1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Słońce

Dzień dobry, nazywam się Wesoły Ryjek. Dziś Zaraz. O tym, co dziś, opowiem za chwilę. Najpierw muszę opowiedzieć o tym, co było wczoraj. Wczoraj wieczorem rodzice zabrali mnie na plażę.
Codziennie chodziliśmy na plażę, ale zawsze rano. Braliśmy jedzenie, piłkę, zabawki, koc, parawan i szliśmy sobie całkiem daleko, gdzie nie było dużo ludzi. Bardzo to lubiłem, bo mogłem się bawić albo sobie leżeć, albo rozmawiać z mamą i z tatą. Wracaliśmy przeważnie na obiad. A wczoraj rodzice powiedzieli, że chcą mi coś pokazać i że po kolacji jeszcze raz pójdziemy na plażę. I poszliśmy.

Mieliśmy ze sobą koc i parawan, ale też kurtki, bo nie było wcale tak ciepło jak rano. Na plaży tata czytał mi książkę, aż prawie zasnąłem. Dziwiłem się tylko, co takiego rodzice chcą mi pokazać. Aż wreszcie sam zobaczyłem! Słońce! Choć zwykle grzało cały dzień, to wcale nie było go widać. A teraz - na odwrót, nie grzało, ale widziałem je całkiem wyraźnie. Wyglądało jak wielka czerwonopomarańczowa kula. To było bardzo piękne, ale nagle zauważyłem, że słońce powoli, powoli wsuwa się do wody!

- Mamo, tato! - zawołałem. - Słońce wpada do morza! Ratunku!

Mama mnie przytuliła, a tata wytłumaczył, że słońce co wieczór tak robi i że właśnie po to wzięli mnie wieczorem na plażę, żebym mógł to na własne oczy zobaczyć. Wcale mnie to nie przekonało. Zwłaszcza że słońca było widać coraz mniej, a na morzu pojawiła się wielka pomarańczowa plama.

- Widzicie, widzicie? - zawołałem. - Ono się rozpuszcza! Co będzie, jak się całkiem rozpuści? Przecież zrobi się zupełnie ciemno!

I zacząłem bardzo płakać. Tata i mama coś do mnie mówili, ale z tego płaczu wcale ich nie słyszałem. W końcu zebrali nasze rzeczy, tata wziął mnie na ręce i wróciliśmy do domu. A ja z tego wszystkiego zasnąłem.

Obudziłem się rano. I od razu zobaczyłem, że jest jasno. Słońce świeciło tak samo jak wczoraj! Nawet nie wiecie, jak się ucieszyłem. Od razu pobiegłem powiedzieć o tym mamie i tacie!

Dziś dowiedziałem się, że słońce wcale się nie rozpuszcza w morzu. Chyba po prostu kąpie się co wieczór i dlatego rano jest takie czyściutkie i świecące!

Więcej o: