1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Battle of Britain

BoB to gra traktująca o walkach z czasów jednego z najbardziej fascynujących konfliktów powietrznych w czasie Drugiej Wojny Światowej. Postaramy odpowiedzieć na pytanie czy BoB to bardziej strategia czy symulator?


John Carmack. Peter Molyneux. John Romero. Sid Meier. Chris Sawyer. Rod Hyde. No dobrze, dość już tej wyliczanki. Co łączy tych sześciu panów? Albo raczej pierwszych pięciu? Może to, że są znanymi gwiazdami przemysłu gier komputerowych. Każdy z nich ma swój image - wiadomo, że Molyneux to emocjonalny łysawy pan, najbardziej kochający własne gry. Carmack - niesamowity perfekcjonista w t-shircie i okularkach, wyglądający jak dzieciak z liceum, a nie milioner. Romero - szczupły szaleniec o lodowatym spojrzeniu i ego większym nawet od ilości włosów na głowie. Jednym słowem - wszyscy oni, prócz tego, że są legendarnymi programistami, zdołali wykreować również swój wizerunek medialny. Kim jest Rod Hyde? Założę się, że niewiele osób wie.

Rowan - mistrzowie symulacji

I nic dziwnego - na pierwszy rzut oka założyciel i główny programista studia Rowan Software wygląda jak podstarzały pracownik poczty w rodzinnym Sheffield. Grube, ciemne okulary niemal w całości zasłaniające twarz i małe usta, prawdę mówiąc, nie robią dobrego wrażenia. Pal sześć cechy fizjonomii Roda Hyde - dlaczego stawiam go obok takich znakomitości jak Meier czy Carmack? Bo tak jak im (może z wyjątkiem Romero), Rodowi Hyde i studiu Rowan nie udało się do tej pory stworzyć gry mniej niż dobrej, a czasem trafiały się nawet symulacyjne majstersztyki. Za tymi ciemnymi okularami kryje się człowiek, który wraz ze współpracownikami stworzył gry symulacyjne umiejscowione chyba w każdej erze lotnictwa. Od Pierwszej Wojny Światowej (FLYING CORPS), przez wojnę w Korei (MIG ALLEY) i symulator współczesny (F/A-14), aż po szalony, fantastyczny świat sterowców i dziwnych machin latających (AIR POWER) - wszystkie gry Rowan Software były ciekawe, realistyczne i dopieszczone do najdrobniejszych szczegółów. Brytyjskie studio uznawane jest przez wielu - i słusznie - za jedną z najlepszych grup programistów tworzących tylko i wyłącznie symulatory lotnicze. Najnowszym dzieckiem Roda Hyde jest BATTLE OF BRITAIN, czyli gra traktująca o walkach z czasów jednego z najbardziej fascynujących konfliktów powietrznych w czasie Drugiej Wojny Światowej.

Bardziej strategia niż symulator?

Choć pierwsze wrażenie nie jest zbyt dobre - stylizowane na kronikę filmową intro skacze niemiłosiernie nawet na porządnym sprzęcie, później jest już coraz lepiej. Wysokorozdzielczościowe tła smakowicie uzupełniane tymi samymi kronikami filmowymi wyglądają już znacznie lepiej niż sekwencja wprowadzająca, a całość jest prosta i przyjemna w obsłudze. BATTLE OF BRITAIN daje nam do wyboru dużą, choć standardową ilość opcji - szybki start, w którym możemy wziąć udział w misjach treningowych lub historycznych; kampanie - po jednej dla każdej ze stron (RAF lub Luftwaffe) i wreszcie opcja gry wieloosobowej. Do tego różne rodzaje maszyn - Spitfire i Hurricane po stronie brytyjskiej oraz Messerschmitty BF109 i 110, a także legendarny bombowiec nurkujący Ju-87 Stuka po stronie III Rzeszy. Dla tych, którzy wolą strzelać, niż latać istnieje również możliwość wcielenia się w strzelca pokładowego na niemieckich bombowcach - Dornier Do17, Heinkel He111 i Junkers Ju88. Jednym z ważnych elementów każdego symulatora lotniczego jest ilość i jakość misji. W BATTLE OF BRITAIN, jeśli chodzi o ilość - nie ma się czego obawiać. Misji w kampaniach jest bowiem teoretycznie nieskończenie wiele. Jak to możliwe? Oczywiście dzięki systemowi dynamicznych kampanii. Cały okres Bitwy o Anglię (od 10 lipca 15 września 1940) podzielony został na cztery części dla każdej ze stron i w tym czasie wykonać możemy niezliczoną ilość misji, z których każda tworzona jest w zależności od aktualnej sytuacji - militarnej, pogodowej, czy nawet aktualnych planów Dowództwa. Na przykład jeżeli przeciwnik wyśle w powietrze swój oddział, powstaje pytanie: prać ich, czy tymczasem odpuścić? Od naszej decyzji zależy dalszy rozwój kampanii i ewentualne zaistnienie nowych okoliczności. BATTLE OF BRITAIN idzie nawet krok dalej - już nie tylko możemy w każdej chwili zasiąść za sterami dowolnej maszyny w konflikcie, my możemy całą bitwę prowadzić sami, nie wsiadając do naszego Spitfire ani razu. Przebieg bitwy prowadzony jest w czasie rzeczywistym, a my możemy go śledzić na dokładnej mapie z zaznaczonymi jednostkami, trasami przelotów i ważnymi celami. Jeśli więcej w nas stratega, niż pilota - nic prostszego jak spędzić cały czas gry tylko i wyłącznie planując patrole, wysyłając eskadry mające na celu strącenie wrogich maszyn, czy powstrzymując (lub planując) naloty na Londyn. Osobiście nie widziałem jeszcze dynamicznej kampanii tak bardzo zaawansowanej pod względem strategicznym w grze, która jest przecież przede wszystkim symulatorem lotu.

A jednak symulator

Kiedy już jednak podejmiemy decyzję o przejęciu sterów, czy to w kampanii, czy jednej z dwudziestu ośmiu ściśle zaprojektowanych misji (treningi, misje historyczne), bynajmniej nie czeka nas rozczarowanie. Symulacyjnym nowicjuszom od razu polecam zmniejszenie nieco realizmu gry, gdyż nawet utrzymanie naszego Hurricane czy Messerschmitta w powietrzu może być sporym problemem, a ja do swojego pierwszego lądowania osobiście podchodziłem ze dwadzieścia razy, zanim udało mi się odpowiednio usiąść na pasie. Oczywiście i tak nie wyhamowałem dostatecznie wcześnie, pas się skończył, a ja wjechałem Bogu ducha winnemu rolnikowi w stodołę - kiedy firma Rowan odwzorowuje jakiś samolot, można mieć pewność, że problemów z jego pilotowaniem będzie tyle, co z rzeczywistą maszyną. Dostosowanie realizmu do własnych preferencji jest jednak łatwe i już za chwilę możemy śmigać w przestworzach polując na Niemców jako RAF, czy Anglików jako Luftwaffe. Podniebne potyczki są również wiernie przedstawione - szwadrony atakują w odpowiednich formacjach, stosując zaplanowane wcześniej na treningu manewry, a współpraca w ramach grupy jest bardzo ważna - latanie bez zwracania uwagi na skrzydłowych prędzej skończy się nieprzyjemną kolizją z własnym przyjacielem, niż strąceniem przeciwnika. Synchronizacja, uwaga i opanowanie maszyny - trudne, ale możliwe do osiągnięcia zdolności, spowodują, że ogromne bitwy z udziałem nawet kilkudziesięciu (nie przesadzam!) maszyn jednocześnie staną się niezapomnianym przeżyciem. Każdy szczegół został dopracowany - sztuczna inteligencja pilotów jest szczególnie godna uwagi - stosują oni ponoć taktyki charakterystyczne dla szkół pilotażu każdej ze stron konfliktu, a w czasie bitew trudno zarzucić im bezmyślność. Zabłąkany pilot Luftwaffe, który napotka pięć czy sześć samolotów RAFu nie podejmie walki, ale zacznie umykać gdzie pieprz rośnie w kierunku Francji. Z kolei, kiedy my spotkamy rój wrogich samolotów, możemy uczynić to samo, albo zacząć się modlić - komputerowy przeciwnik doskonale wie, kiedy ma przewagę liczebną i taktyczną. Perfekcyjnie zaprojektowany model fizyczny każdego samolotu, powoduje, że bardzo dobrze odwzorowane są uszkodzenia - odstrzelenie skrzydła jest jednoznaczne z koniecznością (niekoniecznie udanego) katapultowania się, jednak lekkie uszkodzenie silnika czy podwozia daje nam cień szansy na powrót do domu. Najwięcej frajdy daje szczęśliwe wylądowanie pod koniec misji chybotliwym Stukasem, dymiącym ze wszystkich możliwych miejsc. Jeśli chodzi o grafikę, BATTLE OF BRITAIN znów mierzyć się może z najlepszymi. Szczególnie dopracowane są oczywiście same samoloty - charakterystyczne sylwetki Messerschmittów z żółtymi dziobami, czy brązowo-zielone Spitfire są dobrze widoczne, co jest o tyle ważne, że przecież nie mamy do dyspozycji takich zabawek jak identyfikatory celu, czy radar. Ten drugi co prawda istnieje, ale jest kompletnie nieprzydatny, gdyż rozglądanie się przy pomocy myszki wprowadza taki zamęt, że prowadzenie walki staje się niemożliwe. Autentyczny widok z wnętrza naszej maszyny wnosi dużo realizmu - mamy naprawdę ograniczone pole widzenia, a dodatkowo przeszkadza nam śmigło na przedzie, przez co walka jest jeszcze bardziej ekscytująca. W każdej chwili rozejrzeć się możemy dookoła i podziwiać poziom wykonania każdego z kokpitów - dopracowanego z dokładnością do mikroskopijnych i teoretycznie zupełnie zbędnych drobiazgów jak np. skrzynka na mapę na boku maszyny. Anglia pod nami, szczególnie z bardzo wysoka wygląda naprawdę prześlicznie. Wijące się rzeki i strumienie, małe teksturowane miasteczka - pola i lasy, a także wiszące nad tym wszystkim błękitne niebo - wyglądają naprawdę świetnie. Obniżenie nieco pułapu powoduje efekt rozmycia się tekstur, ale dzięki takim trickom, jak uwypuklenie miejsc, gdzie mamy miasta czy lasy, wszystko wydaje się być bardziej realistyczne, niż w innych symulatorach.

ełnych trzech wymiarach i wyglądają naprawdę dobrze. Ogólnie, przez większość czasu BATTLE OF BRITAIN robi bardziej niż dobre wrażenie pod względem estetyki wykonania. Czasem pojedyncze wielokąty wyłażą z budynków w złych miejscach, a efekty wybuchów wydają się być nieco sztuczne, ale doskonałe smugi dymu ciągnące się za samolotami, czy fakt stosunkowo małego efektu mgły na horyzoncie bardziej niż wystarczająco nadrabiają te niedociągnięcia. Całość uzupełniana jest realistycznymi efektami dźwiękowymi, a dochodzące z bazy rozkazy i rozmowy pilotów między sobą zrealizowane są rzeczywiście świetnie - ponoć na podstawie autentycznych zarejestrowanych rozmów z czasów Drugiej Wojny Światowej.

Po raz kolejny - zwycięstwo

Jeszcze raz Rod Hyde i spółka pokazali światu, że jeśli chodzi o symulatory lotnicze, są w ścisłej czołówce. Ponownie ich gra, choć nie przełomowa, może być wzorem dobrego, zaawansowanego technologicznie i dopracowanego produktu. Nie obyło się bez problemów - zdenerwować potrafi choćby to, że engine trójwymiarowy wymaga potężnego komputera, a każda misja ładuje się na porządnym sprzęcie prawie pół minuty. Szczególnie doskwiera w misjach treningowych, które trwają nieraz krócej niż ich ładowanie do pamięci. Trochę brakuje tej szczególnej atmosfery walki dzielnych pilotów RAF i Luftwaffe - kiedy obejrzałem podręcznik użytkownika, pudełko i pełne kronik menu w grze myślałem, że będzie w BATTLE OF BRITAIN więcej historii, może jakaś fabuła? Nie, tu mamy do czynienia po prostu z kolejnymi, planowanymi przez siebie lub nie, misjami, a całość jest przez większość czasu jakby emocjonalnie sterylna, bez awanturniczej żyłki i odzywek w stylu "skopmy im tyłki". Po prostu - leć anonimowy żołnierzu i zestrzel anonimowego wroga. Oczywiście, kiedy pięć Hurricanów siedzi nam na ogonie, a my mamy uszkodzone podwozie, nie pamięta się o tym, czy po misji otrzymamy kolorowy medal, czy tylko suchy arkusz z cyferkami, ale BATTLE OF BRITAIN mogłaby być niewielkim kosztem znacznie lepsza. I bez tego jednak gra w BATTLE OF BRITAIN jest bardzo satysfakcjonująca, a po zakupie na pewno nie okaże się rozczarowaniem. Fani dobrej symulacji powietrznej, szczególnie jeśli interesują się Drugą Wojną Światową, powinni przyjrzeć się jej bliżej. Ci, którzy chętnie bawią się w zaawansowane strategie czasu rzeczywistego (tryb kampanii mnie na przykład przypomina bardzo Harpoon), a ciągnie ich w stronę symulatorów, również nie powinni się zawieść. Jednym słowem - kolejna doskonała gra firmy Rowan. Strzał może nie w dziesiątkę, ale w osiem i pół na pewno.