1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Razem, czyli osobno

Prawie połowa dzieci rodzi się w obecności ojca. Ale rodzinny poród nie jest wcale gwarancją wspólnej opieki nad dzieckiem. - Mój mąż zrobił zdjęcia. Po powrocie do domu uznał, że to wystarczyło, bo on jest od pracy, ja - od zajmowania się domem - narzeka Kasia z Poznania. Statystyki potwierdzają, że prawdziwie partnerskie związki to wciąż rzadkość. Psychologowie dodają, że żeby to zmienić, ciężką pracę muszą wykonać sami zainteresowani: młodzi rodzice.
- Pamiętajmy, że obecne pokolenie jest pierwszym, w którym mężczyźni zostali wpuszczeni na sale porodowe i dopuszczeni do opieki nad dzieckiem. To nowa i trudna sytuacja nie tylko dla nich, ale i dla kobiet - zaznacza psycholog Monika Ciechomska z poradni Pomoc Rodzicom.

Krok pierwszy: poród rodzinny

Kasia z Poznania pamięta, że wspólny poród był dużym przeżyciem dla niej i jej męża. - Marcin bardzo to przeżywał. Z jednej strony chwalił się przed kolegami, z drugiej bał się, czy da radę - wspomina. Ona trochę też się bała, jak Marcin zareaguje, gdy zobaczy ją w czasie porodu. Kiedy na świat przychodziła ich córeczka Tosia okazało się jednak, że strach miał wielkie oczy - wszystko poszło dobrze. Nie zawsze jednak tak jest. Część mężczyzn nie da się zaciągnąć na porodówkę choćby wołami. Są kobiety, które nie chcą tam widzieć swojego męża. - Taki wspólny poród jest modny, ale to nie jest dla każdego. Nikogo nie można do niego zmuszać - zaznacza Monika Ciechomska. W Polsce wspólne porody są z roku na rok coraz popularniejsze, szacuje się, że stanowią około 40 procent wszystkich porodów. W wielu szpitalach trzeba po prostu za nie płacić, i to jest poważna bariera. Ale wielu młodych rodziców po prostu nie chce na takie rozwiązanie się zdecydować.

Z psychologicznego punktu widzenia wspólny poród to skomplikowana gra różnych oczekiwań. - Przyszli ojcowie przed porodem oczekują informacji jak przeżyć i nie zemdleć. Dla nich kilkugodzinne oczekiwanie to katorga. Mężczyźni potrzebują działania, poczucia panowania nad sytuacją. "Bycie z boku" to zaprzeczenie tego, kim powinni być - mówi psycholog z poradni Pomoc Rodzicom. - Tymczasem dla kobiet to "bycie obok" jest właśnie niezwykle ważne - dodaje Monika Ciechomska.

Co zrobić, żeby pogodzić oczekiwania obojga rodziców? Rozmawiać i planować. Postarać się, żeby mężczyzna mógł np. przynieść ręcznik, podać herbatę, pomóc przy gimnastyce - wtedy będzie czuć się potrzebny. No i powinien wiedzieć, że poród trwa zazwyczaj kilka godzin i naprawdę może wyskoczyć coś zjeść.

To "wykorzystanie" mężczyzny jest bardzo ważne. Bez tego młody tata może mieć poczucie bezradności, które może odezwać się też później, gdy dziecko wróci do domu.

My to ja i ty

Nawet najbardziej rodzinny poród wygląda jednak tak, że to kobieta rodzi, a mężczyzna jest obok. - Mówienie, że "urodziliśmy" jest zaklinaniem rzeczywistości - śmieje się Monika Ciechomska. Zaklinaniem uroczym i zabawnym, ale niebezpiecznym. Bo rodzenie i karmienie piersią to przywilej (i zadanie) kobiet, nie mężczyzn.

Tu właśnie, gdy dziecko wraca do domu, zaczynają się schody. - Ja zajmowałam się dzieckiem, karmiłam je. A Marcin zajął się sprzątaniem, gotowaniem. Ale gdy po urlopie wrócił do pracy okazało się, że dzieckiem zajmuje się tylko z doskoku. I cały dom został na mojej głowie - opowiada Kasia. - U mnie też mąż zajmuje się dziećmi tylko w weekend - przyznaje Martyna ze Szczecina.

- Podział obowiązków, wzajemne pomaganie sobie to w sumie trudna rzecz - tłumaczy Monika Ciechomska. Z jednej strony mężczyźni muszą zająć się domową logistyką. To oni musza zrobić zakupy, posprzątać - szczególnie na początku. Potem wracają do pracy, a z dzieckiem zostaje młoda mama - odwrotne sytuacje są w Polsce bardzo nieliczne. - Taka domowa pomoc jest dla kobiety bezcenna. Ale młodzi ojcowie muszą też znaleźć czas dla dziecka - zaznacza Monika Ciechomska. To również zadanie dla mam, które często zawłaszczają niemowlaka dla siebie. A powinny zostawić przestrzeń tacie. - Żeby sam mógł przewinąć dziecko i się z nim pobawić po swojemu - tłumaczy psycholog.

- Gdy Lenka była większa robiliśmy zmiany. Jak ja kąpałem, to Ewa karmiła. A następnego dnia odwrotnie. Żeby nie patrzeć sobie na ręce. Czasami bawimy się w trójkę. Ale niektóre zabawy dzielimy między siebie, żeby samemu być z dzieckiem, i żeby drugie z nas odpoczęło - opowiada Krzysiek z Warszawy.

- To też jest sposób. Tak naprawdę każdy sposób jest dobry, jeśli odpowiada rodzicom i dziecku. Nie zapominajmy, że to dla niego rodzice chcą być partnerami - mówi psycholog. Dodaje też, że trzeba rozmawiać o tym, jak robić różne rzeczy razem. - Bez rozmowy i wzajemnego szacunku będzie bardzo trudno - dodaje Monika Ciechomska. Bo wzajemne przepychanki odwracają uwagę rodziców od dziecka, a to przecież ono jest najważniejsze.

Czy mężczyzna może karmić piersią?

Odpowiedź wydaje się oczywista, ale nie do końca.... Tak, tak, mężczyzna w czasie karmienia piersią może bardzo się przydać. Przekonują o tym Ewa i Krzysiek z Warszawy. - Zaczęło się od karmienia. Wiadomo, że Krzysiek nie mógł karmić piersią. Ale wstawał w nocy, przewijał córkę i podawał mi ją do łóżka. Dzięki temu ja miałam lżej, a on nie był z boku - opowiada Ewa. Specjaliści bardzo zresztą zachęcają młodych ojców do uczestniczenia, na tyle ile to możliwe, w karmieniu dziecka. Inaczej szybko staje się ono rytuałem matki i malucha, a tata zostaje na boku. W nocy śpi ("po co mam wstawać, skoro ty karmisz" - to argument młodych ojców. Socjologia nazywa to syndromem "spania od ściany"). - Więź pomiędzy matką i dzieckiem w tym pierwszym okresie jest bardzo silna. Mężczyzna musi się starać też budować takie więzi. Ale dla niego jest trudniejsze - ostrzega Monika Ciechomska.

Przewijanie i podawanie dziecka matce to nie jedyna rola taty. Specjaliści z poradni laktacyjnych podkreślają, że wsparcie męża jest dla kobiety bezcenne, szczególnie przy pierwszym dziecku. Chwil zwątpienia jest przecież na początku mnóstwo. - Ja szybko poddałam się i przerzuciłam się na karmienie butelką. Teraz żałuję, że zabrakło mi silnej woli. Ale myślę sobie, że gdyby mój facet mnie wspierał, byłoby mi łatwiej - mówi Ania z Konina, mama 4-letniej Gabrysi. Często zresztą bywa, że nawet gdy dziecko jest karmione butelką, to i tak zajmuje się tym mama. A przecież wtedy panowie mają pełne pole do popisu!

Pierwsze kilka miesięcy dla młodej matki to wyjątkowo ciężki okres: problemy z karmieniem piersią, troska o dziecko (bez wsparcia, bo mężczyzna jest w pracy), brak kontaktu z dorosłymi (młode matki spotykają na spacerach inne młode matki, a tracą kontakty zawodowe i towarzyskie) i częste problemy ze zrzuceniem zbędnych kilogramów po porodzie. Tu właśnie potrzebny jest mężczyzna. - Ma być wsparciem. Pochwała "świetnie sobie radzisz z dzieckiem kochanie", potrafi zdziałać cuda, jeśli jest szczera. Mężczyzna powinien też przypominać żonie, że wciąż dla niego jest kobietą - zaznacza Monika Ciechomska.

Mówimy, że jest dobrze

Teoria teorią, ale jak to wygląda w praktyce? Zajrzyjmy do ciekawej analizy "Polska rodzina. Jaka jest, jak się zmienia", autorstwa Małgorzaty Sikorskiej, wydanej przez Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową w 2009 roku. Według badań, na które powołuje się autorka, 53 procent Polaków to zwolennicy równouprawnienia w rodzinie. Nienajgorzej, ale za słowami nie idzie praktyka. Tylko 7 procent mężczyzn gotuje, 8 procent - zmywa, a prasuje co 20 facet. Jedyną kategorią, w której mężczyźni są naprawdę aktywni, to zlecanie usług do wykonania (np. wezwanie hydraulika) - 59 procent mężczyzn odpowiada za to w swoich domach.

Niestety nie ma badań, ilu mężczyzn aktywnie zajmuje się dziećmi: przewija je, karmi, kąpie i bawi się z nimi. Są jednak badania dotyczące wychowania dzieci poniżej 18 roku życia. Aż 90 procent czynności wykonują w domach kobiety. Choć 93 procent Polaków twierdzi, że "wychowaniem dzieci powinni w równym stopniu zajmować się oboje rodzice"...

Socjologowie przekonują jednak, że Polacy powolutku się zmieniają. Młodzi ludzie są bardziej otwarci na partnerstwo i równouprawnienie niż ich rodzice. W 1984 roku przeciętny mężczyzna zajmował się domem 84 minuty dziennie, w 2007 roku - aż dwie godziny i 18 minut. Kobiety natomiast skróciły ten czas z ponad sześciu godzin, do 4,5. To krok w dobrą stronę, choć trzeba przyznać, że mały krok.

Więcej o: