1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Bańki

Pan Kuleczka, pies Pypeć, kaczka Katastrofa i mucha Bzyk-Bzyk szli do parku. Słońce przygrzewało z ochotą i można było mieć nadzieję, że wiosna przyszła już na dobre. Nawet Pypeć prężył się w jego promieniach, jakby był jakimś kotem, a nie najprawdziwszym psem. To znaczy prężył się na początku, bo potem kompletnie zapomniał o prężeniu. Wszystko przez Pana Kuleczkę! Gdy w końcu doszli do parku i usiedli na ławce, Pan Kuleczka powiedział:
Mam dla was niespodziankę...

Zanim zdążyli o cokolwiek spytać, wyjął z plecaczka słoik i pasiaste słomki.

Przyjęcie, przyjęcie! - zawołała radośnie Katastrofa - Będziemy pili przez rurki, hura!

I sięgnęła po jedną z pasiastych słomek, a Pypeć po drugą. Pan Kuleczka przytrzymał słoik.

Hm, myślę, że to by wam chyba nie smakowało - powiedział.

Katastrofa już się zaczęła obrażać, ale nie skończyła, bo Pan Kuleczka wyjaśnił:

To jest woda z mydłem.

Katastrofa aż się wzdrygnęła, a Pypeć na chwilę się zamyślił, a potem powiedział:

Jakbyśmy się tego napili, to chyba moglibyśmy puszczać bańki nosem...

A potem spojrzał na Katastrofę i zawołał równocześnie z nią:

Bańki!

No, właśnie - pokiwał głową Pan Kuleczka. - A dla tych, którzy nie lubią puszczać baniek nosem, przyniosłem słomki...

I zaczęło się! Każdy złapał jedną słomkę, maczał ją w słoiku, a potem dmuchał. Katastrofa chciała być najszybsza i dmuchała z całych sił, aż jej oczy wychodziły na wierzch. Ale na końcu słomki zamiast bańki pojawiała się tylko mała kropelka, która spadała na ziemię. I nic!

To niesprawiedliwe! - zawołała Katastrofa - Dostałam złą rurkę! Do robienia kropelek, a nie baniek! Chcę inną!

Pan Kuleczka wyjął z plecaczka rurkę i podał ją Katastrofie. Ale druga rurka nie była lepsza od pierwszej. Trzecia też robiła tylko kropelki. Przy czwartej zdyszana Katastrofa powiedziała:

No, dobra. Pypeć, powiedz, jak to się robi...

Bo Pypciowi bańki udawały się od samego początku. Każda rosła powoli - najpierw była jak Bzyk-Bzyk, potem jak piłeczka do ping-ponga, potem jak bombka na choinkę. Każda była niezwykła - równocześnie bardzo kolorowa i całkiem przezroczysta. Odrywała się od słomki i powoli odlatywała między drzewa. Prawdziwa Bzyk-Bzyk leciała za nią jak najdalej, ale zaraz wracała, bo mimo wszystko wolała Pana Kuleczkę od tych kolorowych fruwających kuleczek.

Jak to się robi? - powtórzył zamyślony Pypeć - No, zwyczajnie. Po prostu się dmucha...

Nieprawda! - Katastrofa rozzłościła się, że Pypeć nie chce jej zdradzić swojego sekretu - Przecież ja też zwyczajnie dmucham i zobacz!

Uniosła swoją rurkę, z której tym razem rozprysnęły się malutkie kropelki.

O - zdziwił się Pypeć - może nie każdy może puszczać bańki?

Katastrofa spojrzała w ziemię. Pan Kuleczka popatrzył na nią, wyjął z plecaczka jakieś dziwne urządzenie i odlał do niego trochę mydlanej wody ze słoika.

Wiesz, mam tu jeszcze coś - powiedział. - To kółeczko się moczy, a potem dmucha.

Katastrofa spojrzała na urządzenie z lekkim niedowierzaniem, ale postanowiła dać szansę Panu Kuleczce. Zanurzyła kółeczko i dmuchnęła - zwyczajnie, z całej siły - a wtedy z kółeczka uleciały w powietrze bańki. Nie takie duże jak te Pypcia, ale za to całe mnóstwo! Aż Bzyk-Bzyk nie wiedziała, za którą polecieć.

Hurra! - zawołała Katastrofa.

Wkrótce nad ich ławką unosiły się całe gromady baniek: małych - Katastrofy - i wielkich - Pypcia. Krążyły, odlatywały, pękały, ale na ich miejsce zaraz pojawiały się nowe. Puszczali je aż do obiadu. A gdy wracali do domu, Pypeć powiedział:

Jednak każdy może puszczać bańki.

Pan Kuleczka pokiwał głową i dodał:

Tylko nie każdy tak samo...