1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Trudne dobrego początki

Podczas ciąży kobiety nie zastanawiają się specjalnie nad karmieniem piersią. Wydaje im się, że przystawią dziecko i po sprawie. Tymczasem rzeczywistość często je zaskakuje.
Niemal każda karmiąca mama ma do opowiedzenia swoją historię o trudnych początkach. Sylwii, mamie 2-miesięcznego Aleksa, wydawało się przed porodem, podobnie jak wielu przyszłym mamom, że sporo wie o laktacji.

- W praniu okazało się, że karmienie piersią jest bardziej skomplikowane - mówi dziś.

- W szkole rodzenia uczyłam się o laktacji, ćwiczyłam. Ale z małym człowiekiem jest inaczej niż z lalką. Lalka leży spokojnie, a dziecko płacze, wierci się... - opowiada Patrycja, mama 13-miesięcznego Antka.

Lista potencjalnych kłopotów z karmieniem piersią jest długa. Nieumiejętne chwytanie brodawki, za stoje, wolny wypływ pokarmu, popękane brodawki, słabe przybieranie na wadze. Czy ciężarne powinny o tym wszystkim wiedzieć i czy ta wiedza może pomóc w karmieniu?

- Nawet gdyby kobieta w ciąży obkuła się z teorii, i tak może mieć problemy z karmieniem - przekonuje Sylwia. - Każde dziecko jest inne i trudno przewidzieć, co się zdarzy.

- Na początek najważniejsze jest przekonanie, że warto karmić piersią i że każda kobieta jest w stanie wykarmić swoje dziecko. - mówi Ania, mama trzech synów: Krzysia - 8 i pół roku, siedmioletniego Stasia i półrocznego Mateuszka. Cała trójka była karmiona piersią.

Moc powitania

- Niesamowite jest pierwsze spotkanie z noworodkiem - opowiada Ania. - Maluch tuż po porodzie jest taki zagubiony. Nie wie, co się z nim dzieje. Jeszcze niedawno był w brzuchu, a tu nagle zrobiło się zimno, biorą go obce ręce. I kiedy wreszcie przytula się do mamy, znowu jest blisko miejsca, w którym spędził ostatnie 9 miesięcy. Przeżyłam to trzykrotnie, ale narodziny najmłodszego synka mam świeżo w pamięci. Pamiętam, jak Mateuszek westchnął głęboko i przyssał się do piersi. Jakby chciał powiedzieć: "Mmm, nareszcie czuję się bezpieczny!".

Sylwia też urodziła synka naturalnie. Spokojnie się ze sobą przywitali i od tej chwili byli stale razem.

- Aleks leżał na moim brzuchu i oswajaliśmy się z nową sytuacją. W pewnej chwili zauważyłam ze zdumieniem, że mały pełznie w kierunku mojej piersi. Położna pomogła mi go przystawić. Synek natychmiast złapał pierś, a po tem przez długie godziny nie chciał się od niej odkleić - opowiada.

Patrycja po raz pierwszy przystawiła synka do piersi w mniej sprzyjających okolicznościach.

Poród zakończył się cesarskim cięciem. Gdy wyciągnięto Antka z brzucha, Patrycja mogła go tylko przez krótką chwilę zobaczyć i ucałować.

- Dopiero półtorej godziny później spotkaliśmy się znowu. Leżał w łóżeczku obok mnie, mogłam go tylko dotykać ręką. Płakałam i przepraszałam go za to, że wszystko poszło nie tak, że nie mogliśmy się przywitać jak należy - wspomina.

Cztery godziny po porodzie położna dała jej Antka do karmienia. Po prostu położyła go na łóżku obok niej. Patrycja nie mogła jeszcze wstawać po operacji, przekręciła się więc na bok i podała synkowi pierś. Ten possał trochę, ale wydawał się niespokojny i wkrótce zasnął.

Instynkt pod presją

Kolejne karmienia nie przebiegały dużo lepiej: Antek mlaskał, ale nieskutecznie. W drugiej dobie jego waga zaczęła spadać. Lekarze i położne doszli do wniosku, że Patrycja ma za mało pokarmu. Podczas obchodu położna mocno ścisnęła jej pierś, pokazując, że nic z niej nie leci. Patrycja usłyszała, że synek musi dostawać sztuczne mleko.

Zdołowana zadzwoniła do siostry, która urodziła i wykarmiła piersią siódemkę dzieci. Ta przekonywała ją, żeby nie pozwalała na dokarmianie mieszanką. Tłumaczyła, że ciężko w drugiej dobie wycisnąć z piersi kobiety więcej niż kilka kropli mleka i że Antek dokładnie tyle potrzebuje. A przede wszystkim kazała go jak najczęściej przystawiać, żeby pobudzać produkcję pokarmu. Patrycja posłuchała jej i po jakimś czasie poczuła, że mleko zaczęło wreszcie płynąć. Niestety, zdaniem lekarzy i położnych chłopczyk wciąż za mało przybierał na wadze.

- Kazali mi go dokarmiać, a ja uparcie odmawiałam. Wtedy do mojego pokoju zaczęły się pielgrzymki lekarzy, pielęgniarek, położnych przekonujących mnie, że muszę dać mu tę butelkę. Im bardziej broniłam swojego zdania, tym bardziej na mnie naciskali - opowiada Patrycja.

Podczas dyskusji z personelem medycznym była twarda, ale w głębi duszy miała wątpliwości.

- Czułam, że mam rację, ale gdy słyszałam, że narażam życie dziecka, zaczynałam wątpić w swój instynkt. Płakałam i zastanawiałam się: "O rany, co ja robię? A może rzeczywiście Antkowi szkodzę?" - wspomina.

Po sześciu dniach w szpitalu Patrycja trafiła wreszcie do konsultantki laktacyjnej, która dyżurowała raz w tygodniu. Opowiedziała jej całą historię i zapytała, czy dobrze robi. "Tak. Jest pani bardzo świadomą mamą" - usłyszała. Potem konsultantka wytłumaczyła jej, że do karmienia niezbędny jest spokój. Przyniosła poduszkę do karmienia, kazała usiąść wygodnie, pokazała pozycje.

Zapewniła, że nie ma się już czym denerwować i że na pewno dobrze im pójdzie z karmieniem. I nie myliła się.

Oczekiwanie na rzekę mleka

Sylwia nie pamięta, kiedy po raz pierwszy usłyszała, że nie ma pokarmu. Może było to wtedy, gdy przyszła do szpitala jej mama i zasugerowała, że mały niczego nie łyka.

Wkrótce salę odwiedziła położna laktacyjna. Pocisnęła pierś i stwierdziła, że mleko nie leci. Ale natychmiast zapewniła, że nie ma w tym nic niepokojącego i że pokarm niedługo się pojawi. Trzeba tylko jak najczęściej przystawiać małego do piersi. Tylko, ile to jest nie długo?

- Czekałam i czekałam i w końcu zaczęłam panikować. Ciągle prosiłam pielęgniarki, żeby sprawdzały, co z tym mlekiem - opowiada Sylwia.

Zdecydowano o podaniu dziecku sztucznego mleka. Sylwia zgodnie z wytycznymi od położnej laktacyjnej najpierw dawała synkowi do ssania obie piersi, potem sięgała po mleko z butelki.

- Przytłoczyło mnie to, że nie mogę wykarmić swojego dziecka. Miałam kryzys, płakałam - wspomina Sylwia.

Położna laktacyjna uspokajała ją i powtarzała, że mleko na pewno się pojawi. Mówiła, że często, gdy kobieta wychodzi ze szpitala, stres odpuszcza i pokarm napływa. Faktycznie, w dniu wypisu do domu w piersiach wreszcie pojawiła się siara.

- Teraz żałuję, że podałam Aleksowi butelkę. Ale nie wiedziałam, że mogę nie mieć mleka przez dwie doby, że ssanie na początku służy zaspokojeniu potrzeby kontaktu z mamą i że piersi mają czas na rozpoczęcie produkcji mleka. Gdybym to jasno usłyszała w szpitalu, może nie martwiłabym się tak brakiem pokarmu - mówi Sylwia.

Karmienie przez łzy

Synowie Ani chętnie ssali i dobrze przybierali. Za to ona walczyła z poranionymi brodawkami. Najgorzej było z Krzysiem, ze Stasiem poszło nieźle, ale z Mateuszkiem problem się powtórzył. Popękane sutki krwawiły, Ania cierpiała, a położne mówiły: "Tak może być. Wygoi się!". Ania wierzyła im i zgodnie z ich wskazówkami smarowała brodawki lanoliną, wietrzyła piersi. Po powrocie do domu stan brodawek pogorszył się, bo maluch coraz więcej jadł. Ania przystawiała synka do piersi i płakała.

- To ciężkie przeżycie, gdy dziecko, które przecież kochasz, regularnie zadaje ci ból. To rodzi frustrację i agresję. Gromadziła się we mnie złość. Marzyłam o tym, żeby to się wreszcie skończyło - mówi Ania.

Pediatra nic jej nie poradził. Znajoma położna powiedziała tylko, że musi prawidłowo przystawiać synka i czekać. Pogodziła się więc z tym, że tak musi być, i zaciskała zęby.

Wreszcie wpadła na to, żeby ściągać mleko laktatorem. Dzięki temu wygoiły się jej brodawki. Po dwóch miesiącach.

- To ważne, żeby dobrze zacząć karmienie. Nie cierpiałabym tak bardzo, gdybym miała od początku więcej pomocy w szpitalu, gdyby nie tylko pokazano mi, jak prawidłowo przystawić dziecko, ale też zapewniono asystę położnej przy kilku kolejnych karmieniach - mówi Ania.

Zbawienne wsparcie

Zdaniem Ani lekarze i położne powinni pamiętać, że kobieta po porodzie potrzebuje życzliwości, otuchy, wsparcia. Patrycja i Sylwia podkreślają, że to właśnie najbardziej cenią w spotkaniu z konsultantką laktacyjną

- W tym, że odniosłam sukces z karmieniem, najważniejsza, oprócz mojej determinacji, była pomoc położnej laktacyjnej. Jej fachowe rady dużo dla mnie znaczyły - stwierdza Sylwia. - Jak mówiła, że będzie pokarm, wierzyłam jej. Duże znaczenie miała jej postawa: spokój, łagodność, uśmiech.

Czułam jej wsparcie. Ujęła mnie tym, że zapamiętała moje imię. W przeciwieństwie do lekarzy nie sprawiała wrażenia zirytowanej ani znudzonej i nie dawała mi odczuć, że jestem tysięcznym podobnym przypadkiem w jej karierze. Zapewniała, że w razie kłopotów, zawsze mogę przyjść do poradni. Przekonałam się, że to prawda.

- Wizyta konsultantki laktacyjnej to było dla mnie wybawienie. Ktoś w końcu racjonalnie, spokojnie podszedł do mojej sytuacji. Naprowadził mnie i utwierdził w tym, co robię. I był po mojej stronie - mówi Patrycja.

Szpitalna atmosfera

Czyżby w szpitalach poza poradniami laktacyjnymi nie było wsparcia dla karmienia piersią? Pytam dziewczyny o to, jaki klimat panował na ich oddziałach.

- Odniosłam wrażenie, że lekarzom było obojętne, czy Antek dostaje pokarm mój, czy sztuczny. Gdy zaczęły się problemy z karmieniem i wagą dziecka, ujawniła się postawa: jak komuś nie wychodzi, dajemy butelkę. Nie dość, że nikt mi nie pomógł w karmieniu, to jeszcze musiałam walczyć z nimi, żeby móc karmić - mówi bez ogródek Patrycja.

Denerwowało ją, że często rady pielęgniarek się wykluczały, a słowa lekarzy kłóciły się z wiedzą konsultantki laktacyjnej.

- Mam wrażenie, że nikt z lekarzy czy pielęgniarek by mnie nie przekonywał, gdybym przeszła na butelkę. Fajnie, że była tam konsultantka laktacyjna, która kilka razy dziennie odwiedzała sale i oferowała pomoc. Szkoda tylko, że nie była dostępna stale. Problemy, czarne myśli i wątpliwości pojawia ją się tak że poza godzinami pracy poradni laktacyjnej - wspomina Sylwia.

Szpital, w którym rodziła Ania, słynie ze wsparcia dla karmienia piersią.

- Położne naprawdę starały się pomagać. Problem w tym, że było ich za mało i były zbyt zabiegane, żeby spokojnie poświęcić każdej mamie czas. A noworodkowi, który właśnie poczuł głód, trudno jest wytłumaczyć, że musi poczekać 15 minut, aż przyjdzie położna i pomoże mamie prawidłowo przystawić go do piersi - opowiada Ania.

Rady dla mam

Na koniec pytam moje bohaterki o to, co by poradziły przyszłym mamom, które chcą karmić piersią

Wszystkie trzy niezależnie od siebie mówią: - Nie poddawać się!

- I przystawiać dziecko jak najczęściej - dodaje Sylwia.

- Walczyć o to, żeby położna pokazała, jak prawidłowo przystawić dziecko pierwszy raz. I domagać się pomocy także przy kolejnych karmieniach - dorzuca Ania.

- Jak się chce karmić, zawsze można - stwierdza Patrycja. - Ale kobietom potrzebne jest wsparcie, bo to jest czasem ciężka droga i ciężka praca.

Więcej o: