1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Niepokoje młodych rodziców. "Nie zawsze mamy wpływ na to, jakie jest dziecko. Mieszanki genów są nieprzewidywalne. Wystarczy zaobserwować bliźnięta". [WYWIAD]

Pozwólmy sobie pomóc, nie musimy być przecież samowystarczalnymi i idealnymi rodzicami od samego początku. Zresztą idealni nigdy nie będziemy, mamy być wystarczająco dobrzy.

Aplikacja Moje Dziecko z eDziecko.pl

O obawach, niepokojach, przekonaniach i zachowaniach rodziców nowo narodzonych dzieci z lekarzem-pediatrą, dr Ewą Miśko-Wąsowską rozmawia Joanna Biszewska.

 

Joanna Biszewska: Wraz z pojawieniem się dziecka, szczególnie tego pierwszego, zmienia się nie tylko świat wokół nas, ale także my sami musimy się dostosować do nowego. Co jest najważniejsze podczas procesu przemiany w rodziców?

 

Ewa Miśko-Wąsowska: Nie ma jednej recepty, każdy z nas jest inny i stąd inne cechy w pierwszych tygodniach rodzicielstwa będą potrzebne. Niektórzy mają wrodzoną cierpliwość i umiejętność obserwacji, inni będą musieli w sobie pożądane cechy dopiero wykształcić. Najczęściej jednak jest tak, oczywiście jeśli są chęci i motywacja, że już sama sytuacja pojawienia się na świecie dziecka stwarza nas rodzicami. Rodzicielstwo w naturalny sposób uczy zatrzymania się. I spojrzenia na nowo narodzonego człowieka, który jest całkowicie zależy od nas.

 

Pani doktor podczas wizyty pediatrycznej poznaje, że ma do czynienia z rodzicami pierwszego dziecka?

 

- Wchodzą do gabinetu nieśmiało i sami już w drzwiach podkreślają, że to ich pierwsze dziecko, że nigdy wcześniej nie mieli do czynienia z tak małym człowiekiem, że są pełni obaw. Z czasem nabierają pewności siebie. Z każdą kolejną wizytą widzę w nich coraz bardziej świadomych rodziców. Takie dorastanie do rodzicielstwa to - pomimo tej niepewności, która towarzyszy w pierwszych tygodniach po narodzinach dziecka - piękny proces.

 

Dla wielu z nas pierwsze miesiące z dzieckiem nie należą do najłatwiejszych. Dlaczego to trudny etap rodzicielstwa?

 

- Pierwsze miesiące życia dziecka niosą ze sobą bardzo dużo zmian. Trzeba oswoić rewolucję i przyzwyczaić się do nowych sytuacji, np. do tego, że nie przesypia się nocy, tak jak to kiedyś bywało i do tego, że dziecko jest całkowicie od nas zależne, że bez nas nie przeżyje. To olbrzymia odpowiedzialność. Nie trzeba się frustrować, że nie radzimy sobie od samego początku. Jako rodzice potrzebujemy czasu na przyzwyczajenie się do nowego stylu życia. To normalne, że pojawiają się różne emocje. Nie każdy z nas jest przecież mentalnie i fizycznie przygotowany na taką całkowitą współzależność. Z własnego i moich pacjentów doświadczenia wiem, że najtrudniejszy jest pierwszy rok. Jak on minie, wówczas można odetchnąć pełną piersią i bogatszym o doświadczenia iść dalej.

 

Na szczęście nie dla każdego z nas pierwsze miesiące z dzieckiem są takim wielkim wyzwaniem. Inne będzie doświadczenie rodziców noworodka z kolką, refluksem i przepukliną, a inne tych obdarowanych spokojnym noworodkiem z apetytem, który lubi długo spać.

 

- Każda relacja rodzicielska to unikatowy układ. Dużo zależy też od tego, jacy my sami jesteśmy jako ludzie, jakie są nasze temperamenty, cechy charakteru, jaką mieszankę genów przekażemy potomkowi. Dziecko w jakiejś mierze dziedziczy po nas temperament, to, jaki mama prowadziła styl życia podczas ciąży, też ma znaczenia. Ale namawiam do tego, aby, kiedy dziecko np. nieustannie płacze kilka godzin, nie szukać winy w sobie. Nie zawsze mamy wpływ na to, jakie jest dziecko. Mieszanki genów są nieprzewidywalne. Wystarczy zaobserwować bliźnięta. Wydawałoby się, że ci sami rodzice, taka sama ciąża, takie same warunki do rozwoju, a dzieci skrajnie różne. Jedno spokojne, drugie porywcze.

 

Co rodziców najbardziej przeraża w pierwszych tygodniach rodzicielstwa?

 

- Rodzice boją się tego, że dziecko jest takie malutkie i kruche, że podczas ubierania, przewijania mogą mu zrobić krzywdę. Kiedy podczas studiów, na jednych z pierwszych zajęć z pediatrii, dostałam do rąk kilkudniowego noworodka, byłam przerażona. Bałam się, że badając maluszka, niechcący zrobię mu krzywdę. Po latach praktyki wiem, że przy prawidłowej pielęgnacji trudno jest uszkodzić dziecko. Rodzice w szkole rodzenia przewijania uczą się na lalkach, kiedy dostają żywe dziecko, panikują. Niepotrzebnie. Po kilku dniach z dzieckiem każdy z nowo narodzonych rodziców pozna i wyczuje swojego maluszka.

 

Chciałabym teraz porozmawiać o kilku konkretnych sytuacjach, które mogą młodym rodzicom spędzać sen z powiek. Zacznijmy od zmian skórnych. Jaki rodzaj wysypki powinien rzeczywiście zaniepokoić, a jaki można uznać za typowy dla wieku niemowlęcego?

 

- Drobne, różowe krostki i plamki na ciele to potówki. Pojawiają się w miejscach przegrzanych, np. pod ubrankami, w pachwinach, zgięciach, np. na szyi. Całkiem normalne w pierwszych tygodniach życia są też zmiany na buzi, świadczące o trądziku noworodkowym, który sam ustępuje. Do wizyty u lekarza powinny skłonić rozległe plamy na skórze, wszelkie suche, łuszczące i sączące się zmiany. Niepokojące są też zmiany pęcherzykowe w różnych okolicach ciała. W przypadku noworodka nie warto czekać z konsultacją lekarską, bo zmiany skórne mogą świadczyć o poważnych chorobach. Lepiej pokazać dziecko lekarzowi, aby niczego nie przegapić.

 

Zawartość pieluch, a dokładnie dziecięca kupka, jest tematem dyskusji i analiz młodych rodziców. Dlaczego tak jest?

 

- Chyba jest powszechne przekonanie, że zawartość pieluszek świadczy o stanie zdrowia dziecka, o prawidłowym odżywieniu, ogólnym dobrostanie. Nie do końca tak jest, ponieważ kupki, zwłaszcza w pierwszych miesiącach życia, mogą różnie wyglądać, pojawiać się z różną częstotliwością u tak samo zdrowych dzieci. Wypróżnienia budzą emocje, bo nie zawsze wiemy, co jest normą, a co powinno zaniepokoić.


Kiedy zatem trzeba się zaniepokoić?

 

- Na pewno konsultacji lekarskiej wymaga sytuacja, kiedy w pieluszce dziecka pojawiają się smużki krwi, ropa czy duże ilości śluzu. Nie jest też dobrze, jeśli kupki są bardzo pieniste i cuchnące. To może świadczyć - na szczęście rzadko to się zdarza w pierwszych miesiącach życia - o nadkażeniach bakteryjnych.

 

A co jest zupełnie normalne?

