1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Dziecku nie damy, a sami zjemy. Rodzicu, przykład idzie z góry!

Dziecko na diecie warzywnej, kasza na obiad, domowe ciasto od święta, a rodzic z paczką chipsów i colą przed telewizorem. - Dzieci bezbłędnie wyłapują fałsz i brak konsekwencji - przekonuje dietetyk.
Zwykle sporo energii kosztuje nas przekonanie dziecka, że zdrowe odżywianie się jest ważne. Im dalej w las, tym trudniej. U malutkiego dziecka wyrobienie dobrych nawyków to błahostka, wszak jada to, co mu podamy. Gorzej, kiedy do gry włącza się przedszkole, rówieśnicy, a w końcu szkoła ze swoimi strasznymi sklepikami.

Czy taka scenka brzmi znajomo? - Cola to samo zło, kochanie - mówię do dziecka. - Ale tatuś pije, ja też chcę - przytomnie odpowiada dziecię. - Ale on jest dorosły, cola nie jest dla dzieci - odbijam piłeczkę. - A Alek/Kuba/Tomek piją colę! - moja córka nie ma zwyczaju poddawać się. Cola jest niezdrowa, dziecko drogie. - To dlaczego tata ją pije? - wyzywająco zapytuje drogie dziecko. Trafiony, zatopiony.

Przykład idzie z góry, wiadomo...

Jeśli chuchamy na dietę dziecka, podajemy mu te wszystkie owsianki, jaglanki, kaszki orkiszowe, wydzielamy słodycze i przekupujemy suszonymi owocami, a sami folgujemy swoim grzesznym zachciankom, wyjadając czekoladowy krem wprost ze słoika, czy wcinając chipsy przed telewizorem, wypadamy dość niewiarygodnie w oczach dziecka.

- Aby uczyć dziecko zdrowego stylu życia i racjonalnego sposobu żywienia nie wystarczą tylko napomnienia, pogadanki, prelekcje i wytyczne dawane przez rodziców - przekonuje Dorota Barańska, dietetyk dziecięcy. - Dziecko, zwłaszcza małe, uczy się obserwując świat i wyciągając wnioski z tych obserwacji. Rodzic powinien swoim sposobem żywienia dawać dziecku przykład, a tym samym uwiarygodniać to, czego uczy dziecko.

Dziecko - detektor fałszu

- My, dorośli często nie doceniamy inteligencji dzieci - zauważa Dorota Barańska. - Dzieci, nawet całkiem małe, bezbłędnie wyłapują fałsz, czy brak konsekwencji w naszym postępowaniu - mówi. A to dotyczy też tego, co sami zjadamy, a co pozwalamy zjeść naszym dzieciom. - Bywa, że mobilizujemy dziecko do jedzenia danej kategorii produktów, np.; gotowanych warzyw, jednocześnie deklarując wszem i wobec, że takie warzywa są okropne, niejadalne itp. Nawet, jeśli ta wypowiedź nie jest skierowana do dziecka, tylko do sąsiadki, a dziecko słyszy ją przy okazji, to i tak znajdujemy się już na przegranej pozycji, bo dziecko momentalnie wychwyci sprzeczność - zauważa dietetyczka.

Tu i teraz

Jak wszyscy wiemy, duży problem stanowią też niezdrowe, śmieciowe produkty, te wszystkie chipsy, cola, czekoladowe batoniki itp. Przytoczony wyżej dialog o piciu coli przez ojca to częsta scenka w wielu domach. Jak mantrę powtarzamy dzieciom, że cos jest niezdrowe i nie powinny tego jeść, a później sami się tym objadamy.

- Dzieci widzą, że rodzice po "zakazane" produkty sięgają chętnie i często - mówi Dorota Barańska. - A więc, jak to jest? Są niebezpieczne, czy nie? Tatuś siedząc przed telewizorem zjada regularnie paczkę chipsów i popija colą i jakoś nie wygląda na chorego. Dla malucha taki tatuś i tak jest najwspanialszym i najsilniejszym człowiekiem na świecie - absolutnym wzorcem do naśladowania. W tym momencie pojawia się problem wiarygodności. Dla dziecka jest tu i teraz. Nie do końca dociera do jego przekonania to, że ten wspaniały tatuś może mieć za kilka lat poważny problem z krążeniem, czy poziomem cholesterolu. Kilka lat to bardzo dużo czasu - tłumaczy dietetyczka.

Małe grzeszki? Tak!

Alicja Kalińska, dietetyk i doradca żywieniowy z SetPoint, podpowiada: jedzmy to, co lubimy, nie odmawiajmy sobie, ale zachowajmy umiar. - Mamy ulubione lody? Świetnie, trzymajmy je w zamrażarce i zjedzmy, kiedy najdzie nas ochota. Ale wszyscy, rodzinnie - podkreśla. Pozwólmy sobie czasem na wspólne żywieniowe grzeszki: zjedzmy nachos oglądając film, przygotujmy razem dobry czekoladowy deser w weekend. Jeśli nie będziemy odmawiać sobie i dziecku, szansa, że później ono (i my też, nie oszukujmy się!) rzucimy się na ulubione "zakazane" jedzenie i pochłoniemy je w skandalicznej ilości, maleje.

Z tą opinią zgadza się też Dorota Barańska, która przekonuje, że powinniśmy tak kształtować swoją dietę, aby dawać przykład dziecku. - Dobry przykład nie oznacza jednak, że nie możemy pozwolić sobie na małe grzeszki, co więcej - również dziecku możemy czasami pozwolić na odstępstwa od surowych wymogów racjonalnej diety, tylko niech to będzie działanie świadome i opatrzone odpowiednim komentarzem - przekonuje.

- Jeśli chcemy, żeby dzieci jadły zdrowo to musimy dać im też dostęp do "świństw" - jeśli jest to związane z jakąś szczególną okazją, pozwólmy na to. Ale nie tak, że każde zakupy to chipsy w wózku sklepowym. Jak my grzeszymy za często, to dajemy też grzeszyć dzieciom - podsumowuje Alicja Kalińska.

Więcej o: