1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Droga

W prawo - powiedział pies Pypeć. W lewo - powiedziała natychmiast kaczka Katastrofa.
- Bzyk-bzyk - zabzyczała Bzyk-Bzyk, co i tak nic nie zmieniało.

Pan Kuleczka podrapał się w głowę. Szli sobie właśnie polną drogą. Było żółto i niebiesko. Żółto - na dole, od zboża, które rosło wszędzie wokół, a niebiesko - na górze, wiadomo - od nieba, z lekka tylko poplamionego białymi chmurkami. No i była jeszcze droga - trochę brązowa od ziemi, a trochę zielona od trawy. Pypciowi bardzo podobały się te wszystkie kolory. Nawet Katastrofa nie narzekała, bo znalazła sobie świetne zajęcie - rzucała kamyk, a potem szybko biegła, żeby go złapać. Jeszcze ani razu jej się nie udało, ale nie traciła nadziei. Bzyk-Bzyk co chwila siadała na jakimś polnym kwiatku, a Pan Kuleczka zaraz tłumaczył, czym się różni chaber od bławatka. Choć oba wyglądały bardzo podobnie.

Wszystko było bardzo dobrze. Aż do chwili, gdy droga się rozdwoiła.

- W lewo! - powiedziała głośniej Katastrofa i żeby dodać mocy swoim słowom, podskoczyła parę razy.

- A ja myślę, że w prawo - wymruczał Pypeć, lekko unosząc prawe ucho.

- Bzyk-bzyk - zabzyczała Bzyk-Bzyk i przeleciała od Pypcia do Katastrofy i z powrotem. W końcu wylądowała na muszce Pana Kuleczki.

Pan Kuleczka otarł pot z czoła i westchnął.

- Coś mi się wydaje, że mamy dwa wyjścia - powiedział.

- No, właśnie - potwierdziła Katastrofa. - Możemy pójść w prawo albo w lewo.

Pan Kuleczka pokręcił przecząco głową.

- Nie to miałem na myśli - powiedział. - Sądzę, że albo możemy się rozdzielić, albo powinniście dojść do porozumienia.

Pypeć przysiadł na poboczu i pogrążył się w rozmyślaniach. Katastrofa podskakiwała to na jednej, to na drugiej nodze. Pierwszy odezwał się Pypeć.

- No to może się rozdzielmy - wymruczał. - Ja z Panem Kuleczką pójdziemy w prawo, a Katastrofa z Bzyk-Bzyk w lewo.

Katastrofa z wrażenia aż przestała skakać.

- Taaak? - zawołała. - A niby dlaczego? Ja myślę, że wszyscy powinniśmy pójść w lewo. Żeby dojść do porozumienia.

Mucha Bzyk-Bzyk, która od dłuższego czasu milczała, jakby już zmęczona całym tym sporem, z bzykiem wzleciała w górę, a potem ruszyła przed siebie. Prosto.

Pypeć i Katastrofa w zadziwieniu unieśli głowy. Pan Kuleczka się uśmiechnął.

- No, tak - powiedział. - Bzyk-Bzyk chyba najlepiej wybrała. Ale żeby móc wybrać tak jak ona, trzeba umieć...

- Latać - zawołali chórem Pypeć z Katastrofą.

Pan Kuleczka pokiwał głową.

- A jeśli nie umiemy latać, to może pójdziemy, co? - zaproponował. - W którą stronę?

Katastrofa spuściła wzrok.

- Właściwie może być w prawo - powiedziała.

- A może też być w lewo - dodał Pypeć.

Pan Kuleczka już zaczął się obawiać, jak się to wszystko skończy, gdy nagle pojawiła się Bzyk-Bzyk, bzycząc coś z nadzwyczajnym ożywieniem. Pan Kuleczka, który chyba jedyny na świecie świetnie ją rozumiał, najpierw się zdziwił, a potem powiedział:

- Jednak się rozdzielmy. Pypeć, idź z Bzyk-Bzyk, a ja z Katastrofą.

Teraz zdziwili się Pypeć i Katastrofa, i to tak bardzo, że aż zapomnieli o cokolwiek spytać.

I zaraz ruszyli: Pypeć z Bzyk-Bzyk w prawo, a Pan Kuleczka z Katastrofą w lewo. Ledwo przeszli paręnaście kroków, lewa dróżka zaczęła skręcać w prawo, a prawa w lewo. Po chwili obie znów połączyły się w jedną szeroką drogę.

- Hura! - zawołał Pypeć na widok Katastrofy.

- Hura! - zawołała Katastrofa na widok Pypcia i zaraz dodała: - Całe szczęście, że była z nami Bzyk-Bzyk, bo inaczej stalibyśmy tam do rana!

A Bzyk-Bzyk jak gdyby nigdy nic zamachała skromnie skrzydełkami i powiedziała:

- Bzyk-bzyk.