1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Szósty zmysł

Bierzemy dziecko na ręce, kiedy popłakuje, bujamy wózkiem, kiedy się przebudzi i zwykle udaje nam się w ten sposób malca uspokoić. Ów magiczny efekt zawdzięczamy działaniu zmysłu równowagi.
Starożytni Grecy znali pięć zmysłów: wzrok, słuch, węch, smak i dotyk. Dziś wiemy, że wyliczenie to jest niekompletne, przede wszystkim dlatego, że pomija zmysł równowagi. Nic dziwnego, bo o ile oczy, uszy, nos, język i skórę - narządy tradycyjnych pięciu zmysłów - każdy widzi i wiąże z określonymi doznaniami, o tyle narząd równowagi jest przed nami ukryty.

Czy się stoi, czy się leży

Człowiek obudzony w środku nocy wie, że leży, a nie stoi, kiedy płynie statkiem, odczuwa bujanie, a gdy tańczy walca - wirowanie. Przechodząc przez wąską kładkę, odruchowo podnosi ręce na boki, a w czasie jazdy na nartach balansuje ciałem przy każdym skręcie. Znaczy to, że orientuje się w jego położeniu i potrafi skompensować zmianę pozycji tak, by się nie przewrócić. A wszystko to za sprawą zmysłu równowagi.

Jego narząd leży w głębi czaszki, tuż obok ślimaka, odbierającego bodźce słuchowe. Składa się z trzech wypełnionych płynem kanałów (i wspomagających je plamek usznych). Płyn, jak wiadomo, "trzyma poziom", nawet kiedy przechylimy naczynie, w którym się znajduje.

Dzięki temu, kiedy kręcimy głową czy podskakujemy, mózg dowiaduje się, w jakim kierunku się zwróciliśmy i odpowiednio koryguje postawę naszego ciała i ruchy oczu (to dlatego, nawet gdy biegniemy, świat nie skacze nam w górę i w dół). Kiedy jednak ciało nie zmienia swego położenia, a zmieniają się widoki, docierają doń sprzeczne informacje. Tak właśnie jest w czasie jazdy samochodem i dlatego wiele osób, zwłaszcza dzieci, cierpi na chorobę lokomocyjną (z czasem mózg przyzwyczai się do tego zamętu i dziecko zacznie lepiej znosić podróże). Zemdlić malucha może także na karuzeli, bo choć mózg potrafi dostosować ruchy oczu do obrotów ciała, jego możliwości nie są jednak nieograniczone i po jakimś czasie jest dosłownie skołowany.

Taniec w brzuchu

Pięciomiesięczny płód w łonie matki, zamknięty w worku owodniowym niczym w kosmicznej kapsule, swobodnie porusza rękami i nogami, kręci głową, wywraca koziołki. Jednak w przeciwieństwie do kosmonauty nie znajduje się w stanie nieważkości i dlatego wyczuwa, gdzie jest góra, a gdzie dół.

Eksperci od życia prenatalnego twierdzą, że już w 20. tygodniu można zauważyć działanie zmysłu równowagi. Kiedy maleństwo zwraca główkę w lewo, jego oczy wykonują kompensacyjny ruch w prawo (i odwrotnie). W 8. miesiącu, gdy mama przewraca się z boku na bok, dziecko próbuje wyrzucić ręce do przodu i wyprostować nogi, poczym przyciąga je do siebie (jest to tzw. odruch Moro, obecny także u noworodka). A w dwa, trzy tygodnie później można już zaobserwować odruch toniczno-szyjny: obrót główki w prawo pociąga za sobą wyprostowanie prawej nogi i prawej ręki (obrót w lewo - przeciwnie). Pod koniec ciąży większość dzieci ustawia się do porodu głową w dół, co nie byłoby możliwe bez podstawowej orientacji w kierunkach i położeniu własnego ciała.

Kołysz mi się, kołysz

Najdalej w połowie ciąży matka czuje ruchy dziecka, ale i ono zauważa, kiedy mama wstaje, kładzie się, schyla czy kuca. A gdy chodzi, kołysane jest w rytm jej kroków. Wcześnie rozbudzony zmysł równowagi rejestruje te doznania, które stają się dla maleństwa chlebem powszednim. Nic dziwnego, że po przyjściu na świat nie czuje się komfortowo w nieruchomym łóżeczku. Gdyby zapytać je o zdanie, chciałoby się wtulić w mamę, słuchać miarowych uderzeń jej serca i huśtać przy każdym kroku. Ale ludzkie dziecko to nie małpiątko, nie może uczepić się futra matki i skakać z nią po gałęziach. Jednak bardzo lubi być noszone i huśtane. Kiedy marudzi i popłakuje zwykle wystarczy je wziąć na ręce, by się uspokoiło. Dociekliwi badacze ustalili, że istotniejsza od kontaktu z ciałem mamy jest w tym momencie sama zmiana pozycji (przytulenie malucha leżącego nie daje takiego spektakularnego efektu), a więc pobudzenie zmysłu równowagi.

Maluchy uwielbiają kołysanie, o czym nasze babki, prababki i praprababki wiedziały doskonale. W końcu kołyska to prastary wynalazek ludzkości (tylko naszym biednym mamom wmawiano, że niemowlę nakarmione i przewinięte śpi albo pogodnie przygląda się światu ze swego łóżeczka). A jeśli nie ma pod ręką kołyski, instynktownie robimy ją z naszych ramion - łagodne bujanie ukoi płaczącego malca, bardziej energiczne może go jednak przestraszyć. Kiedy mamy zajęte ręce w sukurs przychodzi nam chusta, w której możemy nosić dziecko od pierwszych dni życia lub nosidełko (nadaje się dla niemowląt, które już dobrze trzymają główkę).

Zabawy przyjemne i pożyteczne

Nieco starsze dziecko z upodobaniem kiwa się lub podskakuje. A później cieszy się z zabawy w pa-ta-taj na kolanach mamy, z radością buja się na nodze dziadka i jest przeszczęśliwe, kiedy tata bawi się z nim w samolot. Uczeni dodają, że te zabawy, znane od zarania dziejów, są nie tylko przyjemne, ale i pożyteczne. Dzięki nim maluch wcześniej siada, raczkuje i chodzi, a nawet szybciej się uczy. Delikatny układ nerwowy niemowlęcia szybko się bowiem męczy i dezorganizuje, a w tym stanie nie może chłonąć świata. Huśtanie i kołysanie ułatwia mu odzyskanie równowagi i tym samym nastraja umysł na poznawanie otoczenia. A kiedy maluch jest już tym zmęczony, pomaga mu się wyciszyć i sprowadza sen.

Krok po kroku

Zmysł równowagi budzi się do życia bardzo wcześnie, ale doskonali długo - aż do okresu dojrzewania. Możliwości człowieka w tym względzie są doprawdy niezwykle, o czym świadczy chociażby taniec na lodzie czy sztuki cyrkowe.

Ale nie od razu Kraków zbudowano. Nawet stanie jest dla istoty dwunożnej poważnym problemem, bo jak pamiętamy z lekcji fizyki, kiedy środek ciężkości wychyli się poza podstawę, ciało traci równowagę, czyli... maluch robi bach. Toteż na początku wstaje w łóżeczku, bo może się przytrzymać szczebelków. Chodzenie jest już sztuką nie lada, środek ciężkości trzeba bowiem przenieść przy każdym kroku. Początkujący piechur szeroko rozstawia nóżki (by zwiększyć podstawę ciała) i rozpościera ręce na boki (w ten sposób stabilizuje chwiejną równowagę niczym linoskoczek za pomocą drążka). Chętnie korzysta z rozmaitych podpórek - chwyta się mebli, opiera o ściany, puszcza rękę mamy i pokonuje kilka metrów dzielących go od taty, by znów uchwycić się jego dłoni.

Pierwsze kroki malca napawają rodziców dumą, ale dziecko szybko się męczy i dalszą drogę pokonuje sprawdzonym sposobem, na czworaka. No i dobrze - opanowywanie sztuki chodzenia powinno się odbywać w naturalnym tempie. Dlatego z zakupem zabawki do pchania lepiej poczekać, aż dziecko będzie się już sprawnie poruszało na dwóch nogach (taka zabawka zwiększy atrakcyjność dłuższego marszu w określonym kierunku).

A za kilka lat z nieporadnego piechura wyrośnie sprawny przedszkolak, który bez trudu nauczy się jeździć na dwukołowym rowerze, na nartach i łyżwach. Wcześniej jednak warto pochodzić z nim na basen - pływanie znakomicie rozwija zmysł równowagi.



Więcej o: