowym, razem z wózkiem. A tak na serio to dzieci najczęściej płaczą przy starcie i lądowaniu, bo uszy je bolą. Upiorne kilkulatki wyjące bez powodu zdarzają się rzadko. Mi bardziej przeszkadzają podchmieleni ludzie, toczący głośne rozmowy, których koleje życia muszą poznać pasażerowie 10 kolejnych rzędów

  • mniklasp

    Oceniono 11 razy 5

    po pierwsze te relacj tych matek o tym co sie dzieje w klasie biznes i poza ta klasa sa klamstwem wiec po co gazeta te klamstwa powiela. po drugie dzieci powinno byc kilka na samolot i jezeli placze nalezy dac tabletke nasenna. W miejscu publicznym musza byc normy zachowan i dzieciece zle zachowanie tego nie usprawiedliwia. Kazde zaklocenie musi byc skierowane do kapitana samolotu ktory ma prawo decyzji

  • kresedebarg

    Oceniono 5 razy 5

    Zwolennicy latania z małymi dziećmi, na starość będą przeciwnikami

  • tranquiloamigo

    Oceniono 9 razy 5

    Czy mi się zdaje, czy bronimy prawa dziecka do płakania godzinami? Przecież to oznacza, że cierpi dziecko (godzinami). W tym momencie drugorzędną sprawą jest, że cierpią współpasażerowie.

  • szoferek1

    Oceniono 7 razy 3

    W jednej z arabskich linii lotniczych przy wejściu do samolotu jest tabliczka..."dzieci wychowywane bezstresowo wprowadzać na smyczy i w kagańcu"

  • tuathla

    Oceniono 9 razy 3

    Jeśli chodzi o latanie z małymi dziećmi na urlop, zgadzam się, że rodzice mogą oszczędzić stresu sobie, maluchom i pasażerom wybierając miejsce na wakacje gdzueś bliżej. W komentarzach nie widzę jednak poruszenia jednej bardo ważnej kwestii- kwestii emigracji. otóż matki bardzo często latają z dzueciakami by odwiedzuć swoich rodziców w Polsce. Sama mieszkam we Francji i regularnie latam odwiedzić rodzinę, z doświadczenia więc wiem, że może 10% tych wszystkich rodzin i matek z dzuećmi w samolotach to urlopowicze. Cała reszta to emigranci. Jak mają te dzieciaki nawiązać więź z dziadkami, wujostwem jeśli nie poprzez idwiedzanie ich od małego?

  • Jan Sobieski

    Oceniono 3 razy 3

    W piscielskim kraju juz nie da sie zyc, z jednej strony chca zeby dzieci niepelnosprawne sie rodzily z drugiej strony nie chca na nie placic i zdrowych w samolocie nie chca, tylko 500+ i doplaty z niedobrej UE dawaj.

  • winku

    Oceniono 15 razy 3

    Tak stronniczego artykułu dawno nie czytałem. Nie dziwota, że autorka lub autor podpisał się tylko inicjałami. Też Wstydziłbym się zostawić swoje nazwisko pod tak jednostronnym gniotem.

  • wydzielina_fizjologiczna

    Oceniono 2 razy 2

    Mi małe dzieci nie przeszkadzają. Najgorsze są ich "bapcie".
    Coraz częściej lecąc na urlop spotykam całe 3 pokoleniowe rodziny. Małe dzieci, ich rodzice, oraz ich "bapcie" po 50tce. Te dziwne kobiety ubrane są z reguły w kolorowe szorty i równie pstrokate t-shirty, maja na noeise kolorowe okulary słoneczne, klapki i kapelusze z wielkim rondem bo im się wydaje, że wyglądają jak Meghan Markle. Ale najgorsze jest zachowanie tych "bapć". Zamiast pilnować swoje wnuki, to one zachęcają je żeby poznawały świat i biegały sobie wesoło po samolocie uprzykrzając życie pozostałym pasażerom. Okropne. Już nie będę pisała, co bapcie wyrabiają w hotelach, gdzie pierwsze docierają do restauracji na posiłki i zabierają pozostałym urlopowiczom co atrakcyjniejsze kąski.

  • wojtem

    Oceniono 2 razy 2

    Kilka lat temu moja zona leciala pierwsza klasa linia Qantas z Sydney do Londynu. W pierwszej klasie bylo bodaj 12 miejsc. Dzieciak wyl przez 24 godziny. Od tego czasu sporo sie zmienilo i wiekszosc linii lotniczych nie wpuszcza niemowlat do pierwszej klasy

  • stefffon

    Oceniono 1 raz 1

    podczas lotu promieniowanie jonizujące jest ok 80 wyższe niż na ziemi, dużo większe niż np aktualnie w czernobylu...
    ale co tam że niemowlak będzie miał zniszczone DNA, ważne że rodzicom się wydziela dopamina jak go wąchają....

  • jiraya486

    Oceniono 1 raz 1

    szczury do bagazowego

  • jamarcin

    Oceniono 17 razy 1

    bardziej od małych dzieci przeszkadzają mi kolesie znieczulający się przed i w czasie lotu....od takiego to dopiero śmierdzi.

  • stefffon

    0

    rodzice, nie mozna miec ciastka i zjesc ciastka! zachciało się bachora, to pogodzcie sie ze następne 15 lat nie bedziecie mieli czasu abosultnie na nic i wakacje najdalej nad polskie morze!

  • benkenobik

    0

    Jolbi - gdyby głupota była lżejsza od powietrza kolonizowałabyś już Marsa!

  • alberto_srapovoli

    Oceniono 14 razy 0

    A mi przeszkadzaja grubi. Bo zajmuja za duzo miejsca, glosno sapia i sa spoceni i czesto smierdza. I tak przez caly lot. Nie wpuszczac.

  • baramboo

    Oceniono 4 razy 0

    Sluchawki izolujące, dwie setki, i niech sobie drą ryja.

  • elazurek75

    Oceniono 9 razy -1

    Polakom wszystko przeszkadza. Na wakacjach unikam jak mogę towarzystwa innych Polaków. Bo mogę się nasłuchać teorii spiskowych- pokój najgorszy, drinki oszukane, obsługa się nie uśmiecha. Pokręcony naród- za daleko było na zachód, a za blisko wschód. Zawsze zostanie w nas kompleks wieśniaka.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX