1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

U nas makaron z serem, a w Berlinie? Oto, co jedzą uczniowie w różnych krajach [PORÓWNUJEMY]

Mali Francuzi jedzą w szkołach 4-daniowy obiad i są szczupli, a dzieci w Polsce czy USA tyją w zatrważającym tempie. Co jedzą uczniowie w różnych krajach?

Szkolne obiady przykładowe jadłospisyeDziecko.pl

Tygodniowe jadłospisy z różnych części świata tutaj

Polska: nie ma nutelli i słodkich bułek


Zasmażana kapusta i schabowe smażone na głębokim oleju to przeszłość. Swawola w gotowaniu dla szkolnych dzieci skończyła się, kiedy minister zdrowia wydał rozporządzanie, że posiłki w polskich szkołach mają być zdrowe, pełnowartościowe i lekkie.

Od września obiady dzieci szkolnych są komponowane przez dietetyków, zbilansowane pod kątem składników odżywczych. Na czym dokłądnie polega ta rewolucja? W skrócie wygląda to tak: na obiad nie więcej niż 2 gramy soli na ucznia, kompot  słodzony miodem. Nie ma nutelli i słodkich bułek. Jeśli smażone, to tylko na oleju rzepakowym, zero konserwantów i koncentratów spożywczych. Czy nowe znaczy smaczne?

Obiady z polskich stołówek szkolnych są zadziwiająco podobne do tych, które serwowano nam w dzieciństwie.Obiady z polskich stołówek szkolnych są zadziwiająco podobne do tych, które serwowano nam w dzieciństwie. Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta

- Syn nie narzeka na smak, wyłącznie na zbyt małe porcje. W domu nie jest przyzwyczajony do słonych czy do bardzo słodkich smaków, pewnie też dlatego i nie przeszkadzają mu zmiany na szkolnej stołówce. Śledzę tygodniowy jadłospis w szkole syna, jest różnorodny, np. w poniedziałek jedli makaron z truskawkami, w piątek rybny kotlecik z surówką. Po każdym obiedzie dzieci dostają owoc i to jest fajne - mówi mama 6-letniego Jasia, który w tym roku rozpoczął naukę w żoliborskiej państwowej podstawówce. Tygodniowy jadłospis chłopca został podany jako przykład w naszej infografice.

Polscy uczniowie od kilku lat plasują się w czołówce jednych z najszybciej tyjących dzieci w Europie. Według raportu Światowej Organizacji Zdrowia aż 29 proc. polskich 11-latków ma nadwagę, wśród 13-latków jest niewiele lepiej, bo na otyłość cierpi co czwarty z nich. Według najnowszych badań Instytutu Żywności i Żywienia polskie dzieci tyją najszybciej w Europie.

Stany Zjednoczone: ciemny chleb jest obrzydliwy, chude mleko beznadziejne


Amerykanie, rewolucję na szkolnych obiadowych talerzach, rozpoczęli  kilka lat temu. Mają zatem większe doświadczenie od nas. Tam w 2012 roku weszło w życie opracowane i zalecone przez Michelle Obamę (nieobowiązkowe) prawo dotyczące zdrowego karmienia dzieci w szkołach.

Wydawało się, że kaloryczność jedzenia na stołówkach nieco obniży się, ale amerykańskie dzieci uznały - chętnie dzieląc się swoimi opiniami na serwisach społecznościowych - że ciemny chleb jest obrzydliwy, chude mleko beznadziejne, pozbawione tłuszczu napoje czekoladowe do niczego się nie nadają.  Program Michelle Obamy nie spotkał się z entuzjazmem. Szkolne stołówki, w obliczu bankructwa, wycofują się z niego. Nie pomaga nawet fakt, że przyjęcie przez stołówki nowych zasad oznacza dofinansowane ze strony rządu.

Na tacach z dziecięcym jedzeniem wciąż lądują burgery, frytki, a dla polepszenia beznadziejnej sytuacji, eksperci żywieniowi są skłonni uznać, że keczup to warzywo.

DKelly Ferrer displays her lunch consisting of vegetables, whole wheat bread, fruit, and lowfat milk in the cafeteria at Mill Creek Elementary School in Kissimmee, Fla. Monday, Feb. 21, 2005. Mill Creek Elementary is one of six schools taking part in a study by a research center founded by Dr. Arthur Agatston, the author ofAmerykański obiad ze stołówki to najczęściej kawałek pizzy, burgery, meksykańskie taco lub burrito, macaroni & cheese (makaron z serem, jedno z ulubionych dań małych Amerykanów), kanapka z grillowanym serem. Do tego często dołączona jest niewielka paczka chipsów ziemniaczanych lub krakersów, gotowana kukurydza, frytki. Fot. PETER COSGROVE / East News

Wielka Brytania: wokoło szkół  są fast-foody. I to tanie


Anglicy od małego przyzwyczajani do paluszków rybnych, kurczakowych nugetssów i frytek, ciężko sobie radzą z oswajaniem zdrowej kuchni.

- Co z tego, że w szkołach panuje zdrowe jedzenie, skoro wokoło szkół (niemal wszędzie) są fast-foody? I to tanie, z burgerami za funta. Nawet mój Julek, portowiec, łazi tam od czasu do czasu - skarży się Dariusz Zeller, dziennikarz  londyńskiego tygodnika "Cooltura", tata samotnie wychowujący trzech chłopców: 14-letniego Julka i prawie 8-letnich bliźniaków: Miłosza i Maksymiliana.

Miłosz i Maksymilian uczęszczają do londyńskiej katolickiej podstawówki Rosary Catholic Primery School i według relacji ich taty zjadają szkolne obiady z apetytem. Na stołówce w szkole chłopców króluje zielony groszek, kurczak w sosie curry, pieczeń wieprzowa. (Szczegółowe szkolne menu bliźniaków w infografice)

- Chłopcy, na szczęście, polubili brytyjską kuchnię.  Jak to dzieci, jak wszyscy jedzą, to wszyscy. To ważne, gdyż w przeciwnym razie zmuszony byłbym szykować im jedzenie do szkoły w domu.  A tak mam przynajmniej tę wygodę, że zjedzą w szkole. Ale codziennie trzeba im dodatkowo dawać do szkoły także owoce - jabłka, banany itp. - do wyboru. To przykaz odgórny, szkoła zarządziła - opowiada tata bliźniaków.

^(1711988j)  Girls School Dinner Blog Becomes Internet Hit A 9-year-olds blog about her terrible school dinners has become an internet sensation.  Martha Payne began photographing her lunch each day and posted the images online as part of a project with her father.   Pathetic offerings snapped by the Scottish youngster include a meal consisting of an anaemic burger, two potato croquettes a few cucumber slices and an ice lolly.  The photos appear on her blog NeverSeconds alongside her comments about each.  In regards to the burger meal, she wrote: Todays meal was on the menu as cheeseburger and ice cream/biscuit but as you can see I got an ice lolly. I prefer ice cream. I wish they had stuck to the menuZdjęcie przedstawia szkolny obiad ze szkoły podstawowej w Szkocji. Co podano uczniom tego dnia? Burgera, kilka plasterków zielonego ogórka, 2 krokiety ziemniaczane. Na deser lody z soku owocowego. Fot. REX FEATURES / East News

Polscy i amerykańscy uczniowie jedzą za szybko?


Mały Francuz ma zagwarantowane przez Ministerstwo Edukacji przynajmniej pół godziny na zjedzenie swojego - często czterodaniowego - ciepłego obiadu. Bez pośpiechu, bez poganiania, z  należytym szacunkiem, jakim Francuzi obdarzają swoją kuchnię.

Nie wszędzie jednak przywiązuje się taką uwagę do tego, aby dzieci miały czas spokojnie zjeść obiad. Amerykańskie mamy, aktywistki, alarmują w sieci, że ich dzieci czasami mają zaledwie 8 minut no to, aby zjeść coś ciepłego. U  nas nad Wisłą też niekiedy brakuje czasu.

- Przerwa obiadowa w szkole mojego syna trwa 30 minut, ale poprzez nagromadzenie roczników nie ma stałej godziny posiłków. Dzieci jedzą między 11.00 a 15.00 i nigdy nie wiadomo do końca, czy dziecko pod koniec dnia nie jest głodne. Skoro jadł o 11.00, to do 17.000 mija sporo godzin bez jedzenia. Daję dziecku drugie śniadanie, ale syn je z kolegami na świetlicy w okolicach 10.00. I grany jest automat z przekąskami - opowiada mama Jasia.

Japonia: dzieci jedzą ciepłe


To o śniadaniu mówi się, że jest najważniejszym posiłkiem, jednak w przypadku dzieci, które spędzają w szkole po kilka godzin, to obiad serwowany na stołówce okazuje się tym najważniejszym i często jedynym ciepłym posiłkiem dnia.

- Wszystkie dzieci w klasie mojego syna mają wykupione obiady. Bo jak inaczej, skoro dzieci są w szkole od 8.00 do 16.30? Nie chcę, żeby syn jechał cały dzień na kanapkach. I tak dostaje jeszcze coś z domu do śniadaniówki - owoce, warzywa, kanapkę albo naleśnika. Martwi mnie jednak, czy on zjada te szkolne obiady. W przedszkolu dzieci miały podtykane miseczki i talerze pod nos. Tutaj mogą decydować i część np. odmawia zupy, surówki, sałaty, ryby. Nie mam więc żadnej informacji - z innego niż to co mi syn powie - źródła, na temat tego, czy je i co dokładnie je - martwi się Magda, mama pierwszoklasisty z warszawskiej podstawówki z Wilczej.

Tak wygląda jadłospis ze szkoły podstawowej nr 1 im. Gustawa Morcinka, Warszawa, ul. Wilcza. Fot. archiwum prywatneTak wygląda jadłospis ze szkoły podstawowej nr 1 im. Gustawa Morcinka, Warszawa, ul. Wilcza. Fot. archiwum prywatne

To, co dziecko je od najwcześniejszych lat buduje nie tylko jego potencjał zdrowotny na całe życie, ale i kulinarny gust. Wystarczy zajrzeć np. do jadłospisu japońskich uczniów. Tam dzieci od małego są przyzwyczajane do ciepłych posiłków: zup, ryb, ryżu. W szkole japońskie dzieci surowe owoce i warzywa dostają sporadycznie Ich kubki smakowe od najmłodszych lat radzą sobie z wodorostami i kiełkami rzodkiewki. I chociaż w szkołach nie serwuje się suszi, to ryba często gości na talerzach małych Japończyków. To np.  makrela z ryżem i szpinakiem, który w Japonii cieszy się dużo lepszą sławą, zwłaszcza wśród dzieci, niż w Polsce. Dlaczego tak jest?

Francja: wzorowi uczniowie jedzą wszystko i nie wybrzydzają

Otyli Amerykanie, Brytyjczycy, a od kilku lat i my coraz częściej spoglądamy na Francuzów zazdrosnym okiem. Co oni robią, że pomimo tego, że ich dzieci dostają w szkole  - i to czasami o 16.00 godzinie - wołowinę, kawał białej bagietki z serkiem brie  i  - o zgrozo - czekoladowe ciastko, nie mają problemu z tyciem wśród dzieci? (dokładny jadłospis małych Francuzów w naszej infografice)

Tak wygląda drugie danie obiadu z jednej z francuskich szkół. Fot: screen z youtube/School Lunches Around The WorldTak wygląda drugie danie obiadu z jednej z francuskich szkół. Fot:screen z youtube/School Lunches Around The World

Tak wygląda trzecie danie, które wchodzi w skład obiadu francuskiego ucznia. Fot: screen z youtube/School Lunches Around The WorldTak wygląda trzecie danie, które wchodzi w skład obiadu francuskiego ucznia. Fot: screen z youtube/School Lunches Around The World

Patrząc na Francuzów okazuje się, że nie zawsze chodzi o to, aby obiad był chudy, odtłuszczony, pozbawiony tłuszczu i węglowodanów. Ważna jest też atmosfera, w jakiej jemy obiad i czas który przeznaczamy na posiłek. Młodzi rodzice we Francji, jeszcze kiedy dziecko jest w pieluchach, dostają od pediatrów listę produktów, które należy wprowadzić do menu dziecka przed ukończeniem czwartego roku życia.  Na liście jest nie tylko ser typu brie (często serwowany na szkolnych stołówkach), ale i cykoria, awokado, marynowane świńskie ryjki. Mali Francuzi nowe smaki próbują po kilka/kilkanaście razy, dotąd aż się z nimi oswoją. Kiedy ruszają do szkoły, nie przeraża ich, ani zielona sałata, ani pasztet. Uczniowie nad Sekwaną jedzą wszystko, nie wybrzydzają, a co najważniejsze nie zmagają się z epidemią otyłości.

Więcej szkolnych, obiadowych talerzy z różnych zakątków świata w naszej galerii zdjęć.

Więcej o:
Komentarze (138)
U nas makaron z serem, a w Berlinie? Oto, co jedzą uczniowie w różnych krajach [PORÓWNUJEMY]
Zaloguj się
  • nikalaj

    Oceniono 303 razy 283

    Dobrze, że pod lupą jest obiad szkolny bo to on jest tutaj kluczowym czynnikiem tycia dzieci. Nie to, że rano czokapiki i neskłiki, po drodze marsy, w przerwie czipsy, po szkole tak zwany jogurt z czekoladowymi kulkami na kolację kajzerka z dżemikiem z biedry.

  • ginztonickiem

    Oceniono 182 razy 148

    wczoraj z osłupieniem oglądałem zakupy pewnej mamy z ok.10 letnim dzieckiem, czipsy, chrupki kukurydziane, kilka paczek herbatników różnych, wielka cola, oranżada, garść mlecznych mini batonów a przy kasie jeszcze kilka czekoladowych monet. Bachor wyglądał jak tucznik.

  • fakit.pl

    Oceniono 130 razy 118

    Co to jest BATON ZBOŻOWY?
    Pewnie jakieś musli zalane cukrem albo syropem fruktozowym...

  • emk77

    Oceniono 110 razy 104

    Patrząc na szerokie grono znajomych to widać jeden trend. Odchodzenie od gotowania w domu i różnorodności posiłków. Dzieci nie mają wzorców z domu, brak jest kultury jedzenia i szanowania żywności więc jest to co jest. Przykład 11 letniej córki mojej dobrej znajomej, ,, ona je tylko frytki, kurczaka i rosół, ewentualnie pomidorową". Przecież to ewidentny przykład niewłaściwego podejścia do odżywiania w tej rodzinie. Takie rzeczy nie biorą się znikąd. Rodzice, zmądrzejmy.

  • mimo5

    Oceniono 109 razy 93

    Co za bzdury, w moich młodych latach jadało się co było aktualnie serwowane, w pseudo stołówce można było kupić drożdżówkę i kawę, ale za to z niecierpliwością oczekiwało się na lekcje WF-u (nie pamiętam, aby ktoś był zwalniany z tych lekcji), a po szkole grało się w piłkę, czy w tenisa (mimo braku kortów), kilometrami jeździło się na rowerach, a zimą woźny polewał szkolne boisko wodą, które zamieniało się w lodowisko, montował 2 lampy i jeździło się do późnego wieczora na łyżwach, grało w hokeja itp. I jakoś nie było grubasów. W lecie poza zajęciami szkolnymi organizowane były różnego rodzaju zawody lekkoatletyczne w ramach SKS-sów (istnieje dzisiaj coś takiego?)

  • valtho

    Oceniono 99 razy 91

    Francuskie dzieci jedzą posiłki o stałych porach i nie podjadaja między nimi. Obiad w szkole jest 12-13, a nie 16. Około 16 w podstawówkach kończą się lekcje.

  • jmareckki

    Oceniono 73 razy 65

    Problemem jest utylitarne podejście drogich rodaków do kwestii jedzenia - nawpychać się byle czego na szybko, a wspólny, spokojny obiad to od święta. Koleżanki mojej nastoletniej córki żywią się płatkami, mrożoną pizzą czy odgrzewaną w mikrofali garmażerą - czyli wszystkim tym, co mogą sobie przygotować same ponieważ rodzice są zmęczeni i nie mają czasu na bawienie się w obiady w tygodniu, albo nie ma ich w domu w jakiejś cywilizowanej porze odpowiedniej na jedzenie (a przecież po pracy są zbyt zmęczeni i zajęci odpoczynkiem przy TV, żeby przygotować pociesze choć namiastkę obiadu do odgrzania). Dzieci przenoszą te nawyki do szkoły, wspierane przez nauczycieli o takim samym podejściu do jedzenia. W szkolnej stołówce mojego dziecka menu powalało na kolana każdego, kto choć trochę ma szacunku dla kultury jedzenia i swojego i swojej rodziny zdrowia - rozciapkane kawałki rozgotowanego makaronu z mięsną breją wymieszaną z koncentratem pomidorowym, jajo na twardo w sosie musztardowym z ziemniakami, plaster mortadeli zasmażony w jajku, rozmamłany naleśnik z twarogiem, od wielkiego dzwonu zesmażone na wiór paluszki rybne. Komuna tam trwa w najlepsze! Próbując coś z tym zrobić, słyszałem wciąż od dyrekcji, że tam przecież nawet nauczyciele jedzą i sobie chwalą, że smaczne! Ręce opadają, a zatwardziałym kucharkom - paniom bufetowym tkwiącym mentalnie w PRL-u w głowie się nie mieści, że dla większej grupy można coś ugotować zdrowo i smacznie nawet za trzy zeta od łba! Nic więc nie dadzą narodowo-rządowe programy walki z otyłością, jeśli nam się podoba i smakuje jak jest. Swego czasu próbował tego typu akcje prowadzić Jamie Olivier w szkołach w UK i USA i poległ - dzieci przemycały z domu czipsy i burgery, wtykane im przez rodziców, bo w szkole tym zielskiem przecież się biedactwa zagłodzone nie najedzą.

    Moje dziecko jedzące dzień w dzień obiad z rodzicami (czasem nawet o 18, bo trudno wszystkich zebrać wcześniej razem) jest wśród swoich koleżanek i kolegów nierozumianym ewenementem. Jeśli musi wcześniej coś sobie odgrzać, to zawsze ma jakąś domową zupkę, którą można zrobić w 15 minut (kolejne 45 zupka sama sobie pyrkocze dochodząc na kuchence, nie zabiera czasu na odpoczynek zmęczonych rodziców). Jeśli już garmaż, to bez chemii i glutaminianu (coraz więcej go w sklepach, bogu dzięki pojawiają się rozsądne produkty za śmieszne pieniądze dla ludzi, którzy szukają czegoś innego niż chińska zupka czy mrożone pierogi). A do szkoły zamiast ścierwa ze stołówki- kilka kanapek z żytnim pieczywem (razowe nie przeszło), wędliną zrobioną w 100% z mięsa, a nie chemii i sałatą i obowiązkowo jabłko, marchewki, pomidorki koktajlowe itp. Do picia woda, a nie "nektar z owoców 100%" :) I nie to, że się chwalę, bo czasem czuję się jak jakiś miłośnik survivalu próbując wytrwać w żywieniowej normalności. W pracy też zresztą jestem jednym z niewielu osobników jedzących na lunch coś, co można nazwać obiadem, bo sztandarowym produktem królującym wśród mojego koleżeństwa to biedronowe parówy z mikrofali zalane keczupem, chleb z rozpuszczonym serem w tosterze czy mrożona pizza. I co z tego, że to słynne "korpo", skoro świadomość kulinarna na poziomie chłoporobotnika z minionej epoki? Muszą minąć chyba pokolenia, zanim wykształcimy w sobie narodowe przekonanie, że jedzenie to też element kultury różniący nas od zwierząt.

    Smacznego ;)

  • camelot88

    Oceniono 61 razy 59

    To nie przez szkolne jedzenie nasi uczniowie tyją. Przypatrzmy się natomiast co ci uczniowie jedzą po lekcjach czy w domach; chipsy, chrupki, batony, nutella itp.. I na to wszystko ich rodzice pozwalają. Nie wylewajmy żali na szkołę bo to ona nie jest winna. Nawyki żywieniowe są wynoszone z domu rodzinnego.

  • ruda.wydra

    Oceniono 64 razy 58

    Wystarczy by obiad był ok 13 a lekcje wf obowiązkowe i to 3 razy w tygodniu. Regularność posiłków i ruch załatwi sprawę.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX