Opowieść o Bożym Narodzeniu

Wojciech Widłak
02.12.2004 , aktualizacja: 02.12.2004 13:55
A A A Drukuj
Aniołowie się radują. Dlaczego? Co za pytanie. Przecież zbliża się Boże Narodzenie!
Było to dawno, dawno temu, bardzo, bardzo daleko... I w dodatku to wcale nie bajka, choć podobnie się zaczyna.

Pewien potężny cesarz (to znaczy ktoś ważniejszy nawet od króla) zapragnął policzyć wszystkich mieszkańców swojego ogromnego cesarstwa. Pewnie chciał się przekonać, jak wielu ludzi musi się go słuchać. Oczywiście nie zamierzał robić tego sam, ale rozkazał, żeby każda rodzina - tata, mama i wszystkie dzieci - przyszła do tego miasta, w którym urodził się kiedyś tata. Tam specjalny cesarski urzędnik miał zapisać ich imiona w grubej księdze, a potem przesłać ją do stolicy.

Przybieżeli do Betlejem

Cesarz był naprawdę bardzo potężny, a jego cesarstwo naprawdę było ogromne. Ale okazało się, że jest ktoś ważniejszy nawet od niego. Kto wie, czy o tym cesarzu w ogóle by jeszcze pamiętano, gdyby nie pewna biedna rodzina, która zgodnie z rozkazem wyruszyła w daleką podróż do rodzinnego miasta. Mama miała na imię Miriam, jej mąż - Jozef, a dziecko... A dziecko, choć jeszcze się nie urodziło, też już miało imię. Bo nie było to zwykłe dziecko.

I zdarzyło się tak, że gdy Jozef i Miriam (a po naszemu Józef i Maria) dotarli do niewielkiego miasteczka Betlejem i chcieli gdzieś przenocować, to nigdzie nie chciano ich przyjąć. Może dlatego, że nie mieli wiele pieniędzy, może dlatego, że wszystkie miejsca były zajęte, bo do miasta przyjechało wielu ludzi, a może po prostu dlatego, że każdy myślał o swoich sprawach i uważał, że sami sobie powinni poradzić. Zupełnie tak jak dziś, prawda? Na szczęście w pewnej gospodzie (czyli czymś w rodzaju restauracji i hotelu) właściciel zgodził się ich przyjąć. Co prawda nie w domu, tylko w zwykłej stajni, która stała obok, ale byli oboje tak zmęczeni, że i z tego się ucieszyli. I właśnie tej nocy, w tym miejscu, Miriam urodziła Dziecko - Synka, którego nazwała (teraz już głośno) Jeszua - Jezus (co w ich języku znaczyło "Bóg jest z nami"). Ponieważ nie miała nawet własnego łóżka, owinęła Go w pieluszki i zamiast w kołysce, ułożyła na sianie w żłobie - drewnianym karmniku dla zwierząt.

Niektórzy od razu wiedzieli, że urodził się ktoś niezwykły. Do malusieńkiego Jezusa (nowo narodzone dziecko jest naprawdę malutkie) wkrótce przybyli biedni pastuszkowie, którzy paśli zwierzęta w pobliżu Betlejem oraz trzej bogaci i wspaniali mędrcy z dalekich krajów. Pastuszkowie wiedzieli, dokąd iść, bo powiedział im o tym anioł, a mędrcom drogę pokazywała gwiazda inna niż wszystkie.

To był dopiero początek wielu dziwnych, trudnych i radosnych wydarzeń, o których ci opowie mama albo tata (a może już o nich słyszałeś?). A wszystko to jest na tyle ważne, że urodziny tego małego Dzieciątka obchodzimy bardzo uroczyście do dziś.

I my czekamy

Czy lubisz na coś czekać? Na przykład na swoje imieniny, na autobus, na powrót taty z pracy albo na mamę - żeby cię odebrała wreszcie z przedszkola? Pewnie nie. Powiem ci w tajemnicy, że dorośli też nie lubią czekać i chcieliby, żeby wszystko, co miłe, było natychmiast i na zawsze. Ale to niemożliwe i dlatego czekanie jest bardzo ważne. Czekanie pozwala się przygotować na to, co ma nastąpić. Na przykład twoja mama, kiedy mieszkałeś jeszcze u niej w brzuchu, przygotowywała się na twoje przyjście. Wymyślała imię dla ciebie, kupowała ubranka i pieluszki, może przemeblowywała mieszkanie. Dlatego do Bożego Narodzenia też się trzeba przygotować.

Czas oczekiwania na te właśnie Święta nazywa się adwentem. Trwa on cztery tygodnie. W niektórych domach robi się specjalny wieniec z zielonych gałązek i co tydzień w sobotni wieczór (?) zapala się w nim jedną świeczkę. Nawet małe dzieci, które nie umieją liczyć, wiedzą, że im więcej świeczek, tym bliżej do Bożego Narodzenia. Adwent kończy się w dniu, który wielu ludzi uważa za najpiękniejszy dzień w roku. Nawet nazwę ma niezwykłą. To Wigilia.

Cicha noc...

Tam, gdzie urodził się Jezus, jest zawsze ciepło, rosną palmy i mieszkają wielbłądy. Ale w naszym kraju Święta kojarzą się ze śniegiem skrzypiącym pod butami i z zieloną pachnącą choinką...

W tym szczególnym dniu dorośli nie jedzą obiadu, a najważniejszym posiłkiem jest kolacja. Ma swoją szczególną nazwę: wieczerza wigilijna. W każdej rodzinie Wigilia wygląda trochę inaczej, ale zawsze jest bardzo uroczysta i niepodobna do innych dni.

W pokoju stoi choinka, ozdobiona kolorowymi bombkami i "włosami anielskimi" (nie bój się tylko, bo to nie są prawdziwe włosy!). Świecą na niej lampki, trochę tak jak gwiazdy na niebie w tę noc sprzed dwóch tysięcy lat. Na samym czubku jest wielka gwiazda - przypomina tę, która pokazywała trzem mędrcom, jak trafić do Betlejem. Ale prawdziwe gwiazdy też są ważne, bo cała uroczystość może się zacząć dopiero wtedy, gdy ktoś zobaczy na niebie pierwszą gwiazdkę. Trudno się na nią doczekać, ale na szczęście w zimowe wieczory słońce zachodzi wcześnie.

Kiedy na granatowym niebie pojawi się pierwsza złota plamka, wszyscy się zbierają - najczęściej w dużym pokoju, przy choince.

Pójdźmy wszyscy

Na Święta nie tylko tata i mama są w domu. Często przyjeżdżają jeszcze dziadkowie, ciocie i wujkowie. Albo odwrotnie - wszyscy jadą do babci. W każdym razie najważniejsze, żeby rodzina była razem. Wyobrażasz sobie, jak smutno musi być komuś, kto na Święta jest zupełnie sam? Dlatego jest stary zwyczaj, że przy stole zostawia się jedno puste krzesło, a na stole jest wolny talerz. To na wypadek, gdyby tego wieczora zadzwonił do drzwi ktoś, kto nie ma gdzie spędzić Świąt. Chodzi o to, żeby nie odsyłać nikogo więcej do stajni, bo po pierwsze, dzisiaj przecież nie każdy ma stajnię, a po drugie - nawet w najciaśniejszym mieszkaniu jeszcze jeden człowiek na pewno się zmieści.

W niektórych rodzinach Wigilia zaczyna się od przeczytania z grubej Księgi fragmentu, który zaczyna się "Z narodzinami Jezusa było tak...". Bo niby dorośli wiedzą, co to za święta, ale przedtem zawsze mają tyle pracy - sprzątanie, gotowanie, kupowanie - że mogą z tego wszystkiego trochę zapomnieć.

Zanim wszyscy siądą za stołem, dzielą się opłatkiem, składają sobie życzenia i się całują. To bardzo ważna chwila. Wiesz, dlaczego? W czasie przedświątecznych przygotowań całkiem łatwo się pokłócić - bo bombka może się zbić, ciasto przypalić, a choinka okazać trochę łysa. A przecież ważniejsze od bombki, ciasta i nawet choinki jest to, żeby się na siebie nie gniewać. Więc przy okazji dzielenia się opłatkiem koniecznie trzeba się z wszystkimi pogodzić, nawet jeśli to trudne.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy