1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Burza

Dzień dobry, nazywam się Wesoły Ryjek. Dziś zdarzyło się coś naprawdę niesamowitego.
Najpierw wszystko było jak zwykle. Zjadłem śniadanie i wyszedłem bawić się do ogródka. Ptaki śpiewały, było ciepło i postanowiłem w piaskownicy zbudować z kamyków wyspę dla mojego żółwia. Budowałem, budowałem, aż tu nagle poczułem, że dzieje się coś dziwnego. Ptaki przestały śpiewać, drzewa szumieć i zrobiło się ciemno. Nie aż tak jak w nocy, ale bardzo ciemno. Spojrzałem w górę i zobaczyłem, że niebo ma taki kolor jak oczy mamy, kiedy się martwi.

- Mamo, mamo! - zawołałem i chwyciłem mocno mojego żółwia, a wtedy - naprawdę! - niebo pękło ze strasznym hukiem i błyskiem.

Zacząłem szybko uciekać do domu i wpadłem prosto w objęcia mamy, która wybiegła mi na spotkanie. Najpierw przytuliła mnie i mojego żółwia, a potem zamknęła drzwi i usiedliśmy przy oknie. Za oknem niebo pękało i pękało, a przy tym wylewało się z niego mnóstwo wody. Wydawało się, że woda leje się

na dół, w bok, a nawet w górę. Stukała o szyby i parapet, a w ogródku zbierała się w kałuże. Ale najgorsze było to niebo, które co chwilę pękało w innym miejscu z okropnym hałasem.

- I co teraz będzie, mamo? - zapytałem. - Czy niebo się już nigdy nie naprawi?

- Naprawi, naprawi, zobaczysz - przytuliła mnie mama. - Każda burza się kiedyś kończy.

Nie bardzo w to wierzyłem, ale po jakimś czasie deszcz i hałas stały się mniejsze, aż w końcu w ogóle sobie gdzieś poszły. W mokrym ogrodzie zaczęły śpiewać ptaki i zobaczyłem, że z kałuży w piaskownicy wystaje teraz prawdziwa wyspa.

Ale najlepsze było na końcu.

- Zobacz! - powiedziała mama i pokazała w górę.

Na jasnym niebie zobaczyłem coś bardzo delikatnego i bardzo kolorowego. Wyglądało trochę jak wielka brama.

- To tęcza - powiedziała mama.

Dziś dowiedziałem się, że warto czekać do końca burzy. I że nawet najbardziej pęknięte niebo w końcu z powrotem zarasta.