1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Burza

Dzień dobry, nazywam się Wesoły Ryjek. Dziś się bałem. To znaczy, nie całe dziś się bałem.
Rano wcale się nie bałem, tylko zwyczajnie - po śniadaniu bawiłem się z moim żółwiem przytulanką w ogródku. Bawiliśmy się w smoki i rycerzy. Najpierw ja byłem rycerzem, a mój żółw przytulanka smokiem, bo jest zielony, jak prawdziwy smok. Potem ja byłem smokiem, a mój żółw przytulanka rycerzem, bo ma pancerz, jak prawdziwy rycerz. Najpierw krzesło było moim zamkiem, a krzak porzeczek jamą smoka, a potem odwrotnie. Tylko królewna była cały czas ta sama. Od czasu do czasu przynosiła nam jabłka na talerzyku, chociaż nie pamiętałem, żeby królewny w jakiejś bajce karmiły na zmianę rycerzy i smoki.

Wszystko było dobrze i do tego momentu wcale się nie bałem. I nagle zrobiło się ciemno, jakby ktoś zgasił światło, a potem nagle jasno, jakby ktoś robił zdjęcie! - Grububum! - zaryczało coś z góry i zaraz potem spadły na mnie i mojego żółwia przytulankę wielkie krople.

- Mamo! - zawołałem do królewny i złapałem mojego smoka, a może rycerza, który znów zmienił się w żółwia przytulankę. Wbiegliśmy razem do domu. Mama szybko zamknęła drzwi i okna. Całe szczęście, bo za oknem działo się coś nie bardzo miłego, nawet dla rycerzy i smoków. Wiatr przeginał nasze drzewa w ogrodzie. Niebo zrobiło się granatowe. Deszcz nie tylko padał, ale w dodatku co chwilę uderzał w nasze okna, jakby ktoś chlustał wodą z wiadra. A najgorsze były pioruny i błyskawice. Grububum! Grubum!

- Mamo! Boję się! - powiedziałem i mocno się przytuliłem.

- Ja też się boję - powiedziała mama. - Nie lubię burzy.

Przez chwilę nie wiedziałem, co powiedzieć.

- To. to. to może poboimy się razem? - zapytałem w końcu. - Schowajmy się pod ten mój niedrapiący koc!

I tak zrobiliśmy. Schowaliśmy się pod mój niedrapiący koc - mama, ja i mój żółw przytulanka, zatkaliśmy uszy, żeby nie słyszeć grzmotów, i oglądaliśmy burzę za oknem, dopóki nie minęła. Dziś dowiedziałem się, że smoki, rycerze i królewny mogą żyć ze sobą w zupełnej zgodzie. Potrzebna jest do tego tylko burza i niedrapiący koc!