Maluch idzie w świat. Na co mu pozwolić a czego zabronić?

Ewa Pągowska konsultacja: psycholog Ewa Bąk z Ośrodka Psychoterapii Rasztów
25.02.2009 , aktualizacja: 25.02.2009 14:10
A A A Drukuj
Dziecko w sklepie, restauracji i galerii. Kiedy machnąć ręką, a kiedy zarządzić wymarsz do domu?

Fot. Maike Jessen Picture Press
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Wyjścia z dziećmi w "dorosłe" miejsca służą nie tylko rodzicom. Nie należy ich uważać jedynie za rozwiązanie awaryjne (gdy musimy coś załatwić, a nie mamy z kim zostawić malucha). Są one częścią codziennego życia i nie warto z nimi za bardzo zwlekać. Dzięki takim wyprawom dzieci uczą się, że w każdym miejscu panują jakieś zasady, których musimy przestrzegać, jeśli nie chcemy, by nas wyproszono. To oczywiście nie znaczy, że na "obcym terenie" przestają obowiązywać reguły domowe. Nie powinno być tak, że np. rodzice w domu zabraniają chodzić po stole, a w tzw. przyjaznej dzieciom knajpce na to pozwalają, bo tak robią inne dzieci i nikt nie zwraca im uwagi.

Spokojnie i powoli

Nauka dostosowywania się do reguł, musi odbywać się stopniowo. Najpierw trzeba wybrać odpowiedni czas i miejsce. Nie liczmy na to, że niewyspany kilkulatek będzie przez dwie godziny grzecznie siedział w restauracji nie mając tam nic do roboty. Lepiej poczekać, aż będzie w lepszej formie i wtedy wybrać się z nim do knajpki, w której jest kącik dla maluchów. Przed wyjściem powiedzmy mu dokąd idziemy i jak należy się tam zachowywać. Jeśli wiemy, że zadanie może być dla dziecka bardzo trudne np. wybieramy się na wielkie zakupy do hipermarketu, zastanówmy się jak możemy mu je ułatwić i np. maksymalnie skrócić pobyt w sklepie. Z kilkulatkiem możemy zawrzeć umowę, że my spisujemy listę zakupów i na miejscu się jej trzymamy, a on stara się nie marudzić i nie walczy o batoniki. Wszystko po to, by jak najszybciej sprawę załatwić i mieć jeszcze czas na lody. To dobra nagroda (lepsza niż wręczenie zabawki czy batonika przy kasie) bo opiera się na zależności pomiędzy sprawną współpracą podczas zakupów i zaoszczędzeniem czasu na przyjemności.

Oczywiście na początku malec nie jest w stanie kontrolować swojego zachowania. Rodzice więc muszą spokojnie i stanowczo przypominać mu, że np. nie ściąga się produktów z półek na podłogę czy nie zaczepia nieznajomych w restauracji. Im bardziej będą konsekwentni na początku tym szybciej malec dostosuje się do panujących reguł.

Kiedy odpuścić

"Przestrzeganie zasad" nie oznacza jednak, że malec ma zachowywać się jak dorosły. Możemy spokojnie przymknąć oko na zachowania, które może są trochę uciążliwe, ale nie przynoszą innym szkody i nie wynikają ze złej woli kilkulatka a jedynie z jego dziecięcej natury. Nic się nie stanie jeśli w pizzerii zrobi kilka wycieczek do akwarium znajdującego się w drugim końcu sali, w przedziale kolejowym będzie się głośno śmiał, w sklepie czy urzędzie marudził, że mu się dłuży, czy przez chwilę pobiega w muzeum.

Nie pozwólmy więc nikomu zrobić z tego wielkiej afery. Przecież na dobrą sprawę każdy bywa w pewien sposób uciążliwy dla innych - jeden chrapie w pociągu, drugi przyszedł do kawiarni tak mocno wyperfumowany, że aż nas mdli, trzeci ma irytujący dzwonek w komórce itd. Oczywiście nie ma sensu upierać się: "a właśnie, że moja córka będzie się głośno śmiała". Poprośmy ją, by zachowywała się trochę ciszej, ale też nie karćmy jej, ani nie przepraszajmy za jej zachowanie. Nie pozwólmy, by ktoś na nas krzyczał lub nas obrażał.

