1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Kapelusz

Myślę, że to taki mały wulkan - powiedziała kaczka Katastrofa, pochylona nad niewielkim kopczykiem ziemi, który tajemniczym sposobem pojawił się na środku parkowego trawnika.
- Bardzo tu wulkanicznie - dodał pies Pypeć, pokazując inne podobne kopczyki.

Mucha Bzyk-Bzyk latała od kopczyka do kopczyka i co chwila się na któryś wspinała. Dla niej była to wyprawa na całkiem spory wulkan.

- Tak naprawdę to... - zaczął Pan Kuleczka, ale nie dokończył, bo właśnie w tym momencie potknął się o jeden z kopczyków i zgubił kapelusz.

Wiatr natychmiast potoczył go po trawie. Wszyscy - Pan Kuleczka, Pypeć, Katastrofa, a nawet Bzyk-Bzyk - rzucili się w pogoń. Kapelusz turlał się jak piłka, skakał przez kopczyki jak kangur, a nawet podfruwał jak gołąb.

Pypeć biegł pierwszy. Szybko zbliżył się do kapelusza. Już, już miał go chapsnąć, kiedy ten nagle skręcił i Pypeć tylko kłapnął zębami w powietrzu. Wszyscy pobiegli dalej. Kapelusz nagle zawrócił, więc się zatrzymali, przypatrując mu się uważnie. Kapelusz minął ich jakby nigdy nic i pomknął w drugą stronę. Gdy turlał się obok Katastrofy, udało jej się go przydepnąć. Aż podskoczyła z radości! I wtedy kolejny podmuch wiatru znów uniósł go w powietrze. Tym razem leciał prosto na Bzyk-Bzyk, która zaczęła groźnie bzyczeć. Na kapeluszu nie zrobiło to żadnego wrażenia. Obrócił się parę razy w powietrzu jak wiatrak, aż Bzyk-Bzyk na wszelki wypadek schowała się za Pana Kuleczkę. Pan Kuleczka dyszał ciężko. Pypeć i Katastrofa też dyszeli.

Kapelusz nie dyszał, ale wyglądało na to, że także się zmęczył. Przycupnął przy jednym z kopczyków i ani drgnął.

Pan Kuleczka, Pypeć, Katastrofa i Bzyk-Bzyk noga za nogą i łapa za łapą przywlekli się w jego pobliże.

- Trzy-chy-chy, czte-ry-chy-chy - wydyszała Katastrofa i wszyscy ostatkiem sił niemrawo rzucili się na kapelusz.

Kiedy się podnieśli i rozplątali ręce, nogi, łapy i skrzydełka, Pan Kuleczka z dziwną miną przyjrzał się czemuś, co trzymał w ręce. To coś trochę przypominało bardzo przypalony naleśnik, a trochę gniazdo bociana, ale niedużego.

- Wszystko przez ten wiatr - powiedział Pypeć.

- Wszystko przez te wulkany! - tupnęła Katastrofa. - Potknął się pan i kapelusz panu spadł i...

- No, tak - przypomniał sobie Pypeć. - A właśnie coś pan o nich mówił, kiedy to wszystko się zaczęło.

Pan Kuleczka oderwał wzrok od czarnego naleśnika.

- A, tak, tak - powiedział. - Te kopczyki to sprawka kreta. A może nawet kilku. Wiecie, krety mieszkają pod ziemią i tam ryją sobie korytarze...

- Rozumiem! - przerwała Katastrofa. - A czasem już nie mogą wytrzymać i wychodzą spod ziemi na trawę i wtedy robi się taki wulkan!

- Mniej więcej - powiedział Pan Kuleczka. - Choć krety lepiej czują się pod trawą niż na trawie.

Bzyk-Bzyk podleciała do jednego z kopczyków i spróbowała zajrzeć do środka. Nic nie było widać.

- Ale to okropne żyć pod ziemią - zauważył Pypeć. - Z kwiatów widać tylko korzenie, wszystko jest czarne albo brązowe i w ogóle nie ma słońca.

- To co tym kretom tam się może podobać? - zawołała zdziwiona Katastrofa.

Pan Kuleczka przejechał ręką po głowie i spojrzał na naleśnik, który kiedyś był zupełnie czym innym.

- Może to, że tam nie ma wiatru, więc można sobie spokojnie chodzić w kapeluszu? - powiedział.