Wegedzieciak
09.10.2007
, aktualizacja: 10.10.2007 16:23
Czy można wychować zdrowe dziecko nie dając mu w ogóle mięsa?
ZOBACZ TAKŻE
- Dziwnojadki (22-01-07, 15:16)
- Wegetarianin od małego (13-12-06, 12:30)
- Wegadzieci (25-01-10, 16:56)
- Jadłospis na wrzesień (12-11-08, 11:27)
- Jadłospis na październik (11-11-08, 07:40)
Kuchenne dylematy na stałe są wpisane w rolę rodziców. Zaczyna się już w ciąży - babcia każe jeść za dwoje, koleżanka ostrzega - nie przesadzaj, bo na zawsze zostaniesz grubasem. Lekarz zaleca razowiec, mąż podsuwa chrupiące bułeczki. W okresie karmienia piersią też jest wesoło. Dla dobra dziecka żyjesz samą marchewką (żeby tylko nie miało kolki), a kiedy pozwolisz sobie na jogurt, przez tydzień masz wyrzuty sumienia. Ale tak naprawdę kołomyja zaczyna się dopiero wtedy, kiedy dziecko zaczyna samo jeść. Co podać na pierwszy posiłek - marchwiankę czy kaszkę ryżową? Od kiedy maluch może jeść pomarańcze? Czy nie zaszkodzi mu parówka? I dlaczego wydaje się taki blady - może za mało je?
Rodzice - wegetarianie mają jeszcze gorzej. Nie dość, że szarpią nimi wątpliwości, które nie bardzo jest gdzie rozwiać, to jeszcze z każdej strony słyszą autorytatywne porady (na odżywaniu i na wychowaniu dzieci zna się każdy). A lista pytań, które stawiają sobie rozsądni rodzice wegetarianie nie jest krótka. Czy wpajać dziecku od urodzenia własne, jedynie słuszne poglądy czy zostawić mu wybór? Czy organizm malucha na diecie wegetariańskiej będzie rozwijał się prawidłowo? Czy nie zrobię dziecku krzywdy, skazując je na odmienność? Wizyta u lekarza w poradni D rzadko przynosi odpowiedzi. Zalecenie: "na wszelki wypadek podawać wszystko, również mięso", wynikające z braku doświadczenia z wegetarianami i z zachowawczości wielu pediatrów nie bardzo trafia do przekonania. Rodzice przekonani o słuszności swoich racji szukają informacji w innych źródłach - wymieniają doświadczenia na internetowych forach, zakładają grupy wsparcia. Niektórzy trafiają do przychylnych wegetarianom lekarzy z odpowiednią wiedzą. Ci, którzy mają mniej szczęścia, poddają się. Wbrew sobie gotują kurczaki i smażą kotlety. Tymczasem wychowanie zdrowego wegetarianina nie jest wcale takie trudne.
Wegetarianin od poczęcia
Adriana i Piotr od 20 lat są laktoowowegetarianami (oprócz produktów pochodzenia roślinnego, jedzą również jajka i przetwory mleczne). Są też rodzicami trójki dzieci - Filipa (16), Karoliny (7) i Emila (5). Wspólnie zdecydowali, że wegetarianizm to sposób odżywiania właściwy dla każdego człowieka, również dla dzieci. Ich dzieci nie znają smaku mięsa. W czasie żadnej z trzech ciąż Adriana nie zmieniła diety. - Owszem, pojawiały się zachcianki - śmieje się Piotr - za pierwszym razem żona nie mogła oprzeć się arbuzom, w drugiej ciąży zajadała się winogronami, a w trzeciej brzoskwiniami. Ale nigdy nie ciągnęło jej do mięsa. Oprócz zachcianek, Adriana nie doświadczyła żadnych dolegliwości stanu odmiennego. Ominęły ją nudności, osłabienia, niedobory.
Podobnie było z Anną. Ale jej rodzice są lekarzami. Zawsze dość sceptycznie podchodzili do dietetycznych „wymysłów” córki - wegetarianki od dziewięciu lat. Kiedy zaszłam w ciążę, zaczęła się nagonka - mówi Anna - dla świętego spokoju co trzy tygodnie biegałam na badania krwi. Dopiero, kiedy okazało się, że mam wyniki lepsze niż inne ciężarne, rodzice się uspokoili. Kuba urodził się w terminie, ważył 4300 gram.
Pod koniec ciąży okazało się, że Karolina - laktowegetarianka, mama Pameli (13) - ma niedobór żelaza. Pomogło wzbogacenie diety o szpinak i inne zielonolistne warzywa.
Małe dziecko, mały kłopot
Mamy wegetarianki zwykle żyją w zgodzie z naturą. Długo karmią piersią, wiedzą, gdzie kupić marchewkę wyhodowaną bez nawozów i prawdziwy razowiec. Nie lubią gotowych dań w słoiczkach, ale czasem korzystają z nich z braku czasu. Adriana wszystkie dzieci karmiła piersią przez prawie półtora roku. Stopniowo do diety dzieci wprowadzali z mężem owoce, warzywa i kasze. - Już od siódmego miesiąca Karolina i Emil jedli to samo, co my, w wersji przetartej - opowiada Piotr - tylko Filip, który urodził się w szpitalu, był dokarmiany mieszanką z mleka krowiego. Dostawał też dosładzane jedzenie ze słoiczków.. Przy młodszych dzieciach nie powtarzaliśmy już tych błędów. Karolina do drugiego roku życia była uczulona na gluten. Oprócz tego, żadne z ich dzieci poważnie nie chorowało. - Zdarzały się oczywiście przeziębienia, a nawet zapalenia płuc. Wszyscy przeszli ospę. Zawsze pomagały leki homeopatyczne - mówi Adriana.
Pamela - córka Karoliny i Tomasza była karmiona piersią przez 10 miesięcy. Od szóstego miesiąca rodzice podawali jej zupki warzywne i soki owocowe, teraz je to samo, co rodzice. Najbardziej lubi burritos i zupę ogórkową. Rodzice Pameli korzystają z usług "normalnych" lekarzy. Jeśli nie ma wyraźnych przesłanek, nie informują go o tym, że dziecko jest wegetarianinem.
Anna też planowała wychowywać syna na diecie bezmięsnej. Niestety - okazało się, że Maciek jest alergikiem. Po wykluczeniu z jego diety jajek, mleka i jego przetworów, soi, pomidorów i orzechów, komponowanie posiłków wegetariańskich stało się bardzo trudne - opowiada Mariusz, mąż Anny - razem z lekarzem, z bólem serca, ale i z przekonaniem, że robimy dobrze dla dziecka, zdecydowaliśmy o podawaniu Maćkowi mięsa.
Witaj, świecie
Problemy z dietą wegetariańską zaczynają się, gdy dziecko rusza w świat - najpierw do przedszkola. Nie każdy ma tyle szczęścia, co Piotruś (4) - syn Katarzyny i Bartka - który trafił do prywatnego wegetariańskiego żłobka.
Mieliśmy problem z wysłaniem Pameli do przedszkola, bo nigdzie nie zapewniano diety wegetariańskiej - mówi Tomasz - ostatecznie, gdy nasza córka miała pięć lat poszła do zerówki, gdzie dzieci przychodziły po śniadaniu, z własnym drugim śniadaniem. To było idealne rozwiązanie. Adriana i Piotr inaczej rozwiązali problem posiłków: Filip dostawał naszą, domową zupę podgrzewaną w przedszkolu i przedszkolne drugie danie, bez mięsa. Karolina chodziła do przedszkola waldorfskiego, gdzie dzieci jedzą posiłki przygotowane przez rodziców, a czasem same gotują.
Świat zewnętrzny to również dziadkowie, którzy nie zawsze akceptują wegetariańską dietę wnuków oraz koledzy, wśród których mały wegetarianin wyróżnia się swoją innością, czasem za bardzo.
Ewa - wegetarianka samotnie wychowująca jedenastoletnią córkę - poddała się presji swoich rodziców. Miałam dość wiecznego wytykania mi, że robię dziecku krzywdę - mówi - teraz Julka w domu je posiłki wegetariańskie, a w szkole i u dziadków to samo, co inni. Karolinie i Tomaszowi udało się przekonać rodziców do swoich racji. Pomogła literatura fachowa. Dziadkowie Filipa - syna Adriany i Piotra - wysłali wnuka do poradni przy Instytucie Matki i Dziecka. Opinia lekarza wystarczyła.
Rówieśnicy młodych wegetarian okazali się bardziej tolerancyjni niż starsze pokolenie. - Nie zdarzyło się, żeby ktoś wytykał nasze dzieci palcami z powodu tego, co jedzą - mówi Piotr - natomiast kilka lat temu Filip miał do nas żal, że zrobiliśmy z niego wegetarianina. Chciał być taki, jak inne dzieci w szkole i zajadać się Big Mac'ami na wyprawie do kina. Tymczasem nie mógł - bo „brzydził się mięsa”. Za to Pamela nie wykazuje najmniejszego zainteresowania mięsem. Kiedy była młodsza, zdarzało jej się wypowiadać głośno negatywne opinie o mięsie, co czasem było kłopotliwe dla nas, rodziców - śmieje się Tomasz - teraz uczymy jej tolerancji dla osób jedzących mięso.
Tolerancji zazwyczaj nie brakuje wegetarianom. Tylko czasem - kiedy ich dziecko, tak jak Pamela zapyta w sklepie: Tatusiu, dlaczego oni sprzedają tutaj zabite zwierzątka? - nie bardzo wiedzą, co odpowiedzieć.
Zdaniem lekarza
Rozmowa z doktorem Witoldem Klemarczykiem, prowadzącym Poradnię Gastroenterologiczną dla Dzieci przy Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie
- Panie doktorze, dylemat - dawać dzieciom mięso czy nie - wzbudza wiele emocji. Czy rzeczywiście kotlet schabowy zasługuje na uwagę, jaką się mu poświęca?
Rodzice - wegetarianie mają jeszcze gorzej. Nie dość, że szarpią nimi wątpliwości, które nie bardzo jest gdzie rozwiać, to jeszcze z każdej strony słyszą autorytatywne porady (na odżywaniu i na wychowaniu dzieci zna się każdy). A lista pytań, które stawiają sobie rozsądni rodzice wegetarianie nie jest krótka. Czy wpajać dziecku od urodzenia własne, jedynie słuszne poglądy czy zostawić mu wybór? Czy organizm malucha na diecie wegetariańskiej będzie rozwijał się prawidłowo? Czy nie zrobię dziecku krzywdy, skazując je na odmienność? Wizyta u lekarza w poradni D rzadko przynosi odpowiedzi. Zalecenie: "na wszelki wypadek podawać wszystko, również mięso", wynikające z braku doświadczenia z wegetarianami i z zachowawczości wielu pediatrów nie bardzo trafia do przekonania. Rodzice przekonani o słuszności swoich racji szukają informacji w innych źródłach - wymieniają doświadczenia na internetowych forach, zakładają grupy wsparcia. Niektórzy trafiają do przychylnych wegetarianom lekarzy z odpowiednią wiedzą. Ci, którzy mają mniej szczęścia, poddają się. Wbrew sobie gotują kurczaki i smażą kotlety. Tymczasem wychowanie zdrowego wegetarianina nie jest wcale takie trudne.
Wegetarianin od poczęcia
Adriana i Piotr od 20 lat są laktoowowegetarianami (oprócz produktów pochodzenia roślinnego, jedzą również jajka i przetwory mleczne). Są też rodzicami trójki dzieci - Filipa (16), Karoliny (7) i Emila (5). Wspólnie zdecydowali, że wegetarianizm to sposób odżywiania właściwy dla każdego człowieka, również dla dzieci. Ich dzieci nie znają smaku mięsa. W czasie żadnej z trzech ciąż Adriana nie zmieniła diety. - Owszem, pojawiały się zachcianki - śmieje się Piotr - za pierwszym razem żona nie mogła oprzeć się arbuzom, w drugiej ciąży zajadała się winogronami, a w trzeciej brzoskwiniami. Ale nigdy nie ciągnęło jej do mięsa. Oprócz zachcianek, Adriana nie doświadczyła żadnych dolegliwości stanu odmiennego. Ominęły ją nudności, osłabienia, niedobory.
Podobnie było z Anną. Ale jej rodzice są lekarzami. Zawsze dość sceptycznie podchodzili do dietetycznych „wymysłów” córki - wegetarianki od dziewięciu lat. Kiedy zaszłam w ciążę, zaczęła się nagonka - mówi Anna - dla świętego spokoju co trzy tygodnie biegałam na badania krwi. Dopiero, kiedy okazało się, że mam wyniki lepsze niż inne ciężarne, rodzice się uspokoili. Kuba urodził się w terminie, ważył 4300 gram.
Pod koniec ciąży okazało się, że Karolina - laktowegetarianka, mama Pameli (13) - ma niedobór żelaza. Pomogło wzbogacenie diety o szpinak i inne zielonolistne warzywa.
Małe dziecko, mały kłopot
Mamy wegetarianki zwykle żyją w zgodzie z naturą. Długo karmią piersią, wiedzą, gdzie kupić marchewkę wyhodowaną bez nawozów i prawdziwy razowiec. Nie lubią gotowych dań w słoiczkach, ale czasem korzystają z nich z braku czasu. Adriana wszystkie dzieci karmiła piersią przez prawie półtora roku. Stopniowo do diety dzieci wprowadzali z mężem owoce, warzywa i kasze. - Już od siódmego miesiąca Karolina i Emil jedli to samo, co my, w wersji przetartej - opowiada Piotr - tylko Filip, który urodził się w szpitalu, był dokarmiany mieszanką z mleka krowiego. Dostawał też dosładzane jedzenie ze słoiczków.. Przy młodszych dzieciach nie powtarzaliśmy już tych błędów. Karolina do drugiego roku życia była uczulona na gluten. Oprócz tego, żadne z ich dzieci poważnie nie chorowało. - Zdarzały się oczywiście przeziębienia, a nawet zapalenia płuc. Wszyscy przeszli ospę. Zawsze pomagały leki homeopatyczne - mówi Adriana.
Pamela - córka Karoliny i Tomasza była karmiona piersią przez 10 miesięcy. Od szóstego miesiąca rodzice podawali jej zupki warzywne i soki owocowe, teraz je to samo, co rodzice. Najbardziej lubi burritos i zupę ogórkową. Rodzice Pameli korzystają z usług "normalnych" lekarzy. Jeśli nie ma wyraźnych przesłanek, nie informują go o tym, że dziecko jest wegetarianinem.
Anna też planowała wychowywać syna na diecie bezmięsnej. Niestety - okazało się, że Maciek jest alergikiem. Po wykluczeniu z jego diety jajek, mleka i jego przetworów, soi, pomidorów i orzechów, komponowanie posiłków wegetariańskich stało się bardzo trudne - opowiada Mariusz, mąż Anny - razem z lekarzem, z bólem serca, ale i z przekonaniem, że robimy dobrze dla dziecka, zdecydowaliśmy o podawaniu Maćkowi mięsa.
Witaj, świecie
Problemy z dietą wegetariańską zaczynają się, gdy dziecko rusza w świat - najpierw do przedszkola. Nie każdy ma tyle szczęścia, co Piotruś (4) - syn Katarzyny i Bartka - który trafił do prywatnego wegetariańskiego żłobka.
Mieliśmy problem z wysłaniem Pameli do przedszkola, bo nigdzie nie zapewniano diety wegetariańskiej - mówi Tomasz - ostatecznie, gdy nasza córka miała pięć lat poszła do zerówki, gdzie dzieci przychodziły po śniadaniu, z własnym drugim śniadaniem. To było idealne rozwiązanie. Adriana i Piotr inaczej rozwiązali problem posiłków: Filip dostawał naszą, domową zupę podgrzewaną w przedszkolu i przedszkolne drugie danie, bez mięsa. Karolina chodziła do przedszkola waldorfskiego, gdzie dzieci jedzą posiłki przygotowane przez rodziców, a czasem same gotują.
Świat zewnętrzny to również dziadkowie, którzy nie zawsze akceptują wegetariańską dietę wnuków oraz koledzy, wśród których mały wegetarianin wyróżnia się swoją innością, czasem za bardzo.
Ewa - wegetarianka samotnie wychowująca jedenastoletnią córkę - poddała się presji swoich rodziców. Miałam dość wiecznego wytykania mi, że robię dziecku krzywdę - mówi - teraz Julka w domu je posiłki wegetariańskie, a w szkole i u dziadków to samo, co inni. Karolinie i Tomaszowi udało się przekonać rodziców do swoich racji. Pomogła literatura fachowa. Dziadkowie Filipa - syna Adriany i Piotra - wysłali wnuka do poradni przy Instytucie Matki i Dziecka. Opinia lekarza wystarczyła.
Rówieśnicy młodych wegetarian okazali się bardziej tolerancyjni niż starsze pokolenie. - Nie zdarzyło się, żeby ktoś wytykał nasze dzieci palcami z powodu tego, co jedzą - mówi Piotr - natomiast kilka lat temu Filip miał do nas żal, że zrobiliśmy z niego wegetarianina. Chciał być taki, jak inne dzieci w szkole i zajadać się Big Mac'ami na wyprawie do kina. Tymczasem nie mógł - bo „brzydził się mięsa”. Za to Pamela nie wykazuje najmniejszego zainteresowania mięsem. Kiedy była młodsza, zdarzało jej się wypowiadać głośno negatywne opinie o mięsie, co czasem było kłopotliwe dla nas, rodziców - śmieje się Tomasz - teraz uczymy jej tolerancji dla osób jedzących mięso.
Tolerancji zazwyczaj nie brakuje wegetarianom. Tylko czasem - kiedy ich dziecko, tak jak Pamela zapyta w sklepie: Tatusiu, dlaczego oni sprzedają tutaj zabite zwierzątka? - nie bardzo wiedzą, co odpowiedzieć.
Zdaniem lekarza
Rozmowa z doktorem Witoldem Klemarczykiem, prowadzącym Poradnię Gastroenterologiczną dla Dzieci przy Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie
- Panie doktorze, dylemat - dawać dzieciom mięso czy nie - wzbudza wiele emocji. Czy rzeczywiście kotlet schabowy zasługuje na uwagę, jaką się mu poświęca?
1
2
następne »
- 39 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
Nie ma problemu
jiddu
10.10.07, 17:26
Jeśli ktoś uważa, że człowiek biologicznie różni się od małpy, to jegoproblem. Dla mnie natura wystarczała za wszystko, grunt, to nie zepsućinstynktu złymi nawykami. Nie było diety w »
-
Re: Wegedzieciak
anew3
10.10.07, 17:47
Kiedy bylam mala wypuwalam parowki i kotlety mielone, wedlin tez nie cierpialam, lubiam za to drob i ryby.Rodzice zmuszali mnie to jedzenia nielubianych potraw :dla mojego dobra.Po jakims »
-
Wegetarianizm
xorin
11.10.07, 09:47
Wegetarianizm wybiera się nie tylko dla zdrowia, ale przede wszystkim ze względuna szacunek dla życia czujących istot :) "Właściwie zaplanowana dieta wegańska i inne typy diet »
Najpopularniejsze tematy
Ciąża i poród




więcej zdjęć









