1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Psycholog: To my jesteśmy ograniczeni i blokujemy wyobraźnię dziecka. Słoń może być różowy [WYWIAD]

"Wychodzę z założenia, że dziecko musi się nudzić, że jeżeli nie ma frustracji, to nie ma też okazji do ćwiczenia głowy" - wyjaśnia psycholog dziecięcy, Marta Goszczyńska. Jak mają się do tego zajęcia dodatkowe?
Czy dzieci są z natury twórcze i kreatywne?

Wydaje mi się, że tak. Oczywiście ten poziom kreatywności to kwestia indywidualna, ale dzieci wydają się rzeczywiście mieć łatwość w wymyślaniu i tworzeniu, i kombinowaniu, a my, dorośli, często tę kreatywność tłumimy, np. mówiąc, że "szczotka nie służy do stukania, tylko do czesania". I w taki prosty sposób, już od pierwszych momentów, ograniczamy dzieciom kreatywność. Druga sprawa to fakt, że zdarza się nam iść na łatwiznę, posługujemy się w zabawie schematami: dom ma mieć cztery ściany, a jak kolorujemy słonia, to ma być szary, a nie różowy.

Może to wynika z naszych własnych ograniczeń?

Tak, ale też z niewiedzy i lęku przed zabawą, przed tym, że jak zaczniemy za bardzo rozwijać wyobraźnię dziecka, to przestanie ono funkcjonować w rzeczywistym świecie.

Taki częsty przypadek: dziecko rysuje niebo np. na różowo, a my od razu je poprawiamy i mówimy, że przecież niebo jest niebieskie.

No właśnie, a przecież dziecko wychodzi na dwór, widzi niebo i wie, że ono nie jest różowe. Ale nam to nie wystarcza, my czujemy się tym zagrożeni.

A czy poziom kreatywności samego rodzica ma przełożenie na to, jak będzie wspierać twórczość u dzieci?

Na pewno, bo trudno jest wymagać kreatywności od osoby, która się nią w życiu nie posługuje albo nie została jej nauczona w dzieciństwie. Tylko, że my też możemy się tego nauczyć, to nie jest tak, że jeśli ktoś nie urodził się kreatywny, to nie może taki być. To nieprawda. Nawet jako dorośli, możemy zacząć fantazjować. Myślę jednak, że często nie mamy na to odwagi.

No właśnie, bo jak to tak? Taki poważny człowiek, a tak się wygłupia? Obciach.

Myślimy, że to wstydliwe i upokarzające. Chcemy być poważni. Wystarczy poobserwować rodziców na placach zabaw: starają się być dorośli za wszelka cenę. Nie bawią się, nie brudzą, nie kucają. Trudno nam zachowywać się jak dziecko i zachować jednocześnie dorosły umysł. Być może boimy się utraty naszej dorosłej tożsamości.

Czy w przypadku dziecka to ważne, żeby wspierać kreatywność? A jeśli tak, dlaczego?

To ważne chociażby dlatego, że bogata wyobraźnia daje dziecku w pewnym sensie więcej możliwości wyboru - zarówno w dorosłym życiu, w sensie zawodowym, jak i w sposobie interpretacji świata. Jest większa szansa, ze dziecko nie będzie operować schematami, a będzie więcej poszukiwać, będzie ciekawe świata, będzie chciało próbować różnych rzeczy. To pozwoli mu również lepiej radzić sobie z rzeczywistością, będzie mogło lepiej korzystać z tego, co ma, zamiast ubolewać i rozpaczać, że mu czegoś brakuje.

Jak więc możemy wspierać tę kreatywność?

Warto to robić już od najwcześniejszych lat. Pozwalajmy dziecku, żeby z tej przykładowej "szczotki" robiło tysiąc różnych rzeczy - wręcz zachęcajmy je do tego. W dobie zabawek, komputerów i telewizji jest trudniej o kreatywność, bo mamy pod ręką ułatwiacze. Warto kupować zabawki z myślą, że można je stosować do różnych rzeczy i warto dawać już najmłodszym dzieciom do zabawy przedmioty codziennego użytku.

A z gotowych zabawek, które są pomocne w rozwijaniu wyobraźni?

Na pewno wszystkie tematyczne zabawki do odgrywania scenek z życia: kubeczki, czajniczki, lalki, samochody, zestawy małego lekarza, itd. Wszystkie miniaturowe rzeczy. Poza tym wiadomo: klocki w każdej postaci.

Do klocków dołączane są instrukcje. Czy to ważne, żeby dziecko budowało według wzoru, czy może sobie poszaleć i tworzyć własne konstrukcje?

Ważne jest i jedno, i drugie. Najlepiej, gdyby było trochę odwzorowywania, bo umiejętność kopiowania też jest nam w życiu potrzebna, ale żeby dziecko mogło też sobie pofantazjować. I to samo w kolorowaniu, lepieniu, itp. - słoń może mieć dwie trąby, pozwólmy mu.

Jeśli jednak w książeczce jest wzór, według którego dziecko ma pokolorować swój obrazek, a ono nie chce używać tych samych kolorów, to co wtedy? Nalegać?

To zależy. Jeżeli widzimy, że nasze dziecko ma trudność w odwzorowywaniu, to warto tę umiejętność wspierać, bo to jest potrzebne, żeby np. przepisywać z tablicy, rozwiązywać zadania z matematyki, itd. Natomiast nie należy w tym przesadzać! Jeśli wiemy, że potrafi to robić, to pozwólmy mu czasem pofantazjować. Ważne jest też czytanie, opowiadanie historii i bajek. Jeśli dziecko nam opowiada jakąś historię, nie ograniczajmy go mówiąc: "To niemożliwe", tylko pójdźmy za ta opowieścią, dopytujmy o szczegóły. Nie bójmy się, że dziecko zatraci kontakt z rzeczywistością.

Co jeszcze możemy robić?

Bardzo fajne, o czym rodzice bardzo często zapominają, jest dawanie dzieciom różnych ubrań, przebrań, koralików, spinek, kapeluszy. Zachęcam do tworzenia "skrzyń skarbów", w których będziemy trzymać różne starocie, żeby dzieci otwierając je mogły uruchamiać swoje pokłady twórczości. Fajnie tam od czasu do czasu coś dorzucić - jakąś chustkę, jakieś piórko, coś nowego. To się sprawdza na każdym etapie - od najmłodszego dziecka, do nawet 10-11-latka.

Czy codzienne czynności, np. sprzątanie, przygotowywanie posiłków, też mogą być okazją do kreatywnego wyżywania się?

To świetne pole do twórczości! W kuchni można pokazać dzieciom, że warzywa można kroić w różne kształty, a kotlety mielone nie zawsze muszą być okrągłe. Można eksperymentować ze smakami. To odnosi się do innych zmysłów, ale to przecież też jest twórczość.

A czy zapisywanie dzieci na zajęcia dodatkowe to dobra droga do wspierania kreatywności dziecka?

Wychodzę z założenia, że dziecko musi się nudzić, że jeżeli nie ma frustracji, to nie ma też okazji do ćwiczenia swojej głowy. Jestem zwolennikiem jak najmniejszej liczby dodatkowych zajęć, żeby dzieci miały jak najwięcej okazji w domu, żeby sobie coś powymyślać. Ale nie popadajmy też w skrajność - jasne, że fajnie, jeśli dziecko ma jakieś zajęcia sportowe, rytmiczne, itd. Ale ważne, żeby nie przesadzać. Kreatywność rozwija się najlepiej, jeżeli pozwolimy dziecku trochę się ponudzić.

Marta Goszczyńska - psycholog psychoterapeuta, Pracownia Terapii i Rozwoju w Warszawie

Więcej o:
Komentarze (20)
Psycholog: To my jesteśmy ograniczeni i blokujemy wyobraźnię dziecka. Słoń może być różowy [WYWIAD]
Zaloguj się
  • aeromonas

    Oceniono 161 razy 161

    Oczywista oczywistość przecież - kreatywność bierze się z nudy i z lenistwa. Fundując dziecku (lub dorosłemu) nadmiar obowiązków hoduje się zmęczonego cyborga.

  • errdos113

    Oceniono 64 razy 52

    "No właśnie, a przecież dziecko wychodzi na dwór, widzi niebo i wie, że ono nie jest różowe. Ale nam to nie wystarcza, my czujemy się tym zagrożeni."

    Pani psycholog proponuję kiedyś obejrzeć wschód słońca. Niebo z pewnością bywa różowe.

  • theorema

    Oceniono 47 razy 43

    kiedyś na plastyce namalowałam białe niebo - nie, że zostawiłam pustą kartkę, tylko pomalowałam na biało. Pani zaprotestowała -ale, jak to, niebo jest niebieskie. Kazałam jej wyjrzec przez okno, a tam -zachmurzenie pełne, niebo białe po horyzont. Miała dośc głupią minę:) dzieci nie tylko mają wyobraźnię, która każe im wyjśc poza schemat niebieskiego nieba. One po prostu zauważają więcej - że niebo jest i różowe o wschodzie słońca, i szare przed burzą i białe, a nawet zielonkawe o zachodzie latem. A u wybitnego malarza Turnera jest złote.
    Czyli tak naprawdę chodzi nie tylko o to, żeby dac dziecku czas na wymyślenie sobie zabawy, ale też o to, żeby nie tłumic spostrzegawczości.
    Jest tylko jeden problem. Oto mamy już dorosłego młodego człowieka, umiejącego wyjśc w myśleniu poza schemat, kreatywnego, nieszablonowego. i ten ktoś chce rozpocząc samodzielne zycie. Na dzień dobry może byc staż w redakcji online i pisanie pod standardy wyszukiwarek. Albo magazyn. Albo super kreatywna praca na kasie, gdzie sprawdza się, ilu klientów na godzinę obsłużono i od tego uzależnia wypłatę. I co on ma z tą swoją kreatywnością zrobic? Potem jest jeszcze gorzej. Ląduje w korporacji, gdzie każda idea jest torpedowana przez księgowośc i ogólne "nie da się", a jak ma lepsze pomysły od przełożonego, to wylatuje. Dlatego szkoła odwala dobrą robotę każąc wypełniac nieskończone ilości testów, tabelek, ucząc myślenia jednym schematem i przenosząc uczniów powoli do świata wirtualnego. Takich pracowników potrzebuje rynek, o mózgach nienawykłych do samodzielnego myślenia, a już zupełnie nienawykłych do odczuwania emocji, kierowania się nimi, czy stawiania wartości ponad pieniądze. Więc nie wiem własciwie, czmu ma służyc ten rozwój kreatywności - hodowaniu kalek społecznych? Polsce jest dziś bliżej do karnych społeczeństw Chin, czy Japonii, zysk jest na pierwszym miejscu, wszystko jest rozpatrywane pod kątem marketingu i sprzedaży. I co komu po kreatywności. Chyba, że ma ona dotyczyc wymyślenia nowych sposobów dotarcia do klienta i atakowania go produktami i usługami, tak, wtedy jest mile widziana. Ja byłam tym dzieckiem szczęścia bez zajęc dodatkowych, wystarczyła szkoła artystyczna, ale bardzo dużo się bawiłam. Dziś robię coś, co przywraca mnie do czasów dzieciństwa, zawiera w sobie elementy zabawy z tamtego czasu, można powiedziec, że juz wtedy zdobywałam zawodowe doświadczenie. Ale jeszcze dwa lata temu nigdy bym nie przewidziała, że tamtą zabawę można przekuc w już nie zabawę, a pasję, a może nawet zawód człowieka dorosłego. Gdyby rodzice mi na to nie pozwalali, prawdopodobnie miałabym zainteresowania takie, jak deklaruje 95% nastolatków - film, muzyka pop. Czyli tylko pasywny odbiór, a nie robienie czegoś samemu. Ale często myślę, że to ja jestem nieprzystosowana, że nie nauczono mnie w dzieciństwie posłuszeństwa i pokory. Jeśli kolejny szef przebąkuje, że ja to jestem taki kot, co chadza własnymi drogami i to nie ma byc komplement...a ja tylko nie chcę robic rzeczy, które uważam za chybione, chociaż szef mi kazał...może byłoby mi łatwiej nie widziec, nie wiedziec, nie zastanawiac się, nie podważac, nie analizowac? Klapy na oczy i do kieratu. To zabrzmi ironicznie, ale zanim pozwolicie dziecku na samodzielne myślenie, zastanówcie się,czy będziecie je wspierac, gdy okaże się, że w żadnej pracy nie może zagrzac miejsca. Czy umiecie je również nauczyc odpowiedzialności, która będzie niezbędna przy prowadzeniu własnej foirmy, bo tylko ona mu w końcu zostanie. Jeśli pragniecie dla dziecka kariery w banku, handlu itp. rozważcie, czy ta samodzielnośc w myśleniu nie wyjdzie mu kiedyś bokiem.

  • antykonformista

    Oceniono 31 razy 23

    Z dziećmi nie mam kontaktu. Mam kontakt z nastolatkami. Część z nich to faktyczne cyborgi. Napisałbym "nie wiedzieć czemu, głównie dziewczyny". Ale ja doskonale wiem. Chłopak to przecież sobie radę da. Będzie grał w piłkę albo na komputerze - super, wspaniały syn. Dziewczyna, zdaniem rodziców, jak się nudzi, to od razu zajdzie w ciążę. Wiatropylnie, tak przypuszczam. W każdym razie z moich szacunków wynika, że ostro przesadzona z zajęciami dodatkowymi jest dziś co trzecia/czwarta dziewczyna, a w zamożniejszych rodzinach więcej niż pół!

    Angielski, korepetycje, plus jakieś jedno zajęcie, które dziewuchę naprawdę interesuje: tak, to bym zrozumiał. Ale nie.... co najmniej dwa-trzy kursy. Muzyczne, taniec, do tego harcerstwo, oczywiście angielski + drugi język, bynajmniej niemiecki czy francuski; najlepiej hiszpański, nie wiedzieć czemu. Pewnie z amerykańskich filmów, tam jest to popularny drugi język.

    Kursów plastycznych? W zasadzie zero, chyba że sobie dziewczyna sama wybierze - to widać. Psychologicznych - zero, pewnie rodzice boją się że stracą pełną kontrolę nad "swoją własnością".

    Jasne że nie wszyscy są tacy, ale ta spora część wychowuje swoją córkę (synów czasem też) na osobę z problemami, być może pracoholika, która całą sferę swoich myśli skupia na szkole i zajęciach pozaszkolnych. Żadnej refleksji "kim jestem", "jaka jestem", "co robię dobrze, a co źle?".

    Rozmawiałem z paroma. Z częścią przelotnie, bo nie da się z takimi nawiązać kontaktu. Zaszczute, zakompleksione, zniszczone. Te, z którymi da się rozmawiać dłużej, same twierdzą że za bardzo przejmują się swoją "karierą" i nie umieją tego zahamować. Ewidentnie wymagają pomocy specjalisty.

    Chcesz to zrobić swojemu dziecku? Chcesz by takie było dziecko bliskich Ci ludzi? Nie? To reaguj do cholery.

  • cin1977

    Oceniono 27 razy 17

    Święte słowa. Dziecko przede wszystkim musi mieć czas dla siebie, czas na zabawę, a jak to wygląda w praktyce? Kiepsko. Z doświadczenia ojca ośmiolatków - problemem jest samo podejście szkoły, która "nakręca" dzieciaki na zajęcia pozaszkolne (nie bezinteresownie, oczywiście, nierzadko prowadzą je ci sami nauczyciele), a potem dziecko kończy lekcje ok. 14, pędzi na zajęcia dodatkowe, do domu wraca 17-18, do 19, 19.30 odrabia lekcje... Jak dorosły, permanentny brak czasu.

  • Oceniono 23 razy 13

    Nie zawsze będzie się z nudy rodzić kreatywność taka, o jaką nam chodzi. Często widuję grupki dzieci/ młodzież, które nie wiedzą co z sobą zrobić i z nudów robią głupoty - papierosy, alkohol, akty wandalizmu. Nie wszyscy oczywiście! Natomiast dzieci, które chodzą na zajęcia dodatkowe (chodzą, bo chcą, a nie bo ktoś im każe), mają właśnie więcej pomysłów na ciekawe spędzenie czasu, bo tam coś je inspiruje, bo się tam spotykają z innymi dziećmi, które mają podobne zainteresowania (plastyka, muzyka, szachy, sport), nawiązują tam nowe przyjaźnie, mają satysfakcję ze swoich "dzieł", prac czy osiągnięć :-) We wszystkim na pewno złotym środkiem jest zdrowy umiar, ale ja nie do końca zgadzam się z bezmyślnym powtarzaniem nagłaśnianych już od kliku lat pustych sloganów o tym, jakie to jest szkodliwe posyłanie dzieci na zajęcia dodatkowe ("niby w "nadmiarze"). Właśnie nadmiar wolnego czasu i brak ciekawych, inspirujących podpowiedzi, jest zagrożeniem da dzieci. Część z nich zaczyna wówczas "kreatywnie" malować po ścianach bloków (bo nikt nie zadał sobie trudu, aby je zaprowadzić na plastykę), ganiać za kotami lub młodszymi dziećmi (bo nikt nie zadał sobie trudu, aby pomóc im uwolnić nadmiar energii na zajęciach sportowych) itp. itd.

  • costam8

    Oceniono 16 razy 10

    "Bardzo fajne, o czym rodzice bardzo często zapominają...", "Fajnie tam od czasu do czasu coś dorzucić...", "jasne, ze fajnie, jeśli dziecko ma jakieś zajęcia sportowe..."

  • Emka Em

    Oceniono 2 razy 2

    Tak czytam i czytam i teraz wiem, że dobrze zrobiłam posyłając mojego syna jedynie na zajęcia sportowe w www.pilkarskieprzedszkole.com.pl/. W szkółce piłkarskiej się realizuje, a i ma czas na dzieciństwo. Nie rozumiem rodziców, którzy za wszelką cenę chcą uszczęśliwiać dziecko. Mój syn ma czas na nudzenie się i ja się z tego cieszę.

  • jsn

    Oceniono 4 razy 2

    od dawna wiadomo, że "w czasie deszczu dzieci się nudzą"

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX