1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Radość jedzenia

Od kiedy trzydzieści lat temu założyłem rodzinę, codziennie zajmuję się przygotowaniem wspólnych posiłków. Praca w kuchni nigdy nie była dla mnie ciężarem. Przeciwnie, uważałem ją za przywilej i jedyną w swoim rodzaju możliwość czynnej troski o bliskich - pisze słynny duński terapeuta i pedagog Jesper Juul, autor książek dla rodziców. Jego nowa książka dotyczy rodzinnych posiłków. Oto jej fragmenty.
Większość dzieci w naszej części świata jest w tej szczęśliwej sytuacji, że pierwszy tysiąc posiłków spożywa w poczuciu bliskości, troski, bezpieczeństwa i miłości. Oprócz idealnych wartości odżywczych pokarm matki inicjuje także dobry związek między rodzicem i dzieckiem. Te pierwsze posiłki odciskają w człowieku pewien wzór. Dzięki temu jedzenie na całe życie staje się czymś więcej niż tylko sposobem zaopatrywania się w składniki odżywcze.

Karmienie i bliskość

Nie wszystkie posiłki pierwszych lat życia są jednakowo udane. Młode matki mają często trudności z utrzymaniem kontroli nad niekończącym się strumieniem potrzeb małego dziecka i reagowaniem na nie. Konieczność przesunięcia na drugi plan własnych potrzeb także budzi w nich mieszane uczucia. Czy matki kładą niemowlęta przy piersi, żeby je nakarmić, czy dlatego, że same potrzebują bliskości? Czy w karmieniu kierują się otrzymywanymi od nich sygnałami, czy raczej powoduje nimi lęk, żeby nie zrobić czegoś niewłaściwego? Czy są przygotowane na zmienność apetytu dziecka, czy też lękliwie przypisują sobie winę za brak zainteresowania pokarmem? Czy pierwsze posiłki są naturalną i integralną częścią życia rodziny, czy raczej niemowlę znajduje się na piedestale, a rodzice tworzą tylko podziwiającą widownię?

A jak radzą sobie ojcowie? Czy troszczą się o partnerkę, by porządnie odżywiała się w tym czasie i by cała uwaga nie została skierowana w stronę dziecka? Jak zachowują się, kiedy mogą sami podać mu butelkę z mlekiem czy łyżkę kaszki? Czy występują wtedy jako zastępcy, którzy mają tylko pozwolić dziecku opróżnić butelkę do określonego miejsca, czy raczej wykorzystują okazję, aby pogłębić wspólną relację? Czy angażują się całym sercem, z radością, niepewnością, czy może zostawiają niemowlę przy matce, jak tylko poczują się trochę niepewnie? Odpowiedzi na te pytania i wiele innych decydują nie tylko o charakterze posiłków w pierwszym roku życia dziecka, ale także kładą podwaliny pod wszystkie nadchodzące lata. Posiłki na zawsze pozostaną szczególną mieszkanką jedzenia, kontaktu i troski.

Prawo do wyboru

Dzieci potrafią przejąć odpowiedzialność za swój apetyt i swój smak, a ich reakcje na określone potrawy są zawsze autentyczne. Wiedzą, kiedy czują głód i kiedy są najedzone. Dlatego nie ma obawy, żeby miały umrzeć z głodu albo utyć, jeśli pozostawi się je samym sobie. Dzieci posiadają wyjątkowo czułe kubki smakowe, których mógłby pozazdrościć im niejeden smakosz lub sommelier. Jednak ich smak zmienia się tak samo jak u dorosłych. Większość dzieci przechodzi przez okresy, kiedy najchętniej jada jedną, określoną potrawę, i to codziennie! Tylko od rodziców zależy - od ich nastawienia, czasu i pieniędzy - czy im na to pozwolić. Powiedzenie ,,stop'' w dowolnym momencie nie jest problemem. Proszę jednak nie używać przy tym wymówek podważających głos apetytu dziecka ani nie robić uczonego wykładu na temat zdrowego odżywiania się. Wystarczy po prostu powiedzieć: ,,Dzisiaj ci tego nie ugotuję''.

Jeśli ktoś potrafi z uśmiechem na ustach codziennie przez trzy miesiące serwować swojemu dziecku spaghetti z sosem mięsnym, to proszę bardzo! Kto tego nie potrafi, lepiej niech się nie zmusza. Zawsze źle się to kończy dla rodziny, gdy rodzice prowadzą podwójną grę tylko dla świętego spokoju w domu. Jeśli dorośli manipulują w taki sposób dziećmi, nauczą je w przyszłości manipulować ich dziećmi.

Strawa dla oka

Gdy dzieci jedzą już inne rzeczy oprócz kaszki, dobrze jest, by miały na talerzu coś podobnego do tego, co dorośli. Nie musi to być od razu ta sama potrawa. Należy też pamiętać, że dzieci odbierają jedzenie estetycznie, dlatego mięsa i ryby nie powinno się mieszać na talerzu razem z warzywami ani od razu kroić na kawałki warzyw usmażonych w woku, ponieważ tracą swe wyraziste kolory. Nawet kiedy wiemy, że dziecko nie jest w stanie zjeść dużych kawałków, trzeba pozwolić mu cieszyć się chwilę widokiem warzyw i dopiero potem je pokroić na mniejsze porcje. To samo dotyczy zrazów lub kotletów z sosem i ziemniakami. Niech poleżą chwilę na talerzu, żeby dziecko mogło zobaczyć, że je to samo co dorośli, a potem zaoferować pomoc przy ich krojeniu lub rozgniataniu widelcem ziemniaków. Spotkałem wielu rodziców, którzy twierdzili, że ich dzieci wzbraniają się przed jedzeniem warzyw. Zazwyczaj okazywało się, że nie chcą jeść tych smacznych rzeczy tylko dlatego, że były nie do poznania posiekane i rozdrobnione.

Z szacunkiem dla upodobań

Nieraz zastanawiałem się nad tym, jak wielkie różnice zachodzą między tym, jak traktujemy swoje dzieci, a tym, jak traktujemy przyjaciół. Gdy zapraszamy znajomych na kolację, jest dla nas niesamowicie ważne, żeby postawić na stole coś, co przypadnie im do gustu, i zależy nam, żeby przy stole panowała dobra atmosfera. Uważamy wręcz, że taka kolacja jest doskonałą okazją, aby pokazać im, jak bardzo cenimy ich przyjaźń. Jak to możliwe, że swoich dzieci nie umiemy traktować równie dobrze? Jak to możliwe, że tak łatwo irytuje nas, kiedy mamy dla nich zrobić to, co dla przyjaciół robimy z przyjemnością: przygotować kilka pulpetów bez cebuli albo nie dodawać czosnku do pieczeni? Zamiast ziemniaków podać makaron albo prócz kotletów usmażyć jedną rybę?

W czasach, gdy sam byłem dzieckiem, większość rodziców powiedziałaby pewnie: "Nie jesteś w hotelu!", co znaczyłoby: mama ma już i tak wystarczająco dużo pracy. Ta mama, która każdego dnia tak bardzo starała się, aby zadowolić kubki smakowe swojego męża.

Rodzice powiedzą być może: "No tak, ale to my odpowiadamy za nauczenie dzieci zdrowych nawyków żywieniowych i dbamy, żeby dostały to, czego potrzebują". Jasne, ale czy to znaczy, że kiedy staracie się nauczyć dziecko odpowiedniego rytmu snu, będziecie kłaść je do łóżka wtedy, kiedy nie jest śpiące? Albo pomagając mu przełamać lęk przed wodą, wrzucicie je do basenu?

Więcej o:
Komentarze (1)
Radość jedzenia
Zaloguj się
  • panizalewska

    0

    Super tekst! Proszę o więcej! :)
    Swoją drogą zawsze mnie zastanawiało - nie tylko w kwestiach gastronomicznych, ale w ogóle w kwestii szacunku do drugiego człowieka, jak to jest z rodzicami. Czy pozwoliliby sobie na te same zachowania wobec swoich najbliższych przyjaciół?
    Ale to inna historia

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX