1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

"Mówimy córkom: nie jedz, odłóż to, gruba będziesz, jak będziesz tyle jadła..." [WYWIAD]

Jak mój stosunek do własnego ciała wpływa na przyszłość moich dzieci i ich postrzeganie siebie? O rodzicach, którzy wiecznie się odchudzają, liczą kalorie i nie akceptują swojego wyglądu rozmawiamy z Alicją Kalińską, dietetyczką i doradcą żywieniowym.
Karolina Stępniewska: Te wspólne rodzinne posiłki to naprawdę taka ważna sprawa?

Alicja Kalińska: - Oczywiście! W ten sposób mamy okazję uczyć nasze dzieci, nawiązywać z nimi kontakt, to zazwyczaj jedyny moment na spokojną rozmowę o tym, co u kogo słychać. Po posiłku dzieciaki lecą do lekcji, komputera, często zamykają się w swoim pokoju i świecie dla nas niedostępnym.

Ale nie mamy teraz czasu na wspólne jedzenie. W PRL-u po powrocie z pracy były kapcie, gazeta, dwudaniowy obiad i jeszcze był czas pobiec na podwórko i spotkać się z kolegami. Teraz jest wyścig szczurów, w który wtłaczamy nasze dzieci, zapisując je dodatkowo na te wszystkie zajęcia po szkole. My z kolei jesteśmy zaorani, bo trzeba wrócić do domu i ogarnąć sprawy domowe. Jemy więc coraz gorzej, coraz częściej sięgamy po gotowe rzeczy, które jesteśmy w stanie bardzo szybko przygotować.

Najlepiej po prostu wyrzucić puste opakowanie i umyć dwa talerze. Żeby to zmienić potrzeba trochę wysiłku, ale to możliwe, bo da się ugotować obiad w 15-20 minut, tylko trzeba to wcześniej przemyśleć. Jak się otwiera lodówkę, a tam jest tylko światełko, to się nie najemy. Nic więc dziwnego, że zamawiamy coś albo jemy gotową zupkę z torebki.

I dzieci też będą kiedyś zamawiać lub sięgać po gotowce?

- Tak. Dzieci uczą się przez obserwację. Jeśli więc rano mama lub tata - " w kapciach, z petem w dziobie, tuszem w oku" - nie mają nawet czasu, żeby usiąść i napić się z dzieckiem herbaty, zjeść małą kanapkę, to ono patrząc na to przez kilkanaście lat, przyjmuje to jako swoisty model zachowania. W dorosłym życiu będzie nieświadomie to naśladować i na przykład nie będzie jadało śniadań, tylko piło poranną kawę na pusty żołądek.

Czasem nagradzamy się jedzeniem, zwłaszcza, gdy jest nam źle. A jeśli rodzic szuka pocieszenia w jedzeniu, to dziecko też będzie tak robić?

- Może tak się zdarzyć. Albo będzie mieć poczucie winy, że coś zjadło. Jest różnica w tym, jak wychowujemy chłopców, a jak dziewczynki. Większość moich klientek to kobiety, mężczyźni to około 1/3. Mechanizm u kobiet jest zawsze ten sam: karzemy się za to, że coś nam smakuje. Jak złamałyśmy narzucony sobie reżim i zjadłyśmy pół blachy szarlotki, bo teściowa przyniosła obłędne ciasto i popłynęłyśmy, to będziemy to sobie wyrzucać przez 4 miesiące albo i dłużej...

I zamiast mieć przyjemność ze zjedzenia tej obłędnej szarlotki z lodami, będziemy się karać i mówić sobie, że jesteśmy głupie. Same podcinamy sobie skrzydła. A facet? Obliże się, podziękuje i zapyta, kiedy mamusia upiecze następną. Mężczyźni nie mają zazwyczaj takich mechanizmów.

Dlaczego kobiety częściej w to wpadają?

- Bo od małego uczymy małe dziewczynki, że muszą być czyste, szczupłe, grzeczne, najmądrzejsze... Chcemy by się wyróżniały i uważamy, że to, jak wyglądają, w co są ubrane, jak są uczesane, świadczy o nas, rodzicach. Niech pani spojrzy na to, co teraz jest na okładkach magazynów! I to skierowanych do coraz młodszego czytelnika. Piękne, bardzo młode, bardzo szczupłe modelki. Chociaż muszę przyznać, że prasie, już nie dla nastolatek, tylko tej kobiecej, zaczyna to się zmieniać i dopuszczamy rozmiar 40-42 jako normalny. W czasopismach dla nastolatek wciąż tego nie ma.

W PRL-u tego nie było. Nasze matki uczyły nas raczej, jak być zaradnymi i ugotować zupę "na gwoździu" dla czteroosobowej rodziny niż jak być pięknymi. Wtedy nie było takiej potrzeby. A teraz jest na odwrót, a już najlepiej, jak jest wszystko naraz, jak kobieta jest i piękna, i zaradna. I bardzo często chcąc uchronić nasze córki, mówimy im: nie jedz, odłóż to, gruba będziesz, jak będziesz tyle jadła...

Mówimy tak do dzieci?

- Oczywiście, że tak! Bardzo często nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że w tak negatywny sposób próbujemy motywować nasze dzieci. Tylko do czego? Sama się na tym łapię, że mojego młodszego syna strofuję, że już dość, że chce być sportowcem, a za moimi plecami potrafi wydać swoje kieszonkowe na najgorszy, najbardziej napakowany chemią chłam. Ma 10 lat i uwielbia cukier w każdej postaci i po mojej rodzinie ma tendencje do nabierania wagi. Ja pracuję z 10-13-latkami i ich rodzicami, mam skrzywienie zawodowe, mój mąż również, i wiem, ile pracy i wyrzeczeń to kosztuje, kiedy trzeba zgubić 20-30 kilo w tak młodym wieku.

My, matki, też często nie akceptujemy siebie, ciągle chcemy być piękniejsze.

- Strasznie wojujemy teraz z wyglądem. Przecież żeby 23-latka robiła sobie botoks.... Teraz, kiedy jest najpiękniejsza, chce się poprawiać? Co ona zrobi, jak urodzi dwójkę dzieci, a jej ciało się zmieni, zbrzydnie, pojawią się rozstępy, nadwaga nie do ruszenia?

Coraz częściej obserwuję nieumiejętność godzenia się z takimi zmianami, czasami żartuję, że przyjdzie nam odebrać sobie życie, rzucić z mostu. To wynik braku samoakceptacji, niezadowolenia ze swojego wyglądu, który staje się dla nas najważniejszy.

I jak pojawiają się dzieci, to myślimy: ja tę moją córkę od razu wszystkiego nauczę, żeby w przyszłości nie miała moich problemów. A przecież powinniśmy ją nauczyć, że jest piękna, zdolna i poradzi sobie w każdej sytuacji, a nie tego, że musi być chuda. Bo ona później nie będzie się akceptować, będzie o sobie myśleć, że jest gruba, brzydka i nikt jej nie kocha, a kolejne niepowodzenia tylko będą ten stan pogłębiać.

Poczucie winy po szarlotce też się pojawi?

- Oczywiście, że tak. Powinnyśmy przestać bać się gotowania i jedzenia tego, co lubimy, bo jak sobie robimy podział czarne-białe i katujemy się, to jesteśmy złe i sfrustrowane. Lepiej jeść wszystko, tylko mniej.

Jeśli mama ciągle jest na diecie, to jej córka pójdzie w jej ślady? Zacznie zaokrąglać się w wieku dojrzewania i przejmie nawyki mamy?

- Ma duże szanse. Będzie bardzo uważnie patrzyła na jedzenie, traktowała je jako pocieszenie, jako ekwiwalent brakującego szczęścia w życiu. Będzie podjadała gdzieś na boku, żeby nikt nie widział i bała się przyznać przed najbliższymi, że ma problem.

Ale nie zawsze musi tak być. Jest jeszcze milion czynników, które mogą na to wpłynąć. Zdarza się na przykład taka sytuacja, że matka w oczach córki jest piękna i doskonała, ale sama jest z siebie niezadowolona. Przekazuje w ten sposób córce, że nie może zadowalać się tym, co jest, że musi chcieć więcej. A co jak córka jest od mamy grubsza o 20 kg, bo genetycznie poszła w stronę babci ze strony taty? To jest dramat dla tej dziewczyny. Zawsze tłumaczę takim klientkom: nie porównuj się z mamą czy siostrą, skup się na sobie.

Z drugiej strony można też chyba świadomie odrzucić te złe wzorce z domu, prawda? Przepracować je w sobie, może zwrócić się po fachową pomoc? Może nie wszystkim dzieciom stanie się krzywda?

- To prawda, nie ma tu jednego wzorca. Jedna mama jest bardzo ortodoksyjna w dbaniu o siebie, patrzeniu na to, co kładzie na talerz, ale ma dziecko, które jest smakoszem i uwielbia jeść. I jest ono na tyle psychicznie silne, że nie da się stłamsić i wbić w poczucie winy, że coś zjadło, albo że ma 3 kilo więcej niż powinno.

A może się też trafić takie dziecko, które będzie się zamartwiać. Najczęściej będzie to córka: od małego będzie czuła się niedoskonała i zahukana i to jej zostanie na całe życie.

To, o czym rozmawiamy to wierzchołek góry lodowej - problemu wcale nie żywieniowego, tylko nieumiejętności kochania lub choć lubienia samych siebie. Nikt z nas, rodziców, nie ma patentu na wychowanie swoich dzieci, staramy się najlepiej, jak potrafimy czerpiąc z własnych doświadczeń, internetu, telewizji, z coraz to nowszych amerykańskich poradników i tak dalej. A jak tu nauczyć czegoś, czego nas nie nauczono, jak przyznać się do popełniania błędów i niechęci do uczenia się na nich? Jednym słowem nie można wrzucić wszystkich do jednego worka. Każdy z nas jest inny!

Alicja Kalińska - dietetyk i doradca żywieniowy z 13 letnią praktyką, specjalistka z zakresu nauki o żywieniu człowieka, absolwentka Wydziału Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Dyrektorka Centrów Dietetycznych SetPoint. Prywatnie mama Krzyśka, Piotrka i Zosi.

Więcej o: