1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Rzeka

Pan Kuleczka, kaczka Katastrofa i pies Pypeć stali nad rzeką i wpatrywali się w wodę. Mucha Bzyk-Bzyk latała w pobliżu i próbowała zaprzyjaźnić się z jakąś ważką. Ważka była wyraźnie większa i nie bardzo chciała.
Pachniało mokrym tatarakiem i jeszcze czymś zielonym. Woda płynęła niespiesznie, ale zdecydowanie - z jednej strony w drugą. Choć w paru miejscach przy brzegu dla urozmaicenia robiła kółko.

Katastrofa znalazła kamyk i rzuciła w stronę rzeki, tak jak pokazał im przedtem Pan Kuleczka. Chciała puścić kaczkę. Kamyk powiedział "plum" i zniknął w wodzie.

Jedna! - zauważył Pypeć.

Ale razem ze mną to dwie! - zawołała niezrażona Katastrofa - Niech pan powie, że jak na początek, to całkiem nieźle!

Jak na początek, to całkiem nieźle - pokiwał głową Pan Kuleczka.

Katastrofa pobiegła w drugą stronę, podniosła następny kamień i rzuciła.

Znowu dwie! - zawołała - To razem ile?

Cztery - wymamrotał Pypeć z pochyloną głową. Próbował znaleźć jak najbardziej płaski kamyk. - Ale to się przecież tak nie liczy.

A dlaczego nie?! - zawołała Katastrofa - Każdy może sobie liczyć, jak chce!

I - plum! - rzuciła jeszcze jeden kamyk.

Znowu dwie! - zawołała - To teraz już ile?

Sześć - obliczył błyskawicznie Pan Kuleczka, a Katastrofa dumnie uniosła dziobek. W końcu nie każdemu udaje się puścić sześć kaczek!

Bzyk-Bzyk przestała tymczasem zaprzyjaźniać się z dumną ważką i próbowała bawić się w berka z jakimś żuczkiem. Żuczek był mały, ale ciężki, więc latał powoli i Bzyk-Bzyk ciągle wygrywała.

Pypeć znalazł idealnie płaski kamyk, ale nie rzucał go jeszcze, tylko przyglądał się wodzie.

A właściwie to dlaczego rzeka płynie, a jezioro nie? - zapytał nagle.

Katastrofa stanęła jak wryta.

Pypeć - zawołała - to przecież jasne!

Taaak? - zapytał Pypeć - No to powiedz!

Po prostu! - podskoczyła Katastrofa - Bo jak rzeka nie płynie, to jest jeziorem! A jak jezioro płynie, to jest rzeką!

Bzyk-Bzyk znudziło się ciągłe wygrywanie w berka. Podleciała do Pana Kuleczki i usiadła mu na muszce.

A ja myślę, że rzeka chce zobaczyć, co jest gdzie indziej - zamyślony Pypeć popatrzył w stronę dalekich drzew. - A jezioro woli się przyglądać temu, co ma koło siebie.

Pan Kuleczka uniósł brwi, ale nic nie powiedział. Katastrofa uniosła następny kamyk i też nic nie powiedziała. Bzyk-Bzyk nic nie uniosła ani nie powiedziała, bo zasnęła na muszce Pana Kuleczki.

Poczekaj! - powiedział Pypeć, który przestał przyglądać się dalekim drzewom i przypomniał sobie o znalezionym kamyku - Masz, spróbuj tym - i dał go Katastrofie.

Katastrofa rzuciła z całej siły, a kamyk jakby ożył: nie zrobił wcale "plum!", tylko z cichym plaskiem podskoczył na wodzie raz, drugi, trzeci i jeszcze raz, i jeszcze.

Katastrofa przyglądała się temu z otwartym dziobem i wyjąkała z niedowierzaniem:

Hu... ra...

I wszyscy zaraz zawołali radośnie:

- Hura!! Brawo!

A Pan Kuleczka uśmiechnął się i powiedział trochę tajemniczo:

No, no... Rzeka z jeziorem mogą wiele zdziałać!

Chociaż żadnego jeziora tam nie było! Ale nikt już się nie dopytywał, bo Pan Kuleczka zaprosił wszystkich na placek, który miał schowany w koszyku na szczególną okazję. A przecież bardziej szczególnej okazji nie można sobie było wyobrazić!