1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Mały człowiek i może, ale czy musi? O mądrym pomaganiu w rozwijaniu

Kasia ma basen i lekcje angielskiego raz w tygodniu, Emilia w każdą sobotę z grupą innych dzieci ćwiczy capoirę, Tomek chodzi na rytmikę i zajęcia plastyczne, na których maluje na prawdziwych sztalugach, a Franka rodzice właśnie zapisali do przedszkola (prywatnego, z angielskim i francuskim, treningiem pamięci i ceramiką lub nauką języka migowego do wyboru). Kasia ma 3,5 roku, Emilia 4, Tomek 2,5, a Franek urodzi się za 3 miesiące (ale o przedszkolu rodzice Franka pomyśleli już teraz, bo do tego, do którego będzie uczęszczał trzeba zapisać dziecko przynajmniej dwa lata wcześniej, potem można zapomnieć o wolnym miejscu).
Współczesne maluchy mają dni wypełnione zajęciami niczym zapracowani menedżerowie. Nic dziwnego - ich rodzice wiedzą, że czasy są trudne, a wymagania coraz większe - bez znajomości dwóch języków obcych nie ma co marzyć o dobrej pracy w przyszłości, a i zajęcia umuzykalniające tylko wyjdą szkrabowi na zdrowie. Dbanie o prawidłowy rozwój dziecka to oczywiście rzecz godna naśladowania, a wręcz obowiązek troskliwego rodzica. Trzeba jednak uważać, by ta troska nie zamieniła się w trening na geniusza



Bobomigi, Musical Babies a może ceramika?

Chyba nigdy wcześniej rodzice małych dzieci nie mieli tylu możliwości organizowania im czasu w przestrzeni publicznej, co współcześnie. Z malcem oczywiście zawsze można było wyjść do piaskownicy czy na spacer do parku. Dziś coraz częściej nowocześni rodzice zabierają maluchy w kolorowych chustach też do modnej knajpki albo do kina na specjalny seans, podczas którego dziecko można przewinąć, nakarmić i postawić w nosidełku obok fotela, by smacznie sobie spało. A to dopiero początek długiej listy dziecięcych aktywności. Trudno powiedzieć, że żłobek odchodzi do lamusa, niemniej zdecydowanie przestaje być jedyną formą kontaktu maleńkiego dziecka ze światem bez rodziców. Dziś liczy się aktywność. Aktywność i pomysł na spędzanie czasu - dziecka z innymi dziećmi lub z innymi dziećmi i mamą lub tatą w jednym miejscu. Internetowe fora dla rodziców pełne są wątków na ten temat. Zajęcia i warsztaty dla najmłodszych - pod tą nazwą coraz rzadziej kryje się ćwiczenie gam przez pierwszoklasistów, raczej: tenis dla trzylatków, bobomigi (czyli mówienie rączkami) dla niemowląt, Plastyczne Ogrody Wyobraźni (rozwijanie inteligencji wizualno-przestrzennej, logiczno-matematycznej i ruchowej podczas wielokierunkowych zajęć) albo bardzo popularne ostatnio Musical Babies (zajęcia muzyczno-ruchowe w języku angielskim dla dzieci od 6 miesięcy do trzech lat). Największy wybór mają oczywiście mali mieszkańcy dużych miast, a raczej ich rodzice, bo to oni stają przed dylematem, na co zapisać malca, by zyskał jak najwięcej. I tak, jeśli zajęcia ruchowe, to z muzyką i śpiewaniem, by dziecko ćwiczyło jednocześnie wiele zmysłów, jeśli przedszkole - to z dużą liczbą zajęć dodatkowych, a nie tylko czasem na zabawę (wielu rodziców uważa, że zabawa to strata czasu, bo właśnie w wieku kilku lat dziecko najlepiej przyswaja wiedzę i np. uczy się języków). Czasem wybór konkretnych zajęć to efekt podpowiedzi znajomych, ciekawostka wyszperana w sieci albo miesięczniku dla rodziców. Rzadziej - systematycznie realizowana strategia wychowywania przyszłego Mozarta czy Picassa, czasem rozpoczynana jeszcze przed przyjściem dziecka na świat, aczkolwiek i to się zdarza.



Kiedy zajęcia mogą okazać się nie najlepsze dla dziecka?

Przede wszystkim wtedy, gdy nie są dopasowane do możliwości i potrzeb malca oraz gdy swoje ambicje realizują tak naprawdę nie dzieci, ale ich rodzice. Te same fora, na których mamy polecają sobie najlepsze miejsca i rodzaje zajęć pełne są wpisów, w których zaniepokojone forumowiczki pytają, jak szybko inne dzieci załapały warsztatowe zabawy i polecenia prowadzących. Niekiedy czas, który należy poświęcić na obserwację własnego dziecka i aktywny udział w zabawie zamienia się w nerwowe podglądanie, jak radzą sobie inne maluchy i porównywanie z nimi własnego dziecka. To bardzo często frustruje rodziców i zasiewa w nich ziarno niepokoju, czy aby na pewno dziecko dobrze się rozwija, jest równie bystre i zwinne, co jego rówieśnicy. Tymczasem, mimo iż kalendarz prawidłowego rozwoju dzieci oczywiście istnieje, to przecież każde dziecko jest inne. Jednym maluchom wdrożenie się w rytm warsztatów po prostu zajmie więcej czasu, innym może się wcale nie spodobać. Jedne będą miały takie talenty, słabości i ambicje, a drugie zupełnie inne. Nie mówiąc już o tym, że niektóre dzieci na pewnym etapie swojego życia mogą wcale nie chcieć w takich zajęciach uczestniczyć. Właśnie dlatego tak ważne jest obserwowanie reakcji dziecka i właściwe odczytywanie jego potrzeb. Jeśli widzisz, że Twoja trzylatka niechętnie zakłada buty w drodze na balet, porozmawiaj z nią (nie zaczynając jednak od tłumaczenia, dlaczego te zajęcia są tak ważne, ile kosztują, jak trudno było się na nie zapisać i że inne dziewczynki na pewno to doceniają) i zapytaj, co o nich myśli. Może dziecko wcale nie lubi śpiewać angielskich piosenek (albo czuje się onieśmielone tym, że ktoś śpiewa dla niego), a zajęcia wychwalane przez rodziców innych maluchów zwyczajnie go nudzą. Może ma już tych zajęć za dużo, a wystarczyłby basen z mamą i młodszym bratem raz w tygodniu. W takiej sytuacji warto wspólnie poszukać czegoś innego, czegoś, co da dziecku autentyczną radość, bo tylko wtedy czas poświęcony na warsztaty będzie naprawdę cenny.



Coś dla malca, coś dla mamy

Psychologowie nie są zgodni co do tego, czy np. uczenie niemowląt angielskiego naprawdę przynosi wymierne rezultaty. Była już mowa o tym, kiedy należy się zastanowić, czy udział dziecka w zajęciach na pewno ma sens, kiedy warto coś zmienić lub ograniczyć. Nie oznacza to jednak, że dziecku nie należy niczego proponować, wręcz przeciwnie. Podczas ciekawych, dobrze przygotowanych zajęć z miłą prowadzącą dziecko zyskuje bardzo wiele. Przede wszystkim - ma kontakt z innymi dziećmi. To daje mu nie tylko radość, ale też możliwość uczenia się poprzez obserwację innych. Dziecko otwiera się na obcych i uczy podstawowych zasad funkcjonowania w społeczeństwie, np. wyrażania swojego zdania lub negocjowania z innymi, a to dużo więcej niż umiejętność nazywania zwierzątek po angielsku, gdy ledwo wyrosło się z pieluchy. Staje się odważniejsze, bardziej towarzyskie i pewne siebie - taki kapitał na pewno zaprocentuje w przyszłości. Po drugie: podczas zajęć większość dzieci naprawdę świetnie się bawi, a wiele z nich zyskuje inspirację do podobnych zabaw z rodzicami w domu (mama jednej z dziewczynek pisze na forum internetowym dla rodziców, że jej córeczka tak uwielbia piosenkę-powitanie maluchów, że w domu razem z mamą wita w ten sposób wszystkie lalki i misie). Śpiewanie piosenek, ćwiczenia ruchowe, rysowanie i malowanie, bieganie po torze przeszkód, walenie w bębenek i robienie jeża z jabłek i kolorowych zapałek może być prawdziwą frajdą, zwłaszcza gdy w zabawie towarzyszy mama lub tata. A mama i tata także ogromnie wiele zyskują. Przede wszystkim, chwile dla dziecka, które w pełni, w 100% można spędzić tylko z nim, bez oglądania się na obowiązki i zupę kipiącą w garnku. Po drugie, możliwość obserwowania malucha w nowym dla niego otoczeniu i sytuacji, a także wymieniania uwag i doświadczeń z innymi rodzicami. Po trzecie: ruch - podczas niektórych zajęć można się naprawdę zmęczyć, a to fajniejsze niż aerobik! Idąc na zajęcia z dzieckiem mama i tata powinni jednak nastawić się na to, że raczej nie usiądą sobie grzecznie na ławce pod drabinkami i zajmą się plotkowanie, ale także będą uczestniczyć w zabawie, choć forma tego uczestnictwa może być różna: w zależności od rodzaju zajęć na sali znajdą się prywatni "pokazywacze", "pomocnicy" lub "okiełznywacze" maluchów. Trzeba zaakceptować tę rolę i przede wszystkim nie wyręczać dziecka we wszystkim, dać mu czas. Jeśli wszystkie dzieci już kleją swoje kwiatki, a Twój malec wciąż analizuje, jak otworzyć opakowanie z klejem - pozwól mu samemu do tego dojść. Zwróć też uwagę, jak zachowuje się osoba prowadząca zajęcia, jeśli rytm zajęć jest odpowiedni, dzieci wykonują polecenia ze śmiechem i zapałem, a program nie jest zbyt sztywny, lecz umiejętnie modyfikowany pod wpływem obserwacji tego, co się maluchom najbardziej podoba, to dobry wybór.



Zdrowy umiar

Zajęcia i warsztaty dla maluchów mogą być dla nich wspaniałą formą nauki i odkrywania świata poprzez zabawę. Ale nie należy zapominać, że nawet najfajniejsze zajęcia i najmilsza pani prowadząca nie zastąpią dziecku czasu spędzonego z rodzicami - to oni są pierwszymi i najważniejszymi nauczycielami. Dlatego nie wpadaj w panikę, jeśli zamiast na angielski pójdziesz z dzieckiem na zwykły spacer z podglądaniem kaczek pływających po jeziorze albo zostaniecie w domu i pobawicie się w teatrzyk (pacynkami zrobionymi ze skarpetek) lub sklep (przesypywanie kaszy i mąki do plastikowych kubeczków może trwać caaaały dzień i wciągnąć dużo skuteczniej niż najdroższa interaktywna zabawka). Gdy jedne zajęcia się kończą i pozostaje pustka, warto wypełnić ją (a może nawet zastąpić?) np. czytaniem. To najlepsza inwestycja w przyszłość dziecka, w dodatku taka, która nic nie kosztuje, poza kilkudziesięcioma minutami dziennie (same książeczki można pożyczać z biblioteki lub wymieniać się nimi z innymi rodzicami). I pogodzić się z tym, że nie każde dziecko będzie w przyszłości drugim Mozartem. Dzieci nie da się hodować według z góry wyznaczonego planu, można za to starać się odkrywać ich prawdziwe talenty i pomagać w ich pielęgnowaniu. Największym wyrazem troski o dziecko jest dbanie o jego potrzeby. Ważne, by nie pomylić tych rzeczywistych z wykreowanymi przez samych siebie.



Kilka przydatnych adresów (w Warszawie):

www.smy.waw.pl www.musicalbabies.pl www.klubkoko.pl www.bambamstudio.pl

www.edukado.pl www.kreatywka.pl www.slonecznik.com