Wakacje za pasem, a mi zostało 8 dni urlopu. Przez szkołę. Jak żyć?

Karolina Stępniewska
16.06.2015 10:50
A A A
Jak pogodzić pracę z byciem rodzicem ucznia? Nie jest łatwo. Dni wolnych od szkoły jest dużo więcej niż dni urlopowych. I jak tu pojechać na rodzinne wakacje?
W ciągu roku szkolnego jest tyle dni wolnych od zajęć dydaktycznych, że bez pomocy innych osób rodzic nie jest w stanie zapewnić opieki dziecku, bo nie wystarczy mu dni urlopowych

W ciągu roku szkolnego jest tyle dni wolnych od zajęć dydaktycznych, że bez pomocy innych osób rodzic nie jest w stanie zapewnić opieki dziecku, bo nie wystarczy mu dni urlopowych (Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta)

Za chwilę rozpoczną się wakacje, wypadałoby więc wziąć dwa miesiące urlopu. Ale kto ma prawo do 41 dni wolnego? A do tego w kończącym się właśnie roku szkolnym już było sporo dni, w których szkoła była zamknięta, więc pula 26 dni urlopu plus 2 dni na opiekę nad dzieckiem (załóżmy sytuację, że mówimy o dorosłym z odpowiednim stażem pracy, zatrudnionym na podstawie umowy o pracę) jest już mocno nadszarpnięta.

Przy założeniu, że nie mam nikogo do pomocy i do podzielenia się opieką nad uczącym się dzieckiem - wraz z końcem czerwca zostałoby mi dziesięć dni wolnego - osiem dni urlopu wypoczynkowego i dwa dni na opiekę nad dzieckiem. Jak to możliwe?

Wrzesień - czas zdumień

Pierwsze zebranie w szkole mojej córki, tegorocznej pierwszoklasistki, upłynęło na dyskusji dotyczącej podręczników i omawianiu... dni wolnych od nauki w rozpoczynającym się właśnie roku szkolnym. Ku mojej sporej konsternacji okazało się, że założenie, iż oprócz wakacji i ferii zimowych, wolne są dni (około)świąteczne - Boże Narodzenie i Wigilia, sylwester, Nowy Rok, 6 stycznia, poniedziałek wielkanocny oraz Boże Ciało - kompletnie rozminęły się z rzeczywistością.

Pierwszym dniem wolnym od zajęć dydaktycznych był dzień pasowania na ucznia. Już we wrześniu. Niby funkcjonowała świetlica, ale zostaliśmy poinformowani, że to święto dziecka i pozostawianie go w świetlicy w tym dniu to zły pomysł. "Zamiast tego powinni państwo wziąć dziecko na lody albo na pizzę, uczcić to" - poinstruowała nas nauczycielka.

Pierwsze koty za płoty i pierwszy dzień z puli przysługujących mi dni urlopowych wykorzystany. Zważywszy na to, że był to wrzesień, do końca roku zostało mi do wykorzystania już tylko 6 dni.

Październik - niech żyje edukacja!

Kolejny dzień wolny od zajęć dydaktycznych przypadał na 14 października: Dzień Edukacji Narodowej, częściej funkcjonujący w naszej świadomości jako Dzień Nauczyciela. "Ale jak to wolny?" - zapytałam naiwnie. A no tak to, wolny, przecież to święto nauczyciela. Jest co prawda dyżur świetlicowy, ale "proszę pamiętać, że w świetlicy też pracują nauczyciele i też chcieliby mieć wolne". Drugi dzień z 6. Zostają 4.

Listopad-grudzień - świętujemy

11 listopada jest wolny ustawowo, świętujemy niepodległość. 10 listopada? Wolne od zajęć dydaktycznych. Brak dyżuru. Pozostają mi trzy dni urlopu do wykorzystania. W przyszłym roku będę mądrzejsza!

Przerwa świąteczna rozpoczyna się... 22 grudnia. To trzy dni do zagospodarowania przed ustawowo wolnym 25 i 26 grudnia. Do końca roku pozostało mi... zero dni urlopu, brakuje mi trzech dni.

Z Nowym Rokiem nowym krokiem

Szkoła otwiera swoje podwoje dopiero 3 stycznia. Pewnie, kto by pracował 2, dzień po Nowym Roku? Ja na pewno nie, przecież muszę zostać z dzieckiem w domu (1 dzień z puli nowych 26 dni urlopowych). 5 stycznia, dzień przed ustawowo wolnym świętem Trzech Króli, szkoła też zamknięta. Tak, jest dyżur, tak jak 2, ale "proszę pamiętać, że pani dziecko będzie samo na świetlicy, prawie nikogo nie będzie".

7 stycznia moja pierwszoklasistka wraca do szkoły, a ja do pracy. Na osiem dni, bo 18 kończy się semestr, a od 19 na Mazowszu rozpoczynają się ferie zimowe. 2 tygodnie. 10 dni. Minus 12 dni. Pozostaje 14 dni urlopu wypoczynkowego, dwa dni na opiekę nad dzieckiem.

Marzec czasem pracy i nauki

Potem chwilę pracuję, a moje dziecko się uczy. Cóż, skoro przychodzi kwiecień, a wraz z nim Wielkanoc. Wielki Czwartek i Wielki Piątek - szkoła zamknięta (mój zakład pracy niestety nie). Ale po co pracować przed Wielkim Czwartkiem? Szkoła zamyka się więc już w środę, pozostawiając otwartą świetlicę ("ale proszę pamiętać...").

Dla sprawiedliwości dodam, że środa przed Wielkim Czwartkiem jest wolna ze względu na egzamin szóstoklasistów. Nauczyciel prosi, by zapewnić opiekę swojemu dziecku. Dalsze drążenie tematu ("wolne od zajęć dydaktycznych, czyli dyżur jest?"), owocuje odpowiedzią, że w newralgicznych sytuacjach tak, ale nauczyciele będą zasiadać w komisjach egzaminacyjnych, więc proszą, żeby dziecko nie przychodziło do szkoły. Będzie "jakieś jedno dziecko".

Dzień po poniedziałku wielkanocnym też bez sensu otwierać szkołę, przecież nie od dziś wiadomo, że po świętach trzeba odpocząć. Wtorek pozostaje więc dniem wolnym od zajęć dydaktycznych, wolnym od świetlicy, z zamkniętą na cztery spusty bramą szkoły. Minus kolejne cztery dni, pozostaje 10 dni urlopu, dwa dni na opiekę nad dzieckiem. Jest początek kwietnia.

Praca wre!

Potem jakoś już leci. Wolny jest piątek po Bożym Ciele, a potem to już luz, tylko zakończenie roku. Minus dwa dni. Zostaje mi osiem dni urlopu, dwa dni na opiekę*. Przed nami zaś dwa miesiące letnich wakacji, a od września powtórka z rozrywki, choć na szczęście ominie nas pasowanie na ucznia (ale za rok do pierwszej klasy pójdzie mój syn...)

Jak żyć?

Jak radzą sobie rodzice? Dzielą się między sobą urlopami, rodzinne wyjazdy są krótsze, korzystają z pomocy dziadków i krewnych, wysyłają dzieci na kolonie, korzystają z akcji "Lato w mieście", posyłają na dyżury w świetlicy, niezrażeni niechętnym temu nauczycielom.

Nie jest łatwo i naprawdę nie wiem, co robią samotni rodzice, którzy nie mogą liczyć na pomoc rodziny i nie stać ich na zatrudnienie opiekunki. Jakieś pomysły?

* sytuacja hipotetyczna, w rzeczywistości radzę sobie, jak mogę: podział opieki z mężem, świetlica, kolonie, czasem babcia, czasem praca z domu. Ale i tak wakacje trudno nam rozplanować tak, żeby mieć opiekę dla córki na cały okres ich trwania. "Jakoś to będzie" - myślimy sobie.