1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Morze

Katastrofciu - wołał Pan Kuleczka - nie odchodź tak daleko! Pypeć, chodź tutaj! Bzyk-Bzyk! Bzyk-Bzyk! No, gdzie ona jest?
Nie tak to sobie wyobrażał. Leżeli na plaży. Właściwie tylko Pan Kuleczka leżał, i to od czasu do czasu. Próbował pisać list, ale co chwila wstawał i rozglądał się wokół, czy wszystko w porządku. Przeważnie nie było w porządku.

Teraz ledwo wypatrzył Katastrofę spacerującą hen pod wydmami. Pypeć kopał rów z drugiej strony plaży. A Bzyk-Bzyk w ogóle nie było widać.

Nie lubię morza! - powiedziała Katastrofa, gdy w końcu niechętnie przyczłapała na koc.

Niee! - powtórzyła jak echo Bzyk-Bzyk. Okazało się, że chodziła wśród czarnych literek na liście i dlatego Pan Kuleczka jej nie zauważył.

Myślałam, że morze będzie jak duża wanna - mówiła dalej Katastrofa, człapiąc naokoło koca. - A ono robi za dużo szumu i w dodatku stale się rusza!

Pan Kuleczka pomyślał, że kogoś mu ten opis przypomina... Przytulił Katastrofę i głośno powiedział:

Wiesz, nie zawsze wszystko jest takie, jak sobie wyobrażamy.

Pypeć przybiegł, śmiesznie podskakując, bo gorący piasek parzył go w łapy. Przynajmniej jedna rzecz udała im się nadzwyczajnie - pogoda. Niebo było niebieskie jak farbka, a słońce grzało jak całkiem niezły piecyk.

No, tak - przypomniał sobie pan Kuleczka - Katastrofciu, włóż chustkę!

Nie chcę! - krzyknęła Katastrofa - Wyglądam w niej jak stara babcia!

Coś ty? - zdziwił się Pypeć - Raczej jak pirat.

To właściwie przekonało Katastrofę. Ale żeby się za szybko nie zgodzić, dodała:

A dlaczego Pypeć nie ma czapki?

Bo ja sobie zrobię schowanko przed słońcem - odparł sam Pypeć.

I zaraz zaczął kopać tunel. Prawie nic przy tym nie nabałaganił. Tylko trochę piasku nasypał na koc, do koszyka z jedzeniem, na list, na Bzyk-Bzyk i do buzi Pana Kuleczki.

Gmbhym - powiedział niezbyt wyraźnie Pan Kuleczka, bo mu piasek przeszkadzał.

To ja nazbieram kamyczków i muszelek - powiedziała na to Katastrofa i poszła.

Ale nie odchodź za daleko - mruknął już wyraźniej Pan Kuleczka i wrócił do pisania listu.

Kiedy podniósł wzrok, zobaczył, że Bzyk-Bzyk zasnęła, a Katastrofa wraca z pełnym wiaderkiem. Ale Pypcia nie było! Dopiero po chwili zauważył ogonek wystający z tunelu.

- Pypeć, wychodź natychmiast! To niebezpieczne! - zawołał Pan Kuleczka i delikatnie pociągnął za ogon.

- A ja sobie wyobrażałem, że wsuniemy tam sobie koc, zapalimy latarkę i będziemy jeść i opowiadać różne ciekawe historie... - tłumaczył zapiaszczony Pypeć, spoglądając na zbliżającą się Katastrofę.

Wtedy Katastrofa nagle zawołała "Aaaaa!" i wraz z wiaderkiem zniknęła z powierzchni ziemi. Okazało się, że wpadła do Pypciowego tunelu. Nawet jej się to spodobało, tylko Pypciowi było żal (bardziej tunelu niż Katastrofy)... A kiedy pomogli jej się wydostać i otrzepywali ją z piasku, Katastrofa powiedziała z przekonaniem do Pypcia:

Wiesz, co? Nie zawsze wszystko jest tak, jak sobie wyobrażamy.



Wieczorem, kiedy Pan Kuleczka spojrzał na siebie, zobaczył, że cały jest bardzo, bardzo czerwony. I poczuł, że wszystko go swędzi. I że nie wie, jak mu się uda zasnąć. I że jutro na pewno nie będzie mógł wyjść na słońce. I że chyba po prostu za bardzo się opalił.

Niech się pan nie martwi - powiedziała kaczka Katastrofa. - Jutro możemy pójść do lasu i będzie pan sobie leżał w cieniu.

A Pypeć dodał:

Bo nie zawsze wszystko jest tak, jak sobie wyobrażamy.