Europa z dziećmi

Tekst Karolina Oponowicz-Żylik, miesięcznik Dziecko
19.01.2015 12:30
A A A
Jak wybrać się całą rodziną do europejskiej metropolii, a przy tym nie zwariować i... nie zbankrutować?

GETTY IMAGES

Łukasz Wierzbicki, autor książek podróżniczych dla dzieci (m.in. "Afryki Kazika" i "Machiną przez Chiny"), nie wyobraża sobie życia bez podróży. W swoich książkach zachęca czytelników: "Gdy ruszysz przed siebie, na pewno spotka Cię coś ciekawego". Brzmi wspaniale. Przynajmniej w teorii. Ale co z praktyką? Łukasz jest przekonany, że to możliwe. Mówi to jako tata dwóch małych chłopców. Jonasz (3 i pół roku) i Jeremi (rok) razem z rodzicami od pierwszych tygodni życia poznawali świat. - Najtrudniej jest wyruszyć, potem już idzie z górki - zapewnia. Jego zdaniem kluczem do udanej wyprawy jest solidny rekonesans. Wiadomo, trzeba poczytać o historii, lokalnych atrakcjach i zwyczajach. Rekonesans ma znaczenie także ze względu na budżet. - Jak się człowiek wcześniej przygotuje, sprawdzi ceny, to wiadomo, czego się spodziewać. Można odłożyć na ekstraatrakcje: rejs łodzią, park rozrywki, posiłek złożony z lokalnych przysmaków. Wakacje w napięciu, którym towarzyszy ciągłe przeliczanie wydatków, to żadna przyjemność.

Tanie latanie

Ewa Czuchaj i Łukasz Kuciński przynajmniej dwa razy do roku zabierają Leopolda (8 lat) i Klementynę (5 lat) zagranicę. Lubią przedłużone weekendy w europejskich stolicach. W ten sposób zwiedzili Paryż, Lizbonę, Rzym, Kopenhagę, Berlin, Londyn. Organizowanie podróży najczęściej zaczynają od wykupienia lotu w dobrej cenie. - Dawniej korzystaliśmy z tanich linii lotniczych, ale ostatnio przestały być takie tanie, za to zwykłe linie mają liczne promocje - mówi Ewa. Ma na myśli na przykład "Szalone Środy" LOT-u. Najbardziej atrakcyjne cenowo oferty znajduje na portalu mlecznepodroze.pl. - Jeszcze kilka lat temu bilety w dobrych cenach trzeba było kupować z wielomiesięcznym wyprzedzeniem. Teraz zwykle wystarczy miesiąc. W ten sposób w kwietniu polecieliśmy całą czwórką do Paryża, płacąc za bilety zaledwie tysiąc złotych - opowiada Ewa.

Hostele i kempingi

Łukasz Wierzbicki podczas swych egzotycznych podróży przekonał się, że nocleg może nie kosztować nic. Szczególnie jeśli się podróżuje z namiotem albo korzysta z coachsurfingu (czyli nocowania w domach osób zrzeszonych na portalu "kanapowych surferów"). W Europie, szczególnie z dzieckiem, to nie zawsze możliwe, dlatego trzeba poszukać dobrego taniego noclegu.- Polecam portale, na których zgromadzone są oferty noclegów, np.?booking.com - mówi. Ewa Czuchaj też z niego korzysta. Jej rodzina w europejskich stolicach najczęściej zatrzymuje się w hostelach. Zanim zdecydują się na któryś, czytają opinie ludzi, którzy byli tam z dziećmi. Najchętniej wybierają hostele, w których można zjeść śniadanie.- Nawet jeśli to bułka z dżemem i mleko z płatkami, mamy rano kłopot z głowy - mówi. - Drugie kryterium to lokalizacja. Wolimy zapłacić nieco więcej i mieć wszędzie blisko, niż codziennie wydawać na bilety.Anna Olej-Kobus jest podróżniczką i dziennikarką, a także mamą Michała (9 lat) i Stasia (8 lat). Wraz z mężem Krzysztofem wydała ostatnio książki "Podróżuj z dzieckiem" i "Polska pełna przygód". Podróżując po Europie z synami, chętnie korzysta z sieci Eurocamp. - Odkryliśmy ją przypadkowo w Holandii, gdzie szukaliśmy noclegu, który nie wydrenuje naszej kieszeni. Okazało się, że wynajęcie w pełni wyposażonego domku kempingowego poza sezonem to znakomity pomysł. Ceny są atrakcyjne, a otoczenie domków to raj dla dzieci. Zwykle są tam place zabaw, a nawet baseny. Wiele miast europejskich ma kempingi na obrzeżach - trzeba tylko sprawdzić dojazd do centrum.

Minimum w plecaku

Jeremi i Jonasz Wierzbiccy podróżują bez zabawek. - Najlepszą zabawką jest patyk, worek foliowy, kartka papieru, mapa - tłumaczy ich tata Łukasz. Do niedawna Wierzbiccy nie?zabierali ze sobą urządzeń elektronicznych. Ostatnio zmienili zdanie.- Podczas długich lotów czasem ratował nas telefon czy tablet, z którego można puścić bajkę - mówi Łukasz. Dla Leopolda i Klementyny rodzice zabierają książeczki z łamigłówkami, kredki i po książce do czytania. Ich bagaż oprócz podręcznego to jeden duży plecak na całą rodzinę. Są w nim przede wszystkim podstawowe zestawy ubrań i kosmetyki. - Dziecko nie musi być codziennie w nowej czystej koszulce. W Berlinie czy Kopenhadze rodzice na placach zabaw są wyluzowani. - My też bierzemy tylko to, co niezbędne - dodaje Anna Olej-Kobus. - Mamy sprawdzone zestawy: kilka koszulek, dwie pary spodni, ciepła bluza, coś przeciwdeszczowego. Resztę w razie potrzeby można dokupić. To samo dotyczy ekwipunku niemowlęcego. Pieluchy są wszędzie.

Jedzenie bez stresu

W rodzinie Łukasza Wierzbickiego jedzenie nie jest problemem. - Nie boimy się dawać im tego, co sami jemy. Dzięki temu chłopcy jedzą chętnie, samodzielnie i różnorodnie. Leopold i Klementyna są starsi, więc z jedzeniem jest jeszcze mniej kłopotu. - Nasze życie nie kręci się wokół jedzenia - przyznaje Ewa. - Dzieci dostają rano śniadanie w hostelu. W ciągu dnia mają do dyspozycji owoce i przekąski z plecaka rodziców. Ok. 13 jest lunch na szybko, np. naleśnik czy pizza z okienka. Kolejny posiłek to kolacja - na ciepło, w knajpce. Anna Olej-Kobus ma podobne poglądy. - W wakacje nie ma się co stresować jedzeniem. Staś i Michaś, jak większość dzieci, lubią frytki, pizzę, makaron. A te dania są dostępne w każdym kraju europejskim. Kiedy jest gorąco, na obiad można zjeść owoce i lody. Dobra atmosfera jest ważniejsza niż ciepła zupa - mówi.Rodzicom mniejszych dzieci Anna Olej-Kobus podsuwa inny pomysł: w podróży świetnie się sprawdzają kaszki mleczne. Wystarczy je połączyć z wodą i malec ma posiłek.

Wózek, rower, hulajnoga

Ewa i Łukasz, rodzice Leopolda i Klementyny, podczas pobytu w dużych miastach europejskich nie korzystają z komunikacji publicznej. Kiedy dzieci były małe, oglądały świat z perspektywy chusty albo wózka. Od roku obywają się już bez tego. Za to, o ile to możliwe, rodzina korzysta z publicznych rowerów.- W Kopenhadze można wynająć przyczepkę dla dziecka, trzeba ją tylko z wyprzedzeniem zarezerwować. A paryskie chodniki Klementyna pokonywała ostatnio na... hulajnodze.

Muzea dla dzieci

Zwiedzanie miasta z małymi dziećmi bywa wyzwaniem. Jak roczniaka czy kilkulatka namówić do współpracy? Anna Olej-Kobus sugeruje, żeby zacząć od wyobrażenia sobie, jak malec będzie się zachowywał. Czego będzie potrzebował? Co mu się spodoba? Co lubi? Jaki ma rozkład dnia? Potem można planować, pamiętając, że w czasie podróży z dzieckiem kompromisy są nieuchronne.Łukasz Wierzbicki przyznaje, że podróżując z synami rezygnują z żoną z wielu atrakcji. Na Sri Lance zamiast górskich świątyń oglądali farmę żółwi i siedzieli na plaży. Ewa Czuchaj jest przekonana, że dla dziecka wszystko może być fascynujące, jeśli mu się to odpowiednio pokaże. Oboje z Łukaszem uwielbiają muzea. Obowiązkowo odwiedzają je w każdym mieście. - Nasze dzieci nie nudzą się w muzeach. Zawsze staramy się je zainteresować tym, co widzą. Opowiadamy o malarzach, szukamy śladów pędzla na obrazach, układamy historie. A na koniec wpadamy do muzealnej kafejki. Oprócz przekąsek są tam zwykle świetne zabawki i książki.

Parki rozrywki i inne atrakcje

A co z typowymi atrakcjami dla dzieci: ogrodami zoologicznymi, parkami rozrywki, aquaparkami?- Nie przepadamy za nimi - mówi Ewa Czuchaj. - Są zwykle zatłoczone, drogie i przereklamowane. Ale?zdarzają się wyjątki, jak np. delfinarium w Kopenhadze.Anna Olej-Kobus radzi sprawdzić szczegóły przed wybraniem się do takiego miejsca. Można to zrobić np. na stronie parkmania.pl. - Zdarzyło nam się być w parku wodnym, w którym chłopcy byli za duzi na część dla maluchów i za mali na część dla starszych dzieci. Od tamtej pory bardziej uważnie dokonujemy wyboru.

Sposoby na kryzys

Wszystkie podróżujące rodziny zgadzają się, że place zabaw są żelaznym punktem dnia. - Musimy tak zaplanować dzień, żeby co 2-3 godziny była przerwa na plac zabaw. Sprawdzamy na mapie, gdzie jest park, i zmierzamy w tamtym kierunku. Zwykle tam, gdzie jest zieleń, jest i coś dla dzieci - mówi Ewa Czuchaj.Przy odrobinie wysiłku wędrówkę ulicami metropolii też można uczynić zabawną - dzieciaki mogą np. liczyć mijane skutery, wyszukiwać przedmioty w kolorze żółtym, próbować zrozumieć szyldy i napisy. Kobusowie w czasie licznych podróży wypracowali szereg sposobów na zachęcenie dzieci do współpracy. Kiedy synowie zaczynali marudzić, mieli do dyspozycji balony. Wystarczyło wyjąć jeden z plecaka, nadmuchać, zawiązać na nitkę - i zabawa gotowa. Podobnie działały bańki mydlane - mała buteleczka potrafi zająć dziecko na długą chwilę. Gdy Michaś i Staś podrośli, rodzice zaczęli im urozmaicać czas, wręczając aparaty fotograficzne:- Mogą to być najprostsze modele. Dzieciaki robią zdjęcia, filmiki, potem je oglądają, przerabiają. I mają zajęcie - mówi Anna Olej-Kobus.

Przewodnicy i rodzice odpowiadają na pytania o podróżowanie z dzieckiem, m.in:

Co zwiedzić z dziećmi w Paryżu?

Co pokazać dzieciom w Barcelonie?

Co warto zwiedzić z dziećmi w Wiedniu?

Książki Łukasza Wierzbickiego "Afryka Kazika" i "Machiną przez Chiny" znajdziesz tutaj >>

O podróżowaniu z dzieckiem przeczytaj w książkach z serii "Mali Podróżnicy w Wielkim Świecie" >>