 

- Kupki mogą być niemalże wodniste i to, że nie mają uformowanej konsystencji, też jest w porządku. Te zielonkawe w pierwszych trzech miesiącach życia to fizjologia. Częstość wypróżnień też może być bardzo różna. Dużo zależy od tego, jakie jest zapotrzebowanie dziecka na pokarm, ile mleka przyswaja. Mogą się zdarzyć dni, kiedy kupek jest tyle samo, ile karmień, a może być tak, że dziecko nie robi kupki przez kilka do kilkunastu dni. Wszystko to jest normą. Pojawienie się grudek w kupce noworodka to również fizjologia, tak wygląda ścięte białko przez kwasy żołądkowe. Jeśli dziecko systematycznie przybiera na wadze, to znaczy, że z wypróżnieniami wszystko jest w porządku.

 

Waga dziecka to kolejny temat przewodni u młodych rodziców. Niektórzy kupują wagę, prowadzą notatki, ile dziecko dokładnie przybrało w ciągu doby. Jak często powinniśmy ważyć maluszka?

 

- U zdrowego dziecka, które było oceniane na wizycie patronażowej przez pediatrę, wystarczą pomiary na wizytach w gabinecie pediatrycznym, raz na miesiąc lub raz na półtora miesiąca. Jeśli jednak dziecko nadmiernie ulewa, jest wcześniakiem lub obserwujemy niechęć do jedzenia, wówczas rzeczywiście można monitorować wagę częściej niż raz w miesiącu, np. raz na tydzień czy na kilka dni. Pamiętajmy też, że po pierwszym miesiącu życia dziecka przyrost wagi może być skokowy. Może być tak, że w ciągu tygodnia waga nawet nie drgnie, a w następnych trzech poszybuje do góry.

 

To, że dziecko płacze, nie zawsze oznacza, że jest głodne. Noworodek płacze z różnych powodów. Jak nauczyć się rozpoznawać rodzaje płaczu dziecka?

 

- Doświadczenie przychodzi w różnym czasie - dla niektórych będą to dwa tygodnie, dla innych dwa miesiące. Wówczas wiemy, że każdy płacz jest inny, towarzyszą mu różne gesty, zachowania. Kiedy dziecko jest głodne najczęściej przekręca główkę na bok, charakterystycznie porusza ustami, jakby chciało ssać. Zmęczone odwraca główkę od nas, pociera oczka. Łatwo wyczuć też płacz świadczący o nadmiarze bodźców. Dziecko sprawia wrażenie zdenerwowanego, przekręca główkę raz w jedną, raz w drugą stronę. W ten sposób pokazuje, że ma już dość.

 

Bo co za dużo, to niezdrowo. Małe dzieci lubią spokój.

 

- Dziecko w pierwszych kilku miesiącach swojego życia musi się przede wszystkim oswoić z nami i z otoczeniem. To maleńki człowiek, który do tej pory zamieszkiwał w macicy, gdzie bodźców było niewiele, co najwyżej zaciemnione światło docierające przez powłoki brzuszne, przytłumione głosy. Zalanie dziecka od pierwszych dni/tygodni życia bodźcami, np. nastawianie grającej karuzelki nad łóżkiem, pokazywanie po kilkanaście razy czarno-białej grafiki, włączanie różnej muzyki kilka razy dziennie - to jest niepotrzebne. Dziecko nie powie, że ma dość, ale na szczęście zacznie płakać i w ten sposób zakomunikuje: stop!


Kiedy rozmawiamy, z nieba leje się żar. Temat dopajania noworodków/niemowląt staje się równie gorący. Jak to zatem jest, dopajać czy nie?

 

- Nie dopajamy dzieci karmionych piersią w pierwszych czterech miesiącach życia. Wystarczy na chwilę przystawiać do piersi. Na początku karmienia pokarm wypływający z piersi jest bardzo wodnisty, służy przede wszystkim do zaspokojenia pragnienia. Inaczej u dzieci karmionych mlekiem modyfikowanym. Mleko z butelki jest jednolite, zawsze takie samo. W przypadku utrzymujących się upałów, już dwumiesięcznemu dziecku można podawać niewielkie ilości wody, aby zaspokoiło swoje pragnienie. Nie należy jednak zbyt często dopajać. Może to zaburzyć cały układ karmienia. Dziecko nie powinno mieć wypełnianego żołądka wodą.

 

Czy wciąż spotyka się Pani z młodymi mamami, które gdzieś usłyszały, że ich pokarm jest jałowy, że ma za mało kalorii? Dlaczego to myślenie wciąż ma się dobrze w świadomości młodych rodziców?

 

- Bardzo często słyszę w swoim gabinecie mamy, które mają wątpliwości i mówią o tym, że ich pokarm może być niewystarczający, za mało kaloryczny. Nie wiem, skąd wzięło się takie przekonanie. Być może w poprzednich pokoleniach zakładano, że skoro jedno dziecko szybko przybiera na wadze, a drugie nie, to pewnie w przypadku tego chudszego pokarm mamy jest niepełnowartościowy. Tymczasem laktacja stale dopasowuje się do potrzeb dziecka. Skład pokarmu zmienia się zależnie od pory dnia i wieku malucha. Na początku karmienia pokarm jest rzadszy i wodnisty, bo ma zaspokoić pragnienie, a po jakimś czasie ssania więcej w nim tłuszczu i białka, a więc więcej kalorii, co zaspokaja głód. Pokarm mamy jest dla dziecka idealny. Ani za tłusty, ani za chudy. I, co ciekawe, dieta mamy też nie ma aż tak wielkiego znaczenia. Bez względu na to, czy mama objada się, czy jest na diecie wykluczającej, pokarm będzie pełnowartościowy w podstawowe składniki jak białko, tłuszcze, cukry czy wapń. Podczas wojny kobiety rodziły w ekstremalnych warunkach, głodowały i karmiły piersią, dzieci przeżyły. Ich pokarm, w tym przypadku kosztem wyniszczenia matki, był wartościowy. Gdy mama ma ubogą dietę, w pokarmie może brakować dodatkowych składników jak niektóre mikroelementy i pierwiastki śladowe, ale podstawowe potrzeby dziecka będą zaspokojone.

 

Dieta karmiącej mamy powinna być przede wszystkim zdrowa i pełnowartościowa, a wszelkie diety eliminacyjne niczemu nie służą i nie mają większego sensu. Zgadza się Pani?

 

- Dieta mamy karmiącej powinna być jak najbardziej urozmaicona, bogata w różne produkty. Na dietę eliminacyjną przechodzi dopiero mama dziecka, które ma stwierdzoną dolegliwość, np. alergię pokarmową (dziecko ma zmiany skórne o charakterze atopowego zapalenie skóry, dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego, np. pojawienie się krwi w kupkach). Rzadko, ale zdarzają się sytuacje, kiedy kolka, czyli nieukojony płacz dziecka, jest objawem alergii. W przypadku dziecka z kolką, po uzgodnieniu z pediatrą, można podjąć się diety eliminacyjnej, ale nie dłużej niż na dwa tygodnie. Jeśli nic się nie zmienia, oznacza to, że kolka nie jest oznaką alergii, że mama powinna wrócić do normalnego żywienia. Ważna jest racjonalna dieta, która nie wyklucza całych grup produktów na wszelki wypadek.

 

- Chciałabym teraz porozmawiać o szczepieniach, bo o nich ostatnio bardzo dużo się mówi i pisze. Wypowiadają się zwolennicy i przeciwnicy. Jak poradzić sobie z tym szumem medialnym, kogo słuchać?

 

- Przede wszystkim szukać wiadomości u sprawdzonych źródeł. Blogi i opisywane w nich pojedyncze przypadki mogą być jedynie koincydencją niepożądanego zdarzenia i zaszczepienia. Na pewno warto, aby rodzice jeszcze przed urodzeniem dziecka wiedzieli, na co chcą szczepić, na co nie, mieli ułożony schemat szczepień, który skonsultują z pediatrą. Coraz częściej spotykam jednak rodziców, którzy w ogóle nie chcą szczepić dzieci.

 

Ryzykują?

 

- Na pewno. Szczepimy na choroby, które u najmłodszych dzieci przebiegają często ciężko, wiążą się z różnymi powikłaniami, a nawet zgonem. Nie pamiętamy już, że kilkumiesięczne dzieci z powodu krztuśca umierały. Większość dzieci jest zaszczepiona i takie sytuacje się nie zdarzają. Nie chcę sugerować, że szczepienia są panaceum na wszystko, że są idealnym rozwiązaniem. To jest interwencja medyczna. Jednak patrząc na to jako pediatra i jako rodzic, widzę to tak, że przeważają korzyści, że szczepienia to wybór mniejszego zła.

 

Każde dziecko rozwija się w swoim tempie. Czasami podnosi główkę, przekręca się, siada wcześniej niż sugerują kalendarze rozwoju, czasami z miesięcznym, dwumiesięcznym poślizgiem. To wszystko jest normalne?

 

- Są pewne ramy, widełki, np. między drugim a czwartym miesiącem życia niemowlak powinien unosić główkę, między szóstym a dziewiątym zacząć siadać itd. I my pediatrzy tych widełek się trzymamy. W naszej gestii jest, aby prawidłowo ocenić, czy rozwój dziecka przebiega prawidłowo, czy są jakieś odstępstwa. Obawy rodziców, że z dzieckiem jest coś nie tak, wynikają z tego, że rodzice biorą pod uwagę początek widełek i zakładają, że niemowlak musi się obracać w czwartym miesiącu życia. Tymczasem dziecko może zacząć przekręcać się w czwartym lub w szóstym miesiącu życia. Dopiero po tym czasie można zacząć się martwić.

 

Kiedyś rozmawiałam z położną na temat młodych mam i ona powiedziała coś takiego: "W młodej mamie obudzi się doświadczona matka, która wie i czuje, co jest najlepsze dla jej dziecka. I na tysiące porad i informacji odpowiada: to ja jestem matka, to ja wiem". Pani doktor też ma takie niezachwiane zdanie na temat matczynej intuicji?

 

- Intuicja mamy zazwyczaj jest słuszna. Wielokrotnie się o tym przekonałam. A szczególnie w sytuacjach, kiedy mama przychodzi z dzieckiem do gabinetu i mówi: "coś jest nie tak, są pewne zachowania dziecka, które budzą we mnie niepokój". Dzięki jej spostrzeżeniom można wcześnie rozpoznać zaburzenia, zacząć korygować. Pediatra na wizycie w gabinecie w ciągu 20 minut nie jest w stanie ocenić i zaobserwować wszystkich zachowań i reakcji dziecka. Dobrze kiedy zna je mama i o nich mówi. Warto, żeby mama słuchała siebie, a pediatrzy mamy. Namawiam rodziców, aby zaufali swojej intuicji, wtedy rodzicielstwo przynosi najwięcej satysfakcji.

 

Pani doktor jest mamą 4-letniej córeczki, niedługo pojawi się na świecie Pani synek. Co by Pani, tak od siebie, doradziła świeżo upieczonym rodzicom?

 

- Przede wszystkim starać się bardziej dystansować. Jako rodzice źle znosimy np. płacz dziecka, gdzieś mamy zakodowane w głowie, że jeśli dziecko płacze, to znaczy, że jesteśmy złymi rodzicami. A tak nie jest. Maluszek popłakuje z różnych powodów. Bo się nudzi, bo potrzebuje towarzystwa, bo ma mokrą pieluszkę. Na tyle, na ile nam się uda, nabierzmy dystansu do różnych sytuacji i schowajmy dumę w kieszeni. Kiedy ktoś z rodziny czy przyjaciół oferuje pomoc, chce przywieźć obiad, zostać na moment z dzieckiem, żebyśmy się np. przespali, przyjmijmy ją. Pozwólmy sobie pomóc, nie musimy być przecież samowystarczalni i idealni od samego początku. Zresztą idealni nigdy nie będziemy, mamy być wystarczająco dobrzy.

 

Ewa Miśko-Wąsowska jest pediatrą w Klinice Gastroenterologii i Żywienia Dzieci Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Od lat doradza przyszłym rodzicom w szkołach rodzenia.

Więcej o:
Komentarze (10)
Niepokoje młodych rodziców. "Nie zawsze mamy wpływ na to, jakie jest dziecko. Mieszanki genów są nieprzewidywalne. Wystarczy zaobserwować bliźnięta". [WYWIAD]
Zaloguj się
  • 3x666

    Oceniono 14 razy 12

    Moje doświadczenie wskazuje, że rodzice wcale nie przesadzają z ostrożnością. Podam przykład z własnego doświadczenia. Mój trzyletni synek trafił do publicznej przychodni dziecięcej w Warszawie. Nie będę podawał nazw ani nazwisk, napisze tylko, że Praga Pd. Trafił tam z katarem i kaszlem oraz miał podwyższoną temperaturę, która po podaniu nurofenu opadała tylko na chwile, a potem znów bardzo szybko rosła. Lekarz zbadał dziecko i stwierdził, że nic mu nie jest. Przepisał syrop ziołowy na kaszel i kazał kontynuować podawanie nurofenu na zbicie temperatury, pomimo tego, że jak mówiłem był nieskuteczny. Tego samego dnia, po ataku drgawek, synek trafił do szpitala na Niekłańską. Drgawki w wyniku gorączki to przypadłość, która występuje u małych dzieci. W szpitalu stwierdzono natomiast zapalenie płuc i znaczny przerost wszystkich migdałków. Oczywiście lekarz na lekarza nic nie powie ale ja się pytam jak to jest, że kilka godzin wcześniej lekarz w przychodni stwierdził, ze to tylko sezonowy katarek, a w szpitalu od razu podejrzenie padło na zapalenie płuc ?
    Rozumiem, że lekarz w przychodni mógł nie słyszeć przez stetoskop szmerów w płucach i że lekarze dopiero RTG traktują jako potwierdzenie zapalenia płuc ale jak lekarz mógł nie zauważyć znacznego przerostu migdałków (wszystkich) ? Ja tego nie widziałem bo się na tym nie znam ale w szpitalu to była jedna ze spraw, na którą w pierwszej kolejności zwrócił uwagę lekarz.
    Lekarzom trzeba patrzeć na ręce ponieważ wielu jest nierzetelnych i podchodzi do leczenia i pacjentów na zasadzie – jak się nic nie dzieje złego to O. K., a jak się będzie coś działo to w szpitalu coś poradzą. W szczególności ma to zastosowanie do przychodniach publicznych. Niestety nie wszystkich stać na opłacenie prywatnej opieki medycznej.

  • anna1989byd

    Oceniono 1 raz 1

    Ciężko o dobrego lekarza pediatrę, na szczęscie moja córka leczy się u dobrej lekarki. Stara się nei dawać od raz antybiotyków po to żeby organizm sam powalczył. I udaje się. Pani doktor zna moje dziecko, zawsze dokładnie ją zbada wie gdzie szukać nie szczedzi zleceń na badania. Mam nadzieję że po emigracji do UK znajdę takiego lekarza jak ona - z sercem, dokładnego, czułego... Pozdroniena dla lek. med. B. W.-N. z Bydgoszczy :)

  • ireth alcarin

    Oceniono 11 razy 1

    mojje dziecko zostalo zignrowane w srodmiąższowym zapaleniu pluc, z wysoką gorączką, suchym kaszlem, musze powiedzieć, że taki opis ma każdy podrecznk medycyny, za to mało który lekarz zna. U lekarzy to ja sie boję lekarzy i icg ignorancji

  • maritta189

    0

    M tez mamy to szczescie, ze mamy dobrego pediatre, rzetelnego i zawsze z checia odpowiada na nasze pytania, w razie gdy cos nas niepokoi wiem ze zawsze mnie przyjmie i zbada dziecko, chociazby stwierdzil u naszego szkraba nietolerancje laktozy, wyjasniajac wszystko i ku mojemu zdziwieniu nie jest to takie straszne, musimy jedynie podawac kropelki kolaktaza

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX