1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Odstawianie od piersi

"Im dłużej karmisz, tym trudniej będzie ci odstawić dziecko od piersi", "Pójdzie do szkoły i nadal będzie ssać cyca!". Słyszałaś już takie przestrogi? Nie przejmuj się nimi. Długie karmienie też można zakończyć bez stresu.
Wydawałoby się, że to, jak długo kobieta karmi piersią swoje dziecko, jest prywatną sprawą jej i dziecka. Ale nie ma tak dobrze. Od samego początku grono samozwańczych ekspertów czuwa nad przebiegiem tego procesu, udzielając ochoczo dobrych rad. W efekcie szykanowane czują się zarówno te mamy, które nie karmią piersią, jak i te, które karmią "za długo" - cokolwiek by to miało znaczyć. W swojej blisko dwuipółletniej karierze laktacyjnej nasłuchałam się sporo o tym, jak niepotrzebnie się męczę (wcale się nie męczyłam), jak szkodzę sobie i dziecku (obie byłyśmy zdrowe i szczęśliwe), a przede wszystkim, jaki będę miała kłopot z odstawieniem małej od piersi. Ta groźba, przyznam, najbardziej na mnie działała, bo córka była zapalonym ssakiem, nie uznającym żadnych kompromisów (butelka, smoczek - nigdy w życiu!) i przez dwa lata nie bardzo wyobrażałam sobie, jak uda mi się namówić ją do rezygnacji z tego, co dla niej takie cenne. Mogę tylko powiedzieć, że najmądrzejszą rzeczą, jaką usłyszałam (od przyjaciółki), było: "Nie martw się na zapas. Poczekaj, aż obie będziecie gotowe. Wyczuj właściwy moment - wtedy odstawicie się bez problemu".

Kiedy czas na zmianę?

Biorąc pod uwagę doświadczenia wielu mam, nabieram przekonania, że wybranie dobrego momentu jest rzeczywiście kluczem do sukcesu. Po pierwsze, mama musi mieć w sobie pewność, że rzeczywiście chce zakończyć karmienie (najlepiej, żeby była nim już trochę znużona). Nie warto dać się poganiać, robić tego wbrew sobie, ulegać presji. Po drugie, znacznie łatwiej jest wprowadzić taką zmianę w życie, jeśli dostrzega się w dziecku gotowość na nią. Zabranie maluchowi piersi wtedy, gdy ta pierś jest dla niego całym światem - gdy potrzebuje jej, żeby się nasycić, wyciszyć, odreagować, naładować emocjonalnie - może być dla niego, a przez to i dla matki, ciężkim przeżyciem. Wydaje się logiczne, że piersi lepiej odmawiać dziecku wtedy, gdy jej atrakcyjność spada. A z czasem spada nieuchronnie, tylko u różnych dzieci w różnym tempie. Świat coraz mocniej malucha wzywa, intryguje. Dziecko dojrzewa, umie się coraz lepiej komunikować, na różne sposoby wyrażać uczucia, zaspokajać swoje potrzeby emocjonalne. Nie musi już tego robić przy piersi.

Przytul mnie

Gotowość na zakończenie karmienia piersią i dzieci, i mamy demonstrują na różnym etapie. U nas wszystko zaczęło się zmieniać, gdy córka skończyła dwa lata. W ciągu kilku miesięcy przeszła skok rozwojowy. Urosła, przestała korzystać z pieluch, zaczęła mówić pełnymi zdaniami, ba! wymądrzać się, stała się bardziej samodzielna, odważna. Z bobasa zmieniła się w rezolutną dziewczynkę, która potrafiła powiedzieć: "Mamo, psitul mnie"; "Badzo się na tobą tęśkniłam". Obserwując te zmiany, coraz śmielej proponowałam ograniczenia w liczbie karmień. O dziwo, moja odmowa podania piersi nie spotykała się z rozpaczliwym szlochem, tak jak kilka miesięcy wcześniej. Można było negocjować. Powoli doszłyśmy do dwóch karmień na dobę, z których córka mężnie zrezygnowała, gdy miała dwa lata i pięć miesięcy. Czy płakała? Prawie wcale. Owszem, momentami bywała smutna. Potrzebowała się wtedy przytulić, posiedzieć na kolanach, usłyszeć, że mama jest przy niej i kocha ją nad życie. A przecież niektórzy radzili mi, żebym chcąc odstawić małą od piersi, wyjechała na kilka dni. To chyba najgorsza rzecz, jaką mogłabym zrobić - opuścić dziecko w takim momencie.

Świat po rozstaniu

Jak jest teraz? Dziewczynka jest wesoła i zadowolona, bez śladu traumy. Został jej jeszcze tylko odruch sięgania ręką do piersi, gdy się przytulamy lub gdy potrzebuje pocieszenia. Przesypia całe noce (to dla nas nowość), a wieczorne usypianie jest dużo zabawniejsze, niż kiedyś: "Mamo, zapiewaj mi coś". "Nie dam rady, wciąż mam chrypę". "No dobla, to ja ci zapiewam: Ach pij, kochanie...".

Trochę głowologii

Starszemu dziecku wiele można wytłumaczyć i w ten sposób ułatwić zaakceptowanie nowej sytuacji. Znajoma, która musiała zakończyć karmienie, by przyjąć ważny lek, wyjaśniła synkowi, że mleko jest chore i nie można go już pić. My z mężem wykorzystaliśmy to, że córka nabrała przekonania o własnej dorosłości i

powiedzieliśmy: "Jesteś już taką dużą dziewczynką - nie potrzebujesz mleka mamy". Przysłużył nam się tu dwumiesięczny synek sąsiadów, który pięknie zobrazował, że to dzidziusie piją mleko z piersi.

Jeśli nie mleko, to co?

Zastąpienie mleka mamy mlekiem modyfikowanym pitym z kubka u nas nie wyszło.

Córka go nie polubiła. Na szczęście starsze dziecko może jeść już w zasadzie wszystko, więc pozyskanie wapnia z innych źródeł to nie problem. Mała z przyjemnością pije zwykłe mleko krowie, je sery, jogurty (choć wcześniej za nimi nie przepadała) i jest wielką entuzjastką kaszek dla dzieci.

To się u nas sprawdziło

Nie ma jednej metody doprowadzenia do końca karmienia. To sprawa indywidualna. U nas zdała egzamin technika małych kroczków (trwająca kilka miesięcy).

Krok 1

Nauczenie zasypiania innego niż przy piersi. Wieczorem, jak zwykle karmiłam małą, ale kończyłam, zanim dziecko zasnęło. Nie wychodziłam z pokoju, tylko leżałam obok, pozwalałam córce się poprzytulać, posłuchać kołysanki, ponakłaniać mnie na jeszcze trochę "titusia" (bezskutecznie), powiercić się w łóżku do woli. Z czasem to wiercenie się przed snem było coraz krótsze.

Krok 2

Rezygnacja z karmienia wieczornego. Gdy córka umiała już sprawnie zasypiać bez piersi w buzi, zaczęłam ją przekonywać, że w ogóle nie musi ssać przed snem. Nie od razu to kupiła, ale widziałam, że nasz wieczorny rytuał (łóżko-książka-gaszenie światła-kołysanka) tak dobrze na nią działa, że zaśnie i bez ssania. Któregoś dnia w końcu nie dałam jej piersi, a mała po dwóch słabych "chcę" odpłynęła.

Krok 3

Rezygnacja z karmienia w nocy i rano. Ten etap wymagał ode mnie największej mobilizacji, bo wiedziałam, że będzie oznaczać koniec spania. I faktycznie, pierwszej nocy mała obudziła się o 4 rano i buszowała do 10. Drugiej nocy tak samo. Ale już trzecią noc przespała do rana! A rano... zapomniała poprosić o pierś. Albo uznała, że szkoda strzępić język, skoro mama najwyraźniej już podjęła decyzję.

Więcej o: