1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Jak nauczyć dziecko samodzielności?

Dziecku trzeba dać korzenie, ale także skrzydła. Trzeba je niemal od początku uczyć samodzielności. Ale jak to zrobić, skoro jest takie małe i tak od nas zależne?
Półtorarocznego Mikołaja poznaję w sobotnie przedpołudnie, kiedy przychodzę przepytać jego rodziców, Andrzeja i Magdę, biologów pracujących na warszawskich uczelniach - co właściwie znaczą dla nich słowa "opiekuńczość" i "samodzielność". Dzień i godzina mają znaczenie, bo dla Mikołaja początek weekendu to małe święto: po pięciu dniach pod opieką niani może wreszcie nacieszyć się obojgiem rodziców. Dlatego mimo widocznego zmęczenia nie za bardzo ma ochotę na drzemkę, a kiedy w końcu ląduje w łóżeczku, jeszcze przez jakieś trzy minuty głośno daje wyraz swojemu niezadowoleniu. Przez ten czas siedzimy z jego rodzicami w pokoju dziennym i czekamy, aż poprawią się warunki do wywiadu.

- Zawsze tak jest? - pytam Magdę i Andrzeja.

Andrzej: - Nie, tylko w weekendy, kiedy wydaje mu się, że po prostu szkoda czasu na spanie.

Magda: - Jak jest rozdrażniony, trzeba mu pozwolić poleżeć w spokoju i trochę popłakać. W końcu przestaje, kiedy widzi, że i tak nikt nie przyjdzie.

Tę ostatnią kwestię Magda wygłasza z humorem i przez chwilę wszyscy się uśmiechamy: tak, dzieci to mali manipulatorzy. Pewnie dlatego usypianie potrafi przerodzić się w koszmar: z jednej strony nie chcemy, żeby zasypiał we łzach i w poczuciu opuszczenia, a z drugiej - mamy własne plany na wieczór. Kiedy dziecko przekona się, że znalazło cudowny sposób na ściągnięcie rodziców do sypialni, będzie korzystało z niego bez umiaru, a my możemy pożegnać się z planami. Ale siedzieć i tak po prostu słuchać płaczu własnego dziecka? W takim momencie można zwątpić w sens jakiegokolwiek "usamodzielniania".

Magda: - Pierwsze noce nauki samodzielnego zasypiania były ciężkie, chociaż staraliśmy się zrobić z tego cały rytuał: śpiewaliśmy kołysanki, mówiliśmy dobranoc każdej zabawce z osobna, sprawdzaliśmy, czy za oknem wszystkie pieski już śpią. Mikołaj i tak potem płakał, ale po dwóch nocach nauczył się już zasypiać sam. Mam wrażenie, że wcześniej trochę mu w tym przeszkadzaliśmy tym ciągłym lulaniem.

Krok po kroku

Chyba każdy rodzic chciałby, żeby jego dziecko było "samodzielne", oczywiście jak na swój wiek. Na przykład - samo zasypiało. Ale też samo jadło, myło zęby, pomagało przy ubieraniu. No i - co być może najważniejsze - potrafiło samo znaleźć sobie zajęcie, choćby po to, żebyśmy krzątając się po domu, nie musieli działać na dwa fronty.

- To po prostu kwestia wygody - kwituje Ewa, mama trzyletniej Poli i półtorarocznego Ignasia. Ewa wie, co mówi: zanim zaczęła prowadzić biuro w jednej z warszawskich kancelarii prawnych, spędziła w domu prawie trzy lata - od narodzin Poli aż do momentu, w którym Ignaś skończył rok. Jej mąż Marek jest fotografem i nie chodzi do pracy "od-do", poza tym kilka pięter niżej mieszka jej mama, więc Ewa nie była zdana tylko na siebie. Ale ilość pracy przy dwójce małych dzieci może przerosnąć każdego.

Ewa: - Staram się ich nie wyręczać w czymś, co potrafią już sami robić. Jeżeli Ignaś może sam sobie przystawić krzesło, nalać wody czy otworzyć drzwi, to bardzo dobrze. Ja mogę dzięki temu zająć się czymś innym, a on przy okazji się rozwinie.

Nieśmiało zgłaszam wątpliwość: czy w ten sposób nie przysparzamy sobie czasem więcej pracy, niż robiąc niektóre rzeczy samemu? Mam przed oczyma znaną z autopsji scenę - roczniaka beztrosko rozrzucającego jedzenie po stole, podłodze i rodzicach.

- Zawsze jest coś za coś - zgadza się Ewa. - Ale czasem wolę dać im pięć minut wolności, wiedząc, że będzie z tego piętnaście minut sprzątania. To taka inwestycja w przyszłość.

Czy naukę samodzielności jakoś planują? Ewa się zastanawia i dochodzi do wniosku, że niezupełnie. Nie mieli z Markiem żadnego terminarza - w tym miesiącu musisz umieć to, za dwa miesiące tamto. Jedne rzeczy przychodziły wcześniej, inne (na przykład nauka korzystania z nocnika) dużo później.

Po prostu kiedy nadchodził moment, w którym Ignaś, a wcześniej Pola zaczynali przejawiać chęć robienia czegoś samemu, dostawali zielone światło i kredyt cierpliwości rodziców.

Ewa: - Oni sami sobie wybierają to, w czym im pomagam.

W zgodzie z naturą... dziecka

Z Ewą zdecydowanie zgodziliby się Dorota i Bogdan, rodzice siedmioletniego Kuby i dwuletniego Franka. Mieszkają w Budach Michałowskich, pod lasem, w starym mazurskim domu. Przyjezdnych wita flaga Tybetu, a po podwórzu biegają cztery kudłate psy. Miejsce jakich mało, gospodarze też niebanalni - oboje zajmują się fotografią kulinarną, ich wysmakowane (to chyba najlepsze określenie) zdjęcia można oglądać w prasie i w internecie.

Zarówno Dorocie, jak i Bogdanowi nie podoba się idea "usamodzielniania" jako czegoś, co można po prostu zaplanować i przeprowadzić.

Dorota kręci głową: - Znamy takich rodziców, których dzieci są dobrze ułożone, jak małe pieski. Składają ubrania w kostkę, robią wszystko dokładnie wtedy, kiedy im się każe. Dziecko można wytresować, ale czy to jest zgodne z jego naturą? Czy ono to robi świadomie, czy jest na to przygotowane?

Bogdan: - Nie chcieliśmy dopasowywać dzieci do naszych oczekiwań. Uważamy, że one mają takie same prawa i takie same potrzeby, i często to my się dostosowujemy do nich, np. nie zrywamy Franka z łóżka, kiedy musimy iść do pracy, zasypia też wtedy, kiedy jest zmęczony. Ale to pewnie nie jest jakiś wzór do naśladowania, bo my możemy sobie na to pozwolić dzięki naszemu trybowi życia.

Czy na tym polega prawdziwa samodzielność - na możliwości decydowania o sobie? Patrząc na Franka i na jego starszego brata, można uwierzyć, że tak: żaden z nich nie jest speszony moją wizytą, obydwaj dziarsko pełnią honory gospodarzy, a Franek z własnej inicjatywy oprowadza mnie po domu. Ale nie mogę nie zapytać o "klasyczne" wyznaczniki samodzielności, które spędzają sen z powiek tylu rodzicom.

Bogdan: - Ja jestem z bieszczadzkiej wsi i u nas na wsi takie dziecko jak Franek byłoby uważane za niesamodzielne, ponieważ tam dzieci szybciej dawały sobie z pewnymi rzeczami radę, pewnie dlatego, że musiały. Ale Franek jest bardziej samodzielny w inny sposób - ma łatwość zdobywania tego, czego potrzebuje. Na przykład kiedy chce obejrzeć ptaka w książce, mówi "du-du-du" i już wiadomo, że chodzi o dudka.

Dorota: - Dla mnie jego samodzielność oznacza przede wszystkim to, że tylko czasami mnie potrzebuje. Kuba bardzo długo potrzebował mojej obecności, trudno było zostawić go samego. Franek lubi się bawić sam, zwłaszcza kiedy wie, że ja jestem w drugim pokoju.

Bez nadmiernego lęku

Często główną przeszkodą w osiąganiu samodzielności - fizycznej czy psychicznej - nie jest wygodnictwo dzieci, tylko lęk ich rodziców. Np. dzieciak próbuje się wdrapać na drzewo, a ojciec czy matka zaraz lecą ściągnąć go na ziemię. Takie akcje zaczynają się już w drugim roku życia, kiedy zasięg dzieci (w pionie i w poziomie) pozwala im dostać się właściwie wszędzie.

Marek: - Ja w porównaniu z Ewą jestem bardziej ostrożny. Ona wierzy, że dzieci nie zrobią sobie krzywdy, że nie sięgną po to, po co nie powinny sięgać.

Ewa: - Bo widzę, że nigdy nie zrobiły nic głupiego. Załapały od razu, co jest do czego, co jest ostre, czego nie wolno ruszać.

Ten strach dotyczy czasem bardziej nieuchwytnych zagrożeń - boimy się, że nasze dziecko straci poczucie bezpieczeństwa, kiedy tylko znikniemy za rogiem/drzwiami/w drugim pokoju. Przechodzą przez to nawet ci rodzice, którzy potem z łatwością potrafią "odpuścić".

Dorota: - Z Kubą przez pierwszy rok byłam zupełnie sama i teraz myślę o sobie z tamtego czasu jak o sarnie zaszczutej w lesie. Strasznie się bałam, że zawiodę, że nie będę wystarczająco troskliwa. Przez cały ten rok nie schodził mi z rąk, byłam kompletnie wyczerpana. Pojechaliśmy całą rodziną na warsztat jogi. Pierwszy raz zostawiłam go na trzy godziny z mężem, ćwiczyłam i czułam, jak wszystkie napięcia z całego roku się rozpuszczają. Wyszłam i powiedziałam: Bogdan, tak już nie może być, musimy mieć opiekunkę. I co? Jak tylko niania pojawiła się w domu, Kuba wziął ją za palec i poszedł pokazać jej jakieś listki - pierwszy raz sam z siebie odszedł ode mnie.

Cierpliwie

Wspieranie samodzielności naszych dzieci często wymaga od nas po prostu cierpliwości. Jeżeli chcemy, żeby roczniak zaczął sam myć zęby, musimy nastawić się na kilka (kilkanaście?, kilkadziesiąt?) dłuższych posiedzeń, podczas których będzie oglądał szczoteczkę ze wszystkich stron, rozsmarowywał sobie pastę po buzi, a w końcu prawdopodobnie i tak będziemy po nim "poprawiać". Tak samo wygląda sprawa z ubieraniem, zakładaniem butów i wieloma innymi czynnościami.

Na szczęście poza biernym czekaniem i środkami perswazji mamy w zanadrzu jeszcze jedną cudowną broń - małe dzieci wprost uwielbiają naśladować starszych. Wiedzą o tym zwłaszcza ci rodzice, którzy przy drugim i kolejnych dzieciach kasują "bonus" za ilość: młodsze rodzeństwo często uczy się samodzielności od kilkuletniego brata czy siostry, chociażby po to, żeby nie czuć się gorszym. Ale również rodzice jedynaków i jedynaczek nie są na straconej pozycji, a ich "dobry przykład" potrafi zdziałać więcej, niż powtarzane po stokroć instrukcje i prośby.

Andrzej: - Właściwie cała samodzielność Mikołaja polega na naśladowaniu tego, co robimy. Na przykład uwielbia sprzątanie - te chwile, kiedy dostanie do ręki szczotkę, nie mówiąc już o odkurzaczu.

Brzmi kusząco prosto. Ale samodzielność, którą można nabyć przez naśladowanie czy słuchanie tego, co mówią inni, to tylko wstępny etap. Dzisiaj sukcesem może być samodzielne ubranie się, za jakiś czas będzie nim już wspięcie się na drzewo, wreszcie - wygłoszenie własnego, niezależnego poglądu. Na każdym z tych etapów warto zrobić coś, co dla wielu rodziców jest trudne - powstrzymać się od pomagania. A w końcu pogodzić się z tym, że wyprodukowaliśmy całkiem osobny ludzki egzemplarz, który nie zawsze będzie się z nami zgadzał.

Andrzej: - Po prostu chciałbym, żeby za jakiś czas miał poczucie, że to on kieruje swoim życiem.

Zaprośmy dziecko do naszego świata

Wspólnie z marką LOVI organizujemy akcję, której celem jest zachęcanie rodziców do aktywnego życia.

Gdy w rodzinie pojawia się dziecko, wszystko się zmienia. Nasze potrzeby, marzenia, oczekiwania. Maleńki człowiek sprawia, że zaczynamy inaczej myśleć o życiu, sobie, rodzinie. Jesteśmy wszak rodzicami. I to my będziemy przez najbliższych kilkanaście lat najważniejszymi przewodnikami dziecka w poznawaniu świata.

To odpowiedzialne, ale jednocześnie wspaniałe zadanie. Bo rodzicielstwo to przecież nie tylko trud, ale także fascynująca przygoda. W naszym nowym cyklu będziemy pokazywać, jak można wspierać emocjonalny i fizyczny rozwój dziecka, ciekawie spędzać z nim czas (w zgodzie z własnymi zainteresowaniami i potrzebami), uczyć samodzielności i jednocześnie być tuż obok, na wyciągnięcie ręki. I czerpać z tego prawdziwą radość. Przeczytajcie o rodzicach, którzy dzięki swoim dzieciom lepiej poznali samych siebie, zdobyli niezwykłe doświadczenia, otworzyli się na świat. A co najważniejsze - stworzyli szczęśliwą rodzinę. Bo nic lepiej nie tworzy i nie umacnia więzi rodzinnych jak wspólne, aktywne spędzanie czasu.

Zachęcamy też do zajrzenia na stronę akcji oraz na forum "Aktywne rodzicielstwo": http://www.edziecko.pl/aktywnerodzicielstwo

Więcej o: