Pytania przed porodem

To już ostatnie tygodnie ciąży. Z jednej strony jesteś skupiona na tym, co się dzieje z twoim ciałem, a z drugiej coraz częściej myślisz o zbliżającym się spotkaniu z dzieckiem. I masz wiele pytań. Postaramy się na nie odpowiedzieć.
CZY TO NORMALNE, ŻE DZIECKO TERAZ RZADZIEJ SIĘ PORUSZA?

Po prostu maluch jest już całkiem spory i w ciasnym brzuchu mamy ma mało miejsca na gimnastykę i w ogóle zmianę pozycji. Teraz więc dziecko raczej rozpycha się w macicy, a nie kopie czy fika. Jego ruchy stają się łagodniejsze i rzadsze.

Warto je obserwować. Raz, dwa razy dziennie połóż się (najlepiej godzinę po posiłku) i spróbuj spokojnie je policzyć. W ciągu godziny powinno być ich co najmniej dziesięć. Nie wpadaj jednak w panikę, jeśli przez kilkanaście lub kilkadziesiąt minut nie wyczujesz ruchów. Maluch prawdopodobnie śpi albo odpoczywa. Na pewno wkrótce znów się poruszy. Jeśli niepokoisz się, lekko uciśnij brzuch, dziecko pewnie szybko odpowie ci kopniakiem.

Jeśli ruchy wydają się znacznie słabsze niż do tej pory lub przeciwnie - gwałtowniejsze, bardziej niespokojne, lepiej na wszelki wypadek idź do lekarza prowadzącego ciążę, by upewnić się, czy wszystko jest w porządku i maluch jest w dobrej kondycji.

DLACZEGO POD KONIEC CIĄŻY BRZUCH SIĘ OPUSZCZA?

Wraz z rozwojem ciąży powiększa się macica. Pod koniec 36. tygodnia sięga żeber. Dziecko jednak zaczyna się powoli szykować do wyjścia. Stopniowo przesuwa się w dół i "wstawia" się główką w kanał rodny. Wtedy brzuch opuszcza się (niektóre kobiety mają wręcz wrażenie, że jest tak nisko, że dziecko zaraz wypadnie). Dno macicy przestaje uciskać na przeponę, więc oddychanie staje się łatwiejsze. Niestety zwiększa się za to nacisk na pęcherz i trzeba częściej chodzić do toalety. Opuszczenie się brzucha to znak, że poród powinien się rozpocząć w ciągu dwóch, trzech tygodni.

JAKA MOŻE BYĆ PRZYCZYNA UCISKU NA SPOJENIE ŁONOWE?

Wstawiająca się w kanał rodny główka dziecka uciska nie tylko na pęcherz mamy, ale także na spojenie łonowe. Ale to nie jedyna przyczyna dolegliwości. Organizm przyszłej mamy uwalnia hormon zwany relaksyną, który powoduje rozluźnienie więzadeł. W czasie ciąży umożliwia to powiększanie się macicy, a podczas porodu ułatwia rozciąganie się mięśnia szyjki macicy i przejście dziecka przez kanał rodny. Ale miewa też skutki uboczne. Czasem pod wpływem relaksyny kości spojenia nieco się rozchodzą. To zaś pod koniec ciąży może być nieprzyjemne, a nawet bolesne.

Jeśli odczuwasz takie dolegliwościach, powiedz o tym swojemu lekarzowi. Zrobi on badanie USG i stwierdzi, czy kości oddaliły się od siebie. Jeśli tak, prawdopodobnie zaleci ci leżenie, by rozejście się nie pogłębiało. Nie martw się, niewielkie rozejście się spojenia łonowego nie jest groźne. Zazwyczaj po porodzie, gdy macica się obkurczy, kości znów zbliżają się do siebie i wszystko wraca do normy. Tylko w wyjątkowych wypadkach trzeba pomóc naturze, nosząc przez pewien czas specjalny pas ściągający.

SKĄD SIĘ BIERZE INSTYNKT WICIA GNIAZDA?

To wynik działania hormonów - estrogenów. W czasie ciąży ich poziom w organizmie zwiększa się niemal dziesięciokrotnie. To dzięki nim powiększa się macica i rozwijają kanaliki mleczne w piersiach, a przyszła mama nabiera bardziej kobiecych kształtów (powiększają się jej piersi, zaokrąglają biodra) i pięknieje (jej skóra staje się gładka, a włosy gęste i lśniące).

Estrogeny wpływają nie tylko na ciało, ale także na myśli i emocje kobiety oczekującej dziecka. To właśnie one sprawiają, że pod koniec ciąży często budzi się w kobiecie instynkt wicia gniazda i z zapałem przygotowuje dom na przyjęcie nowego członka rodziny. Robi ostatnie zakupy, sprząta, a niekiedy nawet własnoręcznie maluje ściany lub bierze się za przestawianie mebli.

CO ROBIĆ, GDY TERMIN PORODU MIJA I NIC SIĘ NIE DZIEJE?

Spokojnie czekać. Termin wyliczony przez lekarza jest jedynie przybliżony. Wyznacza się go bowiem na podstawie daty ostatniej miesiączki (rzadko wiadomo, kiedy dokładnie doszło do zapłodnienia). Ponieważ jednak cykle kobiet często nie są regularne, termin nie jest zbyt precyzyjny. Równie dobrze maluch może przyjść na świat kilka, a nawet kilkanaście dni wcześniej lub później (jak wskazują statystyki, zaledwie kilka procent dzieci rodzi się dokładnie w wyznaczonym przez lekarza dniu).

Po terminie porodu lekarz prowadzący zwykle zaleca przyszłej mamie częstsze wizyty kontrolne lub skontaktowanie się ze szpitalem, w którym chce rodzić. By upewnić się, że maluch dobrze się czuje, co kilka dni robi się badanie KTG (zapis pracy serca dziecka i czynności skurczowej macicy) i USG (ocena stanu dziecka, dojrzałości łożyska i ilości płynu owodniowego). Jeśli wszystko jest w porządku, można bezpiecznie czekać na naturalne rozpoczęcie akcji porodowej.

JAK MOŻNA WYWOŁAĆ OPÓŹNIAJĄCĄ SIĘ AKCJĘ PORODOWĄ?

Jeśli tydzień po wyznaczonym terminie porodu wciąż nic się nie dzieje, niekiedy zaleca się przyszłej mamie nieco zwiększoną aktywność fizyczną. Nie chodzi o forsowną gimnastykę, ale raczej o dłuższy spacer lub taniec przy spokojnej muzyce. W naturalnym rozpoczęciu porodu pomóc może także... seks. W męskim nasieniu znajdują się prostaglandyny, które stymulują organizm kobiety do produkcji oksytocyny, hormonu wywołującego skurcze macicy.

Jeśli badania KTG i USG wykażą, że kondycja dziecka się pogarsza lub minął 42. tydzień ciąży, podejmuje się decyzję o wywołaniu porodu. Czasem w rozpoczęciu akcji porodowej pomaga masaż szyjki macicy wykonany przez położną lub lekarza. Najczęściej jednak podaje się przyszłej mamie kroplówkę z oksytocyną. Niekiedy też stosuje się specjalny żel zawierający prostaglandyny, który wstrzykuje się do kanału szyjki macicy. Obie metody mobilizują organizm kobiety do produkcji oksytocyny odpowiedzialnej za wywołanie skurczów.

JAK ROZPOZNAĆ, ŻE ZACZĄŁ SIĘ PORÓD?

Nagłe porody, jakie często można zobaczyć w filmach, w życiu należą do rzadkości. Zazwyczaj akcja porodowa zaczyna się spokojnie i rozwija powoli. Możesz zacząć odczuwać pobolewanie w dole brzucha jak w czasie miesiączki lub ból w okolicy krzyża. Większość kobiet opisuje go jako ciągły, a potem rwący lub opasujący. Początkowo nie jest zbyt silny i pojawia się co 15-20 minut. Na tym etapie kobiecie często trudno jest rozpoznać, czy poród rzeczywiście się zaczął, czy może to tylko skurcze przepowiadające (takie jak te odczuwane już od kilku miesięcy). Jeśli jednak po godzinie bóle nie słabną, tylko przeciwnie - przybierają na sile, stają się coraz dłuższe i zaczynają powtarzać co 10 minut lub częściej - nie ma wątpliwości, że to już. Warto wiedzieć, że ta faza porodu może trwać kilka, a nawet kilkanaście godzin. Dlatego przyjemniej jest, przynajmniej jej początkową część spędzić w domu niż w szpitalu. Zamiast się denerwować i wyczekiwać na kolejny skurcz lub natychmiast pędzić do szpitala, lepiej czymś się zająć. Możesz wybrać się z partnerem na spacer, obejrzeć dobry film, zagrać w scrabble lub zrobić coś innego, co umili ci czas oczekiwania. Czasami poród nie zaczyna się wyraźnie odczuwalnymi skurczami, ale odpłynięciem wód płodowych. Ich ilość może być różna. Niektóre kobiety mają wrażenie, że wprost leje im się po nogach, a inne, że popuściły trochę moczu. W jednym i drugim przypadku nie ma powodu do niepokoju. Warto natomiast zwrócić uwagę na kolor wód płodowych. Jeśli są przezroczyste, wszystko jest w porządku i należy czekać na pojawienie się skurczów. W ciągu najbliższych 2-3 godzin powinno to nastąpić.

CZAS DO SZPITALA

Nie ma sensu pędzić do szpitala, gdy tylko pojawią się pierwsze skurcze. Zazwyczaj pierwsze godziny porodu można spokojnie spędzić w domu. Nie należy jednak dłużej zwlekać, gdy:

- regularne skurcze powtarzają się co 5 minut lub krócej (jeśli masz daleko do szpitala, jedź, gdy skurcze powtarzają się co 7-10 minut);

- minęło kilka godzin od odejścia wód płodowych i wciąż nie pojawiły się skurcze - długotrwałe sączenie się wód może doprowadzić do infekcji, nie można dłużej czekać na spontaniczne rozpoczęcie porodu;

- wody płodowe miały brunatne lub zielonkawe zabarwienie - może to być sygnałem, że kondycja dziecka pogarsza się. Poród powinien nastąpić jak najszybciej i być monitorowany.

Z PAMIĘTNIKA MAMY - MOC ENERGII

Ewa Burlikowska:

Za trzy dni mija planowany termin porodu. Od rana rozpiera mnie energia. Skończyłam malować drewniane literki i ptaszki, które zawisną nad łóżeczkiem synka. Mam taką wenę, że zaczynam projektować akrylowe drzewko, które po dwóch godzinach widnieje już namalowane na szafce. W końcu zabieram się za pakowanie torby do szpitala. O 16-tej Michał wraca z pracy. Mamy nieoczekiwanych, ale zawsze mile widzianych gości. Przychodzą teściowe. Widzę, że moje drzewko im się podoba, co wprawia mnie w jeszcze lepszy nastrój. Śmieję się, że chciałabym jeszcze trochę pochodzić w ciąży, bo czuję się tak wyjątkowo, że nie wyobrażam sobie, jak to będzie bez brzucha. Po wyjściu rodziców Michał zmęczony podsypia na kanapie, a mnie nadal roznosi energia. Mimo, że jest już wieczór, ubieram się i idę do warzywniaka. Spełniam moją, jak się później okazało, ostatnią zachciankę ciążową - kupuję pięknego słonecznika. Wracając odwiedzam babcię i rodziców. To był cudowny dzień. A następnego dnia już tulę w ramionach nowo narodzonego synka.