1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Burza emocji dwulatka

Dwulatek zdaje sobie wyraźnie sprawę z granic, które napotyka, oraz z tego, że nie zawsze chcieć, znaczy móc. A to powoduje frustracje. I wybuchy złości.
Twoje dziecko nie jest już słodkim niemowlęciem, a ty nie jesteś już dla niego całym światem. Powoli, drogą kolejnych porażek, zaczyna sobie uświadamiać, że ty i ono to dwie odrębne istoty. Coraz wyraźniej ujawnia swoją indywidualność, wrodzony temperament, zręby charakteru, ale nie jest jeszcze niezależną osobą w pełni odpowiedzialną za swoje zachowanie. Rano wyciąga rączki, prosi byś przytuliła i pokołysała je jak dawniej. Za chwilę wyrywa się i za nic nie pozwala się ubrać. Instynkt pcha je ku samodzielności, rozpiera je ciekawość i chęć poznawania, a tego z grzecznością pogodzić się nie da. Maluch musi stać się niezależną osobą, ale czuje, że bezpieczniej będzie mu w twoich ramionach. Odrzuca kontrolę, a jednocześnie bardzo jej potrzebuje. Chce decydować o tym, co lubi, a czego nie znosi, robić różne rzeczy po swojemu, a jednak boi się, bo jest mały. Dwulatek nadal jest bardzo związany z tobą i dlatego jest w nieustającym konflikcie - potrzeba wolności stoi w jawnej sprzeczności z potrzebą miłości. Zapytaliśmy dwie mamy, jak sobie radzą w tym trudnym dla obu stron czasie.

Przeżywamy kryzys

Gosia (psycholożka, pedagożka), mama Maćka

•  JESTEM WCIĄŻ TESTOWANA

Dzisiaj rano Maciek znalazł czekoladki. Chciał je natychmiast zjeść. A że był przed śniadaniem, nie pozwoliłam mu. Zareagował na to 10 minutami ryku, rzucania się na podłogę, czepiania się moich nóg, przytulania - całą gamą sposobów na postawienie na swoim. Takie sytuacje zdarzają się kilka razy dziennie. Mówimy na to z mężem: wymuszenie rozbójnicze. Oboje mamy wrażenie, że jesteśmy cały czas przez Maćka testowani. Łapię się na tym, że gdy mały czegoś chce, od razu zastanawiam się, czy to zwykła prośba, czy już wymuszanie. Granica wydaje się płynna.

•  NIE REAGUJĘ NA WYMUSZANIE

Nauczyłam się, że nie mogę zawsze zgadzać się na to, czego chce Maciek, nawet jeśli długo zanosi się płaczem. Jak sobie radzę? Kucam koło niego i tłumaczę, że krzyk nic nie da. Pilnuję się, by samej nie podnosić głosu.

Gdy to nie skutkuje, staram się przeczekać. Co jakiś czas powtarzam, że krzykiem nic nie wskóra. Widuję rodziców krzyczących na dzieci - postanowiłam, że nie będę tego robić. Czy zdarzyło mi się nie wytrzymać? Może raz czy dwa. Ustąpiłam albo podniosłam głos na sekundę, żeby przerwać jego płacz i krzyki. Ale natychmiast się reflektowałam: "Tak nie powinnam robić".

•  USTALAM ZAKRES SWOBODY

Czasem myślę, że ataki złości wyglądają strasznie dla osób z zewnątrz. Mam jednak wrażenie, że ludzie zazwyczaj patrzą na nie ze zrozumieniem. Czasami słyszę, że na za dużo pozwalam.

A ja myślę, że ważne jest, żeby dać dziecku pewien zakres swobody. Często obserwuję reakcje opiekunów dzieci na placu zabaw. Gdy tylko jakiś malec zacznie wspinać się na drabinkę, natychmiast podbiega mama, babcia, opiekunka i je stamtąd zabiera. Ja, gdy Maciek zaczyna się wspinać, stoję obok i go asekuruję. Najwyraźniej jest na to gotowy.

•  UWAŻNIE OBSERWUJĘ

Kiedy Maciek był mniejszy, śmialiśmy się z mitycznego buntu dwulatka. Ale teraz widzę bardzo wyraźnie, że ten wiek to faktycznie czas zaznaczania swojego zdania, odrębności, próba postawienia na swoim, sprawdzania "czy tym razem się uda". Zanim urodziłam Maćka, nie miałam kontaktu z tak małymi dziećmi. Patrzę na niego również trochę przez pryzmat zawodowy. Rozumiem, co się z nim dzieje, i wiem, że to minie. Parę dni temu złapałam się jednak na tym, że cały czas powtarzam mu: "Nie wolno!".

Nie wierzę w bunt dwulatka

Ania, kulturoznawczyni, właścicielka wydawnictwa Mamania, mama Bronki

•  NIE STOSUJĘ ETYKIETEK

Moja córka od urodzenia była wymagającym dzieckiem. To mnie w jakiś sposób uodporniło. Najtrudniej jest, gdy Bronka przeżywa dużo emocji w ciągu dnia. Zauważyłam, że ogromny wpływ na nią ma fizjologia: jest zmęczona, pić jej się chce, za późno pójdzie na siusiu - i już według niej wszystko robię źle, nieważne, jak się staram.

Mam też wrażenie, że w niektórych sytuacjach frustracja malucha jest uzasadniona. Ja też bym się zdenerwowała, gdyby mi się w piaskownicy złamała łopatka. Rodzice często używają pojęcia "buntu dwulatka" jako wymówki, żeby ignorować adekwatne emocje dziecka.

•  PRÓBUJĘ ZROZUMIEĆ

Zjawisko "buntu dwulatka" nie we wszystkich kulturach występuje. W naszej jest obecne, ale jako etap rozwoju społecznego dziecka. Wynika to ze zderzenia cywilizacji. Jak stwierdził Harvey Karp, małe dzieci są jak jaskiniowcy. Dwulatek to taki Fred Flinstone, który ląduje w Warszawie na środku Marszałkowskiej i dowiaduje się, że nie może po niej biegać, bo wpadnie pod samochód. Dorośli funkcjonują w tej rzeczywistości, są do niej przyzwyczajeni. Staram się stworzyć Bronce czas i przestrzeń, aby jej wejście w cywilizację było płynne.

•  WIEM, ŻE PROBLEMY MINĄ

Teraz Bronka przeżywa rozstania jako coś ostatecznego. Pożegnanie z osobą, którą lubi, kończy się wrzaskiem. Jeżeli atak złości zdarza się w miejscu publicznym - po prostu ją wynoszę i bez świadków z nią rozmawiam. Daję jej dużo wolności, pozwalam na samodzielność. Nie jestem mamą, która podtrzymuje dziecko na drabince - stoję obok. Doszłam też do wniosku, że coś, co w danym momencie sprawia problem, samo potem się rozwiązuje. Na wszystko jest właściwy moment. Tak było ze spaniem z nami. Przyszedł dzień, gdy Bronka sama przeniosła się do własnego łóżka.

•  WARTO DBAĆ O SIEBIE

Kiedy jest ciężko, biorę głęboki oddech. Kiedy jest bardzo ciężko, wołam Konrada, mojego męża. Sytuacje kryzysowe najczęściej same się rozwiązują - potrzeba tylko czasu i spokoju. Dla mnie najważniejsze jest ukojenie skołatanych nerwów. Bardzo staram się być empatyczna, a jednocześnie nie poddawać emocjom córeczki. Jest to szczególnie trudne, kiedy moja wewnętrzna równowaga zostaje zaburzona, na przykład, gdy jestem przepracowana.

Wtedy czuję, że muszę sama siebie przytulić, żeby potem móc przytulić ją.

•  OGRANICZAM GRANICE

Jestem krytyczna wobec stawiania granic. Zanim ją postawię, zawsze zadaję sobie pytanie, czy to rzeczywiście konieczne. Rodzice często myślą, że stawiając granice, budują swoje terytorium. Ja sądzę, że im więcej postawisz ich na drodze dwulatka, tym częściej będą naruszane. Nie wierzę też w system kar i nagród - działa jak tresura.

Chciałabym nauczyć dziecko, że się nie kradnie, nie dlatego, że się pójdzie do więzienia, ale dlatego, że to jest złe.

Nie boję się tego, że Bronka będzie nieposłuszna. Znam dzieci wychowywane restrykcyjnie, które są nieznośne. Tymczasem ja swoją dwuletnią córkę nie tylko kocham, ale nadal lubię.

Więcej o: