1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Wizyta

Dzień dobry, nazywam się Wesoły Ryjek. Dziś rano mama powiedziała, że pójdziemy z wizytą.
Lubię wizyty, bo jak się idzie do kogoś z wizytą, to przeważnie je się różne dobre rzeczy. Ale tym razem mama powiedziała, że idziemy z wizytą do dentysty. A ja dobrze wiem, kto to jest dentysta. Jest ubrany cały na biało jak duch, chyba specjalnie, żeby straszyć. I ma całe mnóstwo zupełnie niepotrzebnych narzędzi. Każe otworzyć ryjek i grzebie w nim tymi narzędziami.

- Nigdzie nie idę - powiedziałem.

Ale w końcu mama mnie przekonała, bo powiedziała, że weźmiemy mojego żółwia przytulankę i dowiemy się, czy ma zdrowe zęby.

U pana dentysty było całkiem jak u nas w domu - jasno, dużo kolorowych gazet i dużo zabawek. Tylko u nas nie ma takiego świetnego krzesła, które jeździ w górę i w dół. Pan dentysta najpierw nie chciał się zgodzić, żebym usiadł na tym krześle, ale bardzo go prosiłem i w końcu mi się udało. Pojechałem prawie pod sam sufit, a potem z powrotem. Pan dentysta poprosił, żebym sobie wyobraził, że jestem straszliwym smokiem i chcę go pożreć. Więc otworzyłem ryjek najszerzej, jak się dało, bo pan dentysta był duży i inaczej nie mógłbym go pożreć. Potem pan dentysta postukał czymś po zębach smoka, to znaczy moich. I powiedział, że jest całkiem nieźle. Mama już się żegnała, ale ja wcale nie chciałem wychodzić. Pan dentysta obejrzał jeszcze mojego żółwia i powiedział, żebym nauczył go czyścić zęby. I dał mi specjalną żółwiowo-prosiaczkową pastę! A potem wytłumaczył, że naprawdę muszę już iść, bo jest kolejka i inni też chcą pojeździć na krześle i pobawić się w smoka. Więc poszliśmy.

Dziś dowiedziałem się wielu rzeczy: że dentyści nie boją się smoków, a smoki dentystów. Że są latające krzesła. I że ciekawe mogą być nawet takie wizyty, w czasie których nic a nic się nie je!```