Od 10 zł na dzień po 400 na 10 dni - ile dają rodzice dzieciom na kolonie? [SONDA]

Rozpoczął się sezon na kolonie, a wraz z nimi dylematy rodziców związane z tym, ile pieniędzy dawać dzieciom jako kieszonkowe na wyjazd. Jedzenie, pobyt i atrakcje mają co prawda opłacone, ale przekąski dodatkowe, wyjścia na lody i gofry już nie. I tutaj - jak zwykle - zdania są podzielone, a kwoty pod względem wysokości zupełnie różne.

Rodzice: Patrycja, Hubert i dzieci: 10-letnia Weronika oraz 12-letnia Paulina


- Weronika od trzech lat jeździ na obozy harcerskie. Dzieci czas spędzają głównie w lesie i pod namiotem, nie ma więc specjalnie, gdzie i na co wydawać pieniędzy. Młodsza córka dostaje więc na tygodniowy wyjazd 50 zł i wydaje je podczas przystanku powrotnego na stacji benzynowej, gdzie po powrocie do cywilizacji kupuje natychmiast słodycze, coś do picia i coś do czytania. 50 zł całkowicie wystarcza jej na taki jednorazowy strzał.


Co innego nasza druga, starsza córka. Paulina jest już nastolatką ma swoje potrzeby, poza tym jej wyjazdy są obozami tanecznymi w ośrodkach przy dużych miastach. Paulina wydaje pieniądze na kosmetyki, przekąski, doładowania do karty. Dostaje od nas na tygodniowy wyjazd 20 zł dziennie i raczej nic jej z tej kwoty nie zostaje. Dla nas ważne, że nie wraca na minusie zapożyczona u koleżanek.


Rada: Warto wyjaśniać dzieciom, że w posiadaniu pieniędzy niekoniecznie chodzi o ich
wydawanie - zwłaszcza, na rzeczy złej jakości, którymi dzieci w ogóle nie będą się bawić. Być może harcerka Weronika, która nie ma czasu, ani okazji na wydawanie kieszonkowego, będzie wolała zamiast kupować gazetkę z dodatkami odłożyć pieniądze na dobrej jakości kompas, czy scyzoryk. Weronice można także pokazać, że z każdej kwoty, którą dostaje może odkładać systematycznie małą kwotę. To prosta zasada, która sprawia, że przyzwyczajamy się do oszczędzania, a po czasie nawet nie zauważamy, gdy uzbieramy większą kwotę. W przypadku tancerki Pauliny warto jej pokazać, że przy rozsądnym wydawaniu pieniędzy warto rozdzielić pieniądze na te, które musimy przeznaczyć na wydatki absolutnie niezbędne i te które naprawdę zostają nam do dyspozycji. Dobrze, żeby dziewczyna nauczyła się, że pierwszej kolejności wydaje się pieniądze na niezbędne rzeczy, w drugiej - ewentualnie - na przyjemności.


Rodzice: Ewa i Maksymilian oraz Ignacy 8 lat


- To będą drugie kolonie dla naszego syna. Znowu jedzie do ośrodka kolonijnego, w którym mają wszystko i nie ma potrzeby wychodzenia poza jego teren. Na miejscu jest także kawiarenka połączona ze sklepem. Zasada jest taka, że każde dziecko ma swoją „fiszkę” w kartotece, na której jest kwota początkowa - wpłacana pierwszego dnia pobytu przez rodziców. Potem dzieci robią sobie zakupy na kredyt, a rodzice wyrównują ewentualne braki w kasie. Sklepik nie ma wysokiej marży, więc uznaliśmy, że zasilenie „konta” syna kwotą 120 zł będzie wystarczające. W zeszłym sezonie tak gospodarował pieniędzmi, że na wszystko mu starczyło - nauczył się na bieżąco kontrolować wydatki i planować je. Ale jego kolega z grupy wydał wszystkie pieniądze w dwa dni...


Rada: Ignacy świetnie poradził sobie z zarządzaniem wirtualnym budżetem - musiał
planować zakupy, rachować w pamięci na co go stać, dzielić wydatki, tak aby nie wyjść poza dzienną kwotę. Zupełnie jak w dorosłym życiu. Jego kolega niestety poległ. Być może ta bolesna lekcja sprawi, że następnym razem postąpi inaczej. Jeśli wyciągnie z tego doświadczenia wnioski być może następnym razem łatwiej zapanuje nad kieszonkowym i uniknie stresu. Dla kolegi Ignacego może być to dobra lekcja na całe życie - bo na koloniach, a później w dorosłym życiu trzeba umieć panować na wydatkami i je racjonalnie planować.

Rozpoczął się sezon na kolonie i letnie wyjazdy dzieciRozpoczął się sezon na kolonie i letnie wyjazdy dzieci shutterstock

Rodzice: Katarzyna i Michał oraz Oliwia 10 lat


- Obydwoje pochodzimy z domów, w których się nie przelewało. Naszych rodziców nie było stać na to, żeby wysłać nas na wakacje. Obydwoje donaszaliśmy ubrania po starszym rodzeństwie. Można powiedzieć, że ciężką pracą i dużym wysiłkiem osiągnęliśmy sukces zawodowy i dość wysoki finansowo poziom. Wiele razy wstydziliśmy się, że nas na coś nie stać, że nie możemy sobie kupić czegoś, co mają rówieśnicy i postanowiliśmy, że nasza córka nie będzie przeżywała podobnych stresów. Jak jedzie na kolonie dwutygodniowe dostaje od nas w gotówce 400 zł, a w portfelu ma jeszcze kartę do bankomatu, żeby w razie czego wypłacić pieniądze. Zdarzyło się, że na koloniach w zeszłym roku zachorowała i z tych pieniędzy opłaciła prywatną wizytę u lekarza i wykupiła dość drogie leki. Z jej opowieści wynika, że kupuje sobie to, na co ma akurat ochotę i nie zastanawia się, czy może sobie pozwolić na gofra ze wszystkimi dodatkami, czy tylko z cukrem pudrem. Jeśli pieniędzy jej brakuje, wypłaca je w bankomacie. I rzeczywiście zdarza jej się dobierać pieniądze, ale nie mamy z tym problemu. Niektórym pewnie wydaje się, że przesadzamy, ale stać nas na to, żeby dawać jej na wyjazdy tyle pieniędzy, ile mamy ochotę.


Rada: Warto, żeby Oliwia w tak młodym wieku nauczyła się, że przyjemność i radość można czerpać także spoza materialnego zaspokajania zachcianek. To truizm, ale pieniądze szczęścia nie dają, są środkiem, a nie celem. Dla rodziców, którym zależy na stworzeniu poduszki finansowej dla dzieci dobrym pomysłem jest uczenie potomstwa, że dobrze mieć oszczędności - pieniądze, które przydają się w nieprzewidzianych sytuacjach. A rodzice, którzy mają potrzebę i możliwości zabezpieczenia finansowego dziecka mogą odkładać środki na jego późniejszą edukację, czy „dorosłość”. Przez 18 lat - odkładając nawet niewielkie kwoty - można wiele zaoszczędzić.


Rodzice: Paweł i Agnieszka oraz Filip, 9 lat


- Nasz syn zawsze był bardzo rozsądny jeżeli chodzi o zabawki i naciąganie nas na
kupowanie mu rzeczy. Po pierwsze mieszkamy w małym mieszkaniu i bardzo dbamy, żeby żaden z naszych dwóch pokoi nie był zagracony - dotyczy to także zabawek syna. Po drugie Filip ma bardzo określone zainteresowania: fascynuje się piłką nożną. Ma imponującą biblioteczkę książek poświęconych piłce nożnej i konsolę z grami. Ponieważ sam trenuje piłkę, raczej wybiera zdrowe jedzenie, nie je frytek, chipsów i pizzy. Jeśli chodzi o wyjazdy, to mamy z nim dość łatwo. Zawozimy go na miejsce samochodem i wstawiamy do pokoju trzy zgrzewki wody. Syn dostaje 10 złotych na dzień od nas, dziadkowie dorzucają mu jeszcze jakieś kwoty - nie wnikamy ile. Syn kupuje sobie za nie gazetki sportowe i jakieś - w miarę zdrowe przekąski - batoniki z orzechów, wafle ryżowe. Z wyjazdów zawsze wraca do domu z pieniędzmi, które przeznacza np. na ubrania sportowe. Zawsze przywozi nam pamiątki, ale wie, że u nas najlepiej sprawdzają się produkty spożywcze - słoiczek regionalnego przysmaku czy oscypek. Z mlekiem matki wyssał prostą zasadę, że nawet niewielkim budżetem warto zarządzać efektywnie.


Rada: Filip ma szansę wyrosnąć na osobę racjonalnie i rozsądnie gospodarującą finansami. Widzi, że osiąganie wyznaczonych celów finansowych i życiowych nie jest łatwe, ale nie jest też niemożliwe. Aby to osiągnąć wystarczy konsekwencja w przestrzeganiu kilku prostych zasad: odkładania systematycznie, nie ważne ile, ważne, że regularnie oraz rozdzielania pieniędzy na te, które musimy przeznaczyć na wydatki absolutnie niezbędne i te które naprawdę zostają nam do dyspozycji. Owszem, to jest wysiłek, ale nagrodą jest wspaniałe uczucie, że dzięki sobie, własnej sile, można dzięki np. oszczędnościom spełniać marzenia. Odpowiednie nawyki będą miały pozytywny wpływ na jego życie i umożliwią mu realizację śmiałych planów. Filip będzie świadomie zarządzał swoim budżetem, miał nad nim większą kontrolę, a w dorosłym życiu bez większych wyrzeczeń odłoży pieniądze na marzenia albo na stworzenie poduszki finansowej. Jeśli Filip zdecyduje się na kredyt, istnieje duże prawdopodobieństwo, że wybierze pożyczkę, którą będzie w stanie spłacić i uniknie stresu związanego ze zbyt dużymi obciążeniami finansowymi.