Rodzina na nartach

Magdalena Gignal Konsultacja: dr Piotr Albrecht
17.12.2007 , aktualizacja: 07.10.2008 19:18
A A A Drukuj
Nic tak nie zbliża rodziców i dzieci, jak wspólna pasja. Jeśli jesteście entuzjastami narciarstwa, nie powinniście mieć problemów z przekazaniem dziecku miłości do desek.
Dzieci najbardziej lubią to, co znają. Dlatego oswajajcie malucha ze śniegiem od samego początku. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby na narciarskie wakacje zabrać nawet kilkumiesięcznego maluszka. Najlepiej wyjechać w góry wczesną wiosną. Unikniecie w ten sposób dużych mrozów i tłumów turystów, a przy okazji zaoszczędzicie parę złotych. Są dwa sposoby na białe wakacje z tak małym dzieckiem: rodzice jeżdżą na zmianę, albo zabierają ze sobą kogoś (czytaj: babcię) do opieki nad maluchem. A dziecko spędza mnóstwo czasu na śniegu. Na razie co prawda w wózku, ale już chłonie ducha narciarstwa! Zabieranie dziecka na narty w nosidle to niezbyt dobry pomysł, nawet jeśli jesteście świetnymi narciarzami. Na stoku nie brakuje początkujących, którzy nie potrafią jeszcze zapanować nad nartami, zdarzają się też narciarze, którym koordynacja ruchów szwankuje po paru szklankach grzańca. Zderzenie może skończyć się dla dziecka tragicznie, tak samo jak upadek. Lepiej nie ryzykować.

Trochę starsze dzieci można oddać do żłobka w ośrodku narciarskim. To dość kosztowne, ale bardzo wygodne rozwiązanie. Można też zorganizować wyjazd w kilka rodzin i wyznaczyć dyżury do opiekowania się maluchami. Koniecznie jednak poświęćcie przynajmniej godzinę dziennie na wspólną zabawę na śniegu. Możecie zabrać sanki, zorganizować zawody w zjeździe na byle czym, ulepić bałwana, albo sturlać się z górki. Najważniejsze, żeby przyszły mały narciarz dowiedział się, że "to białe" nie gryzie. Dwulatki zwykle chętnie naśladują dorosłych. Spodobają im się krótkie, plastikowe narty, które przyczepia się do butów. Dzięki nim nauczą się, że upadek to nic strasznego.

Trzylatkowi można założyć już "prawdziwe" narty. Najlepiej potraktować to jako element kolejnej śnieżnej zabawy. Zacznijcie od biegania po śniegu w butach narciarskich. Potem możecie razem chodzić w nartach, łapać równowagę i uczyć się wstawania po wywrotkach, żeby w końcu spróbować zjazdu z małej górki. Nie popełniajcie błędu wielu rodziców - nie zjeżdżajcie z dzieckiem umieszczonym między własnymi nogami. Zamiast uczyć się utrzymywania równowagi, maluch będzie się opierał na waszych udach. Pamiętajcie też, żeby nie przeciążać dziecka. Po dwóch godzinach na stoku mały narciarz powinien rozgrzać się, odpocząć i zjeść pełen energii posiłek. Takie oswajanie z nartami potrwa do ok. piątego roku życia dziecka. Dopiero wtedy mięśnie, stawy i kości dziecka będą gotowe na obciążenia, jakie wiążą się z długim zjazdem na nartach. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żeby w ciągu tych dwóch lat dziecko uczyło się jeździć na nartach. Jeśli trzy-czterolatek nie boi się obcych, już teraz można oddać go pod opiekę instruktora.

A psik!

Zaplanowałaś wyjazd, kupiłaś bilety, opłaciłaś hotel, znalazłaś nawet kask w idealnie różowe kwiatki, a tu twoja pociecha zaczyna kichać i prychać. Co robić? Czy puszczać dziecko na stok z katarem?

Przede wszystkim - bez paniki! Jeśli dziecko nie gorączkuje i nie ma żadnych innych poważniejszych objawów choroby, zaopatrz je w górę chusteczek, maść majerankową (do smarowania pod noskiem) i wyślij na narty. Nie zakładaj mu dodatkowego swetra i cieplejszego szalika. Spoci się i przeziębienie będzie miało szansę się rozwinąć. Jeśli dziecku wyraźnie przeszkadza katar, skróć czas jazdy i wróćcie wcześniej do hotelu. Możecie potrenować suchą zaprawę.

Jeśli maluch gorączkuje, kaszle, albo wymiotuje, nie pomoże nawet najdroższy karnet narciarski - trzeba zostać w hotelu. U osłabionego dziecka nie tylko może rozwinąć się poważniejsza choroba, ale też jest bardziej narażone na urazy - lepiej nie ryzykować. Jeśli gorączka utrzymuje się kilka dni, albo wzrośnie powyżej 38 stopni, dziecko powinien zobaczyć lekarz. A narty będę musiały poczekać. Rozgoryczenie malucha może ukoić nowa zabawka. Twoje - chyba tylko filozoficzny spokój. Z dziećmi tak już po prostu bywa!

Bezpieczeństwo na stoku

Największym zagrożeniem dla dziecka na nartach są dorośli. Kilkuletni maluch upada z niewysoka i waży niewiele - małe jest prawdopodobieństwo, że sam sobie zrobi krzywdę. Natomiast dorosły, który straci kontrolę nad jazdą i uderzy w malca może spowodować groźny w skutkach wypadek. Dlatego kask to podstawa. Najlepiej przyzwyczaić do niego dziecko od początku i dać dobry przykład, samemu zakładając kask. Z zupełnymi maluchami bawcie się w wyznaczonych do tego miejscach (wydzielone górki dla maluchów to norma w krajach alpejskich, ale w polskich ośrodkach narciarskich też jest ich coraz więcej). Ze starszymi dziećmi można jeździć po "dorosłych" trasach, ale zawsze tak, żeby inni narciarze widzieli, że tworzycie grupę. Najlepiej jedźcie tuż za dzieckiem. Na wypadek, gdyby maluch zniknął wam z pola widzenia, włóżcie mu do kieszeni kartkę z adresem waszego hotelu i numerem telefonu (idealnie by było, gdyby udało się ją zalaminować).

Okiem fachowca - Rozmowa z Anną Kopiec, instruktorem PZN z Maks Sport Club przy sklepie Intersport

- Jak poznać, że dziecko jest gotowe do rozpoczęcia nauki jazdy na nartach?

Wszystko zależy od rozwoju malucha, jego sprawności fizycznej i umiejętności uczenia się nowych rzeczy. Ruch jest naturalną potrzebą dziecka. Dlatego już dwulatek może mieć sporo frajdy z zabawy na nartach. Na tym etapie dziecko oswaja się z innym środowiskiem, zmiennymi warunkami atmosferycznymi, sprzętem narciarskim. Pamięć i wyobraźnia ruchowa rozwija się w wieku ok. pięciu lat i wtedy zazwyczaj przychodzi czas na rozpoczęcie właściwej nauki. W tym wieku kształtują się też niezbędne do jazdy na nartach cechy motoryczne - pięciolatki dobrze utrzymują równowagę. Potrafią już na dłużej skupić uwagę na jednej czynności, lubią też współzawodnictwo. Dlatego dla nich najlepszą formą nauki są zajęcia w grupie rówieśników, w której mogą porównywać swoje siły.

- Jak dobrać odpowiedni sprzęt dla początkującego malca?

Przede wszystkim nie powinno się kupować sprzętu "na wyrost". Za długie narty uniemożliwiają swobodne poruszanie się po śniegu, za duże buty utrudniają przenoszenie ruchu stopy na narty. Co za tym idzie, dziecku nauka idzie gorzej, szybciej się męczy i zniechęca. Sprzedawcy w sklepach ze sprzętem narciarskim zazwyczaj potrafią doradzić rodzicom. Kupując używane narty, trzeba zwrócić uwagę na stan ślizgów (czy nie ma ubytków, jak dużo jest rys) i krawędzi (czy nie są uszkodzone). Najwięcej uwagi powinno się poświęcić wiązaniom, bo to od nich zależy bezpieczeństwo dziecka. Koniecznie trzeba sprawdzić ich stan w punkcie serwisowym i dopasować siłę wypięcia do wagi małego narciarza. Drugi niezwykle istotny element sprzętu narciarskiego to kask. Bez niego dziecko nie powinno w ogóle wychodzić na stok.

- Dlaczego warto skorzystać z pomocy instruktora?

Instruktorzy pracujący na co dzień z dziećmi to najczęściej osoby z doświadczeniem pedagogicznym. Wiedzą jak dotrzeć do malucha, przełamać jego obawy, a nawet strach. Potrafią wykorzystać w nauce nadmierną ruchliwość kilkulatka lub jego odwagę. Nierzadko stają się dla dzieci nie tylko wzorami jazdy na nartach, ale również wychowawcami. Istotne jest również, że instruktor nie podchodzi emocjonalnie do porażek dziecka. Ma więcej cierpliwości niż rodzice, którzy często chcieliby nauczyć malca jazdy na nartach "od razu". Sami jeżdżą bardzo dobrze i nie pamiętają, jak długo się uczyli. Udzielają dziecku często nieodpowiednich uwag i porad. Instruktor nie popełnia tych błędów.

- Czy dzieci są wdzięcznymi uczniami?

Bardzo! Jeśli są choć odrobinę przekonane do nart, można z nimi zrobić naprawdę dużo. Najchętniej uczą się, zachęcone przez zabawę. Staram się wchodzić w świat dzieci. Udajemy na przykład, że jesteśmy samolotami, które lądują na śniegu. Dzieci uczą się zupełnie inaczej niż dorośli. Wyobraźnie nie podpowiada im czarnych scenariuszy, więc łatwiej pokonać im strach. Jak tylko im się to uda, dużo łatwiej przeskakują kolejne stopnie trudności. Kiedy zaczynamy naukę na łagodnym stoku, wyzwaniem dla dzieci jest "duża góra". To działa bardzo mobilizująco na małych narciarzy. Staram się dostarczać im coraz to nowych wyzwań. Jeśli ich zabraknie, dzieci zaczną się nudzić i efekt nauczania może być zupełnie odwrotny od zamierzonego.

Lista zakupów

Zobacz także
  • Rodzina na deskach pickygirl 19.12.07, 08:33

    Ponad to, pod kask NIE WOLNO zakładać czapki!!! Specjalne kominiarki jak najbarziej, ale nie czapke.»

  • narty oczywiście zjazdowe bo tak wypada qawsedrftg 03.02.09, 09:16

    Może warto najpierw się zastanowić jaki rodzajnarciarstwa dziecku zaproponować. Może na przykładbiegówki - taniej, bezpieczniej i gór nie trzeba. A id;a zdrowia znacznie lepsze, to świetny »

  • Re: Rodzina na deskach miryw 01.06.09, 19:19

    My pierwszy raz na nartach z Kacprem byliśmy jak miał niecałe 2.5 roku.Oczywiście był za młody na jakiekolwiek przedszkole, ale radził sobie bardzodobrze. Co prawda co godzinę była kilku »