Podobnie jeśli nasze dziecko zrobiło komuś krzywdę niechcący np. wpadło na kogoś czy wylało na niego sok - tu wprawdzie przeprosiny są obowiązkowe, ale to jeszcze nie powód, by ktoś nazywał naszego malucha "niewychowanym bachorem". Jeśli więc takie słowa padną, trzeba stanąć w obronie dziecka. Potem warto powiedzieć mu, że dorośli nie zawsze mają rację, nie zawsze też potrafią się dobrze zachować i właśnie ta pani czy ten pan postąpili bardzo niegrzecznie.

Zasłużona reprymenda

Są oczywiście takie dziecięce zachowania, na które nie możemy pozwolić. Chodzi zwłaszcza o bicie, plucie, wyzywanie, niszczenie przedmiotów, ataki histerii i wrzaski. Jeśli dziecko zachowało się wobec kogoś agresywnie, powinno go przeprosić, a my musimy pokryć ewentualne straty, a potem pilnować malca, by nie doszło do powtórki. Jeśli nie jesteśmy w stanie zapanować nad nim, lepiej zarządźmy powrót do domu. Bywa jednak, że umęczeni rodzicie chcąc sobie chwilę odpocząć udają, że nie widzą jak ich malec szaleje. No i niestety nie powinni się dziwić, jeśli ktoś udzieli im ostrej reprymendy. Tłumaczenia: "Nic nie widzieliśmy" czy "to tylko dziecko" są zupełnie nie na miejscu. To rodzice odpowiadają za dziecko a więc powinni widzieć. Poza tym agresywne zachowanie nie jest nieodłącznie związane z dzieciństwem.

Kiedy takie sytuacje się powtarzają, rodzice zastanawiają się czasem, czy dziecko nie jest jeszcze na to "życie publiczne" za małe. Myślą, że może niepotrzebnie się pośpieszyli. Tymczasem wiele wskazuje na to, że z pewnymi rzeczami już się spóźnili. Chociażby ze stawianiem malcowi wymagań. Przecież to wszystko, co ich dziecko robi w miejscach publicznych jest zwykle kontynuacją tego, co robi w domu. Tyle, że we własnych czterech ścianach nie widzimy tego w tak jaskrawych barwach. Atak histerii w naszej prywatnej kuchni nie jest tak straszny jak ten na środku sklepu, na oczach innych klientów. Jest to jednak ten sam atak.

Ponieważ nie mamy wielkich szans, by w obcym miejscu wyegzekwować od malucha coś, czego nie udaje nam się wyegzekwować w domu, lepiej na kilka tygodni wycofać go z życia publicznego. Trochę tak jak wycofuje się skoczków narciarskich na jedne zawody, by na znajomej skoczni, z dala od widzów, dokonać korekty. Dopiero kiedy odniesiemy już pewne sukcesy wychowawcze we własnym domu możemy kontynuować naukę w obcym otoczeniu.

Podziel się

  • 19 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

  • Maluch idzie w świat. Na co mu pozwolić a czego... fakej 27.02.09, 16:27

    Powinniśmy,musimy,możemy.Czy można zawrzeć zbiór ww. zasad w konstytucji?»

  • Niewychowany bachor? buhaj_z_rogiem 27.02.09, 19:34

    A kiedy zdaniem p. Ewy Pągowskiej można nazwać niewychowanego bachora niewychowanym bachorem?I czy zdaniem tej pani za wylanie soku komuś na przykład na garnitur czy zamszowe buty nie należy»

  • Maluch idzie w świat. Na co mu pozwolić a czego... phlora 28.02.09, 13:55

    To bardzo dobry, wyważony artykuł. Nie należy dziecku na wszystko pozwalać,ale też zabranianie wszystkiego przynosi często efekt odwrotny odzamierzonego. Dziecko spodziewa się że cokolwiek »