1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Zawsze

Dzień dobry, nazywam się Wesoły Ryjek. Dziś miała być piękna pogoda. Tak obiecał ten pan w telewizji, który chodzi przed kolorowym obrazkiem z małymi chmurkami i słoneczkami.
Wczoraj, kiedy pan mówił, jaka będzie dziś pogoda, żadnej chmurki na obrazku nie było. A nawet gdyby jakaś była, to ten pan tak machał rękoma, że na pewno by ją przegonił. Bardzo lubię słońce, więc się wczoraj ucieszyłem.

I dziś rano też się cieszyłem, dopóki nie wyjrzałem przez okno. A tam za oknem nie było żadnego słońca. Ani kawałka! Całe niebo zakrywały chmury.

- Mamo, mamo! - zawołałem. - Wcale nie ma słońca, choć ten pan w telewizji obiecywał, że będzie!

Mama podeszła do mnie i też wyjrzała przez okno.

- Słońce jest zawsze - powiedziała i zanim zdążyłem coś zawołać, dodała: - tylko nie zawsze je widać.

Przez chwilę zastanawiałem się i spoglądałem na niebo i na mamę.

- No, ale co nam po takim słońcu, którego nie widać? - zapytałem w końcu.

Mama nie odpowiedziała. Wzięła mnie na ręce, tak jak kiedyś, kiedy byłem malutki, i zaniosła do kuchni. W kuchni wyciągnęła stolnicę, wysypała na nią mąkę i już wiedziałem, co będziemy robić.

Mama lepiła ciasto, a ja wykrajałem foremką małe kawałki. Potem mama zrobiła z tych małych kawałków pierogi, a ja myślałem, co ulepić z tego, co zostało. I ulepiłem. zgadnijcie. Słońce!

A kiedy potem jedliśmy pierogi i opowiadaliśmy sobie z mamą różne różności, wyjrzałem przez okno i zobaczyłem, że chmury sobie gdzieś poszły. Świeciło prawdziwe słońce!

Dziś dowiedziałem się, że nawet jak słońce nie jest zawsze, to w końcu jednak zawsze się pojawia. I choć tego jeszcze nie wiem na pewno, to myślę, że pomaga mu w tym zrobienie nawet całkiem małego słońca z ciasta.