1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Jagodowy rok - wrzesień

- Łeee! Łeee! Łeee! Spróbowałam przykryć głowę poduszką. Łeee!!! Nic z tego. Zaspana spojrzałam na zegarek. Była trzecia. I trzecia pobudka tej nocy.
Jagódka z godną podziwu regularnością budziła mnie co godzinę. Wczoraj było tak samo i miałam wrażenie, że od kilkudziesięciu godzin w ogóle nie zmrużyłam oka. Nie żebym chciała przespać całą noc (o tym już od dawna nie marzę), ale osiem pobudek to już chyba lekka przesada.

To prawda, że mała mnie nieco rozpuściła. Gdzie jej tam było do Kuby, który pierwszą całą noc przespał w wieku czterech lat. Niezły wynik, prawda? O liczbie pobudek nocnych wolę nie wspominać. Jako malutkie niemowlę dawał się wepchnąć w ramiona Morfeusza dopiero dobrze po dziewiątej wieczór, co zupełnie nie przeszkadzało mu urządzać nam pobudkę bladym świtem. Gdy już umiał mówić, codziennie punktualnie o piątej rano informował mnie radośnie: "Mama! Wstałem!". A gdy udawałam, że nie słyszę, bez skrupułów podnosił mi powieki, przy okazji wkładając palec w oko.

Z Antkiem było o wiele lepiej. Budził się dwa razy i potrafił pospać nawet do ósmej. Jagodzie zdarzały się noce, kiedy domagała się karmienia tylko raz. No, nie było tych nocy zbyt wiele, ale zawsze. Teraz jednak wyraźnie się popsuła.

Łeee!!!!! Z zazdrością spojrzałam na spokojnie śpiącego męża. Jak on to robi? Nie słyszy? To chyba niemożliwe - zastanawiałam się. W tym momencie mąż odwrócił się do krzykaczki plecami i zaczął posapywać przez sen.

- Jutro zapiszę go do laryngologa! - pomyślałam mściwie. Z rezygnacją przysunęłam do siebie małą i wetknęłam pierś we wrzeszczący pyszczek. Natychmiast zrobiło się cicho. Przymknęłam oczy i już miałam z powrotem zapaść w sen, gdy Jagódka znów zaczęła płakać. Najwyraźniej coś jej dokuczało. Tylko co?

Przez chwilę przyglądałam się jej bezmyślnie i nagle olśniło mnie: "Zęby! A może ona ząbkuje?". Złapałam mężowską latarkę czołówkę (mąż lubi czytać przed snem, a światło nocnej lampki natychmiast budzi naszą czujną córkę), by dokładnie przyjrzeć się sprawie. Jagódka miała na dole czerwone, opuchnięte dziąsła. Jak mogłam tego wcześniej nie zauważyć?! Musiały ją bardzo boleć.

Na szczęście w apteczce zawsze mamy paracetamol dla dzieci. Po kilku minutach lek zaczął działać i obie z ulgą zasnęłyśmy wtulone w siebie. Nie słyszałyśmy nawet jak mąż wychodził rano do pracy. Dopiero o ósmej obudził nas Antoś.

Mamo, ząb mi się rusza! - wyszczerzył się. Dolna jedynka sterczała pod dziwnym kątem. Jej maciupeńka następczyni już była widoczna.

Mnie też - dołączył do nas Kuba i pchnął językiem górną dwójkę. Dziąsło pod nią było trochę spuchnięte i zaczerwienione.

- Chyba muszę kupić żel na ząbkowanie - pomyślałam.

Przez całe przedpołudnie Jagoda z zapałem gryzła na zmianę własne palce, drewnianą łyżkę i schłodzone w lodówce wypełnione wodą gryzaki. Antek i Kuba po powrocie ze szkoły zamiast obiadu zażądali lodów i zimnej coli. Nie powiem, pomogło, ale zaczęłam się zastanawiać, co podam im na kolację.

Po południu zadzwonił z pracy mąż:

- Kochanie, czy nie mamy w domu czegoś na ząbkowanie?

To się nazywa męska intuicja - zdążyłam pomyśleć.

Chyba rośnie mi ząb mądrości - dokończył.

Cztery do jednego.

- Oczywiście, właśnie wróciłam z apteki.



Więcej o: