1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Okna

Pies Pypeć i kaczka Katastrofa siedzieli w fotelach i patrzyli w okno. Mucha Bzyk-Bzyk bezgłośnie łaziła po szybie. Byli sami. Robiło się ciemno, ale nikomu nie chciało się ruszyć, żeby zapalić światło. Na drzewie za oknem nie było jeszcze liści i przez łyse gałęzie patrzyli na dalekie domy. Domy wydawały się czarne, choć Pypeć pamiętał, że w dzień są szare. Co jakiś czas na którejś czarnej ścianie pojawiała się żółta plamka.
Widocznie tam komuś chciało się ruszyć, żeby zapalić światło - powiedział Pypeć.

Co, co, co? - zapytała nieprzytomnym głosem Katastrofa. Chyba na chwilę zasnęła.

Mówię o tych żółtych plamkach - wytłumaczył Pypeć. - Jak się pojawiają, to znaczy, że ktoś w pokoju zapalił światło.

Albo w kuchni - dodała natychmiast Katastrofa, żeby Pypciowi się nie wydawało, że to on wszystko wie.

Pypeć pokiwał głową.

Mhy. Wszystko jedno...

Jak to wszystko jedno? - oburzyła się Katastrofa - Byłoby ci wszystko jedno, czy bym teraz zapaliła światło tu, czy w kuchni?

Pypeć westchnął.

No, nie. Ale chodzi mi o to, że jak tak siedzę i patrzę sobie na te malutkie żółte plamki, to nie mogę uwierzyć, że wszędzie tam ktoś jest... Dzieci, rodzice, babcie, dziadkowie, psy...

I kaczki... - wtrąciła szybko Katastrofa.

No, nie wiem - zamyślił się na chwilę Pypeć.

I myszy - dodała tymczasem Katastrofa i przytuliła swoją myszę Wiszę.

Bzyk-bzyk - zabzyczała Bzyk-Bzyk przy szybie.

... i muchy - dokończył Pypeć.

Chwilę siedzieli w milczeniu, patrząc w okno. Światełek przybywało. Układały się w jakiś wzór. Do niczego niepodobny, ale ładny.

I może kogoś z nich boli głowa - niespodziewanie znów odezwał się Pypeć. - Albo przypaliła mu się zupa. Albo nie może znaleźć swojej szczoteczki do zębów. Albo czeka, żeby go ktoś odwiedził...

Albo się pokłócił i teraz się wstydzi - powiedziała Katastrofa. - Albo farbka wylała mu się na prawie gotową laurkę. Albo zepsuł radio i trochę boi się przyznać. Albo zgubił klucz i nie może się dostać do domu...

No, nie - zaprotestował Pypeć - jakby się nie dostał, to by się nie zapaliło światełko.

Właśnie! - zawołała Katastrofa - Widzisz, ile jest ciemnych okien?

Bzyk-bzyk - zabzyczała gwałtownie Bzyk-Bzyk.

... albo nie umie mówić i się martwi, bo nikt go nie rozumie - dopowiedział jeszcze Pypeć.

Znowu chwilę pomilczeli.

Musimy coś zrobić! - zawołała nagle Katastrofa - Nie możemy ich tak z tym wszystkim zostawić!

Tylko co zrobić? - zamyślił się Pypeć - Ich jest tak dużo, a nas tylko...

No tak... - zasmuciła się Katastrofa - Ale żeby chociaż wiedzieli, że ich widzimy, że się o nich martwimy i że nie są sami!

Przez chwilę próbowali coś wymyślić. Sprawa nie była prosta.

Wiem - powiedział nagle Pypeć. - Damy im znak. Przez okno!

Zeskoczył z fotela, podbiegł do ściany i zapalił światło. A potem zgasił. A potem znów zapalił. I znów, i znów. Wpatrywali się uważnie w okna dalekich domów. Nic się nie działo. Od czasu do czasu na którejś ścianie pojawiało się nowe światełko. Rzadziej któreś gasło. Pypeć wciąż pstrykał, a pokój na zmianę rozjaśniał się i ciemniał.

Bzyk-bzyk! - zabzyczała nagle gwałtownie Bzyk-Bzyk.

Ona zobaczyła pierwsza. Katastrofa i Pypeć zaraz potem. Jedno z dalekich światełek zgasło na chwilę, potem znów się zapaliło, znów zgasło, i znów....

Hura! - zawołała Katastrofa - Zobaczyli nas! Wiedzą, że nie są sami! Hura!

I odtańczyła z Pypciem radosny taniec na środku pokoju.

I wiesz, co jeszcze? - zapytał po chwili zdyszany Pypeć - My też nie jesteśmy sami! Nawet jak nie ma Pana Kuleczki. Wystarczy spojrzeć przez okno.