1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Jak nie zrobić z dziecka niejadka?

Nikt nie rodzi się niejadkiem. Niejadka trzeba dopiero sobie wychować. Dużym nakładem sił...
Wszyscy chcą dobrze - to pewne. Rodzice marzą o tym, by dziecko zjadało z apetytem to, co mu nałożyli na talerz, i stają na głowie, by ten cel osiągnąć. Dziadkowie martwią się, że maluch jest zbyt wątły, i chcą go zachęcić do jedzenia. Pani w przedszkolu chce się wywiązać ze swoich obowiązków, a do nich należy przecież nakarmienie podopiecznego. I, jak to zwykle bywa, nadmiar starań kończy się fatalnie. Dzieci doskonale wyczuwają niuanse naszych zachowań. Widzą, na czym nam bardzo zależy, czują, że wokół jakiejś kwestii narasta - choćby dyskretne - napięcie. Najpierw testują - jak zareagujemy, gdy zrobią coś wbrew naszej woli. Jeśli zobaczą, że bunt spowodował gamę ciekawych rodzicielskich reakcji, idą w zaparte. Przecież fajnie jest, jeśli rodzice wciąż zwracają na dziecko uwagę, tracą pewność siebie, robią śmieszne miny, czerwienieją na twarzach, obiecują różne atrakcje w zamian za ustępstwo. Problem narasta i z czasem żadna ze stron nie potrafi ustąpić. Toczy się gra ze swoistymi regułami. Jedzenie jest idealnym polem do takich rozgrywek. Jeśli przy każdym posiłku, zamiast przystawki, pojawia się napięcie związane z tym, ile i czego malec zje, jedzenie urasta do rangi problemu. W pewnym momencie ktoś z dorosłych orzeka, że dziecko jest niejadkiem. I ta łatka przylega na dobre. Powiedzmy sobie szczerze, nie ma rodziców idealnych. Każdy z nas czasem złości się, gdy dziecko nie chce tknąć przygotowanego w pocie czoła obiadu. Albo prosi, żeby zjadło jeszcze trochę, jeszcze odrobinkę. Warto jednak uświadomić sobie, jakie nasze zachowania i reakcje na pewno przyczyniają się do nerwowej atmosfery przy stole i niechęci dziecka do jedzenia. Oto pechowa trzynastka głównych grzechów rodziców niejadka.

Odkrycie problemu

Zwykle od tego się zaczyna - w matczynej lub ojcowskiej głowie powstaje myśl, że dziecko zjadło za mało. Trudno właściwie powiedzieć w stosunku do czego "za mało" i jaka jest ta odpowiednia ilość, którą należałoby zjeść, ale komunikat "za mało" drąży już rodzicielskie umysły. I wywołuje dalsze kroki.

Zabawianie

Żeby malec lepiej jadł, rodzina zaczyna go podczas posiłku zabawiać. Babcia udaje zajączka. Tata samolocik. Mama opowiada rymowanki. Na maluchu to robi wrażenie, czasem tak duże, że otwiera usta ze zdumienia. I wtedy pakujemy mu łyżkę z kaszą. Nie dość, że go oszukujemy i zaskakujemy (a nie jest miło ocknąć się z papką w buzi), to wprowadzamy zwyczaj odgrywania teatrzyku przy każdym posiłku. Potem okazuje się, że "on nie chce nic zjeść, póki nie zacznę mówić, jak Elmo z Ulicy Sezamkowej".

Prośby i groźby

Kilkulatka raczej nie złapiemy na takie sztuczki, ale możemy go zacząć do jedzenia nakłaniać. "No zjedz jeszcze trochę". "Musisz zjeść". "Nie wstaniesz, póki nie zjesz". "No proszę, chociaż trzy kęsy kotleta i pięć widelców marchewki". Swoją drogą - skąd rodzice wiedzą, że obecna pojemność żołądka dziecka wynosi trzy kęsy i pięć widelców?

Niewiele jest rzeczy gorszych, niż siedzenie godzinami nad stygnącym obiadem i powolne przeżuwanie zimnego sznycla. Po czymś takim posiłek nie kojarzy się raczej z czasem radości.

Nadmierne oczekiwania

Mały człowiek ma żołądek wielkości mniej więcej sporej moreli. No, może uda się go rozciągnąć do rozmiarów brzoskwini. Ale nie arbuza. Jeśli nałożymy dziecku na talerz górę jedzenia, zniechęci się, zanim zje choć ułamek. Warto też pamiętać, że między posiłkami musi być kilkugodzinna przerwa. Dziecko nie zje z apetytem obiadu, jeśli przed chwilą wepchnięto w nie drożdżówkę albo banana.

Drobny szantaż

"Zjedz, jeszcze trochę, za zdrowie mamusi" - ta urocza prośba niesie ze sobą drugą informację: "Jak nie zjem, mamusia się rozchoruje". To jest delikatny szantaż. Niestety, bywają i gorsze (jak nie zjesz, nie pojedziesz na wycieczkę/nie obejrzysz dobranocki/nie pójdziesz do koleżanki). Wypowiadane w dobrej wierze, ale bardzo nie fair.

Stawanie na głowie

A propos stawania na głowie. Owszem, miło i smacznie jest, jeśli rodzice dbają o to, by posiłki były atrakcyjne, zdrowe i ładnie podane. Ale nadmiar starań wcale nie jest dobry, bo tylko nakręca napięcie. Jeśli mama spędzi pół dnia w kuchni, szykując wykwintne dania, a potem spotka się z odmową ich konsumpcji, nie będzie zadowolona. Na dziecięce "nie" zareaguje zdenerwowaniem, a im bardziej nerwowo przy stole, tym mniej chętnie dziecko je.

Czasem warto odpuścić. Zrobić do jedzenia coś prostego albo kupić dobrej jakości gotową żywność dla dzieci: jeśli malec zje - dobrze, nie zje - nic się nie stanie.

Przyklejanie etykietki

Mały człowiek słyszy więcej, niż się nam wydaje. Jeśli mówimy przy nim (choćby i szeptem), że jest niejadkiem, że o każdy posiłek jest walka, że stajemy na głowie, a on nic nie chce przełknąć - on to rejestruje i sam o sobie zaczyna myśleć jako o niejadku. Skoro mama mówi, że on nic nie je, to widocznie ma rację. No, to nie będzie jadł.

Niekonsekwencja

Pięć niewielkich posiłków dziennie to złota zasada. Jeśli dziecko ledwie tknęło śniadanie, poinformujmy je, że do następnego posiłku nic nie dostanie. I trzymajmy się tego! Gdy po godzinie zacznie prosić o drobną przekąskę albo słodki sok, nie ulegajmy pokusie, by jednak je czymś dokarmić między posiłkami. Niech trochę poczeka, zgłodnieje, a potem pochłonie nieco wcześniejsze drugie śniadanie. Bądźmy także konsekwentni, gdy umawiamy się z dzieckiem, jak ma przebiegać posiłek.

By nie ciągnął się w nieskończoność, można zaproponować np., że na zjedzenie jest 15 minut (przyda się duży zegarek ze wskazówkami).

Albo że dziecko je, dopóki ma miejsce w brzuchu, a potem zgłasza kres swoich możliwości jakimś umówionym sygnałem, np. rymowanką (to nie znaczy, że ma zaraz wstać od stołu, niech potowarzyszy w posiłku pozostałym członkom rodziny). Wtedy jest koniec jedzenia, a następny posiłek dopiero za parę godzin. Niech te ustalenia was obowiązują - nie wydłużajcie sztucznie czasu posiłku, licząc na to, że uda się coś w dziecko wepchnąć. Właśnie to wpychanie odbiera mu apetyt.

Przypominanie

Siedzenie przy wspólnym stole powinno być czasem spokoju, miłych rozmów, przyjemności czerpanej z nieskrępowanego i spontanicznego próbowania różnych smaków. Dla rodziców niejadka początek posiłku przeważnie jest sygnałem, że oto zaczyna się walka o każdy kęs. Gdy dziecko na moment się zagapi, a często jeszcze nim zacznie jeść, słyszy: "Jedz!". Przez czystą przekorę chciałoby się wtedy nie jeść

Narzucanie własnych gustów

To, że tata uwielbia rosół, nie oznacza, że dziecko ma to samo jeść z zachwytem. Może kiepsko je, bo woli smaki wytrawne od słodkich? Jeśli zaś dałoby się pokroić za słodycze, proponujmy mu rozmaite dania na słodko (choć bez cukru): mięsa z owocami, surówki z rodzynkami, deserki owocowe.

Opowieści grozy

Czasem stosuje się jako "zachętę" wizję tego, co stanie się, jeśli dziecko nie będzie jeść. Nie urośnie. Będzie chore. Pojedzie do szpitala. Nie będzie miało siły jeździć na rowerze.

Z taką wizją w głowie trudno się nawet zmusić do przełknięcia czegokolwiek.

Odwracanie uwagi

Posiłek ma służyć nie tylko zaspokojeniu głodu. Ma być przyjemnością, okazją do miłego spędzenia czasu z bliskimi. Powinien być przeżywany świadomie. Ale niektórzy uważają, że najwygodniej jest nakarmić niemowlę przez sen (bo tylko wtedy zje "przepisową" porcję mleka).

A nieco starszego człowieka posadzić przed telewizorem i wykorzystując jego zagapienie, wpakować mu do ust kolację. Oczywiście mają dobre intencje, ale nimi nie można tłumaczyć braku szacunku dla dziecka jako dla odrębnej istoty, która ma określony apetyt i możliwości. Jedzenie przy włączonym telewizorze niesie ze sobą jeszcze jedną pułapkę: dziecko, a potem młody człowiek kojarzy relaks z jedzeniem i już przy czołówce filmu sięga po przekąski. A to grozi nadwagą i problemami ze zdrowiem.

Nerwy przy stole

Czasem dzieje się tak, że nerwowa atmosfera przy stole nie ma nic wspólnego ze sprawą jedzenia, ale niestety odbija się na apetycie dziecka. Postarajmy się, by wszystkie napięcia znikały przy myciu rąk przed posiłkiem, odłóżmy na bok sporne kwestie. Wszystkim to wyjdzie na zdrowie.

Więcej o: