Słoiczki pod lupą

Rozmawiała Katarzyna Wilczek
22.01.2007 , aktualizacja: 22.01.2007 15:37
A A A Drukuj

Fot. Marcin Klaban / AG

Czy gotowe potrawy dla niemowląt są naprawdę zdrowe? Czy nie uczulają? Kto sprawdza ich jakość? A może lepiej jednak gotować samemu? O domowej kuchni i zaletach dań w słoiczkach mówi doc. dr Janusz Książyk z Centrum Zdrowia Dziecka.
Panie docencie, co jest lepsze - obiadek ze słoiczka czy indyk z ryżem ugotowany w domu?

Dla matki oczywiście lepszy będzie słoiczek, bo wystarczy go odkręcić i mamy gotowy posiłek. Dla dziecka jeden i drugi wariant jest równie dobry. Pod warunkiem jednak, że ten domowy obiad przygotujemy z właściwych składników. Jeśli używamy mięsa, musi to być mięso w dobrym gatunku, z tych zakładów mięsnych, które mogą się pochwalić certyfikatami jakości. Jarzyny powinny pochodzić z upraw ekologicznych. Tłuszcz - najlepiej, żeby był to bezerukowy olej rzepakowy, oliwa z oliwek lub masło - musi być naprawdę świeży.

Słoiczki mają tę wyższość nad domową kuchnią, że na etykiecie mamy podany dokładny skład potrawy, wiemy więc, co dziecko zjadło: ile białka, ile tłuszczu, ile witamin, ile kalorii. Kiedy gotujemy domową zupę, nie mamy pojęcia, ile kalorii w niej pływa.

Producenci przekonują nas, że obiady w słoiczkach to produkty najwyższej jakości, czyste ekologicznie, bez konserwantów i sztucznych barwników. Czy możemy im ufać?

Na pewno. Warunki, w jakich produkuje się potrawy dla dzieci, są bardzo starannie kontrolowane, muszą bowiem spełniać rygorystyczne normy unijne. Żaden producent nie zaryzykuje złamania reguł i naruszenia tych norm, bo to grozi wypadnięciem z rynku. Naprawdę nie ma się czego obawiać.

Czy jeśli podamy dziecku jedzenie ze słoiczka, mniejsze będzie ryzyko wystąpienia reakcji alergicznej? Czy dzieci częściej reagują alergią na domowe potrawy?

Nie ma chyba szczegółowych badań na ten temat, ale z doświadczenia mogę powiedzieć, że tu nie ma większej różnicy. Żywność w słoiczkach (jeśli nie jest to specjalna potrawa dla alergika) zawiera antygeny, które mogą wywołać reakcje uczuleniowe. Ale trzeba pamiętać, że aby zachorować na alergię, trzeba mieć ku temu predyspozycje. To prawda, że liczba zachorowań na alergię stopniowo wzrasta, ale i histeria z nią związana rośnie szybko i niepotrzebnie. Oczywiście, kiedy kupujemy potrawę w słoiczku, jakiej dziecko dotąd nie jadło, to (tak jak przy każdej nowince) musimy obserwować, czy nie wystąpią objawy nietolerancji pokarmowej: wysypka, zaczerwienienie skóry, biegunka, bóle brzucha, wymioty... A jeśli wystąpią - poprosić o radę lekarza.

Czy dziecko może jeść wyłącznie dania ze słoiczków?

Nie. I to się w istocie nie zdarza. Przede wszystkim potrawy ze słoiczka tylko uzupełniają dietę, bo w drugim półroczu dziecko nadal dostaje głównie mleko - z piersi lub modyfikowane. Poza owocami, jarzynami i mięsem (które znajdziemy w słoiczkach) podajemy dzieciom także wzbogacane żelazem kaszki. A poza tym im starsze niemowlę, tym bardziej interesuje się zawartością talerza rodziców - samo sięga po nowe potrawy, kosztuje nowych smaków z domowej kuchni.

Oczywiście zdarzają się mali tradycjonaliści, którzy chcą jeść tylko jedną, ulubioną potrawę ze słoiczka. Nie warto się tym przejmować. Z pewnością kiedyś ta potrawa znudzi się dziecku i wtedy z chęcią skosztuje czegoś nowego. Zalecałbym, by szanować kulinarne gusty dziecka.

Jedzenie w słoiczkach ma często bury kolor i nijaki smak. Jak to się ma do zasady, że danie dla dziecka powinno być kolorowe i urozmaicone?

Nie trzeba się za bardzo przejmować tymi zasadami. Przecież oprócz posiłku ze słoiczka maluch dostaje też inne potrawy. Jadłospis dzieci często wymyka się zasadom, regułom i schematom. Na przykład oprócz mleka, kaszki i potraw ze słoiczka każde dziecko od czasu do czasu próbuje tego, co jedzą na obiad rodzice, i nikt się specjalnie nie przejmuje tym, że właśnie zjadło trochę glutenu w rosołku z makaronem albo biały ser o dwa miesiące wcześniej, niż zapisano w tabeli. Te niewielkie ilości "dorosłego" jedzenia wzbogacają jadłospis i pozwalają poznawać nowe smaki. Chcąc nie chcąc, wzbogacamy dietę dziecka o to, czego w słoiczkach nie ma: porzeczki, agrest, arbuz, żurawinę, kalarepkę, rzodkiewkę i ogórek.

Jeśli zaś chodzi o kolory, to i tu zachowajmy rozsądny umiar. Naprawdę najważniejsze jest to, by dziecko mogło samo decydować, ile i co (w granicach rozsądku) zje.

Czy to, że potrawy w słoiczkach są takie papkowate, nie utrudnia nauki żucia i gryzienia?

Dania ze słoiczka rzeczywiście są mocno zmiksowane, ale takie jest założenie - w słoiczku nie może być nic, czym dziecko mogłoby się zadławić. To mama, gdy niemowlę ma już osiem, dziewięć miesięcy i zazwyczaj kilka zębów, pomaga mu wprawiać się w żuciu i gryzieniu, podając poza potrawami ze słoiczka kawałek ugotowanej marchewki lub selera do rączki, posiekane mięso, rozgniecione widelcem ziemniaki, truskawki czy plasterek banana.

Trzeba tylko pamiętać, że malucha nie wolno nawet na moment zostawić samego przy jedzeniu! Nie ma jeszcze wprawy w gryzieniu i połykaniu - mógłby się więc zadławić. Namawiałbym wszystkich do przestrzegania zasady, że dzieci do czwartego roku życia ze względu na ryzyko zachłyśnięcia się powinny jeść tylko w obecności dorosłych.

Jak przechowywać gotowe potrawy w słoiczkach? Jak je podgrzewać?

Dopóki słoiczek jest zamknięty, nie trzeba przechowywać go w lodówce. Bez trudu zniesie nawet wakacyjną podróż nad morze w rozgrzanym bagażniku. Gorzej z wyjazdem na ferie zimowe, wtedy słoiczki na czas podróży trzeba w coś owinąć, bo nie wolno ich zamrażać.

Po otwarciu słoiczek trzeba przechowywać w lodówce. Kiedy przewidujemy, że dziecko nie zje wszystkiego, najlepiej od razu przełożyć odpowiednią porcję do miseczki, a resztę wstawić do lodowki. Jeśli dziecko nie zje jej w ciągu trzech, czterech godzin, musimy słoiczek wyrzucić.

Potrawy obiadowe przed podaniem trzeba podgrzać (ale nie doprowadzać do wrzenia), najlepiej w podgrzewaczu lub rondelku z wodą (odradzam mikrofalówkę ze względu na ryzyko poparzenia dziecka). W ostateczności można przełożyć zawartość słoika do niewielkiego rondelka i podgrzać bezpośrednio na gazie.

Czy można robić samemu słoiczkowe obiady - pasteryzować mięso, warzywa, soki?

Oczywiście można, ale myślę, że to nie jest najlepszy sposób żywienia dziecka. Kiedyś tak się robiło, bo nie było innego wyjścia. Dzisiaj w każdym sklepie, nawet w małej wsi, dostaniemy firmowe słoiczki. To nie znaczy, że trzeba zrezygnować ze smażenia konfitur czy ucierania galaretek, ale domowe słoiczki mogą być co najwyżej smakowitym dodatkiem do niemowlęcej diety.

Jak długo można podawać dziecku jedzenie ze słoiczków?

Jadłospis oparty w głównej mierze na gotowych daniach dla niemowląt dobrze jest zmienić najpóźniej pod koniec drugiego roku życia. Wtedy maluch może już jeść to, co reszta rodziny.

To nie znaczy, że nie można mu w ogóle dawać gotowych przecierów. Jeśli komuś smakują czarne jagody z jabłkiem dla niemowląt po czwartym miesiącu życia, to nic nie stoi na przeszkodzie, by je jadł nawet na emeryturze.





Redakcja eDziecko.pl

*

Agnieszka Wirtwein-Przerwa

  • redaktorka naczelna
  • agnieszka.wirtwein@agora.pl
  • redaktorka
  • karolina.stepniewska@agora.pl
  • dziennikarka
  • biszewska@yahoo.com
  • dziennikarz, felietonista
  • marcin.sztetter@gmail.com
  • menadżerka od społeczności
  • agata.podrazka@agora.pl
  • administratorka forum
  • zona_mi@gazeta.pl