1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Z dziećmi na ekobazarze: praktyki z ekologii

Dzieci nie raz udowodniły mi, że pogadanki edukacyjne mało zapadają im w pamięć. Jeśli chcę je czegoś nauczyć, to tylko przez działanie. Dlatego po wiedzę z zakresu ekologii idziemy na Bio Bazar. Pod pretekstem zakupów.
Ekologiczne jajka kupuję na straganie niedaleko domu. Makaron z certyfikatem eko znalazłam w drogeriach Rossmann. Warzywa i owoce z ekologicznych upraw dotąd kupowałam przy okazji, gdy w supermarkecie była akurat dostawa. Czasem trafiam na slow foodowy kiermasz i tam zaopatruję się w regionalne specjały, nie zawsze certyfikowane, ale od zaufanych producentów. Marzyło mi się jednak, żeby to wszystko znaleźć pod jednym dachem, by móc wybierać, przebierać i nie zdawać się na przypadek...

Rozważna i ekologiczna

Marzenie się ziściło. Dotarła do mnie wieść, że co sobota w Warszawie, na terenie dawnej fabryki Norblina, stają stragany z produktami ekologicznymi. Na Bio Bazarze można kupić jedzenie i kosmetyki - wszystko certyfikowane, najlepszej jakości.

Byłam ciekawa, czy realia będą równie przyjemne, jak moje fantazje. Bo wyobraziłam sobie siebie, jak w jesiennym słońcu przebieram w koszach z soczystymi pomidorami, wącham pęki ziół, gawędzę ze sprzedawcą o tegorocznych zbiorach jabłek... Z romantycznego nastroju wybijała mnie tylko wizja momentu, kiedy przyjdzie do płacenia za te wszystkie dobra.

Eko od przedszkola

Jest sobota rano, trzeba córki jakoś zachęcić do wstania z łóżek. Obiecuję więc ciekawą wyprawę, która będzie miała sporo wspólnego z ekologią. Obie nastawiają uszy: ekologia to coś, co nie jest im ani obce, ani obojętne. Młodsza chodzi do ekologicznego przedszkola, zbiera plastikowe nakrętki i sortuje śmieci, starsza robi recyclingowane zabawki i wie, co to emisja gazów cieplarnianych. Dzieci potrafią "współodczuwać" z przyrodą. Warto im wyjaśniać pewne mechanizmy, by zrozumiały i przyswoiły sobie zasady postępowania. Tłumaczyć np. dlaczego zakręcamy kran, podczas mycia zębów. Dlaczego kupujemy energooszczędne żarówki, zużyte baterie wrzucamy do specjalnych pojemników, a przeterminowane lekarstwa odnosimy do apteki.

Kuracja oczyszczająca

Tuż za bramą bazaru witają nas dźwięki etnicznej muzyki z barku ze zdrową żywnością. Kusi koktajl ze ostatnich tego sezonu świeżych malin. Pachnie jak w chruśniaku i wybornie smakuje. Puste kubki wyrzucamy do kosza na plastik. Obok stoją jeszcze kosze na papier, szkło i... złe emocje. Dobrze wrzucić tam całą złość i smutek. Pytanie tylko, co z tego będzie po recyclingu?

Rozglądamy się i bardzo się nam podoba to, co widzimy. Nie chodzi tylko o klimat starych zabudowań. Panuje tu bałaganiarski urok, jesienne warzywa pięknie wyglądają w słońcu, pachnie dymem z polowej kuchni, na której ktoś gotuje gęstą, rybną zupę. Ludzie uśmiechają się do siebie, rozmawiają spokojnie, nikt się nie spieszy. Taki widok w Warszawie to rzadkość. Spodoba się wszystkim, którzy czują sentyment do małych miasteczek.

Poczuć miętę

Ale przecież nie dla widoków tu przyjechałyśmy. Zaczynamy zakupy od straganu z warzywami. Wszystkie produkty mają certyfikaty eko. Nie są tak okazałe, jak warzywa i owoce z normalnego sklepu. Nie wyglądają jak odlane z tej samej formy. Moim córkom i synkowi przyjaciółki podobają się malutkie marchewki i wąsate buraki. Każdy inny. Trochę się nimi bawimy, robimy z nich kukiełki; nikt ze sprzedawców nie ma nam tego za złe. Wręcz przeciwnie - dzieci są częstowane jabłkami i winogronami.

Ja też chcę się "poczęstować", ale zapachem, nachylam się nad wiadrem z pęczkami ziół, przekonana, że to mięta. To nie była mięta, tylko pokrzywa. Wyraźnie (i boleśnie) czuję różnicę.

Znaki na skórce

Tłumaczę dzieciom, że te wszystkie warzywa, owoce i zioła są bardzo dobre i zdrowe, bo rosły w czystej ziemi, podlewane czystą wodą, nikt ich nie posypywał sztucznymi nawozami ani chemicznymi środkami ochrony roślin. Zaczynamy się zastanawiać, jak można chronić rośliny przed szkodnikami bez użycia chemii. Brzmi to staromodnie, ale - tak! - chronią je np. biedronki i ptaki. Sadzi się też obok siebie rośliny, które się wzajemnie o siebie "troszczą", chronią przed szkodnikami. Oglądamy jabłka. Pokazuję ciemne plamki na ich skórce. Nie są szkodliwe dla zdrowia, można je bez obaw zjeść, a jeśli ktoś nie chce, wykrawa po prostu ten kawałek nożem. Jabłka, które kupujemy w supermarkecie mają idealnie gładką skórkę, błyszczącą, bez żadnej skazy. Są poddawane działaniu silnej chemii, która nie jest obojętna dla zdrowia.

Naturalnie świeże

Kupujemy chleb na kolację. Są tylko duże bochny - aż tyle nie zjemy. Sprzedawczyni uspokaja: ten chleb jest wytwarzany na naturalnym zakwasie, bardzo długo zachowuje świeżość. W domu mamy go wyjąć z torby, zawinąć w płócienną ściereczkę, a do następnej soboty będzie smaczny. Ja płacę, a dziewczynki przyglądają się wtopionemu w skórkę liściowi chrzanu, który wygląda, jak skrzydło wielkiego motyla.

Co do chleba? Wielkie koła sera wyglądają malowniczo, ale czy dziewczynkom przypadnie do gustu coś, co smakiem odbiega od znanego im żółtego sera lub zwykłego twarogu? Sprzedawczyni rozumie, w czym rzecz, kroi cienkie płatki sera na spróbowanie. Starsza córka z właściwym sobie zamiłowaniem do ostrych smaków wybiera bundz z czosnkiem niedźwiedzim. I prosi: "Pójdziemy do ryb? Kupimy łososia?".

Czas połowów

Idziemy zatem do ryb. Stoisko wygląda okazale - na górze kruszonego lodu leżą świeże ryby - naprawdę świeże! Widać to po wyglądzie ich skrzeli, po gładkiej, lśniącej skórze. I po zapachu, którego... prawie nie ma. Stojąc w kolejce, orientuję się, że przychodzą tu wytrawni i bardzo świadomi klienci. Pan przede mną pyta, czy za tydzień będą już dorsze, bo sezon połowów się zaczyna. Niewiarygodne. Sezon połowów! To sugeruje, że ryba, którą klient zamierza kupić teraz, jeszcze pływa w morzu, że jej połów ma coś wspólnego z naturalnym rytmem natury. Nigdy mi to nie przyszło do głowy, gdy kupowałam w supermarkecie mrożony filet o kształcie rybopodobnym. Zakupy w ogóle stają się - również dla mnie - solidną edukacją. Proszę o wędzonego łososia, a sprzedawczyni docieka: wędzony na ciepło? na zimno? Dowiaduję się, że na ciepło będzie bardziej kruchy, o luźniejszej strukturze, ten wędzony na zimno przypomina raczej zwartą, różową polędwicę. I którego tu wybrać?

Prawo do wybiegu

Kupujemy jajka. Dziewczynki wiedzą już, o co chodzi ze stemplem, nie raz towarzyszyły mi w poszukiwaniu eko-jajek w zwykłym sklepie. Na początku stempla ma być "0", bo to oznacza, że kura, która je zniosła, chodzi po wybiegu, ma dobre warunki życia, jest zdrowa i zadowolona z życia. Los niosek produkujących jaja z "3" na stemplu opisałam w miarę enigmatycznie, bez szczegółów dotyczących obcinania dziobów.

Oglądamy, rozmawiamy ze sprzedawcami - takie tu panują zwyczaje. Każdy chce się dowiedzieć, posmakować, być przekonanym do zakupu. Próbujemy przetworów, miodu, oryginalnej tarty z gruszką i lawendą. Dziewczynki oglądają wielgachny sękacz, istne dzieło sztuki.. Ciast jednak nie kupujemy, wolimy upiec w domu (po to między innymi te jajka oraz prawdziwe masło i aromatyczne antonówki - będzie szarlotka). Ale skończyła nam się w domu czekolada, a to jest ten rodzaj słodyczy, na które (w stosownych ilościach) można sobie pozwolić.

Uczciwy handel

Na opakowaniu czekolady, oprócz charakterystycznego zielonego listka - symbolu rolnictwa ekologicznego, widnieje kolejne oznaczenie: Fair trade. Pytam starszą córkę, czy zna angielskie słowa "fair trade" "Fair" zna, wiadomo - "fair play". Ale "trade"? "To handel" - podpowiadam. "Uczciwy handel polega na tym, że..." rozpędzam się i orientuję, że nie bardzo wiem, jak to wyjaśnić. "...że nikt nie jest wyzyskiwany...?". "Pamiętacie Zgredka, skrzata domowego w Harrym Potterze? - pytam. Pamiętają. "Pamiętacie, że musiał ciężko pracować, nie dostawał za to nic, był bardzo źle traktowany i nosił paskudną szmatę, jedyne ubranie, jakie dał mu jego pan?". Ten fragment nie umknął ich uwadze.

Opowiadam o plantacjach kakaowców, o tym, że często zatrudniane są tam dzieci, że muszą pracować, zamiast bawić się i chodzić do szkoły, że pracownicy nie dostają godziwej zapłaty. I o tym, że niektórzy producenci nie zgadzają się na takie postępowanie, że chcą być dobrzy i uczciwi i właśnie ich produkty noszą znaczek "fair trade". Uff, udało się. Dziewczyny zrozumiały. Nawet to, że lepiej kupić jedną bardzo dobrą czekoladę ze znaczkiem "fair trade" niż dwie tańsze, ale niekoniecznie "dobre".

Ceny na miarę

Jestem zaskoczona cenami - sądziłam, że będą wyższe. Rodzime warzywa i owoce są tylko trochę droższe niż na klasycznym bazarku. Istotnie droższe były banany - 11 zł za kilogram to dużo, ale jaka jakość! Prawdziwe żółte banany, a nie zielono-brązowe kiście unurzane w chemicznych utrwalaczach pozwalających na dalekomorski transport.

Produkty ekologiczne są droższe od tych z masowych upraw i hodowli. To zrozumiałe. Zanim zbierze się i sprzeda plon, trzeba długo czekać, aż ziemia przejdzie kwarantannę, trzeba zadbać o to, by na każdym etapie produkcji używać tego, co ekologiczne (ziarno na siew, pasze dla zwierząt) i wolne od skażeń. Zwierzęta hodowlane muszą mieć zapewniony wybieg, dobre warunki egzystencji, nie są profilaktycznie karmione antybiotykami, trzeba je chronić przed chorobami w sposób bardziej czasochłonny i kosztowny. Surowe obostrzenia dotyczą także przechowywania i przetwarzania produktów rolnych. Nie może być w nich konserwantów, polepszaczy, substancji wzmacniających smak.

Bez strat

Zaglądam do toreb (ekologicznych) i do portfela. Specjalnie nie wzięłam zbyt dużo gotówki, by oprzeć się pokusom. Kupiłam to, czego naprawdę potrzebujemy. Na szczęście nic tu nie było "w promocji", w wielopaku, nikt nie próbował namówić mnie na coś, czego tak naprawdę nie potrzebowałam. Wszystko, co kupiłam jesteśmy w stanie zjeść bez wyrzucania resztek.

Wyprawa dobiega końca, wracamy do domu. Zastanawiam się, czy w głowach dzieci zostanie jakiś ważny przekaz. Na pewno chcą znów jechać na "ten bazar" - taka jest siła doznań, które mocno działają na zmysły: smaku, zapachu, dotyku. Ale chyba zostanie coś jeszcze. Tak sądzę, bo mimochodem zobaczyłam, jak młodsza córka uważnie przygląda się jabłkom kupionym poprzedniego dnia w osiedlowym sklepie i porównuje je z tymi ekologicznymi.

Chodziło mi właśnie o tę uwagę.

Więcej o: